
Korzystając z zimowej przerwy szkolnej, wybraliśmy się z rodziną na “Zwierzogród 2”. Udało nam się chyba w ostatniej chwili dorzucić cegiełkę do monstrualnych wyników finansowych, jakie osiągnął ten film, bo już trafił do płatnych streamingów. Wcześniej, przy wydatnej pomocy Chińczyków, wdarł się do pierwszej dziesiątki najlepiej zarabiających filmów w historii, można więc było założyć, że jest to produkcja w miarę udana. Poprzeczka jednak wisiała bardzo wysoko. Dzień przed seansem zrobiliśmy sobie powtórkę z części pierwszej i mogę tylko przytaknąć wszystkim głosom wychwalających tamten film, jeden z najlepszych Disneya od dawna. Czy udało się drugi raz osiągnąć równie spektakularny efekt?
Akcja drugiego “Zwierzogrodu” rozpoczyna się kilka dni po finale jedynki. Judy i Nick pracują w policji, jednak bardzo szybko różnice ich charakterów doprowadzają do konfliktu, przez co para zostaje skierowana na terapię i jednocześnie odsunięta od śledztw. Wszystko zbiega się w czasie z wielką imprezą upamiętniającą założenie zwierzęcej metropolii oraz z pojawieniem się pewnych dawno nie widzianych gości – gadów. Oczywiście nasi dzielni bohaterowie będą musieli raz jeszcze na własną rękę wyjaśnić zagadkę, za którą stoją mroczne siły i dawne tajemnice. Zwiedzą przy tym nowe dzielnice oraz, jakżeby inaczej, będą musieli zmierzyć się z własnymi demonami i zadbać o tę cienką nić, która ich łączy. Pod względem fabularnym nic nie zaskakuje, a wydarzenia biegną łatwym do przewidzenia torem. I chociaż część pierwsza też korzystała z doskonale znanych schematów, to w gatunku filmów animowanych stanowiła pewien ewenement, tak jawnie nawiązując do najlepszych tradycji kina noir.
“Zwierzogród 2” chociaż na pozór nadal jest policyjnym “buddy movie” z kryminalną aferą w tle, to zdecydowanie bardziej idzie w kierunku typowej dla animowanych filmów gonitwy i nieprzerwanej akcji. Zwyczajnie zmęczyło mnie trochę tempo i kolejne wariackie pościgi. Siłą pierwszej części była jej dojrzałość i metodyczność działań bohaterów. Kontynuacja czasami gna z taką prędkością, że ciężko nadążyć za kolejnymi gagami, a krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nie można im przy tym odmówić uroku i urody – zwiedzimy zamieszkałe przez gady mokradła, alpejskie rejony, zobaczymy festiwal na środku pustyni oraz pokrytą śniegiem krainę misiów polarnych, żywcem wyjętych z reklamy pewnego napoju gazowanego. Wszystko to ładne i urokliwe, ale brakuje czasu, żeby nacieszyć oczy tymi widokami.
Przewodnikiem po nowych miejscach jest bobrzyca Gryzelda i według mnie to zdecydowanie najsłabsza ze wszystkich postaci w obu “Zwierzogrodach”. Przypadła jej rola modnego ostatnio “szura”, który zupełnie przypadkowo zna mroczną prawdę o świecie, i któremu mało kto wierzy. Jest przy tym nieznośnie hałaśliwa i natrętna, więc ciężko ją polubić. Zupełnie inaczej niż Grzesia Żmijewskiego, czyli niezwykle poczciwego i sympatycznego węża, o którym nie będę pisał więcej, żeby nie zdradzić zbyt wiele na temat fabuły. Oprócz tej dwójki show kradnie nowy burmistrz, rzucający na lewo i prawo blond grzywą koński aktor-polityk. Dzieciaki na sali niekoniecznie rozumiały, z czego śmieją się dorośli, ale każde jego pojawienie się na ekranie było naprawdę zabawne. Ogólnie jednak nasycenie elementami humorystycznymi jest dużo mniejsze niż poprzednio.
