
Przypadkowe spotkanie na rozdrożu znów okazuje się brzemienne w skutki.
Streszczenie
Arya wolałaby minąć gospodę na rozdrożu, ale Ogar chce wina i wieści, kto strzeże Rubinowego Brodu. Nie przejmuje się już, czy zostanie rozpoznany. Wchodzi do środka, zostawiając ją z końmi. Starkówna wie, że mogłaby odjechać, ale odprowadza zwierzęta do stajni i podąża za Sandorem. Na nieszczęście wewnątrz siedzą ludzie Góry – Polliver, Łaskotek i giermek. Ten ostatni kpi z tchórzostwa Ogara, przytaczając słowa Gregora. Jego kompani próbują go powstrzymać, ale skutek przynosi dopiero wykręcenie mu ucha przez Łaskotka. Gdy gospodarz podaje Sandorowi trunek, ten zapowiada mu, że zbrojni nie tylko nie zapłacą, ale jeszcze wyciągną z niego, gdzie trzyma kosztowności. Miejscowi zaczynają się oddalać.
Polliver tłumaczy, że Gregora nie ma w Harrenhal, bo udał się do stolicy. Opowiada o śmierci Joffreya. Arya czuje jedynie pustkę, gdyż Robb również zginął. Polliver utrzymuje, że Joffreya zabili Tyrion i Sansa. Arya nie wierzy, że jej siostra wyszła za Krasnala. Gdy Ogar sugeruje, że Cersei powinna spalić Tyriona, Arya stwierdza, że Sandor nie jest lepszy od reszty tego towarzystwa. Polliver opowiada o zajęciu Harrenhal, oblężeniu Riverrun oraz walkach pod Raventree Hall. Sandora cieszy, że Sansa uciekła. Polliver uważa, że się znajdzie. Wyjawia też, że Arya się odnalazła i ma wyjść za Ramsaya, czym rozbawia Ogara. Clegane pyta, czy da się odpłynąć z Solanek. Polliver nic o tym nie wie. Łaskotek oznajmia, że powinni zabrać Ogara do brata. Sandor dosadnie odmawia. Łaskotek wykonuje gest, jakby chciał się podrapać po plecach. Ogar zrywa się na nogi. Ciśnięty przed Łaskotka nóż nie trafia go w gardło. Clegane dobywa miecza. Arya uderza giermka kubkiem w nos.
Ogar cofa się pod ciosami Pollivera. Nie pomaga, że jest pijany. Widząc, jak Łaskotek próbuje zajść Sandora od tyłu, Starkówna rzuca w niego kubkiem, ale zbrojny robi unik. W jego spojrzeniu Arya wyczytuje groźbę. Wzbiera w niej panika. Polliver odcina Ogarowi poparzone ucho, a Łaskotek tnie go w szyję. Arya rzuca w Łaskotka sztyletem, ale trafia rękojeścią naprzód. Dziewczynka sięga po dzban, ale giermek chwyta ją za ramię. Arya sięga po jego własny nóż i wbija mu go w brzuch. Potem zabiera tkwiący w ścianie sztylet Łaskotka. W międzyczasie zbrojni zapędzili Ogara w róg, a któryś ranił go w udo. Polliver każe mu się poddać. Ogar popycha nogą ławę na Pollivera, a potem rozcina mu głowę. Łaskotek się cofa. Arya atakuje go od tyłu. Zadając mu kolejne ciosy, powtarza pytania, które zadawał, gdy torturował ludzi w wiosce. Clegane odciąga ją od ciała. Podchodzą do krwawiącego giermka, który błaga o litość, nazywając Ogara „ser”, więc dostaje w twarz. Clegane zostawia go Aryi, która odpina Polliverowi Igłę i dobija giermka. Sandor postanawia, że pojadą do Solanek, bo przy brodzie będą kolejni ludzie Gregora. Może uda im się dostać do Doliny drogą morską. Bawi go myśl, co będzie, jeśli Lysa wyda Aryę za Roberta Arryna.
Jakimś cudem Ogar utrzymuje się w siodle. Jadą przez bezdroża, aż nad brzegiem Tridentu zatrzymują się w miejscu, gdzie drzewa i głazy zapewniają nieco schronienia. Ogar przygotowuje w swoim hełmie wrzące wino i każe Aryi zalać rany. Sandor mdleje, więc Arya sama go opatruje. Przed snem wylicza imiona swych wrogów, których liczba się zmniejszyła. Myśli sobie, że skoro Sansa zniknęła, ze Starków została tylko ona. Łapie się na tym, że nie wymieniła Ogara. Dodaje go, zastanawiając się, czy umrze przez noc.
Nazajutrz Clegane przerywa jej wilczy sen. Stan zdrowia rannego sprawia, że szybko muszą się zatrzymać. Arya uważa, że jeśli go zostawi, na pewno umrze. Dochodzi jednak do wniosku, że powinna go zabić, gdyż zamordował Mycaha, a pewnie i wielu innych. Staje nad nim z Igłą. Gdy Ogar się budzi, Arya próbuje wyprzeć się swego zamiaru, ale Clegane stwierdza, że nie znosi kłamstwa. Chce, by go dobiła. Przypomina, że zabił Mycaha. Do Aryi dociera, że Ogar płacze. Sandor wyznaje, że nie reagował, gdy bito Sansę, i że zamierzał ją zgwałcić. Żąda, by Arya udzieliła mu daru łaski. Starkówna odmawia, bo na to nie zasłużył. Gdy dziewczynka szykuje się do drogi, Clegane mówi, że wilk dobiłby ranne zwierzę. Arya w myślach liczy na to, że po Ogara rzeczywiście przyjdą wilki. Odjeżdżając, rzuca tylko, że Ogar źle zrobił, ogłuszając ją w Bliźniakach i nie ratując Catelyn.
Sześć dni później Arya dociera do Solanek, gdzie widzi trzy statki, w tym jeden pomalowany na fioletowo i z żaglami tej samej barwy. By zdobyć pieniądze, Starkówna sprzedaje Płoszkę właścicielce stajni, ale kobieta zaniża cenę, grożąc Aryi, że jeśli będzie protestować, oskarży ją, że ukradła konia rycerzowi. W pobliżu jest zbyt wielu ludzi, by Arya mogła ją zabić, więc myśli tylko, że Ogar nie pozwoliłby się oszukać. W porcie mówi kapitanowi, że chciałaby popłynąć na Mur, ale ten tłumaczy, że nie planuje płynąć w tamte niebezpieczne strony. Wraca teraz do domu i radzi, by dziewczynka też się tam udała. Arya jest przekonana, że nie ma domu ani watahy. Pyta, co to za statek. Słyszy, że „Córka Tytana” z Braavos, co podsuwa jej nowy pomysł. Pokazuje zdumionemu mężczyźnie żelazną monetę Jaqena. Gdy Arya wypowiada słowa Valar morghulis, żeglarz odpowiada Valar dohaeris i zapewnia, że może z nim płynąć.
