GryGry Wideo

Gierkołaz #13 – styczeń 2026

Xbox Developer Direct przyniósł nieco zapowiedzi, mamy też kilka premier i poznaliśmy aktorskie wersje wirtualnych postaci. Ten rok zapowiada się interesująco.

Zapowiedzi

Forza Horizon 6 nadjedzie 19 maja i zabierze nas do Japonii. Kilkaset aut do kupienia i zmodyfikowania, malownicze krajobrazy, kręte górskie drogi i oczywiście ogromne miasto.

Fable – premiera jesienią 2026. Otrzymamy otwarty świat, który będzie reagował na nasze decyzje, możliwość kupowania nieruchomości i zawierania małżeństw, elastyczny i ciekawie wyglądający system walki. Tytuł ma spore ambicje, zobaczymy, czy uda się wszystko dowieźć.

Beast of Reincarnation – erpeg akcji toczący się w postapokaliptycznej Japonii, gdzie rośliny przejęły świat. Towarzyszyć nam będzie pies Koo, stanowiący ważny element całej układanki. Premiera latem 2026.

Premiery

StarRupture, nowy tytuł od twórców Green Hell, zadebiutował we wczesnym dostępie. Już półtora tygodnia później deweloperzy pochwalili się wynikiem 500 tysięcy sprzedanych kopii oraz bardzo pozytywnymi ocenami na Steam.

Cairn – relaksacyjna gra wspinaczkowo-survivalowa może pochwalić się udaną premierą, z 94% pozytywnych opinii na Steam (z prawie tysiąca w jeden dzień od premiery).

Zdecydowanie mniej udany debiut miał Highguard, nowy hero shooter od twórców Apex Legends i Titanfalla (informacja o tym została usunięta z karty Steam niedługo po premierze gry), szumnie zapowiedziany na grudniowych The Game Awards. Gracze narzekają na bardzo słaby stan techniczny gry, zbyt duże mapy, liczne błędy i wrażenie grania w coś wtórnego. Deweloperzy ze swojej strony obiecali poprawę sytuacji. Jak to wszystko się rozwinie i czy tytuł wyjdzie z dołka, czas pokaże.

I Hate This Place, pierwszy tytuł wydany za pośrednictwem nowej inicjatywy Bloobera, czyli Broken Mirror Games – wydawcy, który skupić się ma na studiach niezależnych. Sądząc po przywiązaniu krakowskiego studia do horrorów, wydawane gry będą zapewne oscylowały wokół tego gatunku. Premierowy tytuł stanowi miks izometrycznego survival horror z elementami craftingu w komiksowym sznycie i stylistyce lat 80.

Różne

Zobaczyliśmy pierwszą przymiarkę Sophie Turner (aka Sansa z GoT) do roli Lary Croft w nadchodzącym serialu od Amazona. Zdaniem redakcyjnych zgredów – szału nie ma. Za scenariusz będzie odpowiadać Phoebe Waller-Bridge, więc i tu nie spodziewamy się fajerwerków.

Ryan Hurst został wybrany do zagrania roli Kratosa w serialu „God of War” od Amazonu. Aktor wcześniej miał już styczność z tą serią – udzielał głosu Thorowi w GoW: Ragnarok.

W Ubisofcie restrukturyzacja. Jeśli czekaliście na remake Prince of Persja: Piaski czasu, to już nie musicie. Anulowano kilka projektów, w tym wyżej wspomniany tytuł, a studio podzieliło się na zespoły, z których każdy będzie zajmował się określonymi markami, co ponoć ma polepszyć i przyspieszyć procesy produkcji. Giełda pokazała, że akcjonariusze nie są przekonani do tego planu. Firma poprosiła też pracowników o dobrowolne odejście w związku z planowanymi zwolnieniami. Związki zawodowe planują strajk w lutym. Jest „ciekawie”.

Na początku roku krakowski Bloober Team uruchomił enigmatyczną stronę z licznikiem odmierzającym czas do 14 lutego. Co się wtedy wydarzy? Tego nie wiadomo. Krążą za to plotki, że być może wtedy ujrzymy zapowiedź nowego horroru. Czyż może być lepszy termin na zapowiedź nowej gry grozy niż dzień zakochanych?