Wrócili też oczywiście różni bohaterowie drugoplanowi, w tym znerwicowany szef policji, kultowy leniwiec, a nawet pewna owca, która ewidentnie robiła grunt pod część trzecią. Zgodnie z moimi przewidywaniami i prawami rządzącymi sequelami, skoro rozmnożono bohaterów, każdy z nich dostał mniej czasu niż poprzednio. I to mój kolejny zarzut, wiążący się z poprzednim. Poszczególne postacie pojawiają się na chwilę i za moment ich nie ma. Byle odhaczyć kolejnego bohatera, czasem drugo lub trzecioplanowego. To niestety przypadłość wielu dzisiejszych filmów, że nie potrafią rozstać się z raz przedstawionymi postaciami, co prowadzi zbytniego ich nagromadzenia (niedawny finał “Stranger Things” jest tego chyba najbardziej ekstremalnym przykładem).
Ale kto oglądał “Zwierzogród”, ten wie, że nie o kreskówkowych bohaterów ani kolorowe lokacje tam chodziło. Opowiedziana w części pierwszej historia była bardzo dojrzała i w mądry sposób poruszała temat dyskryminacji, stereotypów oraz mechanik działania ksenofobicznych podżegaczy. Kontynuacja pozornie bierze na warsztat równie poważne kwestie – partnerstwo, prawa rdzennych mieszkańców oraz pazerność elit. Robi to jednak dużo mniej celnie i wprawnie. Ot choćby wątek problemów Judy i Nicka, które wydały mi się wzięte z kapelusza. Owszem, ta para od początku przejawiała skrajnie różne postawy życiowe, ale to nie przeszkadzało im być skutecznym i mimo wszystko zgranym duetem. Zresztą w części pierwszej dowiedzieliśmy się, że w rzeczywistości wcale nie różnią się od siebie aż tak mocno. Natomiast w kontynuacji muszą się ze sobą pogodzić, chociaż nie odniosłem wrażenia, żeby wcześniej narastał między nimi jakiś głębszy konflikt, a w każdym razie inny niż wcześniej.
Podobnie sprawa wyklętych gadów i cynicznych, drapieżnych rysiów (jak żywo wyjętych z serialu “Sukcesja”) jest dużo prostsza i bardziej jednoznaczna niż intryga pani Obłoczek. Tym razem niemal od razu wiadomo, kto dorobił się czyim kosztem, a fabuła skupia się na pogoni za MacGuffinami, powtarzając w sumie morał, że nie powinno się ulegać stereotypowym uprzedzeniom i że przeciwieństwa mogą się uzupełniać. Na pewno też zabrakło mi tego całego, czerpiącego garściami ze starych filmów, policyjnego “detektywowania”. W jedynce Judy i Nick byli jak Nick Nolte i Eddie Murphy, a fabuła podążała śladami zbrodni razem z bohaterami niczym w rasowym kryminale. W dwójce przez długi czas para jest rozdzielona i dopiero na koniec, trochę za szybko zachodzi w nich przemiana, ale po drodze nie ma tego fajnego, “dorosłego” klimatu. Co z tego, że pojawiają się znakomite nawiązania do “Lśnienia” czy “Milczenia owiec”? To tylko mrugnięcia okiem do starszych widzów, żeby nie usnęli w czasie kolejnych akrobatycznych pościgów.
