
Kto zostanie nowym lordem dowódcą Nocnej Straży?
Streszczenie
Jon jest zmęczony i zły. Zmęczony, ponieważ przez większość nocy rozważał propozycję Stannisa. Zły, gdyż nie dają mu spokoju słowa, które kiedyś Robb rzucił w czasie zabawy: Jon nie może wcielać się w lorda Winterfell, gdyż jest bękartem niemającym praw do tego tytułu. Tłumione uczucia znajdują ujście podczas ćwiczeń z Żelaznym Emmettem: Snow traci nad sobą panowanie i bracia muszą odciągać go od rozbrojonego przeciwnika. Szczęśliwie zwiadowca z Wieży Cieni to przeciwieństwo Allisera Thorne’a, nie ma więc do Jona żalu. Przegina jednak pałę goryczy – jak to mawiał król Foltest – żartując, że rozumie już, co czuł Qhorin Półręki. Wściekły Jon udaje się do zbrojowni, stamtąd zaś robaczym korytarzem do łaźni. Nie rozumie tej wściekłości – przecież może zostać lordem Winterfell! Nie potrafi się jednak z tego cieszyć, prześladowany wspomnieniem oblicza Catelyn Stark: oskarżycielskim i przypominającym mu, że Winterfell nie jest jego domem.
Starożytną twierdzę spalił Theon Greyjoy, ale ruiny można odbudować. Z pewnością tego chcieliby jego ojciec i Robb. Czy jednak na pewno? Ten sam Robb, zabraniający mu bawić się w lorda Winterfell? Przypomina sobie ponure oblicza spoczywających w kryptach Królów Zimy, którzy prześladowali go w snach, powtarzając, że to nie jego miejsce.
Zażywając kąpieli, rozmyśla o propozycji Stannisa. Zamek był ruiną, ale lord Eddard zawsze powtarzał, że sercem Winterfell jest rosnące w bożym gaju czardrzewo. Problem w tym, że Stannis co prawda chciał, by odbudował twierdzę, postawił mu jednak twarde warunki: uczyni go Starkiem, w zamian jednak Jon musi wyrzec się starych bogów i oddać czardrzewo płomieniom Melisandre. Wie, że nie ma prawa tego zrobić. Winterfell należy do starych bogów. Z rozmyślań wyrywają go dochodzące z niedaleka głosy. Alliser Thorne i Bowen Marsh namawiają Othella Yarwycka do poparcia w wyborach Janosa Slynta, wskazując, iż ten cieszy się zaufaniem Tywina Lannistera, który w liście do Straży nazwał go swym wiernym sługą, a to właśnie Pan Casterly Rock ostatecznie zatriumfuje w tej wojnie. Słysząc poruszającego się w wodzie Snowa, rozmówcy milkną. Jon nie ma zamiaru się przed nimi kryć i życząc miłego knucia, opuszcza łaźnię.
Na zewnątrz nie wie, gdzie się udać. Nie ma nic do roboty, gdyż odsunięto go od wszelkich obowiązków. Brama pod Murem jest otwarta, więc Snow kieruje się do tunelu. Jest pewien, że Thorne i Marsh przekonają Yarwycka, by poparł Slynta i to on zostanie nowym lordem dowódcą. Cóż więc pozostaje Jonowi, jeśli nie Winterfell? Po drugiej stronie Muru szaleje zimny wiatr. Jon udaje się aż na skraj Nawiedzanego Lasu. Myśli o oczekiwaniach różnych ludzi wobec niego: Ygritte chciała, by dołączył do Wolnych Ludzi, Stannis by został Starkiem. Czego sam pragnie? Wybór pozornie wydaje się łatwy: stryczek od Slynta albo lordowski tytuł i piękna Val. W przyszłości zaś dzieci z ich związku – coś, o czym nie mógł marzyć przywdziewając czerń. Jako pan Winterfell zapewniłby też opiekę synowi Dalli, ale również Goździk i jej dziecku. Wie, że tego pragnie. Czuje straszliwy, fizyczny wręcz głód. Chce wypełnić żołądek świeżym, okrwawionym mięsem. Potrzebuje dobrej chwili, by zrozumieć, co to oznacza.
