
Zabójca powrócił do Czarnego Zamku. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Streszczenie
Po ponurych wydarzeniach ostatnich dni, nieoczekiwanie w Czarnym Zamku mamy scenę wręcz sielską – kobieta karmi niemowlaka piersią. Kobietą jest Goździk, osesek zaś to syn Mance’a Raydera. Towarzyszą im Val, Sam i Jon. Tarly za dobrze zna przyjaciela, by nie wiedzieć, że pod smutnym uśmiechem, z którym ten patrzy na dziewczynę i dziecko, kryje się żałoba po braciach i dzikiej dziewczynie, których utracił.
Na wracających wzdłuż Muru Sama i Goździk natrafili jadący do Czarnego Zamku ludzie pod dowództwem Denysa Mallistera. Towarzyszyli im Bowen Marsh oraz bracia, których poprowadził do walki na Moście Czaszek, wśród nich Dywen, Bedwyck oraz Edd Cierpiętnik. Od nich Tarly dowiedział się o bitwie pod Czarnym Zamkiem. Słuchając ich opowieści, zrozumiał, ile miał szczęścia, że zabłądził w drodze z Twierdzy Crastera na Mur – gdyby szedł na południe prosto jak strzała, prawdopodobnie wpadłby w ręce Dzikich, co raczej nie skończyłoby się dla niego dobrze.
Patrząc na dzieci Crastera i Raydera, Snow zauważa, jak dziwnie plotą się ludzkie losy: ich ojcowie się nienawidzili, teraz zaś córka pierwszego karmi piersią syna drugiego. Val jest w mniej refleksyjnym nastroju – słyszała, że Stannis zamierza oddać Mance’a płomieniom. Jon odpowiada, że w świetle prawa Rayder jest dezerterem, co karze się śmiercią, nie zna jednak zamiarów króla ani kobiety w czerwieni. Val pragnie pokazać Mance’owi jego syna. Jon obiecuje dowiedzieć się, czy istnieje taka możliwość.
Wracając od kobiet, młodzieńcy rozmawiają o Goździk. Sam chce wiedzieć, czy według Jona w kłamstwie może być honor, jeśli służy ono dobremu celowi. Snow jest sceptyczny: nie tyle do idei, co raczej zdolności aktorskich Sama. Zabójca jest jednak człowiekiem pióra, a to przecież ono jest rozsadnikiem największych łgarstw. Planuje odesłać Goździk z synem do Horn Hill wraz z listem, że mały jest jego bękartem. Matka z radością ich przyjmie, a ojciec być może po cichu nawet się ucieszy, iż Sam przynajmniej raz sprawił się jak mężczyzna. W Reach dziewczyna mogłaby wieść znośne życie, chłopiec zaś miałby szansę zostać zbrojnym, a może nawet rycerzem.
Tarly musi wracać do swych obowiązków, a Jon, którego decyzją Marsha od wszystkich odsunięto – na dziedziniec ćwiczebny. Sam próbuje pocieszyć przyjaciela: za renegata mają go tylko stronnicy Slynta i Thorne’a. Jon z goryczą powtarza najnowsze oskarżenia tego ostatniego: Rayder przeżył, gdyż Snow był z nim w zmowie, dlatego właśnie z mieczem w ręku bronił jego rodziny, zamiast zabijać uciekających Dzikich. Bracia widzą w bękarcie nie tylko zdrajcę, ale również warga, co jest podwójnie bolesne, gdyż nawet w snach nie wyczuwa już Ducha. Zamiast o nim śni o kryptach pod Winterfell. Wędrując po nich, słyszy głosy ojca i Robba, jakby dochodziły z góry, z uczty. Nie potrafi jednak do nich dotrzeć.
Dla żywych nie może być miejsca na ucztach umarłych.
Sam ma rozdarte serce: pragnie powiedzieć przyjacielowi, że jego brat Bran wciąż żyje i na grzbiecie łosia wraz z przyjaciółmi wędruje na północ od Muru, by odnaleźć trójoką wronę. Brzmi to co prawda tak absurdalnie, że czasem wątpi, iż faktycznie wszystko to naprawdę się wydarzyło, przede wszystkim nie może jednak nic wyznać, gdyż dał słowo. Słowa. Branowi, Jojenowi oraz Zimnorękiemu, który kazał mu przysiąc na życie, które zawdzięczał tajemniczemu zwiadowcy, że nikomu nie powie o księciu Winterfell. Brandon Stark umarł dla świata i tak ma pozostać – martwego nikt nie będzie szukać.