Może to kwestia moich wygórowanych oczekiwań. Może niepotrzebnie przypominałem sobie pierwszą część “Zwierzogrodu” na dzień przed pójściem do kina. Tym niemniej część druga mnie rozczarowała. To bynajmniej nie jest zły film – wprost przeciwnie. Po prostu nie dorasta pierwowzorowi do pięt. Jest ładny i kolorowy (choć za bardzo jak na mój gust, marzyła mi się kreska jak w „Rango”) oraz całkiem niegłupi, tylko ma pecha być kontynuacją filmu bardzo mądrego i świadomego. “Zwierzogród 2” jest znacznie szybszy, wprost kipi akcją i stara się poruszać poważne tematy, ale moim zdaniem za mocno skręca w banał i latające ludziki. Nawet taki drobiazg jak hitowa piosenka w wykonaniu jakiejś wielkiej gwiazdy tym razem pojawia się dwukrotnie, nie tylko na finał. Pewnie komuś wyszło, że w ten sposób da się zarobić więcej pieniędzy. Wiem, że to film dla dzieci i pod dzieci skrojony – syn stwierdził, że podobał mu się bardziej, bo więcej się działo. Ja jednak zdecydowanie wolałbym coś spokojniejszego, ale głębszego. Jedynka pokazała, że się da.
Zwierzogród 2 (2025)
-
Ocena Crowleya - 6/10
6/10








Film bardziej dla dzieci, niż jedynka, która była bardziej dla nastolatków i rodziców. Jedynka to w moim rankingu ultra klasyk i najlepsze co Pożar zrobił w ostatnich latach. Dwójka nie miała szans doskoczyć do tego poziomu, do tego kilka scen można było sobie tam darować. Jestem rozdarty pomiędzy skokiem na kasę, a jednak dość udaną kontynuacja. To znaczy, po obejrzeniu dwójki chętnie zobaczyłbym dalsze losy duetu króliczki i lisa. Nie znudziłem się.
Sorki za offtop, ale słyszeliście już kto zagra Helenę Trojańską w Odysei Nolana? 😆 😀 Ktoś coś powie?
Może Nolan ma prenumeratę magazynu People, który w 2014 roku uznał Lupitę Nyong’o najpiękniejszą kobietą na świecie? 😛
Serio? Kto robi te zestawienia? Nie nazwałbym jej najpiękniejszą kobietą na świecie. Nie nazwałbym jej nawet najpiękniejszą czarną kobietą na świecie. Ba, nie nazwałbym jej nawet ładną kobietą. 🙂 Zupełnie nie w moim typie. Ale nie w tym rzecz. Zapowiada się kompletna kupa. Pytanie czy Nolan zwariował czy go czymś szantażują?
Dla mnie to zakłamywanie historii i mitologii. Helena pochodziła ze Sparty. Nie z Afryki. Jej ojciec, Zeus nie był ciemnoskóry jak kłamie serial o Percy’m Jacksonie. Miał czarne włosy i grecką urodę.
Poza tym Homer napisał o niej jako leukōlenos (białoramienna) chodziło o to, że kobiety były zamknięte w domu, więc ich skóra była jaśniejsza niż mężczyzn, którzy wychodzili na agorę. Była nawet sztuka w starożytnej Grecji, gdzie kobiety przebrały się za mężczyzn i największym problemem było to, że były takie jasnolice.
Czyli Helena była standardową Greczynką, zamkniętą od dziecka w domu aż do czasu ślubu, gdzie była zamknięta w pałacu męża, a potem zamknięta w pałacu Priama.
Zakłamywanie historii i rasizm w stosunku do Grecji.
Amerykanie naprawdę muszą się czuć winni za te swoje ekscesy rasistowskie, skoro robią takie wypaczenia. A zresztą ich purytańska kultura też nie pomaga – kiedyś rozmawiałam z przyjacielem, że w Agentach Shield to takie głupie, że jak złapali agenta Hydry w swojej grupie i potem trzymali go w celi, nienawidząc go i znęcając się nad nim, zamiast wykorzystywać sytuację, że on był z Hydrą dla wygody, a nie przekonań i mogliby go nawrócić. Skończyło się, że uciekł im i wrócił do Hydry. Ale widocznie tylko Hawkeye ma mózg w tej organizacji.