Duch stoi na skraju lasu. Jest chudy, ale większy niż go zapamiętał. Wilkor doskakuje do niego w kilku susach i razem lądują na ziemi, tarzając się na zeschłej trawie. Jon jest poruszony: myślał, że utracił wilka, tak samo jak wcześniej braci i Ygritte. Nie wyczuwał go, odkąd wspiął się na Mur. Czerwone oczy wilkora i jego biała sierść kojarzą mu się z czardrzewem, mającym te same barwy. Duch, tak samo jak drzewo-serce, należy do starych bogów. Już wie, co powinien zrobić.
Wracając do zamku, zauważa wychodzących z lodowego tunelu Stannisa i Melisandre, a także ludzi zapalających po północnej stronie Muru nocne ogniska. Na zamkowym dziedzińcu, w większości zajętym przez ludzi Baratheona, widok wilkora wywołuje sensację. Snow dostrzega w oknie wieży przyglądającą mu się Val – wie, że ktoś inny będzie musiał ją stamtąd ukraść. Kieruje się do Sali Tarcz, która obecnie służy za jadalnię, chcąc nakarmić głodnego wilkora. W środku panuje straszliwe zamieszanie, którego przyczyn Jon nie rozumie. Slynt krzyczy o renegatach i zdradzie, Żelazny Emmett stoi na stole i trzyma obnażony miecz, Hobb zaś wyklina zwiadowcę. Rwetesowi kładzie kres Pyp, który dostrzegając Snowa i wilkora, przeciągle gwiżdże. Slynt, widząc chłopaka i jego wilka, zaczyna pokrzykiwać coś o bestiach i wargach. Taki stwór jak Snow nie tylko nie zasługuje, by nimi dowodzić, ale nawet żyć! Jon jest zaskakująco spokojny. Chciałby tylko wiedzieć, co tu się właściwie dzieje. Aemon wyjaśnia, że zgłoszono jego kandydaturę na lorda dowódcę. Snow jest szczerze ubawiony – pewnie znowu Pyp robi sobie żarty. Ten jednak zaprzecza, podobnie jak Grenn. Winnym okazuje się Edd Cierpiętnik. Jest mu przykro, że robi coś takiego przyjacielowi, ale lepiej żeby to był Jon, niż on. Slynt domaga się, by Snowa powiesić jako renegata i warga. Nigdy nie zgodzi się, by nimi dowodził. Wtrąca się Cotter Pyke, który z właściwym sobie taktem sugeruje, co lord Janos może sobie ze swoją niezgodą zrobić. Co do meritum, dowódcę Wschodniej Strażnicy wspiera Denys Mallister, wskazując, że każdy zaprzysiężony brat ma prawo zgłosić dowolnego kandydata, o ile ten złożył przysięgę. Wybucha ponowna awantura, którą przerywa Thorne. Najlepiej rozstrzygnąć ten spór poprzez głosowanie, a głosować muszą do skutku, bo Stannis nakazał swoim ludziom trzymać ich w Sali Tarcz do czasu, aż wybiorą nowego lorda dowódcę. Nim jednak zaczną, Othell Yarwyck zamierza coś ogłosić. Pierwszy budowniczy informuje, że wycofuje swoją kandydaturę. Zamierzał poprzeć Slynta, ale obecnie nie jest już do tego przekonany. Wybór lorda Janosa to otwarta prowokacja wobec Stannisa, co Nocnej Straży może tylko zaszkodzić. Kto wie: może i Snow jest lepszym kandydatem: z pewnością jest dłużej na Murze, w dodatku to bratanek Benjena Starka i były giermek lorda dowódcy Mormonta.