Nie mogąc pocieszyć Jona informacjami o bracie, próbuje go przekonać, że Slynt z pewnością nie zostanie wybrany na nowego lorda dowódcę. Och, Sam – odpowiada Frodo – to już się dzieje! Poirytowany Snow odchodzi, Tarly zaś kieruje się do wieży maestera, zastanawiając nad słowami przyjaciela. Jak dotąd przez dziewięć dni odbyło się tyle samo głosowań i nikt z kandydatów nie zbliżył się do wymaganej większości dwóch trzecich głosów. O godność lorda dowódcy początkowo ubiegało się trzydziestu braci, obecnie pozostało siedmiu. Zwolenników Slynta przybywało – wyprzedził już Othella Yarwycka i Bowena Marsha, największym poparciem cieszyli się jednak komendanci Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy: Denys Mallister i Cotter Pyke. Sam wierzy, że to któryś z tych dwóch zostanie ich nowym dowódcą.
W wieży maestera kruki witają go ochrypłym: Snow! To Zabójca ich tego nauczył. Ptaków jest niewiele, gdyż większość nie wróciła jeszcze po tym, jak maester Aemon rozesłał je z listami, w których wzywał do wsparcia Nocnej Straży w obronie Muru. Odpowiedział tylko Stannis – inni grający o tron zignorowali ich błagania. Sam zastanawia się, jaki jest pożytek z króla, który nie broni swego królestwa.
W czasie kolacji Sam bezskutecznie rozgląda się za Jonem, dostrzega natomiast, że Slynt rozmawia z Marshem, a Thorne naradza się z Yarwyckiem. Gdy zbliża się kolejne głosowanie, Bowen oznajmia, że z powodu dokuczającej mu rany nie będzie w stanie pełnić obowiązków lorda dowódcy, wycofuje więc swoją kandydaturę i wzywa swoich zwolenników do poparcia lorda Janosa. Dziesiąte głosowanie nie przynosi rozstrzygnięcia: największym poparciem nadal cieszy się Mallister, po nim Pyke – obaj otrzymują jednak mniej głosów niż poprzednio, w przeciwieństwie do zajmującego trzecie miejsce Slynta, który po rezygnacji Marsha znów zyskał zwolenników.
Wieczorem w komnacie Pypa Sam popija z nim i Grennem wino. Komentuje wyniki: Mallister i Pyke wciąż tracą głosy, ale we dwóch mają ich prawie dwie trzecie. Każdy z nich byłby dobrym lordem dowódcą, dlatego ktoś powinien przekonać jednego, by się wycofał i wsparł drugiego. Jest to o tyle trudne, że obaj się nie znoszą. Pyp zauważa, że podobnej misji mógłby podjąć się syn wielkiego lorda, pełniący obecnie istotną funkcję zarządcy maestera i opromieniony sławą pogromcy Innego: jednym słowem Sam Zabójca. Tarly przyznaje, że faktycznie mógłby to zrobić, gdyby nie był takim tchórzem.
Poniżej znajdują się informacje z dalszych rozdziałów PLiO oraz z Ognia i krwi.
Ważne informacje
- W bitwie pod bramą Czarnego Zamku poległo tysiąc Dzikich. Część wzięto do niewoli, większość uciekła. Pobił ich Stannis Baratheon, którego siły obeszły Mur od północy, kierowane przez zwiadowców ze Wschodniej Strażnicy pod dowództwem Cottera Pyke’a.
- W czasie bitwy Jon zdobył Róg Zimy i wziął w niewolę Val oraz syna Raydera. Snow nie uważa, by kogokolwiek pojmał: bronił tylko Val i dziecka.
- Bowen Marsh odsunął Snowa od wszystkich obowiązków. Skoro decyzje podejmuje Marsh, oznacza to, że rządy Slynta na Czarnym Zamku skończyły się z powrotem kasztelana i lorda zarządcy.
- W Czarnym Zamku od lat nie było tak tłoczno. Zamieszkałe są wszystkie wieże i budynki. Większość przebywających w twierdzy to ludzie Stannisa w liczbie około tysiąca. Dzielą się na dwie frakcje: „ludzi króla” i „ludzi królowej”. Ci pierwsi to typowi wojacy, drudzy przejawiają fanatyzm, zarówno jeśli chodzi o R’hllora, jak i jego kapłankę: Mellisandre z Ashai.
- O Mellisandre w Czarnym Zamku krążą przeróżne opowieści. Według jednej z nich przed wyruszeniem ze Smoczej Skały złożyła ofiarę z człowieka, paląc go żywcem, by flocie Stannisa sprzyjały wiatry. Informacja o rytuale jest prawdziwa, zaś spalony nieszczęśnik to Alester Florent – kumpel spod celi Davosa. To właśnie z rozdziału tego ostatniego dowiemy się, że wiatry w czasie rejsu do Wschodniej Strażnicy faktycznie były dla nich korzystne.
