
W jednej ze wcześniejszych Redakcyjnych Topek przyglądaliśmy się naszym ulubionym filmowym scenom. Dziś z kolei skierujemy swój wzrok w stronę seriali i zobaczymy, które sceny wbiły się w pamięć redaktorom. Uprzedzamy przy tym, że nie obędzie się bez spoilerów.
Dżądżen
John Locke wysadza bunkier (LOST)
Powiedzmy sobie szczerze – Terry O’Quinn jako John Locke kradnie każdą scenę, w której występuje. Jest to zasługa tak aktora, jak i fenomenalnie napisanej postaci. Kim bowiem jest John? Pozornie: charyzmatyczny i pomysłowy twardziel. A to dzika ubije, powalając rozpędzonego rzuconym od niechcenia myśliwskim nożem, w środku dżungli z patyków oraz sznurków zbuduje machinę, przypominającą połączenie trebusza z taranem, zaś w wolnej chwili znajdzie czas, by zakraść się do bazy przeciwników i wysadzić im łódź podwodną. Pod tym przebojowym facetem kryje się jednak drugi: pozbawiony pewności siebie zakompleksiony mężczyzna, straszliwie skrzywdzony przez życie i najbliższych. To właśnie on wychodzi zza twardziela zawsze wtedy, gdy sytuacja zaczyna go przerastać. Scena z finału drugiego sezonu doskonale to pokazuje. Locke, który przez większość sezonu siedzi w bunkrze i wklepuje grzecznie kod mający uratować świat przed zagładą, teraz jest przekonany, że padł – jak często w swoim życiu – ofiarą oszustwa. Z problemem rozprawia się w sposób charakterystycznie dla siebie drastyczny, co ma ukryć przed innymi jak i samym sobą, że tak naprawdę nie jest przekonany co do słuszności własnych działań. Gdy więc bunkier po niezresetowaniu odliczania zaczyna się zapadać, przez chwilę widzimy prawdziwego Locka, który drżącym z przerażenia i bezradności głosem przyznaje: „I was wrong”.
Varys wyjawia Tyrionowi okoliczności swego okaleczenia (Gra o tron)
Według mnie najlepsza scena w całym serialu. Nie ma swojego pierwowzoru w Pieśni, aczkolwiek użyto w niej oryginalnych lodowoogniowych dialogów. Ledwie wykurowany po bitwie nad Czarnym Nurtem Tyrion przybywa do swego „przyjaciela”, by uzyskać dowody potwierdzające, że za zamachem na jego życia stała Cersei. Starszy nad szeptaczami brutalnie uświadamia Karłowi, że zbieranie twardych dowodów nie leży w zakresie jego obowiązków służbowych. Ogólnie bardziej niż nieproszonym gościem zaabsorbowany jest tajemniczą przesyłką w postaci wielkiej skrzyni. Ni stąd ni zowąd, mocując się z jej ciężkim wiekiem, zaczyna opowiadać Tyrionowi o okolicznościach tego, jak stał się eunuchem. Niezbyt zainteresowany tym Tyrion powoli zaczyna rozumieć, jaki ładunek znajduje się w skrzyni, a ciekawość walczy w nim z przerażeniem.
Serial i książka to dwa różne media, zatem by opowiedzieć tę samą historię, muszą posługiwać się innymi środkami. Tu zastosowano je w sposób mistrzowski: za pomocą wydarzenia nie mającego miejsca w powieści dosłownie w ciągu czterech minut ukazano osobowości obu bohaterów w sposób niezwykle wierny oryginałowi. Szczególnie Varys w tej scenie jest tak bliski książkowemu, jak nigdy wcześniej, ani tym bardziej później.
Walka z „muzułmańską matematyką” (Veep)
Serial „Veep” to znakomita satyra polityczna, zdaniem niektórych najwierniej ukazująca kulisy amerykańskiej polityki. Jak to satyra, posługuje się pewnym przerysowaniem, ale z biegiem czasu słynna scena, w której kandydat na prezydenta Jonah Ryan przedstawia swój program walki z matematyką, wcale nie wydaje się tak absurdalna, przynajmniej gdy zestawimy ją z obecnymi publicznymi wystąpieniami niektórych amerykańskich polityków, w tym tych najważniejszych.
kuba
„Pogrzeb” Nairobi (Dom z papieru)
Bardzo łatwo jest mnie wzruszyć i nie ukrywam tego. A jak jeszcze dostanę tak dobrą muzykę, plus pożegnanie bohaterki, do której zdążyłem się przywiązać, to ciężko mi o tym później zapomnieć. Od trzeciego sezonu „Dom z papieru” to już nie był ten sam genialny serial co wcześniej, ale w tym jednym miejscu wspiął się na swoje wyżyny. Jeśli robić tego typu sceny, to tylko tak. Oddając honoru bohaterce, która zabawiała widza przez naprawdę długi czas. W tamtym czasie „La casa del papel” nie był już tym samym fenomenem co jeszcze dwa lata wcześniej, więc wielu fanów mogło nie dotrwać do tego momentu historii. Wszystko, co wydarzyło się w banku wcześniej i co wydarzyło się później, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, w tej scenie czas się na chwilę zatrzymał, świat stanął na kilka sekund w miejscu.
