
To już prawie koniec. Za nami piąty odcinek, brutalny, widowiskowy… Ale czy równie dobry jak proza George’a R.R. Martina?
Przygotowania
„W imię Matki” rozpoczyna się dokładnie w chwili, w której zakończył się poprzedni odcinek. Baelor Targaryen zbiera rycerzy Dunka i wygłasza krótką przemowę, w której ujawnia część swojej strategii. Zwraca uwagę, że rycerze Gwardii Królewskiej po stronie Aeriona przysięgli chronić członków rodziny królewskiej. Co znaczy, że sam Baelor może sobie natłuc darmowych punktów.
Ser Robyn Rhysling pyta, czy takie postępowanie jest honorowe, Baelor odpowiada, że osądzą to bogowie. Lyonel Baratheon wskazuje, że Baelor musiał być ulubionym dzieckiem swojej matki (tu pojawia się drobna nieścisłość w polskim tłumaczeniu, które upiera się, iż Roześmiana Burza pyta zaledwie, czy matka kochała przyszłego Namiestnika). Baratheon tę dziwną uwagę rozwija – jego zdaniem chłopcy zaniedbani przez matki walczą zacieklej. O tym się zresztą jeszcze przekonamy. Jako że to początek odcinka, to musimy mieć akcent niesmaczny – w scenie Dunk i Raymun wymiotują.
Bardzo młody septon (chyba jeszcze przed mutacją, bo słowo daję, że miałem problem ze stwierdzeniem, czy to chłopak czy dziewczyna – okazuje się, że faktycznie septona grał nastolatek) wygłasza kilka formułek, po czym następuje pierwsza szarża.
Dunk – jak w książce – w jednej chwili traci całą pewność siebie, na szczęście Grom (z podpowiedzią Jaja) wie co robić. Tę przerażającą chwilę obserwujemy z perspektywy ser Duncana. Rycerz trafia kopią w tarczę Aeriona, ale jego rywal zalicza celniejsze uderzenie, które roztrzaskuje tarczę i przebija kolczugę. Dunk z trudem panuje nad koniem. Wyrywa grot kopii ze swojego boku, by już po chwili oberwać kiścieniem w hełm i wylądować na ziemi. Nie zaczęło się dobrze.
Retrospekcja
A więc pora na retrospekcję. Jesteśmy na Polu Czerwonej Trawy, jakiś czas po bitwie. Dunk plądruje ciała poległych, zbierając podkowy i kosztowności. Towarzyszy mu Rafe, rówieśniczka lub dziewczyna niewiele od niego starsza. Gdy chłopak próbuje z litości dobić rycerza (Hightower albo Frey – ciężko powiedzieć, bo herb widzimy tylko przez moment, ale na pewno jest tam co najmniej jedna wieża), Rafe sugeruje aby go wydostać i spróbować zdobyć okup. W ten sposób przedłużają tylko cierpienie konającego.
W drodze powrotnej do Królewskiej Przystani (nb. Pole Czerwonej Trawy jest bliżej stolicy niż się spodziewałem – wydawało mi się, że to będzie jednak ze 2 dni drogi) rozmawiają o śmierci po czym zmykają z gościńca na widok rycerza Stokeworthów. Tu znów małe wtrącenie – zawsze mi się wydawało, że ich herbem jest jagnię trzymające kielich, a tu okazuje się, że jagnię jest w kielichu.
Dzieciaki kontynuują rozmowę. Rafe jest dość cyniczna co do ludzkiej natury. Wątpi w koniec wojen, bo ludzie długo chowają urazy. Pada historia Budynia, który zabił brata Cerdica – o samym Budyniu powinniśmy usłyszeć coś więcej w trzecim sezonie.
Po powrocie do Królewskiej Przystani jednoręki Alester ze Straży Miejskiej próbuje wymusić na młodych złodziejach haracz. To by było na tyle jeśli idzie o propagandę Daerona II na temat tego, jak to przywrócił honor i praworządność w szeregach Złotych Płaszczy. Ale przynajmniej jest inkluzywnie, jeśli facet bez dłoni może tam zrobić karierę. Dzięki małemu zamieszaniu Dunk i Rafe znikają. A Rafe przy okazji kradnie strażnikowi manierkę.
Złodzieje sprzedają swą zdobycz za dwa srebrne jelenie i chowają się pod zagrodą dla kóz. Gadają o planowanej ucieczce z miasta. Dunk nie chce wyruszać do Wolnych Miast (może i słusznie, w Westeros przynajmniej – z małymi wyjątkami – nie ma niewolnictwa). Chłopak czeka na swoją matkę, ale ostatecznie przystaje na plan Rafe.
Następnego dnia dzieciaki próbują wykupić miejsce na łodzi i dowiadują się o istnieniu inflacji strukturalnej, czyli zjawiska, gdy podaż dóbr nie jest w stanie dogonić popytu. Zbyt wielu ludzi chce opuścić miasto, cena uległa podwojeniu. Jakby tego było mało chwilę później dopada ich Alester z kolegą ze straży miejskiej. Ma pretensje o kradzież i zabiera dziewczynie srebro. W odpowiedzi Rafe kradnie jego nóż. Tym razem jednak strażnik spostrzega zgubę bardzo szybko i podrzyna jej gardło. Dunk widząc umierającą przyjaciółkę, rzuca się na Alestera. Ale jest bez szans. Drugi ze strażników przebija mu łydkę włócznią i już ma chłopaka dobić, gdy wpada ser Arlan z Pennytree, cały na biało obrzygany. „W imię Matki! Zostawcie tego chłopca!” – wykrzykuje. I jak na ochlajtusa, rozprawia się z dwójką strażników całkiem zgrabnie. Następnie chowa miecz i zatacza się w nieznanym kierunku.
Snap back to reality
A tymczasem leżący na ziemi ser Duncan właśnie oberwał w łeb kiścieniem. Podrywa się z ziemi i dostaje dokładkę – tym razem buzdyganem od siedzącego wciąż na koniu tatusia Aeriona. Maekar zresztą zaraz z konia spada, uderzony fragmentem kopii przez swojego brata Baelora. Dunk nie może znaleźć miecza. Unika kiścienia Aeriona turlając się. Powala w ten sposób Jasny Płomień. Wiem co sobie myślicie – czyli jesteśmy blisko końca walki. No nie bardzo, pora na trochę hollywoodzkich dodatków.
Aerion przebija kolczugę Dunka sztyletem. Potem wbija sztylet w dłoń wędrownego rycerza. Ale nie daje rady dokończyć swego dzieła, obrywa mieczem od wciąż utrzymującego się na koniu Raymuna. Sam Raymun wszakże na koniu zostaje jeszcze tylko ze 3 sekundy, bo nie zauważa swojego kuzyna.
Dunk wyciąga sztylet z dłoni. Już zaczyna wstawać, gdy zalicza kolejny cios od kogoś na koniu – chyba Steffona Fossowaya. Aerion uderza mieczem w plecy Dunka. Sprzedano to jak poważną ranę, ale miecz ewidentnie nie przebił całkowicie kolczugi (choć przyjemne to pewnie nie było, coś tam przy pchnięciu zawsze się wbija). Dunk w końcu doczłapuje do swego ostrza. Zaczyna się powtórka z wymiany ciosów, przerwana na moment przez jeźdźca, który wpada między walczących. Aerion rzuca mieczem w udo Dunka… Dunk dostaje tarczą, a potem głowicą miecza prosto w wizurę hełmu. Niezorientowanym wyjaśniam, że to jeszcze groźniejsze od picia herbaty z łyżeczką w szklance. Wędrowny rycerz ściąga swój hełm, wymierza Aerionowi serię ciosów. Trafia w łączenie płyt na udzie. Aerion pada.
Maekar rzuca się w stronę syna. Powala brata, następnie strąca z konia Lyonela Baratheona. „Mój syn! Mój syn!” – krzyczy, gdy dopadają go Baelor i Roześmiana Burza. Aerion leży na ziemi trzymając się za krocze (wszystkie teorie o Varysie jako potomku tej gałęzi Targaryenów tracą trochę na prawdopodobieństwie). Ale Dunk też nie jest w najlepszej formie. Siada na ziemi plując krwią. Jajo krzyczy, aby rycerz wstał. Aerion domaga się poddania przez Duncana. Rycerz osuwa się na ziemię.