No cóż, to nie Amerykanie wymyślili lewactwo, tylko radzieckie KGB. Podobno nawet do 70% ich budżetu szło na zakładanie i wspieranie rozmaitych organizacji lewicowych na Zachodzie. KGB już nie ma, ale potwór, którego stworzyli żyje własnym życiem i zatruwa świat. Druga rzecz, że rasizm w USA jest dalej. Tyle że teraz jest to rasizm skierowany przeciw białym. A takie akcje, jak ta z Heleną, stanowią jego część. To rodzaj pieczęci oznaczającej „teraz my rządzimy i wasza Helena będzie czarna”. To trochę jak przerabianie kościołów na meczety w krajach podbitych przez dawną Turcję, mimo iż nie miało to uzasadnienia rzeczywistymi potrzebami. USA należy do tych społeczeństw, które zawsze miotają się od ściany do ściany. To chyba ogólna cecha krajów protestanckich. Podobnie było z gejami. Albo ich zamykali do więzień, albo stawiali na ołtarzach. Nie ma nic pośrodku, żadnej normalności, zwyczajnego traktowania.
Cóż, znowu utopią pieniądze.
Jako nastolatka nie rozumiałam, kiedy czytałam rady Nabokova, że nie wolno twórcy pod żadnym pozorem próbować pisać, aby moralizować, przekazywać jakieś przesłania. Oburzyłam się, że jak to? Przecież książki powinny służyć, ku dobrym intencjom. Dorosłam i zrozumiałam. Nabokov wprost pisał, że w najlepszym razie wyjdzie coś strawnego, ale nie prawdziwa sztuka. Pisał po prostu, aby stworzyć ten świat – jako coś nowego i ułożyć w nim historię. Jeśli będzie tam jakiś morał to czytelnik sam go znajdzie, a nie żeby mu to wciskać na siłę.
Był bardzo mądrym człowiekiem.
To było fascynujące jak rozbierał na części klasyki i pokazywał jak ten świat jest skonstruowany na tyle podobnie do życia, aby w to uwierzyć i na tyle fikcyjnie, aby akcja wynikała z ram tego świata.
No cóż, myślę że mógłbym się z nim zgodzić. Jak ognia unikam produktów kultury, które narzucają mi jakąś tezę zamiast pozwolić wyciągnąć własne wnioski.
Dla mnie bardzo dobry wybór. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Bez cienia ironii.
Gdyby np. zamiast czarnej kobiety dano tu faceta, też byś nie miał zastrzeżeń?
Piękne porównanie. Takie… adekwatne
Jak najbardziej. Jedno i drugie ma tu tyle samo sensu.
Robert Snow jak zwykle w większości swoich wypowiedzi pi***** jak potłuczony, ale tutaj częśćiowo się z nim zgodzę. Gdy przestanie to szokowac, to zaczną się i takie podmianki. Płec, dorośli z dziecmi, kto wie co jeszcze. Tu chodzi o to by szokowac, by się mówiło. To nie jest jak się szurskim prawakom wydaje ideologia czy udźiwniona walka z rasizmem, to jest polaryzacja i chęć zarobienia pieniędzy bez faktycznego inwestowania środkow i pracy po to film faktycznie był dobry. Nie bez powodu wybiera się zawsze na te podmianki postacie, które gdzieś były opisywane jako te najbardziej blade (np nadchodzący Snape). Gdyby to miała być jakaś ideologia faktycznie to mielibyśmy obsady naprawdę zróżnicowane etnicznie, a tak to zawsze jednak murzyn zastępuje białego, a nie np Azjata
Pominę łaskawym milczeniem pierwsze zdanie, ale odniosę się do ostatniego. Otóż nie znasz się lewackiej ideologii, drogi kolego. Dla niej człowiek kolorowy to murzyn albo muzułmanin, w ostateczności Hindus. Azjata to taki sam opresyjny biały jak Europejczyk. 🙂
Oj Kubuś, Kubuś
Aj no nie pozbieram się chyba. Fajna grupka indywiduów się tu zebrała, taka, z którą chyba nijak nie chciałbym mieć nic wspólnego.
Klasyczny Kubuś – mam inne zdanie to się obrażam. Może podaj jakieś argumenty? Wejdź w dyskusję? Czy już tak Cię zabolał ten parszywy hejt, którego tu nie ma a który sobie wymyśliłeś w głowie?