- Stannis swych ludzi trzyma krótko. Po zdobyciu obozu Dzikich doszło do trzech gwałtów, sprawców których wykastrowano.
- Królowa Selyse wraz z Shireen oraz flotą przebywają we Wschodniej Strażnicy.
- Thorne’a mało kto lubi – przez lata złośliwy i brutalny dowódca zbrojnych narobił sobie wrogów, przede wszystkim wśród tych, którzy mieli nieszczęście się u niego szkolić. W innej sytuacji z racji doświadczenia, długoletniej służby i tytułu rycerskiego byłby jednym z poważniejszych kandydatów na nowego lorda dowódcę. Zgłoszono go, ale widząc jak marne ma poparcie, szybko się wycofał i wsparł Slynta.
- W Czarnym Zamku nie ma aktualnie dowódcy zbrojnych. Ser Endrew Tarth poległ, a Alliser Thorne nie jest już zainteresowany szkoleniem rekrutów. Z braku innych zajęć zajmuje się tym Snow.
- By zostać lordem dowódcą Nocnej Straży, należy zyskać poparcie dwóch trzecich zaprzysiężonych braci.
- Po dziewięciu głosowaniach z trzydziestu kandydatów pozostało siedmiu. Denys Mallister, Cotter Pyke, Janos Slynt, Othell Yarwyck i Bowen Marsh to kandydatury poważne, w ramach żartu bądź z powodu nadziei na zmianę kucharza zgłoszono również Trzypalcego Hobba i Edda Cierpiętnika. Przed dziesiątym głosowaniem Marsh się wycofuje i wspiera Slynta.
- Z racji, że większość z braci jest niepiśmienna, głosowanie odbywa się za pomocą sztonów wrzucanych do kociołka. Za nieobecnych mogą głosować ich przyjaciele, zaś dowódcy Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy głosują za całe swe garnizony. Sztony rozdziela Aemon, a obok niego głosy liczą Sam i Clydas.
- Najdłuższe wybory lorda dowódcy w historii Nocnej Straży miały trwać dwa lata, w czasie których przeprowadzono siedemset głosowań.
- Sam podaje następujące wyniki dziesiątego głosowania: Mallister – 203; Pyke – 169; Slynt – 137; Yarwyck – 72; Trzypalczy Hobb – 5; Edd Cierpiętnik – 2. Według Aemona jedynym, który nie zagłosował, był Jon (skąd niewidomy maester jest tego pewien, pozostaje tajemnicą). Jeśli jednak faktycznie tylko Snow nie oddał głosu, oznacza to, że na całym Murze jest dokładnie 589 zaprzysiężonych Braci. Na początku Gry o tron Nocna Straż miała liczyć około tysiąca ludzi, co uważano za liczbę zdecydowanie niewystarczającą do obsadzenia trzystumilowego Muru.
- W konkursie na to, która słomiana kukła oberwie największą liczbą strzał, przez długi czas prowadziła ta przezwana Eddem Cierpiętnikiem, ale w ostatnim dniu walk wyprzedził go manekin, któremu patronował Watt z Długiego Jeziora. Ten ostatni poległ w bitwie na Moście Czaszek.
- Dzieci Dzikich otrzymują imię po skończeniu trzeciego roku życia.
- Czarni Bracia nazywają Val „dziką księżniczką”.