Oops, there goes gravity
Trębacz jest już gotów, by zakończyć całą zabawę, gdy ser Duncan słyszy głos ser Arlana. „Użyj Mocy!” „Wstań”. Ser Duncan może i dostał łupnia, ale Dunk z Zapchlonego Tyłka się nie podda. Wstaje. Tłum szaleje.
Aerion próbuje się z Dunkiem w zapasach, ale obrywa swoją własną tarczą. Raz za razem. A potem opancerzoną rękawicą prosto w dziób. Poddaje się. Gdzieś w tle widzimy Raymuna dostającego wciry od Steffona. Maekar szaleje walcząc jednocześnie z Lyonelem i Baelorem. Uderza swego brata w tył głowy buzdyganem. A Dunk wlecze Aeriona w stronę lorda Ashforda. Jasny Płomień cofa swe oskarżenie, by ocalić życie. Koniec. Wiwaty.
Raymun i Stalowy Pate pomagają Dunkowi. Rycerz pyta, czy ktoś zginął. Okazuje się, że Humfreyowie – Beesbury i Hardyng – polegli już w pierwszym starciu. Nasz wędrowny rycerz też jest bliski śmierci. Kopia wbiła fragmenty kolczugi w ciało. Pate chce polać ranę wrzącą oliwą, na szczęście od tego pomysłu odwodzi go Baelor Targaryen. Dunk klęka i błaga o przyjęcie na służbę. Baelor zgadza się. Potrzebuje dobrych ludzi. „Królestwo…” – co to Baelor miał powiedzieć? Potrzebuje pomocy w zdjęciu hełmu. Zasłona pękła, nie czuje palców. Hełm został wgnieciony w obojczyk (nie żaden „naszyjnik” – drogi tłumaczu – ja wiem, że tak stoi w polskiej wersji książki, ale to bzdura, ta część zbroi to „obojczyk”). Baelor mówi Stalowemu Pate’owi i Raymunowi, że dostał w głowę buzdyganem Maekara (tłumaczu, jeszcze jedna kwestia – buzdygan to nie „maczuga”, a Maekar to nie Fred Flintstone). Wydaje się być dumny z siły młodszego brata.
I dumny jest aż do końca życia. Gdy hełm zostaje zdjęty, wypływają z niego fragmenty mózgu i czaszki. Baelor osuwa się i umiera w ramionach Dunka. Spełnia się sen Daerona o martwym smoku. Dunk, zdruzgotany, szlocha nad ciałem człowieka, który był jego największym obrońcą i moralnym wzorem.
Zmiany, zmiany, zmiany… w retrospekcji
Tym razem omówię je nie chronologicznie, ale z podziałem na dwa segmenty odcinka. Najprościej jest z retrospekcją, bo została niemal w całości wymyślona na użytek serialu. Choć sama Rafe to postać, którą Dunk wspomina w Tajemniczym Rycerzu. Zawsze myślałem, że była chłopcem, choć nie przypominam sobie, czy coś z kontekstu oryginalnej opowieści na to wskazywało (albo coś z tłumaczenia, bo w języku polskim łatwo wykryjemy płeć wskutek odmiennej koniugacji czasowników). Natura relacji pomiędzy obydwiema postaciami też jest nieco inna, Dunk sprawia wrażenie dobrotliwego i niewinnego, choć sam wracając wspomnieniami do tamtych czasów myślał o sobie i swych przyjaciołach jako o grupie małych potworów terroryzujących okolicę. A samego siebie miał za najgorszego z nich. Ale może to nadmierny krytycyzm Dunka.
Dostaliśmy też dowód na to, że wiek Dunka został istotnie zmieniony. Bitwa na Polu Czerwonej Trawy miała miejsce ok. 12-13 lat przed turniejem w Ashford. A zatem jeśli Dunk ma podczas zbierania fantów ok. 12 lat (odtwarzający jego rolę aktor to 15-latek, ale powiedzmy, że wygląda odrobinę młodziej, a Dunk był duży jak na swój wiek), to w chwili gdy toczą się wydarzenia z serialu powinien mieć 24-25 lat. Zgodnie z treścią noweli miał (najprawdopodobniej) lat 17. OK, tak długo jak nie przestawiamy w czasie istotnych wydarzeń, a zaledwie postarzamy któregoś z bohaterów, nie wywołując przy tym cyklu niespodziewanych konsekwencji, to ja z tym problemu żadnego nie mam.
I ostatnia sprawa dotycząca tej części odcinka. Z książki wiemy bardzo niewiele o pierwszym spotkaniu Dunka i Arlana. Pojawia się sugestia, że rycerz z Pennytree znalazł chłopaka w Zapchlonym Tyłku i przygarnął, bo Dunk był duży i silny jak na swój wiek. Serial przedstawia te wydarzenia w sposób nieco odmienny, dodając rys heroiczny pijakowi, ale myślę, że obie wersje są do pogodzenia. Ot, Dunk używał skrótu myślowego. Gorzej, że ta rana łydki, to jest jednak coś, co by chłopaka pewnie zabiło. No, ale – jak zresztą zobaczymy w Próbie Siedmiu – Dunk to prawdziwy Terminator.
Zmiany, zmiany, zmiany… w Próbie Siedmiu
Przejdźmy zatem do kwestii różnic w Próbie Siedmiu. Po pierwsze – znikł pomysł z kopiami turniejowymi, czyli podstępem Baelora. Żałuję, że to wycięto, choć przyznam też, że uważałem tę koncepcję za jedną ze słabszych sztuczek. Rzecz w tym, że trafienie kopią turniejową nie gwarantuje wysadzenia przeciwnika z siodła, co zresztą jest nam dość jasno zakomunikowane. Cały czas słyszymy o pojedynkach w których rycerze kruszą przeciw sobie po kilka kopii. Ergo – zaliczają poprawne trafienia, ale oponenci utrzymują się na koniach. Wydaje mi się więc, że ryzyko walki mniej efektywną bronią było zbyt duże.
Druga sprawa to długość pojedynku i liczba odniesionych przez Dunka ran. Martin w noweli dał rycerzowi jedną ranę, która powinna go wykończyć – ta kopia naprawdę mu się wbiła w okolice brzucha. Nie bardzo głęboko, bo przebiła najpierw tarczę, potem kolczugę, a na koniec kaftan, więc wytraciła trochę ze swego impetu, ale co do zasady to powinna go rozłożyć. Nie bez przyczyny kopie bojowe były jedną z nielicznych, prawdziwie przeciwpancernych broni średniowiecza. W serialu Dunk oprócz tego otrzymuje dwie rany sztyletem (powiedzmy, że pierwsza jest płytka, bo przechodzi przez kolczugę i kaftan). Dostaje też głowicą miecza w wizurę hełmu. To – zupełnie nawiasem mówiąc – duży ukłon w stronę realizmu. Rzeczywiście rycerz nawet nie w zbroi płytowej, ale po prostu w kolczudze z obojczykiem i solidnym hełmem, był prawie zupełnie odporny na cięcia i większość pchnięć mieczem, więc czasem stosowano technikę mordhau (zwaną też morschlag), zamieniając miecz w broń obuchową. Co się tyczy broni obuchowej, to zbiera nią nasz rycerz cięgi jeszcze przynajmniej kilkukrotnie (kiścieniem Aeriona, mylnie nazywanym czasem morgenszternem, oraz buzdyganem Maekara). Może pojedynczy cios by go nie zabił, lecz ich suma powinna go dawno wyeliminować. Wreszcie Dunk obrywa też rzutem miecza w udo. To z kolei najmniej realistyczny aspekt całej walki. Miecz to kiepski oszczep, takie rzeczy historycznie rzecz biorąc zdawały egzamin, gdy je stosowało przeciw przeciwnikowi bez żadnej zbroi. OK, kolczuga Dunka była krótka, ale nogi chroniła przeszywanica.