Nie masz kompletnie umiejętności argumentacji i polemiki. A to, jak na kogoś kto próbuje uprawiać dziennikarstwo publicystyczne jest… No, kompromitujące.
Kolejne właśnie takie indywiduum się odezwało. Czujecie się lepiej jak próbujecie kogoś umniejszać w ten sposób, chociażby używając takich zdrobnień. Wcale się nie obrażam, chcecie być zjebami to sobie bądźcie.
No nie ma prawie nikogo kto by cie popieral w tych bredniach. To moze przestan pisac artykuly na tej stronie, skoro widownia ci nie pasuje, bo ma odmienne zdanie
Odmienne zdanie mi totalnie nie przeszkadza. Poparcia też wcale nie potrzebuję i mi na nim nie zależy.
No cóż, Diane Kruger w Troi była zjawiskowo piękna i wyglądała na kobietę, dla której można wywołać wojnę. Ta z Odysei na taką nie wygląda i tyle.
A tak w ogóle jedyna słuszna Helena wygląda tak:
https://wykop.pl/cdn/c3201142/fa9dc24d0da96b2af149e8ac6eccbfdee6c2e4baf6e146a996058e7b99994118,w800.jpg?author=DoktorNauk&auth=51c81bcbff17bc0f226a3be448e87e01
😛
Diane Kruger też raczej nie ma greckiej urody. 😉
A zdjęcie Nyong’o z 12 Years a Slave, gdzie grała niewolnicę, które krąży wszędzie po necie, jest jednak krzywdzące. Gusta gustami, ale to ładna dziewczyna. Choć mało grecka, zwłaszcza z nosa. 😉
Wiesz przecież, że nie w tym rzecz. Nawet gdyby ta Lupita była piękna jak bogini, to przecież nie tego oczekujemy po ekranizacji Odysei. A przynajmniej nie ludzie ceniący grecką mitologię. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby to miał być jakiś eksperyment filmowy, ale chyba nie tego spodziewano się po Nolanie?
Życzę ci, żebyś zrobił film jak Zeus zamienia się w łabędzia jako ten łabędź gwałci Ledę, która potem znosi jajko, z którego potem rodzi się Helena. Widownia oszaleje ze szczęścia, bo wreszcie dostanie godną ekranizację mitologii.
Dlaczego nie? Można byłoby to zrobić. Odpowiednie kadry. Krótkie statystyczne ujęcia. Łabędź z głębokimi oczami. Cięcie. Twarz Zeusa. Cięcie. Przerażona twarz Ledy. Cięcie. Krzyk kobiety w ciemności. Cięcie. Kolorowe jajo na pościeli. Cięcie. Rozbite jajo i płacz dziecka. Leda kołysze dziecko w ramionach.
No i bardzo dobrze. Byłoby to wciąż coś z kręgu greckiej kultury. Obiekcje miałbym, gdyby zmienił się w kangura czy mrówkojada.
A dlaczego Ty Kubo w zasadzie tak bardzo chcesz by część kultury greckiej została tak bardzo przeinaczona? Co oni jacyś gorsi w sumie? Nie rozumiem
„Diane Kruger też raczej nie ma greckiej urody”
Nie musiała mieć, Grecy z okresu wojny trojańskiej to tak naprawdę Achajowie, przybysze z północy, prawdopodobnie jeszcze blondwłosi i jasnoskórzy. Jak Brad Pitt 😉
Mnie tam bardziej boli, że Nolan pożałował na statek dla Odyseusza i wynajął statek wikingów – The Draken Harald Hårfagre. No słabe to. Chociaż wiadomo, że film ma mieć bardzo umowną konwencję to tego akurat mi żal.
Podobno jacyś Azjaci jako statyści do walki jako Grecy też mają być.
To już lepiej było zrobić statek na makiecie jak to Lucas robił ze swoimi modelami, skoro już Nolan chciał oszczędzić. Bo greckie
triery i afrakty to jednak coś innego niż langskip.