Czarni Bracia domagają się przyniesienia kociołka, do którego można wrzucać sztony. Naczynie jest wielkie i przykryte masywną pokrywką. Przynoszą je Sam i Clydas. Gdy ten drugi podnosi pokrywkę, z kotła, wrzeszcząc ochryple, wylatuje kruk. Ptak lata pod sklepieniem, jakby próbował znaleźć drogę ucieczki. Sam rozpoznaje w nim kruka lorda Mormonta. Ptaszysko ląduje na stole obok Jona. Jest stare, brudne, przemoczone i z okrzykiem „Snow” wskakuje na ramię bękarta. Thorne wyśmiewa lichą według niego inscenizację. Wszyscy wiedzą, że Tarly zajmuje się krukami i to on nauczył ptaki powtarzać nazwisko bękarta. Kruk Mormonta znał znacznie więcej słów. Ptak jakby na potwierdzenie zaczyna gadać jak najęty, dopominając się ziarna i powtarzając „kociołek”.
To przesądza. Jon wygrywa wybory. Jedni mu gratulują, inni padają na kolano. Marsh oferuje mu swą dalszą służbę, zaś Mallister i Pyke pierwszy raz zgadzają w czymkolwiek, życząc mu, by podołał zadaniu. Ludzie Stannisa pozwalają im wyjść. Jon z krukiem na ramieniu opuszcza Salę Tarcz w towarzystwie Ducha, Sama, Pypa i Grenna. Ci ostatni szepcą między sobą, że wybór Snowa to dzieło Zabójcy. Pypar chce wiedzieć, jak Samowi udało się wsadzić kruka do kociołka oraz skłonić go, by wylądował obok Jona. Gdyby ptaszysko zamiast niego wybrało Slynta, cały plan wziąłby w łeb. Zabójca zaprzecza, by miał cokolwiek z tym wspólnego – widokiem ptaka był zaskoczony tak samo jak pozostali. Jon nie może w to wszystko uwierzyć. Bracia podają mu bukłak wina, ale wypija tylko łyk. Mur należy teraz do niego, a czeka go jeszcze rozmowa z królem.
Postaci występujące w rozdziale
- Jon Snow
- Stannis Baratheon
- Denys Mallister
- Cotter Pyke
- Bowen Marsh
- Othell Yarwyck
- Alliser Thorne
- Janos Slynt
- maester Aemon
- Samwell Tarly
- Clydas
- Żelazny Emmett
- Eddison Tollett
- Pypar
- Grenn
- Trzypalcy Hobb
- Dywen
- Atłas
- Owen Przygłup
- Todder, zwany Ropuchą
- Bedwyck, zwany Gigantem
- Zapasowy But
- Mully
- Ulmer z Królewskiego Lasu
- Słodki Donnel Hill
- Hareth, zwany Koniem
- Halder
- Melisandre
- Val
Wspomniani
- Robb Stark
- Daeron Targaryen, zwany Młodym Smokiem
- Aemon Targaryen, zwany Smoczym Rycerzem
- Ryam Redwyne
- Tywin Lannister
- Eddard Stark
- Catelyn Stark
- Benjen Stark
- Theon Greyjoy
- lord Qorgyle
- Jeor Mormont
- Qhorin Półręki
- Głuchy Dick Follard
- Donal Noye
- Mance Rayder
- Mag Mar Tun Doh Weg, zwany Magiem Mocarnym
- Craster
- Ygritte
- Goździk
- syn Goździk
- Mały Książę Zrodzony w Bitwie
- Florian Błazen
- Styr
Ważne informacje
- Donżony i wieże Czarnego Zamku łączy pod ziemią sieć tuneli, zwanych „robaczymi korytarzami”.
- Po północnej stronie Muru znajduje się „obóz internowania”, w którym Stannis umieścił pojmanych Dzikich. Po tej samej stronie Melisandre pali swe nocne ogniska.
- Żelazny Emmett jest zwiadowcą z Wieży Cieni i chlubą tego garnizonu, jeśli chodzi o zdolności szermiercze. Jon często z nim ćwiczy i z pojedynków wychodzi zwykle mocno poobijany.
- Poległych w bitwie pod Murem Dzikich spalono po jego północnej stronie.
- Duch obecnie jest dwukrotnie większy od zwykłego wilka.
- W wyborach lorda dowódcy każdy zaprzysiężony brat może zgłosić dowolnego kandydata, o ile ten również złożył przysięgę.