Troszkę się tu poznęcałem nad realizmem starcia, ale w gruncie rzeczy to się sprowadza do jednej uwagi – zrobiono z Próby Siedmiu walkę bardzo długą. Dla przypomnienia, w książce całość skończyła się dość szybko. Dunk dostał kopią w pierwszym podejściu. Potem dostał kiścieniem. Potem unikając kolejnego ciosu kiścienia na ziemi zamienił walkę w zapasy, zaczął okładać Aeriona tarczą i wygrał. Rozumiem chęć zrobienia z walki widowiska, rzeczywiście wygląda świetnie i spektakularnie, i przy wszystkich moich utyskiwaniach, to jednak lepiej niż w większości zekranizowanych pojedynków rycerskich. Ale odnotować to muszę.
Co do innych zmian – prawie ich nie ma, końcówka jest niemal żywcem wyjęta z kart powieści. Przychodzi mi do głowy w zasadzie tylko jedna istotna modyfikacja. Dowiadujemy się, że w pierwszym starciu zginęli obydwaj Humfreyowie. Technicznie rzecz biorąc w noweli od razu zginął tylko Humfrey Beesbury, zabity w pierwszym starciu przez Donnela z Duskendale. Szwagier Beesbury’ego, Humfrey Hardyng wytrzymał dłużej, ale zmarł od odniesionych ran, krótko po zakończeniu turnieju. Tu mała ciekawostka. Nie wiemy kto tak połomotał Hardynga, ale możliwe, że też dokonał tego ser Donnel. Beesbury był bardzo dobrym rycerzem turniejowym, Hardyng – jeszcze lepszym. I mamy pewne wskazówki, że pomiędzy Hardyngiem i ser Donnelem istniała dość zaciekła rywalizacja. Ser Humfrey kilka lat wcześniej, w trakcie turnieju w Dziewiczym Stawie odniósł nad rycerzem Gwardii Królewskiej dość głośne zwycięstwo. Oczywiście tym razem, przez złamaną nogę, nie był w pełni sprawny.
A jeśli ktoś jest tego ciekaw, to po stronie oskarżyciela poważne rany odnieśli Willem Wylde (leżał nieprzytomny, prawdopodobnie po upadku z konia, ale doprowadzono go do zdrowia) oraz nieszczęsny Daeron Targaryen, który spadł z konia po ciosie Robyna Rhyslinga, ale miał tego pecha, że koń nastąpił mu na nogę, łamiąc kończynę. No i Aeriona ser Duncan mocno obił.
I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o zmiany. Można jeszcze wspomnieć tylko o tym, że nieco poszerzono rolę Jaja, od czasu do czasu jakąś kwestię włożono w usta innej osoby niż w nowelce, do tego Lyonel Baratheon zachowuje się wobec Baelora dość konfrontacyjnie (wydaje mi się, że serial będzie nam tu suflował niechęć Roześmianej Burzy wobec wszystkich Targaryenów). Ale to detale.
edit: Jeszcze jeden detal mi się przypomniał. Raymun w książce na szybko przemalował sobie tarczę. W serialu tego nie pokazano, chyba słusznie.
Werdykt
Odcinek mi się podobał, ale na pewno mniej niż epizod 4. Z dwóch powodów. Po pierwsze – mam pewne wątpliwości co do roli retrospekcji. Wydaje mi się, że bardzo powolne tempo jej prowadzenia sprawdziłoby się lepiej w odcinku 3 (i pasowało tematycznie), teraz ta przerwa była długa, a pod koniec, gdy Dunk szedł za Arlanem, wręcz męcząca. Z drugiej strony w pełni rozumiem zamysł – chodzi o to, aby epizody kończyły się cliffhangerami. Stąd też mieliśmy kolejno – starcie z Aerionem i wyjawienie tożsamości Jaja, potem pojawienie się Baelora, przyszła więc kolej na śmierć księcia. Nie dało się tego celu osiągnąć, nie wprowadzając nowych, nieobecnych w nowelce scen. Ale żałuję, że nie zdecydowano się na trochę inne podejście, skrócenie czasu spędzonego w przeszłości i ukazanie większej części akcji oczami Jaja. Tym bardziej, że toczące się w tle walki rycerzy były znakomite.
Wreszcie druga kwestia, czyli sama walka. Cudowna, spektakularna, chaotyczna (jak w noweli), ale jak wspomniałem w części poświęconej zmianom – odrobinę przesadzono z pokiereszowaniem Dunka. Może to wymóg medium i nie powinienem się na to zżymać, zwłaszcza, że naprawdę trudno mi z głowy wymienić wiele walk rycerskich w historii kina i telewizji, które zrealizowano lepiej. Ale jakiś drobny zgrzyt tu pozostał.
Lecz aby nie uderzać tylko w negatywne tony, muszę wspomnieć o tym, co mi się szalenie podobało. Na pewno ogromny plus to zachowanie Maekara. W książce wszystko toczy się gdzieś w tle, Dunk odnotowuje inne starcia tylko przez ułamki sekund. W serialu rozpaczliwy bieg Maekara w stronę syna, połączony z obiciem brata (dwukrotnym – widzimy zarówno cios, który uszkadza zasłonę hełmu, jak i trochę późniejsze uderzenie w tył głowy) i zrzuceniem z konia Lyonela Baratheona, to był majstersztyk, który sporo nam mówi o tej postaci.
No i wreszcie samo zakończenie zostało (chyba poza obecnością w scenie Jaja) całkowicie wyjęte z kart noweli. Wyjąwszy tę różnicę dotyczącą śmierci Humfreyów, nie pada ani jedna kwestia, której nie napisałby Martin. I wyszło cudownie.
edit: W całym tym zamieszaniu z pisaniem streszczenia krótko po obejrzeniu odcinka zapomniałem o dwóch kwestiach, więc pozwolę je sobie bardzo szybko tu jeszcze ująć. Po pierwsze – gra aktorska. Peter Claffey naprawdę pokazał, że jest kimś więcej niż tylko byłym rugbystą, który po prostu wygląda jak Dunk i – zbiegiem okoliczności – ma podobne manieryzmy. To aktor pełną gębą. Po drugie – od strony czysto wizualnej ten odcinek był po prostu niewiarygodny. Praca kamery, blokowanie ujęć, przy całej tej chaotycznej dynamice, biło na głowę większość rzeczy, które obecnie prezentuje się nam w kinie akcji. Kapelusze z głów!
Został nam zatem finał, czyli raptem ostatnie sześć stron z książki. Spodziewam się wydłużenia tego, co zostało w książce wyłącznie streszczone, czyli pogrzebu Baelora Targaryena. Ale żeby wypełnić 30 minut, scenarzyści będą musieli pokazać nam coś nowego. A biorąc pod uwagę jak do tej pory wychodziło im rozwijanie martinowskiego świata i fabuły, jestem spokojny. Może nie będzie idealnie, ale nie powinni nam zakończenie skopać.











@Dael poprawka, chyba powinno być srebrne jelenie ?
Tak jest, jelenie są oczywiście srebrne. Dzięki!
Na początku też byłam negatywnie nastawiona do scen retrospekcji, ale showrunner uczciwie przyznał, że nie miał budżetu by zrobić dłuższy i z kilku perspektyw pojedynek.
Przeczytałam interpretację, która bardzo mi się spodobała: Dunk otrzymuje siedem potężnych ran i (ponoć, nie liczyłam) ma siedem kwestii w „teraźniejszości”, w dodatku cały odcinek jest spod znaku matki (od tytułu, tekstu Burzy, nadziei młodego Dunka i okrzyku pijanego Arlana). Nasz bohater kiedy pada na ziemię wygląda dosyć martwo, więc może faktycznie padl, ale własnie Siedmiu (jako współczująca matka) ożywiło swojego czempiona? Inni bogowie w tym świecie działają na legalu, więc może główna religia kontynentu też by się wreszcie wykazała? 😉
Oczywiście to jest tylko interpretacja, nie ma żadnej wskazówki wprost (i bardzo dobrze).
„Maekar zresztą zaraz z konia spada, uderzony fragmentem kopii przez swojego brata Maekara.” Raczej Baleora. I o to czy to honorowe spytała chyba Roześmiana Burza a nie Ser Robyn Rhysling?