Sawyer mówi Kate, że chciał się oświadczyć Juliette (LOST)
Scena z „LOST-ów” można by wypełnić dziesięć takich rankingów. Ja wybiorę mój absolutnie ulubiony wątek. Pokazujący, jaką przemianę przeszedł na wyspie Sawyer. Po jego dołączeniu do Dharmy, James stał się zupełnie innym człowiekiem. Ustatkował się i pierwszy raz w życiu realnie zakochał. To jego wyspa odmieniała najbardziej, to on zdecydował się ułożyć sobie na niej życie i był naprawdę szczęśliwy. Scena, kiedy wyznaje Kate, że zamierzał oświadczyć się Juliette, łamie serce i obrazuje to, jak wielką ludzką postacią jest Sawyer. Poza tym stawia Kate w jeszcze gorszym świetle (o ile w ogóle jest to możliwe). On totalnie się zmienił, ona do końca pozostaje tą samą zapatrzoną w siebie, zarozumiałą, upartą kobietą, która uważa, że niektóre rzeczy po prostu jej się należą. Uwielbiam wracać do tej sceny i do całego wątku Sawyera w projekcie Dharma.
Śmierć Czarnobrodego (Black Sails)
W serialu „Black Sails” są dwie spektakularne śmierci bohaterów. Jednak wybrałem tę bardziej epicką, pokazującą wielkość Edwarda Teacha, którego genialnie odegrał Ray Stevenson. Och, ciężko o bardziej wstrząsający moment. Wszystko w tej scenie zagrało idealnie. Męczeństwo Czarnobrodego na oczach dumnych i bitnych piratów. Obłędna scena.
Egzekucja księcia Bayazyda oraz jego dzieci (Wspaniałe stulecie)
„Wspaniałe stulecie” to był absolutny peak tureckiego przemysły serialowego i na tej pozycji powinna skończyć się moda na puszczanie w Polsce produkcji znad Bosforu. Genialny serial – i piszę to bez cienia ironii. Przepych, bogactwo, intrygi, gra aktorska. Chciało się codziennie siadać przed telewizorem i chłonąć przygody Sulejmana Wspaniałego i jego rodziny. Jest tu kilka scen zapadających w pamięć. Buta Ibrahima Paszy i jego przemowa przed posłami, rozpoczęcie i zakończenie wielkiej kariery Rustema Paszy, scena w namiocie z księciem Mustafą, ostatnie chwile nieszczęsnego księcia Cihangira. Jednak mnie najbardziej poruszyło to, jak Selim, a więc zdecydowanie najmniej lotny, najmniej godny syn Sulejmana, potraktował swojego brata Bajazyda i wszystkie jego dzieci.
Alexandretta
Black Adder sezon 4 – mapa i grzybki
Cały serial „Czarna Żmija” jest zbiorem genialnych scen i pokazuje kunszt oraz pomysłowość Rowana Atkinsona. Z jakiegoś powodu w głowie utkwiła mi jednak scena z mapą i grzybkami. W polskim tłumaczeniu fragment „interesting flora and fauna” przetłumaczono jako „wykwity mykologiczne”, co dodatkowo mnie rozbawiło.
IT Crowd – scena z oknem
Chyba najbardziej ikoniczna scena tego serialu. Genialna, słodko-gorzka.
The Big Bang Theory – Sheldon chory
Za każdym razem, gdy na moim horyzoncie pojawia się męski osobnik z pierwszymi objawami przeziębienia, przed oczami natychmiast pojawia mi się ta scena. Jest tak cudownie prawdziwa…
kr4wi3c
Miasteczko Twin Peaks – Mały sekret agenta Coopera
Niesamowity serial, który zmienił telewizję. Nieoczywisty, pełen mistycyzmu i dziwnej symboliki. Niektórzy go pokochali, inni znienawidzili – z różnych względów, często z powodu dość specyficznej struktury i scen, które mogły powstać jedynie w umyśle szaleńca. Niesamowite jest jednak to, ile z tych scen i dialogów (czasem też i monologów) stało się kultowych i przeszło do historii.