Miałem o tym wspomnieć. Grecy sprzed naszej ery to nie Grecy dzisiejsi, po setkach lat tureckiej okupacji.
Zresztą to nie tylko Helena. Już po tym idiotycznym hełmie Agamemnona miałem podejrzenia, że szykuje się jakiś szajs.
„Nie musiała mieć, Grecy z okresu wojny trojańskiej to tak naprawdę Achajowie, przybysze z północy, prawdopodobnie jeszcze blondwłosi i jasnoskórzy. Jak Brad Pitt”.
Ano właśnie. Oni mieli europejskie rysy twarzy, a nie afrykańskie. Swoją drogą widziałem wypowiedzi Greków na temat tej Heleny z Odysei Nolana i byli najczęściej rozbawieni lub zażenowani tym wyborem. To też wiele mówi.
Po pierwsze, jedynka była według mnie taka sobie. W tym samym czasie lepsze były obie części Sekretnego życia zwierzaków domowych. Zwierzogrod był strasznie naiwny dla mnie.
Po drugie, co do Heleny…Ludzie. 2026 i wy dalej nie wiecie co to ragebait? Robią prawdopodobnie to samo co robili ludzie z Amazon i Disney gdy przeczuwali że mają w rękach kupkę, a nie świetny projekt.
Patrząc po tym ile szumu to zrobiło to swój cel już osiągnęli. A jak film nie wypali to będziecie wy ohydni rasiści wszystkiemu winni 🙂
Teraz niemal wszystko jest oparte na ragebaitach.
Jeśli faktycznie jest problem ze scenariuszem i tak dalej to mogę to zrozumieć w przypadku Heleny… jak jednak wytłumaczyć Snape’a? Nowy serial, potrzebują sukcesu jak powietrza i robią coś takiego… Im dosłownie franczyza upadła po Fantastycznych Zwierzętach i zdecydowali się na serial, ze względu na sukces gry. Oni też wierzą, że serial się im nie uda???
Sorry gośćiu, ale jak cieżkim idio…naiwniakiem trzeba być by myśleć, że serial HP będzie chociaż przyzwoity? I że nie jest skokiem na kasę?
Może i ragebait. Dla mnie to tylko kolejny termin, żeby jakoś uzasadnić nienormalność. Należę do pokolenia, które nazywa rzeczy po imieniu.
Ragebait jest niemoralny i zły. Tylko żeby z nim walczyć to trzeba też walczyć z odbiorcą.
Są tematy na które warto dyskutować, ale jest sporo które są rozdmuchane. Jeszcze się okaże jak będzie z tym, ale już widać że chodziło o to by dwie strony sporu rzuciły się na siebie.
Miliony ludzi dyskutuje używając tej samej wąskiej puli argumentów.
W zasadzie to jest takie… Bezsensowne.
Ja wyznaje szkołę Bruce Lee.
Nie trzeba się przejmować każdą sztucznie nadmuchaną afera.
To nie jest dobre podejście. Wiem, że ten argument o gotowaniu żaby jest ostatnio notorycznie nadużywany, ale cóż, słuszny. Godząc się dziś na drobne ustępstwa dajemy pozwolenie na większe jutro. A jutro one też staną się drobne. I końca nie ma.
Cóż, Disney już wyciągnął wnioski. Po klapach finansowych z Ariel i Śnieżką, wybrali na Roszpunkę piękną biała blondynkę.
https://www.reddit.com/r/Letterboxd/comments/1q6xlbv/tangled_liveaction_movie_casts_teagan_croft_as/
Problem jest taki, że to iż słusznie Tobie to nie pasuje nie oznacza, że Twój pogląd jest dużo lepszy. Szurskie prawactwo jest jeszcze gorsze niż szurskie lewactwo (albo porównywalne) i naprawdę łatwo o przegięcie w którąkolwiek stronę. Jakaś korporacja coś wymyśla by wywołać szum, a dostaje się ludziom walczącym z rasizmem, LGBT (a konkretnie zawsze tylko gejom), murzynom itd itp jak gdyby oni mieli z tym cokolwiek wspólnego
Sorry ale sam wchodzisz w szurstwo z góry zakładając, że skoro potępiam lewactwo to automatycznie muszę być wyznawcą Brauna. Ja wierzę w normalność i jej oczekuję. Sam popieram walkę z rasizmem. Tyle że dziś rasizm dotyka białych, nie kolorowych.