Poniżej pojawiają się informacje pochodzące z dalszych tomów PLiO, włączając rozdziały zapowiadające Wichry zimy, a także z opowiadań zebranych w Rycerzu Siedmiu Królestw.

Postaci występujące w rozdziale
- Arya Stark
- Sandor Clegane
- Polliver
- Łaskotek
- pochodzący z rodu Sarsfieldów giermek Góry
- Ternesio Terys, kapitan galeasu „Córka Tytana” (jego imię i nazwisko pada dopiero w Uczcie dla wron)
- karczmarz
- nieuczciwa handlarka
Wspomniani
- Masha Heddle (nie jest wymieniona z imienia, ale to jej kości wiszą przy gospodzie)
- Sansa Stark
- septa Mordane
- Gregor Clegane
- Cersei Lannister
- Joffrey Baratheon
- Robb Stark
- Tyrion Lannister
- Vargo Hoat
- Brynden Tully
- Walder Frey
- Edmure Tully
- Roose Bolton
- Ramsay Bolton
- Randyll Tarly
- William Mooton
- Beric Dondarrion
- Lysa Arryn
- Robert Arryn
- Dunsen
- Rafford, zwany Raffem Słodyczkiem
- Ilyn Payne
- Meryn Trant
- Jon Snow
- Mycah
- maester Luwin
- Catelyn Tully
- Jaqen H’ghar
Ważne informacje
- Brynden Tully jest oblegany w Riverrun. Freyowie grożą, że powieszą Edmure’a, jeśli jego stryj się nie podda. Brackenowie przeszli na stronę Żelaznego Tronu i walczą z Blackwoodami.
- Randyll Tarly zajął Staw Dziewic i uwięził lorda Mootona.
- W karczmie na rozdrożu Sandor Clegane zabija Pollivera, a Arya Łaskotka i giermka Góry.
- Starkówna odzyskuje zabraną przez Pollivera Igłę.
- Arya zostawia Ogara na śmierć w miejscu nad Tridentem położonym sześć dni jazdy od Solanek.
- Po ujrzeniu monety Jaqena i usłyszeniu słów Valar morghulis, spotkany w Solankach braavoski kapitan pozwala Aryi wsiąść na pokład „Córki Tytana”, która wypływa do tego Wolnego Miasta.
- Kapitan wspomina, że w okolicach Szczypcowego Przylądka widział tuzin pirackich okrętów zmierzających na północ.
O różnych sprawach
- Występujący w tym rozdziale młodzieniec z rodu Sarsfieldów to jeden z dwóch wspomnianych w PLiO giermków Gregora, drugi – Joss Stilwood – najwyraźniej pojechał ze swym panem do stolicy, choć można się tego dowiedzieć dopiero z Uczty (zakładając, że Clegane nie miał trzech giermków). Co ciekawe, przed pojedynkiem z Oberynem tarczę Góry przynosi ser Osmund Kettleblack, a nie giermek, choć byłaby to typowa dla niego rola. Być może pisząc Nawałnicę GRRM po prostu nie pamiętał o przelotnie wspomnianym przez Chiswycka w rozdziale Arya VII w Starciu giermku Stilwoodzie i traktował pozostawionego w Harrenhal Sarsfielda tak, jakby był to jedyny giermek Góry, ale w Uczcie już sobie o tej postaci przypomniał.
- Słysząc fantastyczną wersję wydarzeń w stolicy, w której Sansa zabija Joffreya zaklęciem i wylatuje przez okno pod postacią skrzydlatego wilka, Arya myśli sobie, że „Sansa zna tylko pieśni, a nie zaklęcia”. Na poziomie dosłownym ma rację, ale wiadomo, że w świecie PLiO pieśni mają moc, czego najlepszym przykładem są Dzieci Lasu. Zresztą nawet „zwykła” pieśń Sansy sprawiła, że Ogar odstąpił od swojego planu i zostawił ją w spokoju, gdy uciekał z Czerwonej Twierdzy podczas bitwy.
- Jak zauważył DaeL w tekście „Nowa lady Harrenhal”, absurdalny na pozór szczegół opowieści Pollivera – przemiana Sansy w wilka o skrzydłach nietoperza – może być wskazówką co do przyszłości Sansy, gdyż właśnie nietoperze widniały w herbie Whentów z Harrenhal, czyli rodu, z którego pochodziła matka Catelyn. (Może to być również aluzja do dziejów Lúthien z legendarium Tolkiena, która w pewnym momencie
Spoiler
przemienia się w nietoperza i jedzie na grzbiecie wilka, tworząc dość podobny obraz jak tutaj).
[collapse] - Widziane przez kapitana Terysa pirackie jednostki były najprawdopodobniej częścią floty Salladhora Saana przewożącej armię Stannisa do Wschodniej Strażnicy. To pozwalałoby w pewnym stopniu zsynchronizować wątki „Murowe” z wątkiem Aryi.