Pytał Robyn, Baratheon pytał o ty czy kochała go matka.
“Keep the others off me long enough, and I shall deal with the Kingsguard.”
“My prince, is that chivalrous?” asked Ser Lyonel Baratheon as the septon was finishing his invocation.
“The gods will let us know,” said Baelor Breakspear.
Rzeczywiście w show pyta Ser Robyn. Ja zasugerowałem się oryginałem.
Nie będę pisał o podobieństwach i różnicach tego odcinka względem książki, bo wszystkie pięknie opisałeś Daelu i generalnie mam podobne odczucia co do tego odcinka. Dunk trochę za dużo tych ran dostał, ale poza tym sceny pojedynków oglądało mi się bardzo fajnie. Retrospekcja mnie za to nudziła i czekałem, aż się skończy, żeby akcja znów wróciła do Próby Siedmiu. Rozumiem, że czymś musieli zapełnić ten odcinek, żeby cliffhanger z Baelorem zostawić na koniec, ale mogli to zrobić inaczej i np. przez pół odcinka pokazać jeszcze przygotowania do Próby (i opowiedzieć coś więcej o innych uczestnikach), a od połowy pokazać walkę. Zdecydowano inaczej, ok, spoko.
Końcówka mnie ruszyła, mimo że dobrze wiedziałem, co się wydarzy. W nowelkach to był bardzo smutny moment, tutaj też to świetnie oddano.
Został ostatni odcinek, a w nowelkach już się bardzo mało dzieje po Próbie Siedmiu. Ciekawe co scenarzyści wymyślą, żeby zapełnić ten odcinek.
Mnie strasznie ten odcinek rozczarował – zarówno przekombinowana i strasznie karykaturalnie sztampowa (choć świetnie zrealizowana) próba walki, jak i zaburzająca chronologię świata retrospekcja (Dunk w 196 roku to miał trzy lata, a nie łupił pobojowisko po buncie Blackfyre’ów). Tak mnie ten odcinek zirytował, że aż napisałem kilka słow o nim od siebie.
UWAGA SPOILERY
Moim zdaniem po 1. niech twórcy przestają dodawać cokolwiek od siebie. Zamienili walkę Duncana z Aerionem w karykaturę i jeszcze do tego trochę wybielili, pewnie nieświadomie, tę gnidę. Dunk został gąbką na ciosy. W noweli obrywa odłamkiem, dostaje po łbie, wymienia się ciosami z Aerionem, sprowadza go do siebie do parteru, wybija nóż z ręki, okłada go jego tarczą po łbie, ten się poddaje, koniec.
A w serialu? Duncan dostaje DODATKOWO jeszcze z 3 razy kulą morgenszterna, przebija mu Aerion dłoń nożem (a potem sobie normalnie walczy mieczem dwuręcznie), obrywa parę razy od miecza. A potem pada, oczywiście by krzyk Jaja go przywrócił – a przynajmniej by Jajo dostał swój moment w odcinku oraz by zaczęto go dopingować. Rocky X (wiek) Medieval Edition!
Mieli idealną scenę z książki, gdy prostaczkowie przed walką lgną do Dunca, ale ją wyrzucili.
No i ten Aerion, który zamiast go dobić, najpierw krzyczy mu by się poddał (xD), a potem, że umarł. Byle było filmowo. O takim drobiazgu jak niezgodna ilość ran u Aeriona, który właśnie aż do starcia z Dunkiem, nie z ser Duncanem ich nie odniósł nie wspomnę (a to pokazywało, jak i cały przebieg walki, że może i z ser Duncanem walcząc na warunkach rycerskich wygrywał, ale z Dunkiem z KP szans nie miał).
Mniejsza doczepka – Dunk nie stał przez kilka chwil wraz z Gromem za walczącymi, przeciwnie, Grom sam wiedział, że ma ruszyć, bo do tego był wyszkolony. Dunk był za pozostałymi o kilka sekund, ledwie zauważalnie, w serialu sporo dłużej.
Kolejna doczepka – brakło mi chociaż WYMIENIENIA IMIENIA I MOTYWACJI Beesbury’ego (to jest jeden dialog), a i informacja „padł w pierwszej szarży” nawet jest niespójna z oryginałem, bo był on wtedy ciężko rany, informacja o śmierci pada później (ale jakoś to musieli upchać dialogiem, więc rozumiem, czemu zmarł już teraz). Ten sam dialog nie mówi, że koń nadepnął na Dareona, czy o ranach jednego z białych rycerzy (tego trzeciego, z którym Dunk nie gadał). Mamy krócej „po walce”, gdy wydaje się mieć happy end, krócej emocje schodzą, przez co moim zdaniem śmierć Baelora gorzej wybrzmiewa.
Co do zmiany z przemalowaniem herbu… Ona trochę zaburzylaby tempo, ale spokojnie mogła paść pod koniec poprxedniego odcinka, bez krzywdy dla niego, a wyjasnilaby skąd są Fossowayowie od Zielone Jabłka.
Po 2. retrospekcja. Zajmuje z połowę odcinek, jest całkowicie wymysłem twórców, bo z opowiadań wiemy o przeszłości Dunka, że:
a) został giermkiem ser Arlana w parę lat po buncie Blackfyre’ów, kiedy zginął Roger z Pennytree, nie jak w retrospekcji dosłownie kilka dni po. Albo przeniesiono ją w przyszłość o parę lat, albo postarzono Dunka o parę lat (teraz jeszcze nie ma dwudziestki).
b) miał paru kolegów, z którymi kiedyś ukradli głowę trupa z głów skazańców nabitych na piki i ganiali dziewczyny po Zapchlonym Tyłku, by ją całowały.
I w sumie tyle. Dodana przez twórców historia… no głupia jest. Duncan ma koleżankę, z którą chce wyjechać do Wolnych Miast, ale ta przez własną głupotę umiera, Dunk rzuca się na złego złotego płaszcza i już by też go zabili, ale ratuje go pijany ser Arlan. Zrobili w tym serialu z ser Arlana pijaka – Dunk w opowiadaniach raz wspomina, że był pijany. Karykatury Arlana ciąg dalszy.
PS: Przekleilem ten komentarz z jednego odcinka z recrnzją na YouTubie, stąd UWAGA SPOILERY i może trochę forma się będzie rzucać w oczy, że taka jak komentarz z YouTuba… Ale za długie to bym mi się chcialo pisać drugi raz 😛
Dla mnie ten odcinek udowodnił, że niektórych super historii nie da się przenieść na ekran tak by zainteresować postronnego widza.
To jest serial tylko dla fanów PLiO. Cała reszta się przy nim nudzi. Ludzie znający historie Westeros tylko z seriali się nudzą.
Nie wiedzą co to Blackfyre i postacie są dla nich kompletnie obce. Wybija się tylko kilka głownych postaci.
I ta przydługawa retrospekcja tylko to pogorszyła.
Sezon 2 i 3 to będą jeszcze gorsze materiały do ekranizacji. Nie miałbym zresztą pewności, że HBO w ogóle kupi kolejne sezony.
Masz jakieś dane na temat oglądalności, że z taką pewnością się wypowiadasz? Ja znam wiele osób, które znają tylko seriale i im Rycerz się podoba, ale oczywiście to dowód anegdotyczny, dlatego pytam o twoje dane?
Serial zbiera świetne opinie, a sezon drugi już jest kręcony, więc nie wiem skąd takie czarnowidztwo.
HBO oficjalnie zapowiedziało, że co roku będzie co najmniej jedna produkcja ze świata GoT 3 sezon Rodu Smoka zapowiedziany na 2026, potem drugi sezon Rycerza już zapowiedziany na 2027, Ród smoka sezon 4 na 2028. Co do trzeciego sezonu Rycerza nie został jeszcze oficjalnie zapowiedziany, ale raczej nie ma obaw co do tego, że będzie. I kolejne i kolejne. Sam showrunner chciał sezonów 15 w trzech transzach po 5, z przerwami między transzami, ale sam mówił, że to nierealne. Niemniej jest pewna osoba, która mogłaby jeszcze rozbudzić zainteresowanie tym projektem – a mianowicie Martin, który wyraził ogromną chęć pisania kolejnych opowiadań, oczywiście wiadomo jak to z jego pisaniem jest.