„Diane, jest jedenasta trzydzieści rano, dwudziesty czwarty lutego. Wjeżdżam do miasteczka Twin Peaks” – mówił do dyktafonu agent Dale Cooper, wjeżdżając do rzeczonego miasteczka w ikonicznej scenie w pilocie. Kiedy jednak myślę o tym serialu, to przede wszystkim przypomina mi się ta, w której Cooper sięga po raz pierwszy po kubek cholernie dobrej kawy.
Hotel Zacisze – pokój z widokiem
Jeden z najbardziej absurdalnych angielskich seriali. Ponadczasowy, jedyny w swoim rodzaju, przesycony pythonowskim humorem bawi do dzisiaj. Scena „pokój z widokiem” to jego kwintesencja.
The IT Crowd – wszyscy zginiemy
Po raz kolejny absurdalny, angielski humor, tylko tym razem dla odmiany podlany nieco geekowym sosem. Serial zupełnie nieśmieszny dla osób pracujących w branży IT i mającym kontakt z tak zwanym HelpDeskiem. Scena z robotem napędzanym Vistą to kwintesencja nie tylko serialu, ale także branży, która nie szczędziła przykrych słów na temat tego średnio udanego systemu.
Razorblade
O matko… sporo tego. O ile w topce filmowej nie miałbym absolutnie żadnego problemu z wyborem, tak tutaj? W samym „Arcane” znalazłbym co najmniej 5 scen. A tu jeszcze wybrać trzeba! Postawiłem sobie więc ograniczenie: jedna scena na serial. A jeśli chodzi o seriale, to pierwsze, które mi przyjdą do głowy… I tak odpadł m.in.: „House M.D.”, „Better Call Saul” czy „Kompania Braci”. Czy to najlepszy wybór? Nigdy nie będzie najlepszy, więc jest ten.
Scena odpalenia flary przez Jinx (Arcane)
Jak wspomniałem, dla mnie „Arcane” to kopalnia takich scen. Ogromną rolę odgrywa w nich fantastyczna i doskonale skrojona muzyka. Dlatego też jako „zwycięzcę” w tym serialu wyłonię pierwszą scenę, gdzie muzyka i obraz tak doskonale dla mnie zagrały nie tyko pod kątem audiowizualnym, ale jednocześnie pod kątem opowiedzenia historii nie do końca wypowiedzianej. Stąd wspomniany moment odpalenia racy przez Jinx, gdy Vi z Caitlyn uciekają po konfrontacji z Silco… Emocje na twarzach obecnych w scenie osób, praca „rysowanej kamery” (zwłaszcza wokół Jinx)… no i „Guns for Hire” w tle… dla mnie jedna z najlepiej narysowanych scen, jakie miałem okazję poznać. Czy najlepsza w całym „Arcane”? Kurde, mam kilka mocnych typów do bycia nawet lepszymi. Ale ta była tą pierwszą robiącą na mnie AŻ tak kolosalne wrażenie.
Jedna z ostatnich scen „Breaking Bad” (S:05 E:16) – SPOILER!!!
Jeszcze raz: uwaga, będzie spoiler!!
Tak. Serial „Breaking Bad” miał w moim odczuciu wzloty i upadki, jednak pozostaje dla mnie jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek powstały. Do tego zakończony w – nazwijmy to – „idealny sposób”. Natomiast jest jedna scena, która trafia do mnie najmocniej, a jednocześnie przez to jest jedną z ulubionych. To ostatnie spotkanie Waltera ze Skyler. Można nawet wydłóżyć do początku rozmowy Skyler z Marie, ale rozmowa małżeństwa jest kwintesencją. Ich dialog i przyznanie się Walta przed samym sobą (Skyler była dla mnie w tym aspekcie tylko tłem), że wszystko, co robił, robił nie jak wielokrotnie podkreślał „dla rodziny”, a „dla siebie”.
Pierwsza scena odcinka pilotowego (Lie To Me)
”Lie to Me” to bardzo przyjemny serial z Timem Rothem. Nieidealny, ale było dla mnie coś wciągającego w tej zabawie obserwowania mikroreakcji ludzkiego organizmu i wykrywaniu na tej podstawie kłamstwa. Natomiast pewnie bym się w niego nie wciągnął, gdyby nie sprytnie pokazana już pierwsza scena pilota serialu. Gdy Cal Lightman przesłuchuje zatrzymanego przez FBI i na tej podstawie typuje miejsce podłożenia bomby, a następnie to przesłuchanie zostaje przeanalizowane na wykładzie. Dużo młodszy „ja” kupiłem to od razu i został do końca serialu.