Komentarz
Dobiegają końca ciągnące się przez dwa tomy wędrówki Aryi po Dorzeczu. W ich trakcie była świadkiem tylu okrucieństw i zbrodni, że jej wątek stał się jednym z najmroczniejszych i najbardziej przytłaczających w cyklu. Starkówna opuszcza spustoszone ziemie, ale autor będzie chciał pokazać na nich okropne skutki wojny na jeszcze wielu przykładach. To jednak ujrzymy już za pośrednictwem Jaime’ego, a zwłaszcza Brienne. Arya opuszcza Dorzecze, które w trakcie Wojny Pięciu Królów stało się jak jeden wielki grobowiec. Nie jest jej jednak dane zostawić za sobą ciemności, które spowiły jej historię. Wręcz przeciwnie. Ciemności jeszcze zgęstnieją, gdy znajdzie się w mocy najbardziej chyba tajemniczej i niepokojącej organizacji w powieści. Wejście w szeregi czcicieli śmierci o wysoce podejrzanych intencjach to ostatnie, czego potrzeba poranionej i osamotnionej Aryi, przekonanej, że z całego rodu tylko ona jedna została na świecie. Niestety – podarowana przez Jaqena moneta okazuje się przepustką właśnie do miasta, gdzie Ludzie Bez Twarzy snują swe zagadkowe plany. Arya już do tego momentu była świadkiem i uczestnikiem rzeczy, których żadne dziecko – żaden człowiek – nie powinno było przeżyć. O tym, kim zaczyna się stawać, najlepiej świadczy to, że w tym rozdziale Starkówna zabija więcej osób niż zaprawiony w bojach Sandor Clegane, jedna z bardziej bezwzględnych postaci w cyklu. Trudno oczywiście płakać po ludziach Góry. Łaskotek był szczególnym zbrodniarzem nawet jak na podwładnych Gregora, a najlepsze co można powiedzieć na temat Pollivera, to że nie był aż tak zły jak jego kompan. Nie dysponujemy zbyt wieloma szczegółami na temat giermka Sarsfielda, ale patrząc na kręgi, w jakich się obracał, można się spodziewać, że też niejedno już zrobił. W dodatku to Sandor i Arya zostali zaatakowani, a dobrze znający otoczenie brata Ogar zapewne miał rację, że zbrojni Góry mieli zamiar okraść, a może i wymordować ludzi w gospodzie. Wobec tego młodszy Clegane i dziewczynka najpewniej przypadkiem uratowali życie wielu osób (choć niestety później na gospodę napadnie Rorge w pogoni za Starkówną). Jednak to wszystko – dokonane nawet w obronie własnej i na zbrodniarzach – tylko pogłębia mrok, w który zanurza się Arya. Dalszy rozwój wydarzeń w dwóch kolejnych tomach, a zwłaszcza w rozdziale „Mercy”, który znajdzie się w Wichrach zimy, pokazuje, że jej stan będzie stawał się coraz gorszy. Już teraz autor bardzo dobrze pokazuje, w jak nienormalną dla dziecka (i nie tylko) sytuację okoliczności wtrąciły Aryę. To prawda, że kobieta z Solanek zachowała się nieuczciwie i po prostu wykorzystała trudne położenie Aryi, by zyskać od niej wartościowego konia za znacznie zaniżoną sumę. Niepokojące jest jednak, jakie rozwiązanie odruchowo pojawia się w umyśle Aryi. Gdyby nie obecność zbyt wielu świadków, zabiłaby właścicielkę stajni. Potem, już w Braavos, Arya będzie sięgać po ostateczny środek coraz częściej. W coraz mniej krytycznych chwilach. Już nie zawsze dla obrony. Co gorsza, przekonanie, że robi coś normalnego, będą w niej podsycać Ludzie Bez Twarzy. Nie wyniknie z tego raczej nic dobrego. Na razie tymczasowym finałem jest zabicie Raffa Słodyczka. To, rzecz jasna, kolejny zbrodniarz z otoczenia Góry. Jednak to, co zrobi wówczas Arya, nie jest już wymierzaniem sprawiedliwości (które zresztą nie jest jej rolą), tylko zemstą, przywodzącą raczej na myśl działalność Pani Kamienne Serce, niż to, czego uczył Eddard Stark. Arya staje się kimś, kim był Ogar – człowiekiem, dla którego jedynym sensem życia jest zemsta. W przypadku Sandora na bracie, w przypadku Aryi – na starannie zapamiętanych i wciąż wyliczanych przed snem osobach. Pozostaje mieć nadzieję, że córka Neda zdoła się wydostać z tej pogrążonej w cieniu plątaniny, że spotka jeszcze bliskich i, na ile to będzie możliwe, znajdzie uleczenie, a wyznawców śmierci zdecydowanie odrzuci.

Gdyby opierać się na tym, co na tym etapie PLiO wiadomo na pewno, Ogarowi nie było dane odzyskać spokoju inaczej niż po śmierci. Jednak wielu czytelników sądzi, że to jeszcze nie koniec wątku Sandora Clegane’a. Jak to opisał DaeL w tekście „Czy Sandor ‘Ogar’ Clegane nadal żyje?”, autor pozostawia wyjątkowo liczne wskazówki, że tak właśnie jest. Sam uważam, że niemal na pewno Sandor przeżył i trafił na Cichą Wyspę, gdzie wyleczył go Starszy Brat. Natomiast nie przekonuje mnie przypuszczenie, przedstawione choćby w tekście zatytułowanym „Cleganebowl” (jak wielu fanów nazywa hipotetyczny pojedynek Góry i Ogara), że Sandor będzie reprezentował Wiarę Siedmiu podczas próby walki, w której po drugiej stronie wystąpi ser Robert Strong, czyli, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa tak naprawdę ser Gregor Clegane. Wywracałoby to do góry nogami całe dotychczasowe przesłanie opowieści o tym, jak żądza zemsty niszczyła Sandora. Czy Starszy Brat, który poznał dzieje Ogara, naprawdę uznałby, że to dobry pomysł, by teraz Sandor znów walczył? Gdyby zakonnik domyślał się, że olbrzymi rycerz, który pojawił się znikąd, to w rzeczywistości Góra, byłoby tym dziwniejsze. Pozostają zresztą także aspekty „praktyczne”, jak sama odległość Cichej Wyspy od stolicy i odizolowanie jej mieszkańców od spraw szerszego świata czy obrażenia odniesione przez Clegane’a, z których jeszcze raczej w pełni nie wydobrzał. Nie wykluczam, że Sandor jeszcze się spotka z Gregorem. Miałoby to dużo fabularnego sensu, by wątek nienawiści pomiędzy braćmi jeszcze się rozwiązał. Nie sądzę jednak, by nastąpiło to w związku z procesem Cersei. Wątpię również, że ostatecznie Sandor po prostu zabije Gregora z zemsty. Jeśli nawet to zrobi, to raczej z innych motywacji – może po to, by uwolnić brata od tego, co zrobił z nim Qyburn? Gdybym miał zgadywać, to reprezentantem Wiary w próbie walki (zakładając, że w ogóle do niej dojdzie, bo po śmierci Kevana sytuacja w stolicy może się całkowicie zmienić) będzie raczej ktoś już wcześniej powiązany przez autora ze sprawami Wiary czy Wielkiego Wróbla. Przychodzą na myśl pobożni rycerze ser Bonifer Hasty i ser Theodan Wells, dowódca zakonu Synów Wojownika. Ten pierwszy musiałby co prawda zdążyć dotrzeć z Harrenhal, ale za jego wyborem fabularnie mogłoby przemawiać uczucie, które łączyło go z Rhaellą Targaryen. Jeśli Hasty podejrzewa, że Robert Strong to Góra, to miałoby dodatkowy motyw, by spróbować dokończyć dzieło Oberyna i pomścić synową oraz wnuki ukochanej Rhaelli. Z kolei Wells jest po prostu na miejscu i stoi na czele zbrojnego ramienia Wiary. Na jego niekorzyść przemawia jednak to, że na razie jest postacią zaledwie zarysowaną i niezbyt istotną nawet w porównaniu z Hastym, którego trudno by zaliczyć nawet do postaci trzecioplanowych. (Jeśli ser Theodan odegra w PLiO większą rolę, to nie zdziwiłbym się, gdyby przypadła mu rola dowódcy odsieczy Wiary dla Starego Miasta zagrożonego przez Eurona). DaeL przewidywał w tekście „Próba walki”, że reprezentantem Wiary będzie ser Lancel. Z fabularnego punktu widzenia miałoby pewnie najwięcej sensu, żeby w ten właśnie sposób osiągnął swój finał wątek syna Kevana. W dopisku do wspomnianego tekstu sam stwierdziłem, że Lancel dobrze by pasował. To by jednak musiało oznaczać, że – co również sugerował DaeL – Wielki Wróbel tak naprawdę nie chce, by Cersei przegrała. W przeciwnym razie ciężko zrozumieć, dlaczego reprezentantem Wiary miałby zostać człowiek wyniszczony przez obrażenia znad Czarnego Nurtu. Tak czy inaczej Sandor Clegane raczej nie będzie miał z tym pojedynkiem nic wspólnego. Co zatem może go czekać?