O kurde, ale się źle przyjął mój komentarz xD
No tak, opieram się na opiniach bliskich. Im się serial nie podoba.
Mi się podoba, choć nie bardziej niż 1 sezon Rodu Smoka. Do tamtych niektórych odcinków to nawet się nie zbliżyło.
Nie mam pojęcia jak zrobią 2 sezon, by nie było tak nudno momentami. Serial ma problem tez taki, że nowelka to wewnętrzne przemyślenia Dunka, co w serialu się niezbyt sprawdza gdy muszą inaczej to uzewnętrznić.
Dla mnie obecnie serial to 7/10.
Moim zdaniem, HBO z Martinem powinni stworzyć plan opowieści o dynastii Targaryenów tak, by przeciętny widz mógł sie połapać.
Więc najpierw Rebelia BlackFyre, potem nowelki. Bez tej wiedzy piosenka Jaja przestaje być tak znakomita.
Serial w ogóle nie tłumaczy o co chodziło w tej rebelii. Bez tego 2 sezon będzie miał pod górkę, bo pamiętamy co tam się wydarzyło.
I jeżeli przyjmą ten sam sposób ekranizacji, to 2 sezon będzie potwornie nudny! Tam było chyba jeszcze więcej przemyśleń Dunka.
I tu wchodzi Osgrey cały na biało 😉 ze swoją opowieścią o ukochanym Czarnym Smoku. Oczywiście jeśli budżet pozwoli…
No tak, tu jest szansa.
Ale wtedy nigdy nie zobaczymy Rebelii na ekranie 🙁
„Gdzieś w tle widzimy Raymuna dostającego wciry od Steffona”
Raczej Steffona dostającego wciry od Raymuna.
No właśnie to mnie zdziwiło, bo w opowiadaniu było tak jak piszesz.
To opowiedź do mnie?
Chodzi mi o serial, nie książkę. Minuta 30:38. To Raymun rzuca kuzyna na glebę.
„Jeszcze jeden detal mi się przypomniał. Raymun w książce na szybko przemalował sobie tarczę. W serialu tego nie pokazano, chyba słusznie.”
Jak to słusznie? Przecież to był bardzo istotny moment, mówiący zarówno o (już) Ser Raymunie, jak i o tym, skąd wziął się herb drugiej gałęzi Fossowayów.
SD – pytanie do Marsterów [pdm] – przy tej okazji przypomniałem sobie (za pomocą awoiaf wiki), że Fossowayowie po śmierci Renlyego poparli Stannisa. Czemu?? Rozumiem Florentów, ale jabłkowi, nie dość że wasale Tyrellów, to jeszcze w nich wżenieni!
.czy to był jakiś spisek Olenny by postawić na obie strony czy o co tu chodzi?
Symbolicznie to ma sens, ale powiedzmy, że na stronach książki koleś, który w pięć minut leci sobie herb przemalować gdy wszyscy się szykują do boju na śmierć i życie to drobiazg, ale w serialu chyba by jednak raziło i odebrało powagę tej sytuacji.
A pytanie zapisuję.
Ech…
Na szczęście wiedziałam jak skończy się ten odcinek, gdyby nie to, pewnie po śmierci Baelora byłabym zdruzgotana, a tak czuję się „tylko” jakbym sama oberwała buzdyganem w czaszkę.
Retrospekcja moim zdaniem zbędna. Owszem, daje ciekawą podbudowę pod relację Duncan-Arlan, ale wygląda trochę tak, jakby twórcy chcieli wyjaśnić jak tych dwóch się spotkało, potem zaczęli się cofać aż cofnęli się za daleko. Plus jeszcze to, że ten strażnik po pierwsze zabiłby Dunka, a po drugie nie zabiłby dziewczyny. To jest Królewska Przystań, tu się nie zabija młodych kobiet, tylko się je sprzedaje do burdelu. Zresztą, nie tylko w KP tak jest.
Ale wracając – retrospekcja za długa i bezsensowna. Już pomijam zmiany względem książki, głównie postarzenie Dunka, ale ta dziewczyna jest tam dosłownie od czapy. Wprowadzono ją właściwie tylko po to, żeby ją za chwilę zabić. Może faktycznie trzeba było czymś wypełnić te pół odcinka, ale mnie ta fabuła nie urzekła.
Urzekła mnie za to scena tuż przed próbą, gdy Duncan „straszy” Aegona, a ten w odpowiedzi szczeka… W pewnym sensie było to pożegnanie, bo żaden z nich nie wiedział, jak skończy się próba. Widać, że ten żart odrobinę obu podniósł na duchu… (To było w książce? Nie pamiętam)
Na temat próby Siedmiu się nie wypowiem, poza tym że jak dla mnie była akurat w sam raz widowiskowa. Owszem, był taki moment, kiedy się dziwiłam że Dunk jeszcze stoi na nogach, ale on walczył o życie. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam jak to wyglądało w książce, więc na temat zmian nic nie mówię, mi się podobało.
No i ostatnia scena… Gdy Duncan padł na kolana i powiedział „Jestem twoim sługą” coś mnie ścisnęło za gardło, bo wiedziałam, że to już.
Czy Peter Claffey jest aż tak wspaniałym aktorem? Nie wiem, dla mnie od po prostu jest Duncanem. W każdej scenie jest tak cudownie naturalny, że zapominam że to tylko serial, a on „tylko” gra. Gdy klęczał nad ciałem Baelora naprawdę dałam się nabrać na jego emocje.
Ogólnie dałabym 9,5/10, gdyby ktokolwiek spytał mnie o zdanie 😉 odcinek naprawdę fantasyczny. Aż szkoda, że to już prawie koniec 🙁
Retrospekcja ma jednak jedną zaletę: mamy ładną klamrę gdy Dunk, korzystać z tego, że Arlan śpi wyciąga jego miecz i bierze do ręki hełm. Scena prawie jeden do jeden z pierwszego odcinka, gdy to samo zrobił Jajo. Fajnie to wyjaśnia, dlaczego Dunk ostatecznie go przygarnia.
Ale to jak najbardziej można było zawrzeć! Ta scena była dużo ważniejsza od całej fabuły z tą Jakjejtambyłobonawetniezdążyłamzapamiętać…
No cóż…dla mnie ta retrospekcja także była strasznie nudna i niepotrzebna. Mam nadzieję, że Raymun z przemalowanym herbem pojawi się jeszcze w ostatnim odcinku, żeby chociaż zahaczono o kwestię skąd wzięli się Fossowayowie od zielonego jabłka. Samą walkę oglądałam przez palce bo nie lubię oglądać krwawych jatek. Lepiej znoszę sranie pod drzewem i rzyganie…no ale to już jest mój osobisty problem 🙈 Walka na pewno była…widowiskowa. Tylko co z okiem Dunka? Normalnie powinien je stracić 🙈 tylko wiemy że go nie straci.
Uwielbiam za to energię jaka jest pomiędzy Dunkiem i Jajem. Aktorzy oddają ich więź tak wiarygodnie że aż człowiek zapomina, że to gra. Ich dialog przed samym starciem po prostu jest genialny.
Nie pamiętam czy w książce także był ten fragment kiedy Maekar biegnie do Aeriona ale na ekranie wyszło to świetnie. Cały odcinek to była jedna wielka gra na emocjach a to co zobaczylismy w większości wiernie oddaje to co mamy w nowelce (no oprócz tej retrospekcji, która była dla mnie największym minusem serialu). Można by się czepiać szczegółów…no ale po co… 😉 Szkoda jedyne że nie pokazano nam osobistych herbów Maekara i Aeriona tylko wrzucono ich do jednego targaryeńskiego wora.
„Plus jeszcze to, że ten strażnik po pierwsze zabiłby Dunka, a po drugie nie zabiłby dziewczyny. To jest Królewska Przystań, tu się nie zabija młodych kobiet, tylko się je sprzedaje do burdelu. Zresztą, nie tylko w KP tak jest.”