SithFrog
What’s my necklace made of? (Dr House)
Przez lata emisji Hugh Laurie zdobył sobie rzeszę fanów jako nieustępliwy, arogancki, genialny i wkurzający lekarz od diagnozowania nietypowych przypadków. Wraz z przyjacielem Wilsonem, szefową Cuddy i podwładnymi: Cameron, Foremanem i Chase’em, rozwiązywał medyczne zagadki z talentem godnym Sherlocka Holmesa. Niemal zawsze udawało mu się wyleczyć pacjenta i jeszcze zagrać innym na nosie. Podwójny finałowy odcinek czwartego sezonu to dowód na to, że każda passa się kiedyś kończy. Dalej rzecz jasna spoilery!
Dyptyk 4×15 i 4×16 czyli odcinki „House’s Head” i „Wilson’s Heart” to jedne z najlepszych pozycji, jakie dała nam telewizja kiedykolwiek. Trzymające w napięciu, bardzo dramatyczne i z tajemnicą inną niż te wcześniej w serialu. Bo scena, w której nagle do House’a dociera, co się stało, po prostu zmiata widza z fotela/kanapy. Za pierwszym obejrzeniem to niemal twist na miarę tego z „Szóstego zmysłu”, ale tutaj implikacje idą jeszcze dalej. Na szali nagle jest ludzkie życie, przyjaźń i miłość naraz. Co ważne, nie zabrakło twórcom odwagi na postawienie kropki nad i. Uważam, że gdyby „Dr House” skończył się na czwartym sezonie, dziś byłby jednym tchem wymieniany wśród najlepszych w historii. Kolejne serie odcinały kupony i trochę zepsuły opinię serialu, ale te dwa odcinki i TA scena emocjonalnie siedzą we mnie do dziś i jestem pewien, że nigdy mnie nie opuszczą.
Buck złamany (Band of Brothers)
Co prawda to nie serial, a mini-serial (10 odcinków), ale musi się znaleźć na liście. Dlaczego? Bo to chyba najlepsza produkcja w historii kina i telewizji pokazująca drugą wojnę światową oczami młodych chłopaków z „ju es ej”. Sny o sławie, fantazja i brawura szybko zderzają się z horrorem pola bitwy i nagle nie ma chojraków. Jest tylko krew, pot, są łzy… i piekło trwające miesiącami.
Ciężko wybrać jedną scenę, bo w każdym odcinku kilka spokojnie nadaje się do takiego zestawienia. Wybrałem chyba najbardziej uderzającą psychologicznie. Lynn „Buck” Compton, doskonały żołnierz, dowódca, kumpel i bohater, który przeszedł szlak bojowy od Normandii, przez operację Market Garden (w trakcie został ranny), aż po oblężenie Bastogne. W trakcie ostatniego z wymienionych starć Compton jest świadkiem, jak jego dwaj najlepsi przyjaciele z kompanii E, Joe Toye i William Guarnere zostają bardzo ciężko ranni od uderzenia niemieckiego pocisku artyleryjskiego. Widok kumpli z urwanymi kończynami „wyłącza” Bucka psychicznie. Natychmiastowe PTSD, które po prostu łamie faceta na pół. Zapada się do środka i nagle nie ma już człowieka, jest tylko pusta skorupa. Wielki szacunek dla Neala McDonougha, który zagrał w tej scenie koncertowo. Bowiem wrażliwy widz – tak jak bohater na ekranie – też nagle zostaje przygnieciony beznadzieją, bezcelowością i bezsensem wojny.
Zniszczenie telewizora plazmowego (The Office US)
Tak jak pisałem w poprzednim przykładzie, tak i tu powtórzę: cały odcinek „Dinner Party” zasługuje na wyróżnienie. Wspomniana scena jest tylko kulminacją historii o tym, jak Michael podstępnie zaprasza na imprezę Jima z Pam i Andy’ego z Angelą, a dodatkowo wprasza się Dwight ze swoją ex-nianią. Wieczór, który miał być spotkaniem znajomych, zamienia się w pasywno-agresywny taniec Michaela i Jen, którzy przybyli goście mogą tylko obserwować z rosnącym zażenowaniem.