Niektórzy przypuszczają, że jego kroki skierują się ku Dolinie. Blue-Eyed Wolf sugeruje1W tekście „Shadrich, Morgarth and Byron” na blogu „The Mythological weave of Ice and Fire”., że Sandor Clegane pojawia się nawet w rozdziale Alayne zapowiadającym Wichry zimy. Trzej zjawiający się na turnieju wędrowni rycerze – Shadrich, Morgarth i Byron – mieliby się okazać Howlandem Reedem, Starszym Bratem i Sandorem. Sporo wątpliwości budzi we mnie wprowadzone założenie, że wygląd Sandora został zmieniony na podobnej zasadzie, jak Melisandre zamieniła Mance’a w Lorda Kości (ser Byron zupełnie nie przypomina Ogara). Według wspomnianego tekstu przemiany Clegane’a miałby dokonać Howland Reed jakąś sztuką znaną Wyspiarzom. Jednak po pierwsze na razie nic nie wiadomo o żadnych kontaktach Reeda z Ogarem (czy zresztą z kimkolwiek innym), a po drugie – jak dotąd magiczne zmiany wyglądu to domena Melisandre, Ludzi Bez Twarzy i prawdopodobnie Bloodravena (wielu sądzi, że Rivers występuje incognito w jednym z opowiadań). Te wątpliwości nie oznaczają jednak, że powyższe przypuszczenie nie okaże się poprawne, ani tym bardziej, że Sandor nie wkroczy na scenę wydarzeń w Dolinie dopiero później niż w znanym już rozdziale Alayne. W każdym razie ponowne powiązanie Clegane’a z wątkiem Sansy miałoby moim zdaniem większy sens, niż wysłanie Sandora na misję zabicia Roberta Stronga, czyli Góry. Jeśli Sandor przeżył i się zmienił, to bardziej pasowałoby do niego, by próbował uratować Sansę przed Baelishem, niż by nadal szukał zemsty. Warto zwrócić uwagę na fragment, w którym Ogar jest nieświadomie bardzo bliski prawdy, gdzie jest Sansa. Clegane śmieje się na myśl, że jeśli popłynie z Aryą do Doliny, to być może Lysa wyda ją za Słowiczka. Taki był właśnie zamysł lady Arryn, tyle że dotyczył drugiej z sióstr. To początek stałego elementu Uczty, jakim jest mylenie przez różne osoby Sansy i Aryi. Przede wszystkim szukając tej starszej Brienne będzie tak naprawdę szła po śladach młodszej. Jeśli na Cichą Wyspę czy jakieś inne miejsce, gdzie wówczas będzie się znajdował Sandor, dotrze pogłoska o Sansie w Dolinie, to młodszy Clegane raczej spróbuje zachować się jak rycerz, którym najwyraźniej chciał być w dzieciństwie (a być może marzenie to mimo wszystko przechował w głębi serca), a nie wciąż szukać zemsty na tym, który sprawił, że Sandor uznał rycerskość za obłudę i zakłamanie. Na najbardziej fałszywym i niegodnym rycerzu w Westeros, który za nic miał złożone śluby i pasowanie przez samego Rhaegara Targaryena. Na człowieku, przez którego już brzmienie wyrazu „ser” wywołuje u Ogara taki gniew. Na Gregorze Cleganie, którego poplecznicy nie nazywają inaczej, jak po prostu „ser”.




Też od razu pomyślałem o Beren i Luthien.
Pytanie, kto jest Berenem dla Sansy? 🙂
A najzabawniej będzie jak Ogar okaże się martwy.
Nie lubię zabaw w snucie teorii o przyszłości, ale zgadzam się z autorem, że nie będzie raczej żadnego Cleganebowl. Wątpię żeby w ogóle doszło do jakiegoś procesu Cersei, a już na pewno nie takiego, w którym potrzebowałaby obrońcy. Kevan nie żyje, więc władza wraca do niej i jej akolitów. Wróbel może jej skoczyć. Jeżeli w ogóle łaskawie zgodzi się na jakiś proces, to tylko z góry ustawiony. Taki, który całkowicie oczyści ją z zarzutów, a pogrąży Margaery.
To zależy. Jeśli wojujących będzie w KP więcej niż złotych płaszczy? Sytuacja może się jeszcze rozwinąć a Cersei jest w książce niewyobrażalnie głupia a myśli że jest madra, podejmuje hmm dziwne decyzję.
Nie będzie ich więcej. Wiara ma około 2 tysięcy milicjantów i około stu rycerzy. Złote Płaszcze to około 4,5 tys. ludzi. Są jeszcze ludzie Kevana, którzy teraz winni są posłuszeństwo Cersei. No i Cersei ma Czerwoną Twierdzę, która też ma przecież jakąś załogę. Można się tam długo bronić nawet niewielkimi siłami. Potęga Wielkiego Wróbla wzięła się z głupoty Cersei, a nie jakiegoś niezwykłego poparcia wśród ludzi. Jeżeli Wróbel zwróci się przeciw królowi (którego ma Cersei) to sami mieszkańcy KP wykopią go na zbity pysk.
A to nie Mace Tyrell będzie decydować o tym, kto będzie regentem? Jako Namiestnik Króla to on ma teraz największą władzę. Jasne, Cersei pewnie odzyska kontrolę, chociaż chwilową nad stolicą, ale przecież śmierć Kevana nie usuwa jej innych przeszkód na drodze do władzy – Tyrellów i wróbli. Czy faktycznie Wielki Wróbel byłby tak idiotyczny, aby skazać Margaery na śmierć ? Cersei najpierw musi pozbyć się teścia swojego syna i wróbli, zanim sięgnie po władzę.
Poza tym to Mała Rada decyduje o regencji. A głosy przedstawiają się tak
Mistrz Monet Harry Swyft / głos na Cersei, chociaż może ze strachu ugiąć się pod Mace’m.