Postacie występujące w rozdziale
- Samwell Tarly
- Jon Snow
- Denys Mallister
- Cotter Pyke
- Bowen Marsh
- Othell Yarwyck
- Janos Slynt
- Alliser Thorne
- maester Aemon
- Clydas
- Owen Przygłup
- Trzypalcy Hobb
- Eddison Tollet
- Pypar
- Grenn
- Val
- Goździk
- syn Mance’a Rydera i Dalli przezwany przez Czarnych Braci „małym księciem” i „zrodzonym w bitwie”
Wspomniani
- Stannis Baratheon
- Joffrey Baratheon
- Tommen Baratheon
- Selyse Florent
- Shireen Baratheon
- Melisandre z Asshai
- Alester Florent
- Randyll Tarly
- Melessa Florent
- Dywen
- Bedwyck
- Atłas
- Hareth, zwany Koniem
- Skoczek
- Arron
- Emrick
- Qhorin Półręki
- Endrew Tarth
- Donal Noye
- Głuchy Dick Follard
- Czerwony Alyn
- Rast
- Watt z Długiego Jeziora
- Mance Rayder
- Harma Psi Łeb
- Craster
- Brandon Stark
- Jojen Reed
- Zimnoręki
- Meera Reed
- Hodor
- Robb Stark
- Eddard Stark
- Ygritte
Komentarz
Początek rozdziału, w którym razem z Samem i Jonem przyglądamy się karmiącej „małego księcia” Goździk, jest kapitalnym podsumowaniem „okołomurowych” wątków na tym etapie powieści. Po szeregu niebezpieczeństw bohaterowie w końcu są bezpieczni i mają chwilę wytchnienia. Ulga jednak walczy o lepsze z goryczą i takie same wrażenia towarzyszą nam, gdy oglądamy tę scenę: dziecko wszak nie spoczywa w ramionach matki. Losu Dalli – choć w tym rozdziale nie jest on ujawniony – łatwo się domyślić, gdy czytamy, iż niemowlak jak dotąd karmiony był kozim mlekiem, Val zaś chce pokazać dziecko Rayderowi, nie wspominając nic o swej siostrze.
Dowiadujemy się więcej o bitwie pod Murem: Stannis prowadzony przez zwiadowców ze Wschodniej Strażnicy rozbił Dzikich, ale nie zadał im druzgocących strat. Większość rozpierzchła się, co oznacza, że problem został póki co odsunięty w czasie, a nie rozwiązany. Z pewnością gigantycznym sukcesem jest pojmanie samego Króla za Murem, a także jego najbliższych. Również przejęcie rzekomego Rogu Zimy nie jest bez znaczenia – nawet jeśli najbliższe otoczenie Mance’a zdawało sobie sprawę, że to falsyfikat, większość Wolnych Ludzi, nie mówiąc o obrońcach Muru, nie mogła o tym wiedzieć. Gdyby pozostał w rękach Dzikich, stanowiłby prawdopodobnie ważny atut w negocjacjach ze Stannisem i Nocną Strażą, tym bardziej że wokół jego posiadacza mogliby się ponownie zebrać rozproszeni najeźdźcy, wierząc, iż z pomocą artefaktu zdołają zniszczyć znienawidzoną lodową barierę blokującą im drogę na południe.
Pod Czytajem#74 rozgorzała dyskusja na temat stanu wiedzy Jona w kontekście tego, że nim zrozumiał, kto przybył Nocnej Straży na pomoc, i przez chwilę zastanawiał się, czy nie są to wojska dowodzone przez Robba. W mojej ocenie do czasu bitwy nie wiedział o Krwawych Godach, o których wieści, tak jak zresztą o tym, że na Żelaznym Tronie nie zasiada już Joffrey Baratheon, lecz jego brat Tommen, do Czarnego Zamku przyniósł dopiero Stannis. Generalnie Snow – jak zresztą wszyscy dobrze wiemy – nie jest najlepiej poinformowanym człowiekiem na świecie. Nie wie zatem, co dzieje się z Duchem, którego nie wyczuwa już nawet w snach. Tymczasem – jak się niedługo przekonamy – wilkor jest już bardzo blisko Czarnego Zamku. To, że Jon go nie wyczuwa, a taka Arya ze znacznie większych odległości w snach łączyła się z Nymerią, jest kolejnym dowodem na magiczne właściwości Muru, o których wielokrotnie pisali już DaeL i Bluetiger. Martin zresztą praktycznie wprost je potwierdził w opowieści o wizycie królowej Alysanne Targaryen w Czarnym Zamku: jaki mógłby być inny powód tego, że jej smok – Srebrnoskrzydła – nie chciała przelecieć nad lodową barierą? Kolejną rzeczą, o której Jon Snow nic nie wie, są losy Rickona i Brana. W kontekście ogólnie niepokojącej atmosfery, jaka towarzyszy nam, gdy wraz z tym ostatnim przebywamy w siedzibie Bloodravena, pytaniem otwartym pozostaje, czy troska Zimnorękiego, by chłopca nikt nie szukał, wynika wyłącznie z chęci zapewnienia bezpieczeństwa młodemu Starkowi.