- Stannis, mający miażdżącą przewagę liczebną nad Czarnymi Braćmi, obstawił swymi ludźmi wyjścia z Sali Tarcz, ogłaszając, że nie wypuści z niej nikogo, dopóki nie zostanie wybrany nowy lord dowódca Nocnej Straży.
- Jon Snow według oficjalnej numeracji jest dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą Nocnej Straży.
Kwestie tłumaczeniowe
- [Zamiast „Dowódca Wschodniej Strażnicy znowu walił pięścią w stół, tym razem domagając się kociołka” powinno być: „Człowiek ze Wschodniej Strażnicy (…)”, gdyż oryginał określa go tylko jako „The Eastwatch man” i nie chodzi tu o Cottera Pyke’a, tylko o nieznanego z imienia zaprzysiężonego brata, który już wcześniej uderzał pięścią w stół, gdy wszedł Jon. – BT]
- [Pod koniec rozdziału zamiast mówić o „łysym łbie Janosa Slynta”, Pyp powinien wspomnieć o jego „tłustym łbie” („fat head”). Poza tym według dziewiątego rozdziału Jon w Nawałnicy Slynt ma jeszcze połowę włosów. – BT]
Poniżej znajdują się informacje z dalszych tomów PLiO.
Komentarz
U Martina większość bohaterów zaciekle walczy o władzę, ale niektórym z nich wpada ona w ręce, mimo że nie są nią zainteresowani. Widzimy to w przypadku Neda, który nie chce być namiestnikiem. Podobnie jest z Davosem, który uważa, że kompletnie nie nadaje się na to stanowisko. Jon nie ma podobnych oporów, być może dlatego, że w ogóle nie przechodzi mu do głowy możliwość dowodzenia Nocną Strażą. Samwell ma jednak wobec niego inne plany. Rola Zabójcy w wyborze Snowa na lorda dowódcę jest decydująca, on bowiem namawia Denysa Mallistera i Cottera Pyke’a, cieszących się poparciem prawie dwóch trzecich głosujących, by wycofali swe kandydatury i wsparli Jona. Pośrednio za sukcesem Snowa stoi też Stannis, który nie dość, że dezawuuje będącego na fali wznoszącej Slynta, to jeszcze zamyka Czarnych Braci w Sali Tarcz grożąc, że nie wypuści ich do czasu, aż wybiorą lorda dowódcę. Być może nie znajdując się pod taką presją, podeszliby do kandydatury bękarta z Winterfell bardziej krytycznie. Do tego Yarwyck, który miał poprzeć Slynta, ostatecznie wycofuje się z tego, wskazując na niechęć Stannisa do byłego dowódcy Złotych Płaszczy. Podkreśla jednocześnie atuty Jona w postaci pochodzenia i doświadczenia, skłaniając prawdopodobnie tym samym przynajmniej niektórych swoich zwolenników, by poparli Snowa. Biorąc to wszystko pod uwagę wydaje się zatem niemal pewne, że nasz ulubiony bękart już w pierwszym głosowaniu mógł zostać wybrany kolejnym dowódcą. Szczególnie, że jak zauważył w poprzednim odcinku Bluetiger, Slynt wbrew obawom Jona i Sama, tak naprawdę był bardzo daleki od zwycięstwa. Wskazując na czynniki, które doprowadziły do wyboru Snowa, nie możemy zapominać też o Eddzie Cierpiętniku, który zgłasza kandydaturę bękarta. Czy działał z poduszczenia Sama, kogoś od Pyke’a czy Mallistera, czy własnej inicjatywy?