Tomb Raider obchodzi w tym roku swoje 30-lecie. Z tej okazji udostępniono okazjonalną tapetę – do pobrania tu.

Inicjatywa Stop Killing Games ostatecznie uzbierała wymaganą liczbę głosów – ponad milion – w związku z czym komisja europejska musi się pochylić nad tematem. Polska była trzecim krajem pod względem liczby oddanych głosów.

Trochę liczb

  • Star Rupture – 500 tysięcy kopii w półtora tygodnia
  • Green Hell – 10 milionów sprzedanych egzemplarzy
  • Clair Obscur: Expedition 33 pobiło rekord w ilości przyznanych nagród – 436 statuetek
  • No Rest for the Wicked, action RPG od twórców Ori, sprzedało milion kopii
  • Resident Evil Requiem przekroczyło 4 miliony zapisów na listach życzeń, co podobno jest rekordem marki (premiera 27 lutego)

Co ogrywaliśmy?

Alexandretta

W okresie świąteczno-noworocznym postawiłam na lekką grę, w której jeździ się na koniku i zbiera kwiatki. Mówię oczywiście o Diablo IV. Naszło mnie na siekanie potworków, inne h’n’s mam już ograne, D4 jest dwa lata po premierze więc co mieli połatać i zbalansować to już zrobili, więc czemu by nie spróbować? Powiem tak – o ja naiwna! Po pierwsze – zaskoczył mnie stan techniczny gry. Z jednej strony mamy glicze, szczególnie w garderobie – zdarzają się paskudne różowe kwadraty-placeholdery zamiast ikon pancerza, albo nie da się danego kawałka w ogóle wyposażyć, albo źle pokazuje, które skórki są odblokowane… Dobra, garderoba to tylko wizualia, ale poza tym też szału nie ma – zdarzają się srogie dropy klatek, a raz mi się nawet diabeł zawinął do pulpitu. Nie pomaga aktualizacja sterowników czy przeinstalowanie gry. Nie za dobrze to wygląda.

Natomiast co do rozgrywki, to jest to specyficzne połączenie klasycznego hack and slasha z MMO. Mamy otwarty świat, są wydarzenia, bossowie do kolektywnego ubicia, albo można samemu robić różnego rodzaju dungeony. Jak pierwszy raz usłyszałam o tej koncepcji, to niezbyt mi się to podobało, ale w praktyce jest całkiem ok (z tym, że ja lubię MMO).

Co mi się podoba – możliwość dowolnych zmian w drzewku skilli, cały respec robi się właściwie jednym kliknięciem i nic to nie kosztuje, dzięki czemu możemy sobie dowolnie eksperymentować. Crafting również jest  przyjazny graczowi, bo losowość ograniczono do niezbędnego minimum, więc stworzenie sobie przedmiotu idealnego jest stosunkowo proste.

Co mi się nie podoba – przedmioty legendarne wypadają w takiej obfitości, że już koło 30 levelu mamy całą postać w nie ubraną. Po 60 szybko zaczynamy je hurtowo mielić, bo na horyzoncie są legendarki wzmocnione i przedmioty unikalne. W związku z tym cała idea przedmiotu legendarnego jako wyjątkowo mocnego i jedynego w swoim rodzaju upada. Mam mieszane uczucia odnośnie craftingu, bo zawsze wychodzi tak, jak chcemy, więc niby dobrze, ale z drugiej strony odbiera to tę nutkę ekscytacji, którą mógłby dać. Nie pomaga też agresywna monetyzacja – gra obdarowuje nas monetami, które możemy wydać w sklepiku, ale żeby do tego sklepiku wejść, trzeba wydać $$$.

Krótko mówiąc – to niezła gra do topienia w niej godzin, natomiast endgame sprowadza się tak naprawdę do szukania przedmiotów z odrobinę wyższymi cyferkami, a aktywności dość szybko stają się monotonne. Tak, zasypywanie całego ekranu cyferkami obrażeń jest satysfakcjonujące, ale nie jest to tytuł, który mogę polecić z czystym sumieniem.