Namiestnik Mace Tyrell / głos na Tyrellów
Wielki Maester / po śmierci Pycelle’a, jeśli zostanie wybrany maester Gormon to będzie to głos na Tyrellów, ale jeśli maestrzy zdecydują się na kogoś innego to możliwa jest neutralność lub głos na Lannisterów.
Przedstawiciel Dorne / Nymeria Sand. Tu pewnie będzie brak głosu, bo Dorne nie lubi Lannisterów ani Tyrellów, chyba, że Nymeria ceniła przyjaźń swojego ojca z Willasem, więc to byłby głos na Tyrellów
Mistrz Statków Paxter Redwyne / głos na Tyrellów
Mistrz Praw Randyll Tarly / znam teorię o tym, że on zdradzi, ale nawet jeśli to planuje to nie będzie jawnie sprzeciwiać się seniorowi. Zdradę ukazuje się w odpowiednim momencie. Głos na Tyrellów.
Ogólnie mamy 3 głosy na Tyrellów, możliwy jeden na Cersei – jeśli Swyft nie ugnie się pod Tyrellem, dwa niepewne. Ale to niemożliwe, aby Nymeria głosowała na Cersei, więc zostaje głos nowego maestra, ale to nadal nie daje przewagi w radzie dla Cersei, nawet gdyby nowy Wielki Maester też był sojusznikiem Lannisterów.
Podsumowując to Mace Tyrell rozdaje, póki co karty. Nie wykluczam, że Cersei zrobi coś, aby odzyskać władzę. Mówię tylko, że obecnie mamy taką sytuację polityczną.
Mace’a czeka niebawem przegrana bitwa z koalicją Aegona (do której mogą przystać też Tarly) i zapewne śmierć. A ja nie mówię, że władza Cersei będzie trwała, bo i tak niedługo wojska Aegona staną pod murami KP. Będzie jednak na tyle długa, żeby dokończyć wprowadzanie chaosu w królestwie, a KP zamienić w piekło (jak za krótkich rządów Rhaenyry). W tych warunkach nie ma szans na żaden normalny proces. Zresztą – wszyscy znamy Cersei. Naprawdę wierzysz, że pogodzi się z utratą władzy? Kiedy już nie ma Kevana i wszystkie siły Zachodu podlegają jej?
Tylko, że nie jej podlegają siły Zachodu, a Lancelowi, pierworodnemu Kevana. To on jest obecnie najstarszym męskim potomkiem Lannisterów. Nie wiem na pewno jak działa prawo dziedziczenia, ale Gemma Lannister jakoś nie jest brana pod uwagę… Cersei moglaby odzoedziczyc ziemię Lannisterów, jakby kazdy mężczyzna z rodu zmarł (a przynajmniej sposród rodzeństwa Tywina i jego braci, przy kuzynach i bocznych gałęziach wchodzilaby możlieosć machinacji), a także jej ciotka, a do tego droga daleka.
Zauwaz, że to nie Cersei jest dziedziczką Tywina, a Tyrion, choć ten tego nie chce przyznać, a po śmierci Tywina i ucieczce Tyriona panem zostaje Kevan, nie Cersei. Jako kobieta jest wykluczona – córka nie dziedziczy przed wujem, czemu miałaby przed pierworodnym wuja?
Podejrzewam, że większe prawo do Casterly Rock miałby Cleos Frey z rodzeństwem, niż ona.
Ale Kevan mówił, że ona właśnie jest dziedziczką Casterly Rock i powinna tam wyjechać, ale nie chciała. Cersei dziedziczy po braciach, tak jak Sansa – oczywiście nikt nie wie, że jej bracia żyją. Tyrion stracił prawa, ze względu na oskarżenie o królobójstwo i ojcobójstwo. Jaime jest gwardzistą i nie ma praw do tytułu, chyba, że Tommen wyrzuciłby go z gwardii, ale póki co się na to nie zanosi. Cersei dziedziczy. Dopiero po jej śmierci można by rozważać boczne gałęzie, bo Tommen jest królem, więc nie może być lordem, a Myrcella ma być żoną dornijskiego księcia, więc będzie daleko od Zachodu. Dopiero teraz można rozważać boczne gałęzie.
Nie – jeśli jest faktyczną (to jest zgodnie z prawem, a nie moralnością Kevana) dziedziczką, to Lannisterowie utracą po śmierci Cersei Casterly Rock na rzecz Baratheonów.
I w trakcie pisania tego komentarza zdałem sobie sprawę, że… tak by było, bo analogiczna sytuacja jest! Ale to chyba zależy od miejsca w Westeros:
Nie patrząc na imby o Żelazny Tron, w samej PLiO mamy widoczne dwa różne podejścia
Na Żelaznych Wyspach masz sytuację z Czytaczem, który nie ma żywych potomków – ma jednak starszą siostrę. Po jego śmierci jego majątek trafi jednak nie do niej, a do kuzynów.
Natomiast na Północy, w Karholdzie, masz sytuację, z Alys, dziedziczką Rickarda (nie wie nikt z Karstarków, że Harrion żyje) – gdyby Harry faktycznie umarł, to potomkowie Alys i magnara Thennu, z nowego rodu, będą panami Thennu.
Kevan jednak nic nie mówi o tym, że król Tommen będzie Panem Żelaznego Tronu, Krain Burzy i Zachodu. Nie martwi go perspektywa, że po tysiącach lat Lannisterowie utracą Casterly Rock.
I to powoduje, że Cersei nie może być prawnie dziedziczką Tywina, chyba, że Martin zamotał się w akcji.
Jeśli jest dziedziczką, to nowy ród po jej śmierci przejmie władzę, mianowicie Baratheonowie.
Jeśli nie jest, zostanie w rękach Lannisterów.
I im dłużej o tym myślę, tym bardziej zagmatwane to jest.
Arrynowie z bocznych linii rodu nie dziedziczą, dziedzicem Słowiczka jest Hardyng – utracą więc Orle Gniazdo. Z drugiej strony dziedzicem Jona Arryna był póki żył jego bratanek, nie jakaś siostra.
Wydaje mi się więc, że w Andalskiej części Westeros dziedziczenie odbywa się na zasadzie męskiego potomka, a dopiero gdy wszyscy oni umrą, to do władzy dochodzi kobieta, podobnie na Żelaznych Wyspach, natomiast na Północy już niekoniecznie.
Zauważmy jeszcze jedno – Cersei uważa się w swoim POV-ie za wykluczoną z dziedziczenia, przez bycie kobietą, mimo, że w tej sytuacji tą dziedziczką by była.