Nie zgodzę się z tym. Strażnik był na nią wściekły, po raz kolejny go okpiła, działał impulsywnie. Poza tym w Królewskiej Przystani nie ma niewolnictwa, więc ta sprzedaż do burdelu to też nie bardzo. Oczywiście istniał czarny rynek, ale po co komu krnąbrna małolata, która zaraz próbowałaby uciec? Zwłaszcza, że jesteśmy krótko po wojnie, pewnie bylo dostatecznie dużo zdesperowanych kobiet samych chwtających za to zajęcie. Taki Tywin mógł sobie pozwolić by wysłać niechcianą dziewczynę za morze do burdelu, ale to był wielki lord co znał ludzi znających ludzi, a nie jakiś mało lotny strażnik miejski.
Akurat z tym burxelem bardziej chodziło mi o Jeyne Poole… Przecież gdy Littlefinger ją zabierał, nie wiedział jeszcze, do czego mu się w przyszłości przyda. Bardziej oszczędzono ją dlatego, że mógł na niej zarobić niż dlatego, że była kimś ważnym, bo w sumie nie była. Zwłaszcza że w tamtej chwili, jeśli dobrze pamiętam, Ned jeszcze żył, nie wspominając o Robbie i reszcie rodzeństwa…
W skali zarobków raczej niewiele Littlefingerowi robiła, zatrzymał ją imo właśnie dlatego, że kiedyś mogła się przydać. W końcu Petyr był mistrzem szachów 5d, a dziewczyna wychowana w Winterfell była niezłym źródłem wiedzy na temat mieszkańców zamku.
Zapomniałam napisac: no i gdzie przerażona dziewczyneczka Jeyne do dziecka slumsów jakim była Rafe… Ona była u siebie, znała skróty, przejścia i kryjówki, a poza tym istniało spore ryzyko, że pierwszego klienta to by mogła pogryźć. 😉
Mam podobne odczucia co do retrospekcji, też mnie to zmęczyło i znudziło. Tym bardziej że poprzedni odcinek rozbudził apetyty na więcej. Spodziewałem się że będą na szybko ukazane lub wspomniane motywacje innych uczestników.
Do zmian się nie będę czepiał bo mało co pamiętam nowelkę.
Retrospekcja byłaby o wiele lepsza i bardziej pasująca, gdyby wykorzystali ją na pokazanie nam Bloodravena.
Tak, zwłaszcza że Dunk.wspomina że kiedyś go widział!
Musieliby wtedy już wybrać aktora, który w przyszłości może zagrać Bloodravena, jeżeli będą robić Rebelię Blackfyre’ów, a raczej nie są na to jeszcze gotowi.
W sumie nie musieliby. Dunk widział Bloodravena z daleka, mogliby go właśnie ukazać gdzieś w tle, bez twarzy, Wielki Straszny Pan. Tylko twórcy nie mogliby zrobić interakcji między nimi, a ich dodatek pewnie by ją musiał mieć…
No tak, ale takie „pokazanie” to w sumie żadne pokazanie. Raczej nie o to chodziło koledze.
Idąc tym tropem, to aktor do Roli Bloodravena był już obsadzony w Grze o Tron.
To oczywiście tylko spostrzeżenie, bo tak na poważnie, to jeśli chodzi o serial nie uważam, że Trójoka wrona = Bloodraven
Gwoli ścisłości to nawet dwóch. 😉
No i oczywiście znowu nie mogli sobie darować, żeby nie nawstawiać jakichś kompletnych głupot od siebie. :/ Pal licho młodego Dunka i tę dziewczynę, to się mogło zdarzyć. Ale to wejście ser Arlana?! Pijany obwieś pochlastał dwóch przedstawicieli prawa i co? Qrwa, przecież by go powiesili! Taki numer mógłby ujść na sucho księciu (a i to z trudem), a nie bezdomnemu przybłędzie. Kolejny smok wyskakujący z piwnicy. :/
Mam pytanie techniczne, nie dotyczące samego odcinka, a recenzji.
Czy ja źle rozumiem słowo cliffhanger? Bo wydawało mi się, że to jest zakończenie odcinka (lub rozdziału w przypadku książki etc.) w trakcie najbardziej dramatycznej akcji, a nie tuż po najbardziej dramatycznym wydarzeniu. Tej pierwszej opcji nie lubię, tą drugą uwielbiam. I wtedy może jeszcze zakończenie 3 i 4 odcinka można od biedy uznać za cliffhangery, ale tego już nie. Cliffhanger byłby gdyby odcinek przerwano w momencie, w którym Dunk leży i Aerion krzyczy żeby przyznać mu zwycięstwo.
W Grze o Tron najbliżej tego jak ja rozumiem cliffhanger było chyba zakończenie 2 sezonu z Samem. Tylko że 3 sezon nie kontynuował tamtej sceny bezpośrednio, więc tak o z tym wyszło. Poza tym raczej zakończenia odcinków były podobno do tych z Rycerza Siedmiu Królestw (przynajmniej w pierwszych sezonach GoT, im dalej tym mniej pamiętam xp). Ewentualnie koniec 7 odcinka 1 sezonu z Littlefingerem przykładającym nóż do Neda można uznać za cliffhanger, chociaż w praktyce już wiemy, że Ned przegrał.
To już bardziej Martin stosował cliffhangery (i to nie najwyższych lotów xp) w swoich książkach, np jak Theon polował na Brana (zakończenie informacją że ich znaleziono) czy tak jak w rozdziale Aryi gdy po śmierci Neda końcowy opis rozdziału może sugerować że Yoren krzywdzi jakoś Aryę, a chodziło o to że ścina jej włosy.
W tym wypadku moim zdaniem można podciągnąć to zakończenie pod cliffhanger tylko w warunkach takich, że uznajemy, że nie jesteśmy pewni czy Baelor na 100 % nie żyje. Czasami cliffhangery są świetne, rozbudzające emocje, czasami absolutnie beznadziejne i wymuszone. Pamiętam jeden z odcinków serialu Silos gdzie główna bohaterka spada z bardzo wysoka na sam koniec odcinka, ale jako, że jest to główna bohaterka, to wiadomo, że jakoś się z tego wykaraska, jak się później okazuje dość łatwo. O wiele bardziej lubię cliffhangery w książkach aniżeli w serialach czy filmach.
No tak, to w sumie trochę jak z 1 odcinka Gry o Tron i spadającym Branem. To też można podciągnąć pod cliffhanger.
Ale co do tego odcinka Rycerza Siedmiu Królestw to nie jestem przekonany. Dla mnie to po prostu zwrot akcji. Ale może to kwestia tego że czytałem opowiadanie. xD
Cliffhanger dotyczy raczej dalszych losów Dunka. Widz ma prawo przypuszczać, że śmierć Baelora może mieć dla niego bardzo negatywne i być może nawet natychmiastowe konsekwencje. Stracił swego obrońcę, a Aerion i Maekar żyją, mogą mu jeszcze wyrządzić krzywdę. Oczywiście to napięcie zostaje rozładowane gdy Maekar okazuje się w gruncie rzeczy człowiekiem dość przyzwoitym. Ale to napięcie jest realne.
Dael, ale wiesz jaka jest różnica pomiędzy głowicą a głownią miecza, co nie? Tym bardziej, że miecz Aeriona jest w typie lateńskim i głowicę ma bardzo charakterystyczną. Poza tym mace, to mace. Flanged mace, buzdygan (to po wschodniacku). Maczuga jest jak najbardziej ok. Zresztą odsyłam do Schola Gladiatoria. Easton w kilku odcinkach mówi z sensem o obuchowej, rycerskiej broni. Zna się chłop na rzeczy. Do poprawki.
P.S. Zapchlony Tyłek urokliwy. Klaustrofobiczny.
S posdravom
Pewnie, że wiem, jaka jest różnica. Aż się przestraszyłem, że znowu jakiś błąd się wkradł do tekstu, bo pisałem pod presją czasu. Ale nie, jest głowica, czyli ten dyngs na końcu rękojeści. Głownia to oczywiście ta część miecza, którą się potocznie (choć też nie do końca poprawnie) nazywa ostrzem – czyli wszystko co jest za jelcem. Dunk dostał w wizurę właśnie głowicą, nie głownią – jeśli nie wierzysz, to obejrzyj sobie ten fragment (około 27 minuty jest ta wymiana ciosów). Więc wszystko opisałem prawidłowo.