Im dłużej grałam w Diablo, tym bardziej tęskniłam do Last Epoch, i w końcu odpaliłam tego drugiego po chyba półtora roku przerwy. Doszło trochę elementów ułatwiających życie, poza tym jest nadal tak samo satysfakcjonujący jak zawsze. I można mieć tyranozaura jako swoje zwierzątko bojowe. Tak, to mój ulubiony slasher i chyba takim pozostanie przez dłuższy czas. I jedyny, w którym się czasem zatrzymuję, żeby podziwiać widoki.

kr4wi3c

Nigdy nie byłem wielkim fanem serii Resident Evil. Klasyczne odsłony skutecznie zabiły u mnie chęć grania w survivale ze statyczną kamerą do tego stopnia, że do dzisiaj unikam takich gier. I chociaż pierwsze opowieści o Mieście Szopa dostały swego czasu rimejki, to do strzelania do zombie jakoś specjalnie nie tęskniłem. Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku w okresie międzyświątecznym, kiedy korzystając z dłuższej chwili wolnego czasu sięgnąłem po Resident Evil 2 Reamake. Ten nie dość, że mnie wciągnął niczym lotne piaski, to gdy tylko go ukończyłem, od razu zacząłem drugie przejście (second run) po to, żeby poznać historię z punktu widzenia drugiej postaci – chociaż tak naprawdę to dlatego, że nie chciałem kończyć tej przygody. To jedna z nielicznych gier, w których nie miałem poczucia znużenia i nie pędziłem do przodu, by czym prędzej ujrzeć napisy końcowe. Coś niesamowitego, czego dawno nie uświadczyłem.

Po zakończeniu swojej przygody z dwójką zabrałem się od razu za odświeżoną trójkę oraz czwórkę. Gdzieś po drodze pojawił się nawet pomysł, by spróbować skończyć gry z głównej serii przed premierą dziewiątej części – tych jest jednak sporo, a czasu mało, więc jakoś nie wierzę w powodzenie tego planu. Tymczasem zatopiłem się w czwórce, której również nie chce (za szybko) kończyć.

Crowley

Nie mam czasu grać, bo wpadłem w szał czytania książek. Ale jak już znalazłem chwilę, to odpaliłem sobie Full Throttle Remastered. O… ile się naczytałem, jaka to słaba gra, że kiepsko się zestarzała, a remaster niewiele poprawił. No i co z tego? Może i daleko jej do najlepszych przygodówek ze stajni Lucas Arts, ale ja tam nadal czuję w niej klimat starych dobrych point 'n clicków. Że jest nielogicznie? A w której innej było zawsze logicznie? Zresztą i tak dodano ułatwienia w formie podświetlanych interaktywnych elementów otoczenia, więc nie rozumiem marudzenia. Na oklaski zasługuje za to dostosowanie grafiki do monitorów panoramicznych (dorobiono brakujące elementy teł, „obcięte” w wersji 4:3) i niezmiennie perfekcyjny dubbing. I tak sobie myślałem, że może poza zatrudnianiem aktorów pokroju Marka Hammila, to dziś zrobienie podobnych gier powinno być dziecinnie proste. Narzędzi jest mnóstwo, silników, assetów, grafików do wynajęcia – nic, tylko wymyślać zagadki, bohaterów i fabuły. A jakoś nikomu się nie chce i jeśli przygodówki w ogóle wychodzą, to raczej jako skromne (często bardzo oryginalne) indyki, które wydają się wstydzić swojej tożsamości. Dziwne to.

Tym razem zamiast kartki z kalendarza nasze growe nadzieje, czyli na co czekamy w tym roku

kr4wi3c

U mnie lista jest bardzo krótka, ale zawiera same dobre rzeczy:

Reanimal (13 lutego) – Zupełnie nowe IP od twórców rewelacyjnych Małych Koszmarków. Tarsier co prawda praw do marki Little Nightmares nie posiada, ale mam wrażenie, że to im zupełnie nie przeszkodzi w stworzeniu gry zgodnej z duchem oryginału. Po ograniu dema mój apetyt na ten tytuł zdecydowanie się zaostrzył.

Resident Evil Requiem (27 lutego) – Nigdy nie byłem fanem tej marki, ale nadrabiając growe zaległości sięgnałem po rimejki klasyków no i mnie wessało. Na kolejnego, już dziewiątego RE, czekam jak chyba na żadną inną grę wcześniej.