Ogólnie też do realiów Westeros i quasi-średniowiecza bardziej pasuje opcja, że nie jest, inaczej ród móglby stracić swe ziemie w jedno pokolenie, bo lord X ma tylko córkę, a może i ma siedmiu braci, ale nie ma męskiego potomka.
Gdyby Lancel był z jakiejś linii Lannisterów oddzielonej za ostatniego Króla z rodu, to wyglądałaby sprawa inaczej, ale jedyne sensownie wyglądające rozwiązanie to właśnie to, że Cersei prawnie nie dziedziczy nic – inaczej Tywin musiałby uznać, że jego dziedzicem będzie Robert Baratheon z dziećmi, skoro Jaime ma śluby, a Tyrionowi nie chciał dziedzictwa przekazać…
Przecież Cersei czuje się wykluczona na zasadzie, że od początku powinna być dziedziczką, a nie Jaime. I tu chodzi o przeszłość, za czasów Tywina – Cersei po prostu czuła gorycz, że Zachód nie ma dziedziczenia jak Dorne – czyli ona jako najstarsza dziedziczy. Ale teraz to Casterly Rock to dla jej za mało, ona chce być główną siłą za tronem królewskim, dlatego nienawidzi Tyrellów. Teraz wyjazd do Casterly Rock to wygnanie dla niej, bo tam już nie będzie miała wpływu na tron. I Lannisterowie nie musieliby tracić Casrerly Rock, gdyby Cersei jako Lady Lannister wyszła drugi raz za mąż, za męża niższego rodu, aby przyjął jej nazwisko, a wtedy ich dziecko mogłoby dziedziczyć Skałę, bo Tommen i Myrcella nie mogą tego robić z powodu innych zobowiązań – tron i dornijskie małżeństwo. Gdyby Joffrey żył i był królem, to Tommen mógłby zmienić nazwisko na Lorda Lannistera i odziedziczyć, po wykluczeniu Tyriona. Ale Joffrey nie żyje, a Tommen jest królem.
Może jednak dziedziczyć któreś z kolejnych dzieci Tommena lub Myrcelli. W ostateczności Skałę przejmie kolejna linia Lannisterów – Kevana lub Lannisterów z Lannisportu.
A czemu Król nie miałby kpowiekszyć swej domeny?
Przecież Joff odziedziczyłby Krainy Burzy po Robercie, gdyby Stannis nie podniósł slusznego buntu.
Skoro to Cersei jest dziedziczką, to generuje dwa ogromnr problemy:
1. Casterly Rock trafi do rodu Baratheonów po kądzieli – dzieci dziedzica/dziedziczki będą dziedziczyć, nir ich kuzyni
2. Taka sytuacja zbyt rzadko pojawia się w reszcie PLiO
Joffrey nie odziedziczyłby Krain Burzy po Robercie, bo lordem Krain Burzy był Renly, nie Robert.
Z tego samego powodu Zachód nie trafi do rodu Baratheonów. Jeżeli Cersei nie ożeni się matrylinearnie i nie zrobi jakichś dziedziców, to po jej śmierci Zachodem będzie rządzić Lancel. Linia Tywina wygasa, prawa przechodzą na kolejnego z braci.
Bzdura i bełkot. Właściwie szkoda mojego czasu na polemikę.
Dokładnie tak.
Bzdura. Kolega nie ma pojęcia o czym mówi. Wyjaśnialiśmy już tę sytuację z Bluetigerem. To tak samo jak z tronem. Jeżeli następca tronu umrze zanim obejmie tron, kolejnym następcą zostaje jego syn, nie brat. Wnuk starego króla, nie jego kolejny syn (chyba że następca nie miał dzieci). Dopóki żyją przedstawiciele głównej gałęzi rodu, bracia nie mogą dziedziczyć. Normalnie dziedzicem Tywina zostałby Jaime lub Tyrion, ale obaj są wykluczeni. Pozostaje Cersei, bo w odróżnieniu od Valyrian u Andalów kobiety mogą dziedziczyć, tyle że pierwszeństwo mają mężczyźni. Ale jest to pierwszeństwo w obrębie rodzeństwa, nie całej rodziny. Taka sama sytuacja jest z Myrcellą. Zaś Kevan nigdy nie był lordem Zachodu. Był tylko regentem Tommena. Z jakiej paki Lancel miałby coś dziedziczyć, skoro żyje legalna dziedziczka Tywina?
No właśnie, Cersei dziedziczy tytuł do Casterly Rock, ona po prostu nie chce tam jechać bo już zasmakowała władzy królewskiej i nie chce być odsunięta na boczny tor. Odsunąć Cersei legalnie może Jaime, gdyby Tommen wydał dekret o wyrzuceniu go z gwardii królewskiej. Nielegalnie może to zrobić Tyrion, jeśli z pomocą Królowej Smoków zaatakuje Skałę i ogłosi się Lordem Lannisterem – ale te rządy spotkałby się z niezadowoleniem i Tyrion musiałby polegać na Daenerys w egzekwowaniu swojej władzy.
Kevan nie żyje i nigdy nie próbował uzurpować praw Cersei, to ona odrzuciła to. Jeśli Lancel miałby przejąć kontrolę nad Skalą to byłaby to uzurpacja i to pewnie byłaby nie jego inicjatywa, ale Wielkiego Wróbla, mogłyby wydać dekret i podpisać go za pomocą pieczątki Tommena, że kobiety po odbyciu marszu wstydu nie mogą dziedziczyć bo to obraża bogów. Ale póki co Cersei jest jedyną osobą, która może decydować o losie rodu Lannisterów. Bo Kevan w przeciwieństwie do Freya znał prawa i je szanował. Hoster i Edmure byli pozbawieni sprawczości, więc Catelyn była na miejscu głowy rodu i wykonała fatalną robotę.
Wracając do Cersei. Ona może też zrzec się tej władzy i wtedy dziedziczenie poszłoby po linii braci Tywina, ale znając Cersei to prędzej dałaby sobie rękę obciąć niż stracić dostęp do wojsk i autorytetu, mimo że teraz gardzi tym tytułem, bo ma na widoku pozycję regentki czyli faktycznej królowej, bo Tommen to dziecko.
Swoją drogą to ciekawe czy w Westeros można było się tak po prostu zrzec dziedzictwa? Bez wstąpienia do jakiegoś zakonu itp. W prawdziwym średniowieczu nie było to takie proste.
Tywin próbował to zrobić z Tyrionem. Ożenek z Sansą miał go wygnać na Północ, aby nie dziedziczył Skały. Nie wiem jakie Tywin miał dalsze plany, skoro Jaime mu odmówił. Wziąć Tommena na dziedzica ? Może rozważał powtórny ożenek po kategorycznej odmowie złotego syna?