Co do kwestii tłumaczenia słowa mace – maczuga to po angielsku club. Rozumiem, że buzdygan to nie jest w stu procentach ta sama broń, co na Zachodzie, ale gdy nie ma idealnego odpowiednika, to trzeba sięgnąć po przykład najbliższy. Trochę tak jak np. z tłumaczeniem różnych rodzajów mieczy używanych we wczesnej epoce nowożytnej. Po angielsku mamy słówek od groma (backsword, broadsword, itd…), u nas się po prostu wszystkie nazywa pałaszami. O, albo ze szpadą jest podobnie. W Polsce szpadą nazywamy kilka typów broni – smallsword, spadroon, epee, niektórzy to rozszerzają nawet na tę broń która była formą przejściową między szpadą, a rapierem (choć to akurat przesada, lepiej mówić o krótkim rapierze). Dlatego właśnie buzdygan to najlepsze tłumaczenie. Gdyby ktoś nazwał broń Maekara buławą, kropaczem albo piernaczem, to też by to miało jakieś ręce i nogi. Ale maczuga jest śmieszna.
Muszę obejrzeć jeszcze raz. Zakodowałem, że Aerion próbował sztychem. Może zasugerowałem się sceną z Białej Królowej, gdzie obrońcy robiąc wypad z Tower, jednego z Lancastrów, literacko to ujmując, jurandzą…. Sprawdzę.
Natomiast, co do maczugi zostaję, przy swoim. Myślisz maczuga to widzisz kawał sękatej pałki nabitej hufnalami, kamieniami. Jak wekiera, albo nasiek. A tu nie… 🙂
https://medievalplus.com/weapons/mace.html
Pierwsze z brzegu. Ale żeby nie było sprawdzę jeszcze u Kwaśniewicza i dam znać.
P.S. Widzę nadal zafascynowany osobą Proto Stannisa
Jednak jelec. Mój błąd. Ten fragment jelca na który Anglosasi mówią zwyczajowo knob. Widać wyraźnie ujęcie ręki Aeriona trzymającego miecz w ten sposób, że głownia jest skierowana ku ziemi.
Zapowiedź odcinka finałowego w zasadzie streściła wszystko co trzeba wiedzieć.
Jest scena z Valarrem i Maekarem, który go prosi by przyjął Aeogona jako giermka.
Więc żadnego napięcia nie ma.
No właśnie, dziwna była ta zapowiedź, bo ujawnili wszystko co najważniejsze i pozbawili widzów, którzy nie czytali nowelki, potencjalnych rozkmin co będzie dalej z Dunkiem i czy śmierć Baelora nie będzie dla niego miała jakichś negatywnych skutków.
Czytałem wrażenia osoby, która widziała cały sezon. I ponoć ostatni odcinek jest najlepszy. Może to po prostu niemądra opinia, a może showrunner jednak upichcił coś ciekawego, a trailer jest mylący. Zobaczymy za 2 dni.
taka uwaga na marginesie, na przyszłość :
„Odcinek mi się podobał, ale na pewno mniej niż epizod 4”
Stosowanie „epizodu” w polszczyźnie jako synonimu odcinka (rozumiem że to kalka z angielskiego) jest błędem semantycznym :
Słownik języka polskiego PWN
epizod
1. «krótkotrwałe zdarzenie niemające większego znaczenia»
2. «fragment utworu literackiego, sztuki lub filmu luźno związany z główną fabułą»
3. «fragment w utworze muzycznym oparty na własnym materiale tematycznym»
Wiem, wiem. Sam kiedyś z tym walczyłem, ale to słówko tak się już w potocznej polszczyźnie rozgościło, że nawet w telewizji i na platformach streamingowych go używają. Kwestia kilku lat i w słownikach też się pojawi. A ja naprawdę potrzebowałem synonimu – jak pewnie widzisz kilka razy pod rząd musiałbym użyć słowa „odcinek”, co po prostu wygląda nieładnie i razi przy czytaniu.
Rozumiem , ale wydaje mi się że Wasze eseje to jednak nie jest potoczna polszczyzna , tylko porządna beletrystyczno-filmowa analiza ,która nie aspiruje do nowomowy rodem z Platform TV.
Nie chcę żebyś to uznał za zarzut, to drobnostka która po prostu uwiera moją dziaderską polonistyczną duszę (szczególnie do czasu uznania nowego znaczenia epizodu przez Radę Jęz. Pol. 😉 )
Póki co, można przecież użyć „część” albo „odsłona” na zmianę z odcinkiem
Postaram się.
Odcinek mi się podobał chociaż wolałbym skrócić retrospekcję i w zamian pokazać więcej pojedynków pozostałych rycerzy. Poziom realizacji tej walki kojarzy mi się z imho najlepszym rycerskim pojedynkiem ostatnich lat – tytułowym Ostatnim pojedynkiem Ridleya Scotta
Odcinek 9/10, recka 10/10.
Kurcze, strasznie mnie irytujecie tak drobiazgowym porównywaniem do książki. Żeby to chociaż było coś mega istotnego a tu zmiany takie co może się przyczepić ktoś znający dialogi na pamięć wraz ze znakami interpunkcyjnymi. Jakie znaczenie miało to czy ktoś zamrugał raz czy dwa xD ogólnie jest to jeden z najlepiej trzymających się książki projektów. Jest świetny technicznie. Już na siłę szukacie problemu – ktoś umarł teraz czy 20 minut później. Jeny, jeśli to nie ma wpływu na to, że w ich trakcie nie zabił głównego bohatera albo nie zrobił czegoś istotnego, to po co o to marudzić? Serial świetny. Scenariusz to nie cytowanie tekstu 😉
Raczej ciekawostka a nie marudzenie czy narzekanie
Dziwisz się? Po tym co naodpieprzali w GoT i Rodzie Smoka ludzie są przewrażliwieni na punkcie każdej zmiany. Trzeba ich zrozumieć. 🙂
Żeby tylko w tych dwóch serialach…
Że tak zapytam, książki zapewne czytujesz, takiego Verne’a na przykład? „20 000 mil podmorskiej żeglugi” kojarzysz? Albo „Tajemniczą wyspę”?
Te książki są ważne, bo ani 2 pierwszej, ani w drugiej nie występuje ŻADNA KOBIETA. Same chłopy. Co za tym idzie, książki są pozbawione JAKIEGOKOLWIEK wątku miłosnego.
Tymczasem widziałam jakieś ekranizacje, czy tam adaptacje, i zawsze, ZAWSZE SIĘ JAKAŚ BABA PLĄCZE. Po co, skoro książki i bez tego są szalenie ciekawe?!
Tak samo taki np „Książę Kaspian” albo nie wiem, „Wiedźmin” od Netfliksa. Jakby pozmieniali jeszcze trochę to wyszłaby zupełnie nowa historia. A tak zrobili takie nie wiadomo co, w dodatku pozbawione logiki.
Ja na zmiany względem pierwowzoru książkowego byłam wyczulona już dawno temu i pewnie dlatego mi tak „Rycerz” siadł
Nie no, wiadomo, że problem nie dotyczy tylko książek Martina. Nie dotyczy nawet tylko dzisiejszych czasów. Pół biedy, gdy zmieniali coś u Verne’a, który – umówmy się – jest już dość staroświecki, jak na dzisiejszego widza. Ale co można zmieniać u Martina czy Sapkowskiego, u diabła?!
Ś.p. Joanna Chmielewska powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów, że chcieli nakręcić film według jej książki „Zwyczajne życie”. Spotkała się z reżyserem, siedli, kawka, herbatka i on do niej, że wszystko fajnie, ale główna bohaterka ma mieszkać w bloku, a nie w starej willi. Jak w bloku, po co ona ma rąbać drewno w bloku? No właśnie trzebaby tak wszystko przepisać, żeby to rąbanie drewna wyrzucić. Ale jak wyrzucić z jak od tego się cała fabuła zaczyna? No w sumie to ON BY TO INACZEJ NAPISAŁ i dlatego drewno trzeba wyrzucić. Na to p. Joanna wstała od stolika i powiedziała że jak chce inaczej pisać, to niech se pisze własną historię. I poszła.