Control Resonant (na razie bez konkretniej daty) – W tym przypadku chyba nie ma czego tłumaczyć. Kontynuacja świetnego Control, które przypominało mieszankę „Twin Peaks” z „Archiwum X”, ma zadebiutować już w tym roku. Konkretniej daty póki co nie znamy.

Onimusha: Way of the Sword (również bez daty) – Symulator walki na miecze. 😉 Mam wrażenie, że to będzie capcomowa odpowiedź na Nioh czy inne Ghost of Tsushima. Czyli kolejna gra w której będzie można skrzyżować samurajskie miecze. Historia ma się toczyć na fantastycznej wersji Kioto, gdzie czekać będą hordy potworów do wybicia. Może być fajne, ale pewnie znów będzie ze 3 stówy kosztować na premierę.

The Sinking City 2 (j.w.) – Idealna okazja żeby nadrobić Sinking City, albo i nie, bo dwójka ma opowiadać zupełnie nową historię, aczkolwiek nadal ma w niej nie zabraknąć lovcraftowskiej grozy. Co dla mnie jest wystarczającym powodem, żeby tym tytułem się zainteresować. Tym razem ciężar rozgrywki ma być postawiony na elementy survivalowe, a mniej tu ma być segmentów detektywistycznych.

Tomb Raider: Legacy of Atlantis (j.w.) – Dobrych Tomb Raiderów niby nigdy za wiele, ale jak dobrze liczę, będzie to już trzecie podejście do odświeżenia jedynki. Nie ma znaczenia czy potrzebne, czy nie, bo i tak pewnie zagram.

Alexandretta

Na mojej liście dwie duże gry i trzy małe. Zawsze lubię zostawić trochę miejsca na różne niespodzianki.

Tomb Raider: Legacy of Atlantis (2026) – jestem zapaloną miłośniczką starych TR i wierzę, że ta gra przeniesie to, co było w nich dobre na nowoczesne standardy.

Fable (jesień 2026) – z tej serii grałam tylko w jedynkę i miło ją wspominam. Na nową odsłonę nie czekałam specjalnie, ale zmieniło się to po prezentacji, na której zobaczyliśmy nieco szczegółów. Fantasy plus brytyjski humor, plus decyzje wpływające na świat – tak, poproszę.

Planet of Lana II (2026) – kontynuacja bardzo ładnej, relaksującej platformówki ze świetną ścieżką dźwiękową.

Paralives (26 maja – wczesny dostęp) – czyli simsy w wersji niezależnej. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie.

Into the Fire (2026) – nowy tytuł od twórców The Invincible. Wybuchający wulkan i my, ratujący ludzi i zwierzęta, budujący bazę i używający przeróżnych retro gadżetów. Brzmi fajnie.

Crowley

Premiery gier na ogół mnie zaskakują, bo nie śledzę za bardzo zapowiedzi, a nawet jeśli, to nie zwracam uwagi na daty. Zresztą i tak wszyscy wszystko przesuwają, a i gram raczej dopiero, gdy tytuły są już połatane i w promocjach. Tym niemniej…

Grim Dawn – Fangs of Asterkarn – trzeci dodatek do leciwego już Grim Dawn ma lada moment wejść w fazę otwartych testów razem z kolejnym dużym patchem usprawniającym rozgrywkę. Nic nie poradzę, że uwielbiam tę grę, i chętnie wrócę do niej po nową porcję przygód.

GTA VI – to tak z dużą gwiazdką, bo pewnie na PC wyjdzie z opóźnieniem, a poza tym nie zamierzam płacić za nią worka pieniędzy na premierę. Tym niemniej jestem ciekaw, czy będzie to faktycznie aż tak niesamowity tytuł, jak się oczekuje. Vice City było grą wspaniałą, przełomową i do dziś gra się w nią wyśmienicie. VI to efekt kilku epok rozwoju gier, więc nie da się ich w zasadzie porównywać, zresztą większość potencjalnych odbiorców nawet nie widziała poprzedniczki na oczy. No ale jestem ciekaw. Mam nadzieję, że będzie to dobra gra.

Citystate Metropolis – W Cities Skylines brakowało mi luzu i swobody w budowaniu naturalnie (czytaj: europejsko) wyglądających miast. Może w końcu się uda? Co prawda obawiam się poziomu skomplikowania i mikrozarządzania, ale możliwość projektowania pojedynczych budynków w osiedlach i różnych nieprostokątnych rzeczy zapowiada się znakomicie.