Samo zesłanie na Północ nie wykluczyłoby Tyriona z linii dziedziczenia Skały. To był tylko pierwszy krok. Diabli wiedzą co zrobiłby Tywin w dalszej kolejności. Choć i tak zapewne liczył, że uda mu się z Jaime’m. Ktoś taki nie przyjmuje odmowy do wiadomości.
Można było – to zrobił Książę Ważek popełniając mezalians. Więc przynajmniej jedna droga istniała.
Tak, mezalians mógł być legalnym powodem do wydziedziczenia. Tu jednak nie może być o nim mowy. Oba rody i oboje małżonkowie są sobie równi rangą.
Edmure nie był w zaden sposób pozbawiony sprawczości i Catelyn w zadnym momencie nie byla głową rodu Tullych.
Coś źle zapamiętałeś.
Jak nie był pozbawiony sprawczości? Był oblegany albo już pochwycony przez Jaime’go, nie wiem jak to określa na osi czasu, ale rozkazy nie mogły być przez niego wydawane. Przecież Robb chciał pomóc wujowi.
I jestem kobietą. Specjalnie mój podpis to imię nordyckiej bogini.
Sigyn ma rację. Hoster i Edmure byli w tym czasie wyłączeni. Równie „sprawczy” był Ned siedząc w lochu. 🙂
@sigyn @robert snow
O ile przy Hosterze macie rację, bo był fizycznie niezdolny do bycia głową rodu, to oblegany w Riverrun Edmure nie przestawał być głową rodu – uwięziony Ned też nie przestal być, ale „tymczasowo” na jego miejsce wskoczył Robb. Catelyn nie zastępowała Edmure’a, bo ten dalej mógł wladać – sytuacja w ktorej głowa rodu np. jest w podróży, albo właśnie oblężona i nagle kolejna osoba w kolejce do dziedziczenia zostaje glową rodu w jej zastępstwo jest absurdalna.
Cat mogła sobie uzurpować prawo do wydawania poleceń w imieniu rodu Tully’ch, ale jak słusznie Walder Frey zauwazył – jego seniorem był Hoster, nie Cat. Rozkaz Edmure’a w imieniu Hostera też by prawdopodobnie wykonał (bo jest on następcą i faktycznym wladcą Dorzecza), ale co sama Cat wie, prawnie Walder ma pelne prawo (a nawet w pewnym sensie wykonuje swój obowiązek) odmówić wojskom Północy przejścia – gdyby Cat była wtedy głową rodu Tully’ch, bylaby seniorem Waldera, a reszta akcji PLiO potoczylaby się inaczej.
@Sigyn
I jeszcze jedno, Edmure nie był w niewoli Jaime’ego (ani jakiejkolwiek) az do Krwawych Godów.
Tak to jest jak się dyskutuje o książce, której się nie czytało. :/ Przecież to jest już w Grze o Tron! Jaime po bitwie po Złotym Zębem ruszył na Riverrun i schwytał Edmura pod jego murami. Po czym trzymał go w niewoli do czasu bitwy z Robbem, kiedy to uwolnił go któryś z Blackwoodów nagłym wypadem z zamku.
Tak. Podczas negocjacji z Freyem Edmure siedział w niewoli u Jaime’a, a Hoster dogorywał w oblężonym zamku. Hoster i Ned nie przestali być głowami swoich rodów, ale nie mogli już wykonywać ich obowiązków, w związku z czym władza trafia do ich następców. Generał, który trafi do niewoli nie przestaje być generałem, ale armia nie stoi i nie czeka na jego rozkazy tylko wykonuje rozkazy zastępcy.
Aha. Twój słuszny Walder Frey rozkaz Edmura też zignorował, zwlekając z przysłaniem swych wojsk na jego wezwanie. Też masz to w Grze o Tron.
I żeby nie było, że coś wkręcam. Jest o tym w kilku miejscach, ale najlepiej oddaje sytuację rozdział Catelyn (u mnie strona 538). Wojska Robba stoją pod Bliźniakami, Robb i Catelyn naradzają się jak postąpić z lordem Walderem, kiedy przyjeżdża Brynden Tully z wieściami:
„Następnego ranka przyjechał sam ser Brynden Tully. Ciężką zbroję i hełm, które nosił jako Rycerz Bramy, zamienił na skórzany strój i kolczugę forysia, jego płaszcz spinała obsydianowa ryba.
Kiedy zsiadł z konia, Catelyn zobaczyła bardzo poważne oblicze wuja. – Pod murami Riverrun doszło do bitwy – przemówił ponurym głosem. – Dowiedzieliśmy się o tym od forysia Lannisterów, którego wzięliśmy do niewoli. Królobójca pokonał siły Edmure’a i rozpędził lordów z dorzecza.
Catelyn poczuła, jakby zimna dłoń ścisnęła ją za gardło. – A mój brat?
– Ranny, w niewoli – odpowiedział ser Brynden. – Wojska Jaime’a oblegają Riverrun, którego broni lord Blackwood z garstką ludzi.
Robb zmarszczył brwi zdesperowany. – Musimy przejść przez tę przeklętą rzekę, jeśli w ogóle chcemy im pomóc.”
Kolejny fajny tekst 🙂
Myślę że droga Aryi będzie podobna do drogi Ogara. Gdy już zabraknie jej ludzi na liście, tak jak Ogarowi zabrakło brata, na którym mógł się zemścić, nastanie jakaś zmiana. Może będzie już prawdziwym człowiekiem bez twarzy a może dowie się, że jej bracia żyją, lub że Jon opuścił NS i będzie próbowała wrócić. Kto wie. Może nawet zostanie septą xD po takich przeżyciach nikt nie może żyć normalnie.
Albo znajdą ją po zimie martwą z Igłą w ręku, jak to jej Jon przepowiadał 😉 Nie żebym jej tego życzył, ale obawiam się, że z tej drogi, na której teraz się znalazła, ciężko jej będzie zawrócić. A już na pewno ciężko będzie jej wrócić do normalnego życia…
W którym niby momencie, ktoś przepowiada Aryi przyszłość nie licząc tej karlicy z wysokiego serca? Już nie wspominając, że to niby Jon jej wróżby zaczął stawiać? 😂
Jon Snow w I tomie, ale igła to nie miecz tylko igła do szycia. Arya była spóźniona na szydełkowanie czy coś tam.
Dokładnie. A patrząc na to, że Arya nazwała swój miecz właśnie Igłą, zaś Martin lubi zarówno foreshadowingi, jak i takie gry słowne to można przypuszczać, że Arya niezbyt dobrze skończy…
Oczywiście to tylko teoria i nie musi się sprawdzić, ale na pewno nie można też jej wykluczyć.