Rozdział jest dość krótki i stanowi wstęp pod wybranie nowego lorda dowódcy Nocnej Straży. Sama procedura wyborcza – jak kiedyś dyskutowaliśmy z BT – zdaje się nieco problematyczna, nie można jednak powiedzieć, że jest bezsensowna czy niemożliwa w realizacji. W wyborach biorą udział wszyscy zaprzysiężeni bracia. Przyjaciele wrzucają sztony za tych, którzy w czasie głosowania pełnią wartę, zaś garnizony Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy reprezentują ich komendanci. I to właśnie dowódcy tych dwóch twierdz jak na razie prowadzą w wyścigu, łącznie ciesząc się poparciem prawie dwóch trzecich elektoratu. Po piętach depcze im jednak Slynt: kandydat co prawda znacznie gorszy, za to z powodu długoletniej służby na królewskim dworze bieglejszy w politycznych gierkach. Sprawnie zyskuje kolejnych sojuszników i jeśli ktoś nie przekona nieznoszących się wzajemnie Mallistera i Pyke’a, by dla dobra Nocnej Straży zapomnieli o urazach i ambicjach, ma realne szanse, by wybory te wygrać. Jak zwykle trzeźwo spoglądający na rzeczywistość Sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nie czuje się jednak na siłach, by spróbować temu zapobiec. Jeszcze.
(Dopisek BT: Biorąc pod uwagę, że komendanci pozostałych zamków i tak głosują za swoich nieobecnych podwładnych, więcej sensu mogłoby mieć powierzenie wyboru jakiemuś węższemu gremium, złożonemu np. z wyższych oficerów. Można też przypuszczać, że w czasach, gdy Straż obsadzała kilkanaście zamków, rola komendantów była siłą rzeczy jeszcze większa, co czyniłoby „równość” tych wyborów tym bardziej pozorną).






Ilość ludzi na Murze wydaje się być wręcz absurdalnie niska – nawet gdy doliczymy paru rekruterów w terenie, czy wysłanników (pewnie nie każdy kończył jak Yoren, nie znamy chociażby aktualnego miejsca pobytu Arnella Fossowaya (bękarciego lub nie), wysłanego jako ambasadora do Renly’ego).
Skoro Westeros ma liczyć dziesiątki milionow ludzi, to i dziesięć tysięcy byłoby chyba ilością przy której można powiedzieć: „trochę mało”.
Dyskutowaliśmy o tym ostatnio z BT: biorąc pod uwagę liczbę Dzikich, wydaje się że ten początkowy 1000 Braci to całkiem wystarczająca liczba. Rzecz jasna przy błędnym założeniu, że Mur ma powstrzymywać wyłącznie Dzikich, ale takie przecież jest rozpowszechnione w Siedmiu Królestwach.
Trochę dziwna ta zasada, że dowódcy zamków głosują za swoje garnizony, bo w ten sposób tylko bracia z Czarnego Zamku mogą głosować tak jak chcą, bo tam się odbywa głosowanie, a ci z Wieży Cieni czy Wschodniej Strażnicy muszą się zdać na swoich komendantów. Jeszcze pół biedy, kiedy ci komendanci też startują, bo wtedy można założyć, że ich podwładni by ich poparli (zwłaszcza, jeśli faktycznie nadają się na lorda dowódcę), ale co gdyby taki Mallister albo Pyke od początku stwierdzili, że nie startują i z jakiegoś własnego kaprysu poparli Slynta? Czy ich podkomendni też by chcieli za tym pójść? Śmiem wątpić.
A z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, by wszyscy bracia z całego Muru zebrali się w Czarnym Zamku i zostawili swoje posterunki puste. Więc jakoś tam da się usprawiedliwić to rozwiązanie, które wymyślił Martin.
Dałoby się bez problemu, kosztem jednak dramaturgii – po prostu głosujemy, maester/inny liczący głosy wysyła wynik do Czarnego Zamku, liczymy lącznie, jak brak rozstrzygnięcia to na nowo.
Nie mogloby być jednak codziennych głosowań.
Ciekawy pomysł, ale to by było trudne do ogarnięcia logistycznie. Ludzie we Wschodniej Strażnicy i Wieży Cieni musieliby znać na bieżąco aktualną sytuację w Czarnym Zamku – ilu jest jeszcze kandydatów, kto zrezygnował, kto komu przekazał głosy itd. Te kruki musiałyby bez przerwy kursować w jedną i drugą stronę, a to by bardzo wydłużyło proces głosowania. Zresztą pewnych rzeczy i tak nie dałoby się zrobić jak choćby prowadzenie kampanii. Jak taki Janos mógłby przekonywać ludzi np. z Wieży Cieni, skoro oni go tam w ogóle nie znają? Takie rzeczy można robić tylko wtedy, gdy jest możliwość bezpośredniego kontaktu (bo środków masowego przekazu w Westeros nie ma ;)). Nadal dowódcy zamków byłoby w tej sytuacji uprzywilejowani, tak jak jest teraz. A przynajmniej teraz da się przeprowadzać codzienne głosowania.