Masters of Albion – ktoś tu jeszcze pamięta Petera Molyneaux? Przez ostatnie 15 lat chłop nie miał dobrej passy, ale to prawdziwa legenda branży i liczę na to, że pożegna się z nią w godny sposób. Masters of Albion zapowiada się jako miks Dungeon Keepera i Black & White i Fable z obowiązkową boską ręką w roli kursora. Mnie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Oby się udało.

To mi się podoba 3
To mi się nie podoba 0

kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych. Kiedyś NaPograniczu, obecnie FGSK

Crowley

Maruda międzypokoleniowa i mistrz w robieniu wszystkiego na ostatnią chwilę. Straszliwy łasuch pożerający wszystko, co związane z popkulturą. Miłośnik Pratchetta i Clancy'ego, kiedyś nawet Gwiezdnych wojen, a przede wszystkim muzyki starszej niż on sam.

Polecamy także

Komentarzy: 17

  1. Nie gram za dużo w przygodówki, bo to totalnie nie mój gatunek. Kiedy sobie pomyślę o tych wszystkich durnych i nielogicznych zagadkach to aż mnie skręca – kto pamięta zagadkę z pluciem na drzwi w Tajemnicy Statuetki? Albo pixel hunting uskuteczniany w poszukiwaniu tego jednego, niezbędnego przedmiotu wielkości trzech pikseli leżącego gdzieś pośrodku sterty rupieci, z której trzeba go było wyciągnąć. Za to lubię oglądać ich gameplaye. Niemniej jednak kilka przygodówek w życiu udało mi się skończyć – oczywiście z solucją, czy gameplayem na YT pod ręką. Jedną z nich był właśnie odnowiony Full Throttle, który miło wspominam. Może i gra nie była najdłuższa, scenariusz nie porywał, ale to nie miało większego znaczenia, bo gra dostarczała tonę grywalności. Rewelacyjną robotę robił świetny dubbing i czarny humor, który wyróżniał ten tytuł spośród innych przygodówek LucasArts.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. Ja nawet nie próbuję się oszukiwać i od razu drukuję sobie opis przejścia. I nie mam wyrzutów sumienia. 😀

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Ja też. Choć głównie dlatego, że gdy grałem sam, omijała mnie połowa różnych ukrytych zadań, dodatkowych smaczków i easter eggów w grze. 🙂

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. Ja absolutnie zawsze dochodziłem do momentu, kiedy próby użycia wszystkiego na wszystkim nie dawały żadnych rezultatów, po czym okazywało się, że nie zauważyłem jakiegoś pojedynczego piksela w pierwszej lokacji. 😉
          Ale te gry mają z reguły fajne historie i są po prostu ładne, więc niewiele traci się grając z opisem.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
          1. Miałem tak w pierwszym Wiedźminie. Zawsze okazywało się, że czegoś tam nie zebrałem/nie zrobiłem lub w nieodpowiedniej kolejności. 🙂 Od tamtej pory jadę zawsze według solucji. I zgadzam się, że gra nie traci wtedy na fajności, wręcz przeciwnie. ostatecznie solucja pokaże ci tylko drogę. Podołać wyzwaniu musisz sam.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 0
          2. Zupełnie niczego się nie traci grając z opisem, a nawet się zyskuje – bo grając bez solucji często by się dany tytuł w diabły rzuciło przy pierwszym utknięciu.
            Z reguły jak gram w przygodówki to początkowo sam próbuję ugrać tyle ile mi się uda, co i tak zawsze kończy się prędzej czy później sięgnięciem po solucję.