Jak zwykle super analiza rozdziału 🙂
To, że Ogar żyje i przebywa na Cichej Wyspie, jest praktycznie pewne. Pytanie, co będzie z nim dalej…
Przyznam, że kiedyś sam byłem wielkim entuzjastą teorii Cleganebowl i bardzo chciałem, żeby doszło do pojedynku braci Clegane’ów, ale z biegiem czasu zacząłem nabierać wątpliwości czy faktycznie tak się potoczy jego wątek i dziś bliżej mi do Twojej teorii Bluetigerze, że nie będzie starcia Ogara z Gregorem, a przynajmniej nie podczas procesu z Cersei czy w ogóle w jakiejś bliższej perspektywie. Jeśli już, to oni skonfrontują się dużo później, ale czy Ogar zabije Gregora czy też mu odpuści i w jakiś sposób przebaczy – tego nie wiem. Obydwie koncepcje mają swoje plusy, ale jak będzie ostatecznie – jeden Martin raczy wiedzieć.
Lancel jako reprezentant Wiary ma sens tyllo gdy Wielki Wróbel będzie chciał zwycięstwa Cersei ORAZ będzie człowiekiem, dla którego nie liczą się zdobycze materialne.
A taki obraz nie ma sensu – albo jest po prostu pobożnym człowiekiem wiary, który wystawi najlepszego kandydata, albo ma w sobie przynajmniej rys chytrości i interesowności, więc może i wystawi lebiegę, ale czemu miałaby to być poddana Wierze lebiega, która jest głową rodu Lannisterów.
Lancel w zakonczeniu TzS, o czym wiele osób zapomina, zostaje męską głową rodu (jego wyrzeknięcie się Amarei Frey i jej ziem ma charakter deklaratywny, nie robi tego w żaden wiążący sposób, skladajac jakieś prawnie ważne oswiadczenie) – Cersei to kobieta, do tego królowa-matka, Jaime zlozyl sluby, Tyrion jesli nie zostal pozbawiony praw (a na 99% został), to mamy tu lukę prawną i fabularną.
Lancel więc jest poddanym wierze człowiekiem, z prawami do bogactw rodu i Casterly Rock… Kogoś takiego by chciał się WW pozbyć? Kolejny jest Martyn Lannister, ale Martyn jest z matką, daleko od KP, a kontrola nad nim bylaby trudniejsza, jesli nie niemożliwa.
Wielki Wróbel nie ma zadnego interesu w zabiciu Lancela – po prawdzie trudno mi zauważyć by miał interes w ocaleniu Cersei.
Bzdury. Głową rodu Lannisterów jest teraz Cersei. To że jest kobietą nie ma znaczenia, to nie Valyria.
To w takim razie Lancel ma wartosc polityczną „tylko” jako kolejny po Tommenie i Myrcelli dziedzic Casterly Rock oraz dziedzic Kevana.
Wciąż jest to niebagatelna siła polityczna – jeśli Cersei przegra wierze się przyda, jeśli nie, no cóż, lepiej zawsze mieć go w zapasie.
Lancel zostanie władcą Zachodu, jeżeli linia Tywina wyczerpie możliwości dziedziczenia. Tommen jest królem, więc się nie liczy. Jego domeną są ziemie królewskie, nie Zachód. Zachód może odziedziczyć Myrcella, ale jeżeli hajtnie się i wejdzie do rodu męża to też przepadło. Wtedy przyjdzie kolej Lancela.
A nie, czekaj, coś popieprzyłem. Po śmierci Cersei Joffrey i Myrcella jednak będą przed Lancelem. Zwracam honor. 🙂
Tak z ciekawości, co by było, gdyby Cersei i jej dzieci umarły, Lancel odziedziczyłby Casterly Rock i też umarł, ale w międzyczasie król (już nieważne, który) wyrzuciłby Jaime’go z gwardii? Kto by odziedziczył Skałę, Jaime czy dziedzic Lancela (jego syn lub młodszy brat Martyn Lannister)? Sukcesja wróciłaby do linii Tywina czy zostałaby w linii Kevana?
Jaime. Oczywiście o ile nie zostałby przy tym wyjęty spod prawa i nie zaszłyby inne warunki wykluczające go z dziedziczenia. Prawa wracają do głównej linii o ile znowu pojawi się w niej ktoś zdolny do dziedziczenia (np. jakiś zaginiony syn itp.).
Ok, dzięki za wyjaśnienie 🙂
Napisałeś tez o tym, że Krainy Burzy po koronacji przeszły na Renly’ego.
Popraw mnie jesli się mylę, ale to chyba nie były nadania lenne, tylko „pod zarząd” – a wciąż Robert był Panem, tylko tytuł lordowski dostał Renly, podobnie Stannis dostał Smoczą Skałę „pod zarząd”, a Shireen nie zostalaby z automatu po jego śmierci jej panią.
Siedem Królestw jest konfederacją, a Krainy Burzy to autonomiczne królestwo w jej składzie. Nie wiem, dlaczego Robert nie zatrzymał go dla siebie, być może chodzi o to, żeby król na ŻT nie mógł gromadzić zbyt wielkiej siły, ale skoro już przekazał je Renly’emu to były one jego (fakt, że trochę bezprawnie, bo Stannis był starszy). To nie był zarząd. Gdyby Renly doczekał się potomstwa to ono przejęłoby po nim władzę w Krainach Burzy. Ze Smoczą Skałą sytuacja jest trochę inna, bo o ile wiem administracyjnie podlega ona pod Ziemie Królewskie. Ale tu również nie może być mowy o żadnym oddaniu „pod zarząd” w dzisiejszym rozumieniu tego zwrotu. W feudalizmie każda ziemia była dawana „pod zarząd” i każdy lord miał swego zwierzchnika, do którego nominalnie należały jego ziemie (oczywiście poza samym królem). Tym niemniej były to nadania dziedziczne (czasem wymagano tylko odnowienia umowy lenna). Stannis był lordem Smoczej Skały i choć niższy rangą niż lord Krain Burzy, był w swoich ziemiach udzielnym władcą. A Shireen była jego następczynią. Właśnie z automatu.
A czy to nie było tak, że Stannis, wzorem Targaryenów, dostał Smoczą Skałę w zarząd jako dziedzic Roberta? Bo chyba stało się to jeszcze przed ślubem króla z Cersei i narodzinami Joffreya?
Jest taka niekanoniczna teoria/wersja. Oficjalna wersja mówi jednak, że Robert ukarał Stannisa tym „prezentem” za to, iż temu nie udało się pochwycić na Smoczej Skale młodych Targaryenów. 🙂 Ale nawet wtedy nie moglibyśmy mówić o „zarządzie” tylko o lennie. Martin wyraźnie oddziela lordów od tych, którzy tylko zarządzają cudzym majątkiem. Tych zawsze nazywa „zarządcami”.