Jest też ostatni czynnik, przechylający szalę na korzyść Jona: kruk Mormonta. Czy rację ma Thorne, który twierdzi, że intryga została zaplanowana przez Sama? Ser Alliser przedstawia dość sensowne przesłanki na poparcie tej tezy. Trudno też sobie wyobrazić, by jakiś ptak z własnej woli wlazł do pustego garnka, tym bardziej że musiałby wcześniej uporać się z ciężką pokrywką. Tyle że my – w przeciwieństwie do Thorne’a – mamy wgląd w myśli Sama, zarówno w Nawałnicy mieczy jak i Uczcie dla wron. W żadnym z jego rozdziałów nie ma nawet cienia sugestii, że to on stał za pojawieniem się kruka. Jest też jeden niepodważalny argument, na który uwagę zwraca nam Pyp: jakim cudem Tarly miałby skłonić ptaka, by ten faktycznie wylądował na ramieniu Snowa? Pozostaje też dość zasadniczy problem, nad którym nikt już się nie zastanawia: skąd Sam miałby w ogóle wziąć kruka Mormonta, którego ostatni raz widziano przy ciele Starego Niedźwiedzia w Twierdzy Crastera?
Osobiście jestem zwolennikiem teorii DaeLa, który wskazuje, że ptaka kontroluje Bloodraven. Mur najwyraźniej nie stanowi przeszkody dla jego zdolności – być może z powodu wyjątkowej mocy zielonego jasnowidza. Jest też inne wyjaśnienie: jak słusznie w poprzednim odcinku zauważył Bluetiger, Rivers nadal de facto pozostaje lordem dowódcą Nocnej Straży. Być może Mur zatem w jakiś sposób pozostaje „posłuszny” dowodzącemu formacją. Przeciw specjalnemu statusowi lorda dowódcy świadczy jednak fakt, iż o ile by zostać członkiem Nocnej Straży, należy złożyć przysięgę, która może zawierać w sobie jakiś element „zaklęcia”, działającego choćby na znajdującą się pod Nocnym Fortem Czarną Bramę, nie wiemy nic o tym, by lord dowódca składał jakieś dodatkowe przysięgi. Na tym etapie możemy zatem tylko spekulować. Podobnie nie jesteśmy w stanie przesądzić, na ile Bloodraven był świadomy działań Sama, a na ile samodzielnie próbował wpłynąć na wybór Snowa. Całkiem możliwe, że sama akcja z krukiem mogłaby doprowadzić do zwycięstwa Jona, niezależnie od tego, czy Tarly rozpocząłby swoją intrygę. To jednak tak naprawdę kwestia drugorzędna, gdyż znacznie ważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, z jakich powodów zależało Riversowi, by Snow został wybrany. Czy dlatego, iż jako jedyny na Murze – nie licząc Stannisa i Melisandre – rozumiał, że Dzicy są może i problematycznym, ale jednak wartościowym sojusznikiem w walce z prawdziwym wrogiem, jakim są Inni? Wątpię, by był to jedyny powód. Bloodraven z pewnością wie, że Snow jest wargiem, całkiem możliwe też, że albo zna, albo przynajmniej domyśla się jego prawdziwego pochodzenia. Jaką rolę dla niego przeznaczył? Czy przewidział, iż bękart zginie i wydało mu się to użyteczne dla jego planów? Nasza dotychczasowa wiedza o Bloodravenie wskazuje, że nie jest on przesadnie wybredny co do doboru środków, jeśli prowadzą do użytecznych jego zdaniem celów.
Choć może nie jest to kwestia najważniejsza, pozostaje jeszcze jedna zagadka: skoro wykluczamy udział Sama, jakim cudem ptak wlazł do tego kociołka? Na ten moment najbardziej przekonującą hipotezą jest ta, że kruk musiał wykorzystać moment, gdy naczynie nie było przykryte. Inna niż wskazana wymagałaby przyjęcia dodatkowych założeń, na potwierdzenie których dowodów w mojej ocenie nie ma.