            BTW, z nowych rzeczy polecam obydwie części Kathy Rain. Dawno w grze nie spotkałem takiego badassa. Kathy jest zbuntowaną nastolatką, co nie stroni od fajek i alko, przeklina, słucha dziwnej muzyki, gra na gitarze i generalnie cały świat ma wiadomo gdzie, ale za to jest jakaś – co jest dość odświeżające w dzisiejszych czasach bezpiecznych i kompletnie bezjajowych bohaterów.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 0
  2. Uważam, że Sophie Turner wizualnie świetnie pasuje do roli Lary Croft. Aktorstwa tutaj nie oceniam, bo wiadomo, że jest nędzną aktorką, ale przynajmniej ta jej plastikowość tutaj pasuje, bo w GoT wyglądała jak z innej bajki.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. A ja ją widzę jako straszną mimozę z twarzą bez wyrazu (dokładnie tak zagrała w X-Menach). Lara powinna być zadziorą. Taka była Angelina (inne walory odsuńmy zupełnie na bok, nie w nich rzecz) i dlatego chociaż Tomb Raideryt z jej udziałem były słabe, to chyba każdy przyzna, że pasowała do roli jak mało kto.
      Ale jakby co, pierwszy odszczekam, jeśli okaże się, że Sophie dała radę.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Dodatkowo mam wrażenie, może błędne, ale ja tak to odbieram, że Sophie ma wredny charakter jako osoba. Być może jest to niesprawiedliwe, ale w jej wypowiedziach zawsze przebijała się pycha i taki całkowity brak skromności. Plus mimo wszystko moje odczucia są takie, że cieniem na jej postaci kładzie się sprawa z jej mężem.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
    2. Z której strony Sophie pasuje? Zielony top i szorty sugerują, że to Lara ze starszych odsłon, nie z tej nowej trylogii. Tamta Lara miała w sobie sporo charakteru i zadziorności. Sophie nie ma żadnej z tych rzeczy. Mamy do dyspozycji tylko zdjęcia, ale dla porównania popatrz sobie na zdjęcia Lary Weller, modelki która wcielała się w Larę w ramach promocji The Last Revelation. Ona fajnie pasuje i ma w sobie jakąś iskierkę. Sophie jest strasznie nijaka.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
    3. Więcej charyzmy miały modelki zatrudniane przez Eidos do promowania kolejnych części Tomb Raider. Sophie przy nich wygląda jak bieda cosplay.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
  3. Eh, jak się wciągnąć w Grim Dawn? Jakoś nie mogę. Z drugiej strony poza D1 i D2 żaden haknslasz mi nie podszedł

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Jeśli nie pykło, pewnie nie pyknie. Według mnie trzeba jak najszybciej przejść fabułę podstawki i pierwszego dodatku oraz zrobić kilka rzeczy w drugim, żeby odblokować sobie jak najwięcej opcji. Dopiero gra na drugim poziomie trudności, z różnymi predmiotami frakcyjnymi i na wyższym poziomie, daje prawdziwą radochę. Zwłaszcza jak się znajdzie trochę sekretów (a jest ich dużo) i po prostu build zacznie działać. W ogóle najwięcej frajdy daje odkrywanie fajnych kombinacji klas i ich umiejętności, bo kombinacji jest ogrom.
      Obowiązkowo też trzeba zainstalować sobie narzędzie do przechowywania przedmiotów poza grą. W nowym patchu mają w końcu poprawić przerzucanie przedmiotów miedzy postaciami, ale póki co bez „GD Item Assistant” lepiej nie zaczynać.
      No i fajnie gra się w coopie.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Też się w to nie potrafię wciągnąć, ale jeśli tak jak pisze Crowley to gra z serii „rozkręca się po 30 godzinach”, to może dlatego… 😉

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
        1. 30 może nie. Ale pierwsze kilka godzin może być nudnawe. W kolejnych podejściach można się posiłkować sprzętem zdobytym wcześniej i można zacząć budować jakąś sensowną postać. Ale żeby nie było, ta gra jest milion razy bardziej przystępna od takiego Path of Exile i pierwsze dwa poziomy trudności bez problemu da się przejsć bez żadnych poradników.
          Fajne jest odkrywanie różnych sekretów, bo tych jest pełno. Są całe ukryte krainy i linie questów, które ciągną się przez całą grę. Są opcjonalni bossowie, których nie da się pokonać bez naprawdę dobrze przygotowanej postaci. To wszystko można ominąć przy pierwszym przejściu.
          Mnie najbardziej podoba się taki trochę steampunkowy świat i kombinacje klas, które naprawdę różnią się od siebie. Plus to, że można zrobić sobie kogoś, kto przebija się przez większość stworów jak pług przez zaspy.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button