Wydlużyloby, tak, ale to nie bylony trudne, to nie musiałyby być nawet kruki, mogliby być posłańcy na koniu.
Tylko tak jak pisalem, osłabiłoby to dramaturgię i wydłużyło akcję.
No tak, ale nadal kandydaci nie byliby w stanie rozmawiać ze swoimi potencjalnymi „wyborcami” we Wschodniej Strażnicy i w Wieży Cieni 😉 Teraz przynajmniej mogą porozmawiać bezpośrednio z ich komendantami, którzy głosują za nich. Nadal nie jest to idealny system, ale ciężko wymyśleć coś, co było y bardziej demokratyczne i jednocześnie możliwe do ogarnięcia logistycznie.
Tylko Wy mówicie o adekwatności względem garnizonu wojskowego utrzymywanego na Murze – a zapominacie o Murze jako miejscu zsyłki dla skazańców ORAZ miejsca gdzie nie zemrze się z głodu, dla biedoty.
Jeśli na murze jest te tysiąc osób początkiem akcji Gry o Tron, a wiemy, że są tam też osoby, które wstąpiły tam dobrowolnie lub są lojalistami Targaryenów (czyli nieco inny case), to nawet zakładając, że jest ich absurdalnie mało, np. pięćdziesiąt osób – wciąż jest tylko 950 skazańców z reszty kontynentu.
W Westeros typową praktyką powinno być powoływanie się na mur przez KAŻDEGO (z wyjątkami chcącymi skończyć swoje życie) skazanego na śmierć, podobnie większość skazanych na odcięcie kończyny, czy kastrację, też powinna woleć wylądować na murze.
I o ile lordowie Południa mogliby czasem nagiąć prawo i np. kochanka swojej córki po prostu powiesić (choć i w PLiO widzimy przykład słodkiego Donella Hilla, który skończył po czymś takim na murze), to na Północy chyba tylko Boltonowie (a właściwie to tylko Ramsay, bo Roose by coś takiego mógł zrobić tylko gdyby to mu się naprawdę opłaciło i wiedział, że nikt nie doniesie na niego Starkowi) wyglądają na takich co by to ignorowali. Poza tym na Południu panuje kult Siedmiu, a każdy pobożniejszy lord to pewnie nawet by nie pomyślał, by kogoś zamordować zgodnie z literą prawa, gdy poprosi o czerń,
Temu absurdalne jest, że:
a) Robb nie pomyślał o wysłaniu Rickarda Karstarka na Mur
b) Żaden z ludzi Karstarka nie chce skończyć na Murze, zamiast na drzewie>
Wracając do głównego wątku – niedoszacowanie NS jest ogromne, bo to powinno być miejsce masowej zsyłki każdego męta, a do tego gdy taki Yoren opuszczał KP to tłumek biedoty, chcącej mieć co jeść za służbę w NS też powinien być sporo większy. W realiach z naszego średniowiecza, takiemu Murowi nigdy nie brakłoby rekruta… Nawet jeśli jego wartość bojowa byłaby bliska zeru. U Martina mamy ukazaną skalę makro, ale w skali mikro pewnie typowy wagabunda bez majątku, zamiast zamarzać na przednówku, wolałby marznąć w służbie NS.
Pytanie, czy Nocna Straż jako miejsce zsyłki wszystkich skazańców nadal mogłaby pełnić rolę do jakiej została stworzona. Moim zdaniem nie: bandytów byłoby tak wielu, że zapanowanie nad nimi byłoby niemożliwe. Stąd dla mnie wzięcie na Mur przez Yorena Kąsacza i Rorge’a jest raczej nieporozumieniem: obawia się ich na tyle, że jadą zamknięci w wozie. Czy złożenie ślubów miałoby ich odmienić? Kąsacz zresztą mógłby je co najwyżej wysyczeć. Dla mnie już bardziej sensownym (choć nie pozbawionym wad) jest rozwiązanie przyjęte przez Martina: skazaniec może wstąpić do Straży niejako dobrowolnie, by odkupić swe winy („dobrowolnie: bo często jest to wybór między śmiercią czy okaleczeniem, a Murem). To daje przynajmniej szansę na to, że faktycznie swą służbę będzie traktować poważnie.
Zresztą jest wspominane wielokrotnie, że ewenementem jest raczej to, jak obecnie tak wielu skazańców służy na Murze. Może to być rzecz jasna gadanie typu: kiedyś to było lepiej, ale przynajmniej w teorii, Nocna Straż to miał być Zakon ludzi, którzy są gotowi oddać swe życie w walce o krainę człowieka, nie zaś oddział karny.