A konkluzja jest taka, że jest pewna grupa ludzi (sama się do nich zaliczam) która bardzo by chciała COŚ STWORZYĆ, ale nie umie. Więc biorą czyjeś dzieło i przekręcają je na swoją modłę, bo im się wydaje że tak będzie lepiej.
Dokładnie, ci wszyscy showrunnerzy robiący ekranizacje powinni mieć zawieszoną na ścianie kamienną tablicę z wyrytym cytatem z Vabanku: „żadnych-własnych-pomysłów”.
Gwoli sprawiedliwości, to są też reżyserzy, którzy robili książkom jeszcze większą krzywdę, a wychodziły arcydzieła. Zawsze w takim przypadku wspominam Kubricka i Lśnienie. No, ale Kubricków wielu nie ma, a mniej utalentowanych ludzi, którzy Kubrickowi dorównują tylko pod względem ego – tysiące.
Z Sapkowskim to jest w ogóle rzecz niesamowita. Wiedźmińskie historie są maksymalnie udialogowane. Sapek sam to kiedyś tłumaczył, że mu się układ kolumn w Fantastyce nie podobał, uznał, że przy takim rozkładzie sprawdzają się tylko dialogi, więc jak tworzył pierwsze opowiadanie, to właśnie z tego względu poszedł w krótką narrację, dłuższe dialogi. A potem tak zostało. A że do dialogów ma naprawdę niesamowite ucho (jak – nie przymierzając – Tarantino), to i jego książki (zwłaszcza opowiadania) są niemal jak gotowe scenariusze. I bulwa nać, dwa razy te książki ekranizowano, i dwa razy scenarzyści uznali, że sami wiedzą lepiej jak dialogi pisać.
Dokładnie. Gdy jeszcze sam pisałem opowiadania, to uznałem, że wskazówki np. takiego Kinga można sobie dzisiaj w buty schować. Tak jak Sapkowski stosowałem metodę scenariuszową. Duszą opowiadania muszą być dialogi. Narracja prosta, lekka, nienarzucająca się. I minimalne opisy. Żeby opisać jakiegoś npca wystarczy właściwe podać jakiś jeden punkt charakterystyczny, np. że ma zepsute zęby. W dzisiejszym świecie każdy ma swoje własne wyobrażenie wszystkiego i żadne książkowe opisy go nie zmienią. I opłaciło się. Też trafiłem na łamy Fantastyki. Nic wielkiego, ale przy tej okazji miałem zaszczyt poznać Macieja Parowskiego. 😉
Ale przecież ja czasami nawet wspominam, że jakaś zmiana była korzystna. A nawet jak nie jest korzystna, to też z góry nie potępiam – ekranizacje mają swoje prawa, inne medium miewa inne wymagania. Po prostu wskazuję gdzie serial różni się od książki, wydaje mi się, że to jeśli nie pouczające, to przynajmniej choć trochę ciekawe. A gdy coś mi się ewidentnie nie podoba (takich przypadków jest rzadko, bo RSK to jak na razie najwierniejsza adaptacja z tego uniwersum – może na równie z pierwszym sezonem GOT), to poświęcam danej zmianie trochę więcej uwagi.
Najktótsza więc chyba najłatwiejsza to przełożenia. Co innego inne które są dużo bardziej rozbudowane i wymają wprowadzenia wielu wątków na tym lub podobnym etapie.
To prawda. Z GoT zresztą Weiss i Benioff radzili sobie nieźle, aż przyszła pora na Ucztę dla wron i Taniec ze smokami, które są bardziej problematyczne. Aczkolwiek gdyby na tym etapie showrunnerzy uznali, że w takim razie zwolnią trochę tempo narracji i podejmą próbę wierniejszej adaptacji, to efekt byłby znacznie lepszy. Dalej niepozbawiony problemów, ale lepszy. No, ale postanowili napisać własną, skróconą wersję tych książek, żeby pędzić w stronę zakończenia. Stąd też znaczna część bolączek ostatnich sezonów (oczywiście obok powodu podstawowego, czyli braku materiału źródłowego).
Zmiany są ok, jeśli są sensowne i myślę, że nikt nie narzeka na fakt, że coś jest inaczej w serialu niż w nowelkach jeśli to jest zgodne z uniwersum Martina. Przykładowo piosenka o Blackfyre’ach wyszła genialnie i chyba wszyscy przyjęli ją pozytywnie, mimo że to wymysł serialowy. Z drugiej strony mamy pominięcie w serialu wielu walk z 1 dnia np. pojedynków Hardynga, w tym m.in. z jego szwagrem Beesbury’m. I potem ktoś, kto oglądał tylko serial, nie wie co to za jeden ten Beesbury, skąd się nagle wziął jako jeden z walczących po stronie Dunka i czemu właściwie chciał za niego walczyć. W książce jest to wytłumaczone. W serialu też nie pokazano walk Valarra i tego, że Dunk właśnie jego chciał wyzwać na pojedynek i wygrać uczciwie, jak to było w książkach. A w serialu rozważał przyjęcie propozycji Plummera i „wygranie” w sposób nieuczciwy z jednym z synów lorda Ashford, który miał się po prostu podłożyć. Dla mnie to zmiany na minus więc o nich piszę i na nie narzekam. Co nie zmienia faktu, że całościowo nadal ten serial ogląda mi się świetnie i przyjemność z oglądania mam porównywalną do 1 sezonu GoT, który też miał drobne zmiany względem książki, ale ogólnie był jej wierny i przez to wyszedł po prostu bardzo dobrze.
Dla mnie zmiany zawsze są nie-ok. O ile rzeczywiście mówimy o zmianach względem fabuły, a nie o dodatkach, typu piosenka Egga czy marsz do tronu Viserysa w Rodzie Smoka. A tutaj rzeczywiście pokpili tego Beesburego. Znaleźli czas na fujarę ser Arlana, a nie znaleźli na parę słów, kim jest jeden z towarzyszy Dunka?
A w ogóle to Dunkowi coś się przywidziało. Ser Arlana nie ma i nie było. Został powieszony lata temu w KP za zamordowanie dwóch członków Straży Miejskiej na służbie. 😛 😛
BTW – dziś na Facebooku widziałam komentarz „oczekiwałem epickiego pojedynku i SUPERBOHATERA”…
Czy zgodzicie się ze mną, że Dunk jest odwrotnością Deadpoola? To znaczy jest bohaterem, ale na pewno nie super XD
na pewno jest super… super wytrzymały xdd
Ser Arlan to w retrospekcjach taki… oryginał, że nie wiem czemu nikt go nie zapamiętał. I te rozmowy z płomieniami – r’hllorysta jaki? A Dunk nie został przygarnięty, tylko poszedł za nim jak kot, który wybrał sobie swojego człowieka.
Tymczasem GRRM wyprodukuje sztukę teatralną o szalonym Aerysie i turnieju w Harrenhall. Ileż teorii do potwierdzania! Czy Szanowna Redakcja planuje wysłać swoich przedstawicieli, by przygotowali omówienie i recenzję?
Może tam zdradzi Martin wreszcie co Rhaegar i Lyanna myśleli – czy to była idiotyczna ucieczka, porwanie czy jeszcze coś innego.
Wysłać przedstawicieli? Toż myśmy uczestniczyli w castingach i zostali obsadzeni w rolach, żeby poznać fabułę już na próbach. Wprawdzie to role wierzchowców, ale zawsze coś!
Oj nie, konie źle mi się kojarzą… 😛 A przynajmniej jeden.
Co do adaptacji, to dziś byłem w kinie z dziećmi na Kici Koci.
Masakra. Zmienili część historii w samolocie i dodali różne rzeczy!
Dość ciekawa próba rozkminy przebiegu walk w tle:
https://www.youtube.com/watch?v=xAfjF-8-QQ8
Wychodzi, że młody Raymun sprawił się całkiem nieźle.