No i wlasnie tym zdaniem pokazales, ze tak jak sie domyslalem, ale jestes szurskim prawakiem. Natomiast do jakiegos stopnia cie rozumiem, bo sam tak z 8 lat temu moglbym w podobny sposob pomyslec. Dam ci rade, ale po prostu doedukuj sie. Pogadaj z kolorywmi osobami, poogladaj/poczytaj materialy (polskich nie znajdziesz, od razu mowie) i zobaczysz jak pewne sprawy sie rozjasnia.
I pamietaj, ze kiedy patrzysz w otchłań, ona patrzy na ciebie
Szczerze mówiąc gówno mnie obchodzi, czego się domyślasz, a czego nie. Możesz mnie sobie uważać i za czajnik z gwizdkiem, wisi mi to. Jeżeli nie zgadzasz się z moimi poglądami, to je zwalczaj. Walcz z tym co tu głoszę, bezlitośnie zaprzeczaj podanym faktom, bohatersko wysuwaj własne argumenty. Ale tanią wsiową psychoanalizę wsadź sobie w rzyć, bo nie ma chyba drugiej rzeczy na tym dobrym świecie, która obchodziłaby mnie równie mało co zdanie jakiegoś internetowego siurka o mojej osobie. 🙂
Czyli co, najlepiej siedzieć cicho i nie zabierać zdania, bo to ragebait albo chwyt marketingowy? Może i tak, ale ja tam się cieszę, że ludzie potrafią jeszcze dostrzec absurd czy głupotę filmową i się temu sprzeciwić. Albo chociaż to wyśmiać.
MI się ogólnie bardzo podobał i uważam, że wyglądał mega dobrze. Natomiast dwie rzeczy mnie irytowały. Postać Judy…przez połowę filmu miałem nadzieję, że sobie guza nabije. Strasznie przygłupie zachowanie z jej strony w wielu momentach. Uważam, że twórcy filmu przypadkiem przedstawili pewny trend społeczny, który możemy obserwować w ostatnich latach. Mianowicie mężczyzna zły, kobieta dobra, jak coś wychodzi to dzięki niej, jak nie wychodzi to przez niego. Judy pakuje bohaterów w kłopoty raz za razem bez większego pomyślunku czy sensownego planu. Tyłek ratuje jej (i sobie też) Nick, który się naraża i poświęca oraz inni bohaterowie. W dodatku Nick, który tym razem jest tym rozsądnym nie zbiera za to pochwał, tylko pocisk. Judy go jedzie (a co tam, to tylko mój partner, ale przecież faceta to można) i daje mu do zrozumienia jaki jest beznadziejny i do pięt jej nie dorasta, mimo że beż niego dawno by zginęła. A film całość tej relacji przedstawia faktycznie jakoby to Judy byla jakąś bohaterką i postacią do naśladowania. Bardzo toksyczne zachowanie, a co gorsza właśnie przedstawione jako coś dobrego. Takich sytuacji mamy dzisiaj bardzo wiele i facetom nawet nie daje się za bardzo prawa głosu by mogli o tym mówić, chociaż w tej sferze już coś tam się zmienia. Druga rzecz, która mi się nie podobala to właśnie momentami przesadna ilośc akcji. Niestety będziemy szli w tę stronę, bo dorasta nam pokolenie wychowane na tiktoku z ich niesamowitym attention-span 3 sekundy. Dla mnie już ostatni Avatar był przegięty i momentami bolały oczy i glowa. Tu jeszcze nie było tak źle, ale na pewno gorzej niż w jedynce. Dałbym tak z 8 max.