Rzadko zgadzam się z kolegą Ksaveriuszem, ale tym razem chyba ma rację. Nie wiemy o żadnych dodatkowych wymaganiach, które mogłyby być stawiane przestępcom chcącym zamienić swój wyrok. Wydaje się, że wystarczy sama deklaracja. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę problemy logistyczne związane z dostarczeniem chętnych tak daleko na północ (rekruterów NS jest zapewne niewielu, a na wysyłanie kandydatów na własny koszt pewnie nie każdego stać), to i tak powinno ich być multum.
Otóż to! Do tego dodam, że nie chodziło mi o skazywanie na Mur per se, a właśnie o powoływaniu się przez już skazanego na chęć przywdziana czerni. Przypuszczam, że kiedyś Nocna Straż była lepsza, bo proceder zsyłania tam przestępców nie jest od samego początku, a potem liczbę skazańców równoważyła ilość ochotników z serca albo np. z biedy. Podejrzewam, że taki czwarty syn biednego chłopa nie byłby skory do buntów na murze, gdzie życie ma lżejsze (nie musi już harować na roli), a do tego go karmią. A jak widzimy, celibat nie jest, a pewnie też przynajmniej od setek lat nie był, surowo egzekwowany.
Miałoby to sens ale tylko na Północy. Południowcy pewnie by się z tego wyśmiewali i traktowali to tak jak my traktujemy poligamie u Afrykańczyków i muzułmanów . Przy czym pewnie prawo do powołania się na czern przypadałaby pewnie tylko pospolitym przestępcom. W przedindustrialnych czasach mordercy i rozbójnicy byli zbyt niebezpieczni aby pozwolić im żyć
Może w naszym świecie tak było, ale nie w Westeros – na Mur wysyłano nawet takich zbrodniarzy, jak Brynden Rivers (morderca Aerysa Blackfyre’a, plamiący tym honor Żelaznego Tronu), Rorge, Ulm (chyba) z Królewskiego Lasu…
I tak dalej. Generalnie waga zbrodni nie miała znaczenia.
Dokładnie. Mały włos a na Mur trafiłby nawet Larys Strong. Wydaje się, że jedynym ograniczeniem jest logistyka. Dla jakiegoś bandziora z zapadłej dziury miejscowi przedstawiciele prawa nie będą specjalnie organizować konwoju przez pół kontynentu, bo pan morderca czy gwałciciel w dziurawych portkach zapragnął przywdziać czerń.
Napisałeś tutaj oczywistą rzecz, że mur niejako blokuje magiczne zdolności. Jon nie wyczuwa Ducha. Smok nie chce przelecieć na drugą stronę. Było to dla mnie jasne, ale cieszę się, że o tym wspomniałeś, bo czytając ten fragment rzuciła mi się w oczy pewna rzecz, którą wcześniej przeoczyłem, a teraz dostrzegłem i chcę się nią podzielić oraz poddać pod dyskusję.
Rzucił mi się mianowicie w oczy przypadek trójokiej wrony. W jaki sposób jego magia może przenikać mur? Wiemy, że Bran miał te sny po przeciwnej stronie muru względem Trójokiej wrony. Hipotez można zrobić tu mnóstwo, ale prawdę mówiąc, żadnej nie uważam za szczególnie dobrą, po bliższym przyjrzeniu się.
1. Trójoka wrona ma inną magię i ona może przenikać mur -> Być może, ale wydaje mi się, że to te same źródło magii co w wargowaniu (dzieci lasu itd.), a to przecież nie działa
2. Trójoka wrona włada potężniejszą magią niż inni -> Logiczne w końcu to nie jest jakiś adept tylko starzec, który miał potężne umiejętności już w młodym wieku, a pewnie je jeszcze rozwinął. Według mnie rozwiązanie jest jednak kiepskie fabularnie, bo idzie trochę na łatwizne – blokujemy każdego, ale tego jednego nie. Poza tym pytanie czy za murem nie żyją inne potężne stworzenia, być może „żyjące” dłużej i mające więcej czasu na zgłębianie magii. Nie mówię, że takie istoty na bank istnieją. Książka nie mówi nam praktycznie nic na temat Innych ale uważam, że przekreślenie tego, że mają potężnych „magów” byłoby zbyt pochopne
3. Trójoka wrona była na południe od muru zsyłając sny Branowi -> Nie wiem czy to trzeba komentować i obalać, bo pomysł jest wręcz absurdalny. Napiszę może tylko, że wpadłem na ten pomysł, z 2 powodów. Mance, który był na uczcie w Winterfell i nie było żadnej przesłanki do momentu jak sam o tym opowiedział. Powód 2 to pewien logiczny wniosek, że skoro nie można przez mur przeniknąć magią i wiemy, gdzie był Bran, to znaczy, że błędnie musieliśmy określić położenie TW. Oczywiście tutaj dochodzi jeszcze kontekst fabularny, a mianowicie to w jakim stanie jest TW, a co za tym idzie szczerze zdziwiłbym się, gdyby ten punkt okazał się prawdą.