„Dinner Party” to absolutny szczyt komedii opartej na cringe’u i na budzeniu w widzach skrajnie sprzecznych uczuć. Jest niewiarygodnie żenująco, cudzowstyd co chwilę orze nam plecy ciarkami, aż mamy ochotę schować głowę między ramiona. Jednocześnie jest naprawdę zabawnie, więc jak z wypadkiem samochodowym – niby przeraża, ale nie potrafimy odwrócić wzroku. W finale czuć już tylko nieznośne napięcie, podkręcane kolejną kłótnią gospodarzy w świetle neonu St. Pauli Girl. Napięcie, które eksploduje wraz z ciśniętą w telewizor statuetką… „absolute cinema” 😉
Prezent dla Sheldona (Teoria Wielkiego Podrywu)
Jako że wrzucam z partyzanta czwartą scenę, a większość moich redakcyjnych kolegów i koleżanek dało po trzy, będę się streszczał. Scena, w której Penny daje Sheldonowi serwetkę z autografem i dedykacją od Leonarda Nimroya (aktor grający Spocka w oryginalnym „Star Treku”, ukochana postać Sheldona) jest nie tylko wzruszająca i piękna sama w sobie. To jest prawdziwy początek ich wielkiej przyjaźni, która ewoluuje potem w miłość. Nie romantyczną, ale taką, jaka tworzy się wśród wieloletnich przyjaciół. Coś na kształt rodzeństwa bez więzów krwi. Penny już zawsze będzie jak siostra dla Sheldona, a on dla niej jak pyskaty i wkurzający brat. Ich relacja jest moim zdaniem najpiękniejszym i najważniejszym elementem serialu, a ta scen swoistą genezą tejże relacji.
Crowley
Śmierć Howarda (Zadzwoń do Saula)
Cały serial „Zadzwoń do Saula” jest znakomity, jako całość lepszy moim zdaniem od „Breaking Bad” (który też bardzo lubię). Do pewnego momentu była to lekka, często komediowa, brawurowo zagrana obyczajówka. Kiedy jednak na scenę wkroczył Lalo Salamanca, zrobiło się nerwowo. Lalo to chyba najbardziej czarujący czarny charakter małego ekranu. Z kolei Howard to fantastycznie przewrotny „czarny charakter”. Używam cudzysłowu, bo przecież tak naprawdę nie był w żaden sposób postacią negatywną. Zawsze wyciągał do Saula rękę, a ten kąsał ją i nieustawał w próbach uprzykrzenia życia Howardowi. To przekomarzanie przybrało z czasem absurdalne rozmiary i doprowadziło Howarda do stanu, w którym widz autentycznie chłopu współczuł. I wtedy, bez żadnego ostrzeżenia Lalo rozbryzguje jego mózg na ścianie. Podobno Odenkirk i Seehorn nie wiedzieli, że Howard ma umrzeć, więc ich przerażenie jest autentyczne, a sama scena pozostawiła mnie siedzącego z otwartymi ustami.
Ahsoka odchodzi z Zakonu Jedi (Wojny klonów)
W przytoczonej powyżej kobylastej recenzji pisałem o zakończeniu 5 sezonu „Wojen klonów” (miało to być zakończenie całego serialu). Nadal uważam je za najbardziej emocjonalną i najbardziej poruszającą scenę w całych „Gwiezdnych wojnach”. Ahsoka dostrzegła w Zakonie wady, które dla innych powinny być oczywiste i postanowiła iść swoją drogą, wybrała szarość. A wszystko to było budowane na przestrzeni nie tylko kilku odcinków, ale wręcz całych sezonów. Kiedy Ahsoka po raz ostatni rozmawia z Anakinem, jest to konsekwencja wszystkich wcześniejszych wydarzeń. To tak powinna wyglądać przemiana Anakina w prequelach. No i popatrzcie, jak to jest ładnie nagrane, jak wspaniale pasuje smutna muzyka, zupełnie inna od całej reszty ścieżki dźwiękowej. Odcinek kończą też czerwone (a nie żółte) napisy wyświetlane w kompletnej ciszy. To było aż za dobre jak na tak prostą animację.
Najmniejszy samochód świata (Top Gear)
Wiem, że trochę naginam, ale uważam, że „Top Gear” i późniejszy „The Grand Tour” to bardziej seriale komediowe niż programy motoryzacyjne (i za to je uwielbiam). Koledzy i koleżanka przytoczyli już kilka przykładów brytyjskiego humoru, więc stwierdziłem, że nie będę gorszy. „Recenzja” Peela P50 w wykonaniu Clarksona to festiwal absurdu i komedia najwyższych lotów.




Scena z BB fenomenalna jest. Zresztą zwróćcie uwagę na cień Skyler, gdy znajdują się w pokoju dziecięcym.