Sama scena ostatniego głosowania fenomenalnie łączy w sobie humor i patos, dając też – przynajmniej na etapie Nawałnicy mieczy – niezwykle satysfakcjonujące zakończenie wątku Jona. Widzimy bowiem, że wybór na lorda dowódcę jest swoistą nagrodą dla Snowa, który kuszony władzą i piękną kobietą, wytrwał w swej przysiędze. Podjęcie ostatecznej decyzji przychodzi wraz ze spotkaniem z Duchem. Do tego czasu Jon, który przecież słusznie nazywany jest przez Slynta wargiem – co widzimy choćby w tym rozdziale, gdy odczucia wilkora pojawiają się w umyśle bękarta – był niekompletny. Teraz znów jest sobą, tylko że mądrzejszym o wszystko, co dotychczas przeżył. Może zatem w końcu przynajmniej częściowo zrozumieć, kim jest. Nie Starkiem, lecz Snowem! Zaprzysiężonym bratem Nocnej Straży, wiernym przysiędze złożonej przed starymi bogami. Tylko pozostając Snowem może być wierny dziedzictwu Starków, nierozerwalnie związanych ze starymi bogami i magią czardrzew. Nie przypadkiem Martin przywołuje słowa Eddarda Starka o drzewie sercu Winterfell. Bez niego nawet po odbudowie twierdza byłaby w rzeczywistości tylko kupą kamieni, tak jak Snow okazałby się Starkiem tylko z nazwiska.
To że aby pozostać Starkiem, trzeba zachować nazwisko Snow, jest kolejnym z wielu przykładów gorzkiej ironii, w której lubuje się Martin. Gorzki będzie też finał rządów Jona, które objął przy entuzjazmie większości swych współbraci, ale o tym przekonamy się już w kolejnych tomach.







Eh, początek końca. Kiedy myślę jak to się skończy to wcale nie czuję się tej satysfakcji z tego rozdziału. Jak mogę skoro już wiem o nożach, które dosięgną Jona. I żadna to nagroda.
Swoją drogą Stannis powinien trzymać krócej Melisandre. Gdyby nie zaczęła gadać tyle o swoim demonie to Jon nie przestraszyłby się, że będzie musiał spalić gaj bogów i czuł niechęć do tej propozycji… mógłby zgodzić się wcześniej. Wtedy Sam już nie zdążyłby uknuć intrygi i pokrzyżować Stannisowi szyki. Ale mówię, to zaczęło się od gadania Melisandre. Gdyby Stannis trzymał ją krócej to byłaby szansa. Eh, czy Stannis nie potrafi myśleć bez Davosa??? Davos na pewno powiedziałby mu, żeby odsunąć wiedźmę od tych kluczowych negocjacji ze Snowem.
„Bloodraven z pewnością wie, że Snow jest wargiem, całkiem możliwe też, że albo zna, albo przynajmniej domyśla się jego prawdziwego pochodzenia. Jaką rolę dla niego przeznaczył?”
Ależ zna i pracował nad tym jego przeznaczeniem niemal 100 lat :)) Taka jest moja teoria.
Bloodraven odkrywa w pewnym momencie coś, co tam Ród Smoka próbował nieudolnie wpleść do lore. Będzie kiedyś Ksiaże którego obiecano zrodzony z pieśni lodu i ognia, który ocali ludzkość przed ciemnością. Być może jak też serial (rękami Martina) próbował zasugerować, były jakieś księgi o tym, ale w trakcie Tańca zaginęły.
I tak sobie Bloodraven od tamtego czasu knuje. Jako jeden z Bękartów opowiada się po stronie Dareona. Dlaczego? Niby poszło o kobietę, ale to był spór z Aegorem, nie Daemonem. Poparł Dareona, bo wiedział że ta linia rodu musi rządzić 🙂 Ta wywodząca się od Aemona nie Aegona IV, if you know what i mean 🙂
Przychodzi potem turniej Ashford i od niego zaczynają się dziwne przypadki. Jeden po drugim giną Targaryenowie z czarnymi włosami. Baleor, Valarr i Matarys Jeden z przypadku, inni z choroby. W komentarzu do serialu wspomniałem cytat z nowelki. Maekar zdziwiony nie pamięta w ogóle ciosu, który zadał. Ten sam który pamięta z goryczą swoje czyny podczas I Rebelii.