4. Ktoś na polecenie TW zesłał Branowi sen, będąc po właśniwej stronie muru -> Tylko kto to mógłby być? Zimnoręki nie ma wstępu do Westeros
Dodam tutaj, że również wizje Melki zdają się przebijać przez barierę muru. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba widziała ludzi na pięści pierwszych ludzi. To czego jednak jestem pewien to we własnym rozdziale widzi „Wroga” z dzieckiem wilkiem siedzącym obok. Oczywiście jest wtedy w czarnym zamku, a „wróg” to TW będący hen za murem.
Rzucam na luźno taki temat, bo jest późno i na razie nie mam co do tego głowy, żeby bardziej jakościowo to opisać, ale wydaje mi się, że mimo wszystko we w miarę zrozumiały sposób nakreśliłem temat. Jestem ciekawy czy coś mi umknęło i czy macie sensowne wyjaśnienie tego zjawiska
TW brzmi jak Tajny Współpracownik. Brynden Rivers, TW „Bolek”.
A od siebie dodam jeszcze opcję, że magia Bryndena działa dzięki sieci czardrzew, a te są też za murem – choć biorąc pod uwagę, że to magia dzieci lasu, to może nie być przez Mur blokowana.
Oprócz podanych przez Ciebie przykładów można dorzucić być może najbardziej spektakularny, tj. Othora i Flowersa, którzy budzą się jako upiory już w Czarnym Zamku. Dlatego właśnie wolę pisać o magicznych właściwościach Muru, które nie są dla mnie tożsame z automatyczną blokadą wszystkiego. Ona jak widać nie występuje.
I to jest chyba sedno sprawy. Trzeba przyjąć, że Mur nie blokuje np. samych wizji, a z wargowaniem sprawa może wyglądać podobnie. Jon nie jest tak dobrym wargiem jak Bran, do tego został w ostatnim czasie ranny, wziął udział w wielu walkach, sypiał byle jak i miał mnóstwo problemów na głowie. Może to też miało wpływ na brak jego wilczych snów w tym czasie?
Poza tym dopiero co mieliśmy w poprzednim rozdziale Jona zdanie Mance’a, w którym stwierdził, że zna dokładny stan garnizonu w Czarnym Zamku, bo Varamyr Sześć Skór obserwuje go za pomocą orła. Skoro orzeł może sobie przelecieć nad Murem i nadal jego warg ma z nim „łączność” to może jednak da się utrzymać więź warga z jego zwierzęciem nawet wtedy, gdy są po dwóch stronach Muru?
„Drzewonet” też świetnie działa po dwóch stronach Muru i to nie tylko w wykonaniu Bloodravena. Widzieliśmy już próbkę mocy Brana, gdy ten jako czardrzewo widział w Bożym Gaju w Winterfell modlącego się Neda i nawet Ned zapytał czy ktoś tam jest.
Mur ewidentnie nie blokuje wszystkiego.
A czy Melisandre nie użyła swojej magii na tym orle Varamyra jak był nad Murem? Czyli Moc R’hllora to wyjątek?
Użyła i sfajczyła, przy okazji smażąc umysł Varamyra.
Ale oni chyba byli w tym momencie wszyscy po tej samej, północnej stronie Muru. Varamyr z resztą dzikich, Melka ze Stannisem, a orzeł gdzieś nad nimi. Jak zagrały trąby wojsk Stannisa to Varamyr wysłał orła żeby sprawdzić co się dzieje i wtedy Melka go spaliła. Natomiast wcześniej Varamyr posyłał orła za Mur i go kontrolował więc widać, że jest to możliwe.
Zgoda: wtedy rzeczywiście raczej był po północnej stronie. Natomiast po prostu bym się nie przywiązywał tak do tej szczelnej blokady jaką daje Mur i trzymałbym się tego, że ma magiczne właściwości. Z pewnością Zimnoręki nie może go przekroczyć, a smoki nie chcą.
Dla mnie to po prostu Mur zapobiega przechodzeniu na drugą stronę nadnaturalnych istot, a nie blokuje magię jako taką.