Gdy królem zostaje Aerys, znów los robi wszystko by linia sukcesji przeszła na Maekara. Ginie Rhaegel… bo zakrztusił się ciastem. Potem jakimś przypadkiem bliżniaczka Aelora zabija go gdy ten był wyznaczony na nastepce. Ona sama też się zabija. Warto zaznaczyć, że to rodzeństwo było już złotowłose, ale:
[quote]
„Nasza dotychczasowa wiedza o Bloodravenie wskazuje, że nie jest on przesadnie wybredny co do doboru środków, jeśli prowadzą do użytecznych jego zdaniem celów.”
[/quote]
Gdy królem zostaje Meakar, pozostaje tylko dopilnować by jego następcą został Aegon, który był związany już z Blackwoodami. Brynden sam jest potomkiem tego rodu, więc zapewne było to bardzo istotne.
Więc pozbył się jakoś Dareona – umarł na jakąś chorobę weneryczna od prostytutki.
Aerion – mogłoby się rzec, że szalony i w końcu dał upust, ale ja w to nie wierzę. Był pieprznięty z charakteru, ale umysł miał dość zdrowy by wiedzieć co go może zabić. Przytomnie wybrał próbę 7 na 7, bo czuł że przegra z Dunkiem. W Essos wstąpił do kompanii, a później jako ksiaże w Westeros zaslużył się w obronie królestwa. Czemu nagle wypił dziki ogień? Może ktoś mu zesłał jakieś sny? 🙂 Gdy już sprzedajemy historię o szalonym księciu, wykluczamy jego syna Maegora. Jak można go tak było nazwać? 🙂
Aemona „pozybyto” się grzecznie wczesniej, więc nie trzeba było nic mu robić.
Mamy więc odhaczony kolejny element planu. Linia sukcesji pójdzie oficjalnie z krwi Targaryenów i Blackwoodów.
Sam Brynden zostaje wysłany na mur, bo był aż nazbyt niewybredny w środkach 🙂 I on w przeciwieństwie do brata Aegora, nie ucieka przez Nocną Strażą. Wręcz przeciwnie. Czyżby to był kolejny element planu?
Ale potem zaczyna robić się jeszcze ciekawiej. Pierworodny Duncan (czarne włosy!) zrywa zaręczyny dla jakiejś leśnej wiedźmy. Skąd ona się nagle wzięła? Ponoć pochodzi od Pierwszych Ludzi. A to ci przypadek, żeby jakieś czardrzewa miały tu związek z tym, co nie?
Duncan się „eliminuje” z sukcesji, choć na jego nieszczęście będzie to trwałe i tak niebawem.
Mamy więc Jahaerysa, który miał poślubić kogoś z Tullych, ale plan Aegona na dzieci szlag trafił permanentnie. Nici z końca kazirodczych zwiazków. Poślubia siostrę i potem znów pojawia się Jenny, tym razem ze znaną nam Karlicą, by przepowiedziec, że z związku ich dzieci urodzi się obiecany Książe.
I tu mamy niby koniec historii, ale jednak nie.
Bo coś się wydarzyło dziwnego w Sumerhall, to na pewno. Znowu objawiła się jakaś obsesja. Jakieś zesłane smoczne sny?
Poza tym ten Ksiaże to chyba jednak nie był Rhaegar, tylko któreś z bohaterów sagi. Tutaj już wkraczają znane nam analizy i teorie. Rhaegar pewnie przeczytał to co dawno temu Bloodraven. Sen Aegona? Myślę, że to akurat może być oryginalny pomysł Martina, a nie serialu.
Naciągane? Miejscami owszem. Ale nikt mnie nie przekona że coś nie jest na rzeczy 🙂
Szalone? Nawet bardziej.
A może to faktycznie przypadki? Albo jakaś ironia Martina, że tylu dobrych ludzi umarło zanim mieli możliwość objąć tron.
Ale sam Aemon mówił, że wielu dobrych ludzi było złymi królami, a niektórzy źli byli dobrymi.
Na koniec jeszcze można sie zastanowić czy szaleństwo Aerysa też nie było jakby „zaplanowane” 🙂 Tylko wymknęło się spod kontroli bardziej niż u Aeriona.
eh, nie umiem oznaczać cytatów 🙁