Szalone Teorie: Papka z Jojena

Wbrew pozorom poniższa teoria nie powstała przy świątecznym stole. Jest za to rezultatem poszukiwania dowodów na poparcie pewnych intuicji, które wielu czytelników “Pieśni Lodu i Ognia” wyrażało od momentu magicznej inicjacji Brana Starka. A zatem od momentu, gdy Bran spożył przygotowaną przez dzieci lasu papkę z nasion czardrzewa. Wspomniane czytelnicze intuicje były – najdelikatniej mówiąc – bardzo niepokojące. Wskazywały one, że Bran dokonał nieświadomego aktu kanibalizmu, zjadając ciało swojego martwego przyjaciela.

W poniższym tekście będę starał się dowieść, że hipoteza “papki z Jojena” jest nie tylko prawdopodobna, ale wręcz oczywista z punktu widzenia motywów przewodnich książek Martina. Zacząć jednak należałoby od sprawy podstawowej, która czasem nam umyka. Kanibalizm Brana nie jest niczym nowym. Brandon Stark jadł już wcześniej ludzkie mięso. O ile kwestią otwartą do interpretacji jest to czym cała nasza dzielna ekipa, poszukująca Trójokiej Wrony, była raczona przez Zimnorękiego, o tyle nie ma wątpliwości co do tego, co wcinał Bran wwargowawszy się w Lato.

Przechodził od jednego trupa do drugiego, obwąchując wszystkie, nim wreszcie zdecydował się na największego. Mężczyzna z obgryzioną twarzą ściskał w dłoni czarne żelazo. Drugą rękę odcięto mu w nadgarstku. Kikut krył się w skórzanym rękawie. Z poderżniętego gardła powoli wypływała gęsta krew. Wilk pochłeptał ją, polizał pozbawione nosa, oczu i policzków resztki oblicza, a potem wcisnął pysk w szyję, rozszarpał ją i połknął kęs słodkiego mięsa. Nic, co jadł dotąd, nie smakowało nawet w połowie tak dobrze.
—Taniec ze smokami—

Sądzę, że fragment ten, a w szczególności stwierdzenie jak smaczne było ludzkie mięso, posłużył za foreshadowing przyszłej, kanibalistycznej uczty Brana. Nie był to przy tym jedyny taki foreshadowing. Brandon Stark, z oporami zjada też ciało łosia o którym myślał wcześniej jak o przyjacielu.

Minęło dwanaście dni, odkąd łoś padł na ziemię po raz trzeci i ostatni. Zimnoręki uklęknął w zaspie obok zwierzęcia, wyszeptał błogosławieństwo w jakimś niezwykłym języku i poderżnął mu gardło. Gdy trysnęła czerwona krew, Bran popłakał się jak dziewczynka. Nigdy nie odczuwał swego kalectwa dotkliwiej niż wtedy, gdy patrzył bezradnie, jak Meera Reed i Zimnoręki ćwiartują odważne zwierzę, które zaniosło ich tak daleko. Powtarzał sobie, że nie będzie go jadł, że lepiej głodować niż karmić się mięsem przyjaciela, ale na koniec nasycił się dwa razy, w skórze własnej i Laty.
—Taniec ze smokami—

Podwójne tabu – dotyczące jedzenia ludzkiego mięsa i dotyczące zjedzenia bliskiej emocjonalnie istoty – zostało więc złamane na długo nim Bran Stark trafił do jaskini Trójokiej Wrony.

Bran i Bloodraven.
Magia krwi

Tego, że Jojena Reeda spotka tragiczny koniec, mogliśmy domyślać się niemal od chwili, kiedy go poznaliśmy. Chłopak, śniące swe zielone sny, wydawał się być pewny miejsca i czasu swojej śmierci.

– Uważaj na siebie, Jojen.
– Nic mi nie zrobi. To nie jest dzień mojej śmierci.
—Starcie królów—

Mimo prób, na jakie został wystawiony, Jojen nie zmieniał swojego nastawienia. Był pewien swego losu. I był z nim pogodzony.

– Jojen, musisz coś zjeść – powiedziała mu Meera.
– Później. Teraz chcę tylko odpocząć. – Chłopak uśmiechnął się blado. – To nie jest dzień mojej śmierci, siostro. Zapewniam cię.
—Taniec ze smokami—

A jednak w miarę jak zbliżamy się do kulminacyjnego momentu, w którym Bran spożywa przygotowany przez dzieci lasu posiłek, w słowach Jojena Reeda pojawia się nuta lęku i nadchodzącej tragedii. Chłopak uspokaja swego przyjaciela, ale jednocześnie daje nam do zrozumienia, że sam ma do odegrania rolę, która napawa go strachem.

– Czytelnik może żyć życiem tysiąca ludzi, zanim umrze – rzekł Jojen. – Człowiek, który nie czyta, ma tylko jedno życie. Dzieci lasu nie miały książek. Nie znały inkaustu, papieru ani języka pisanego. Zamiast tego wszystkiego miały drzewa. Przede wszystkim czardrzewa. Po śmierci przechodziły do liści, gałęzi i korzeni, a drzewa pamiętały. Wszystkie ich pieśni i zaklęcia, historie i modlitwy, wszystko, co wiedziały o tym świecie. Maesterzy powiedzą ci, że czardrzewa są święte w oczach starych bogów, ale śpiewacy wierzą, że to one są starymi bogami. Po śmierci stają się częścią tej boskości.
– Zabiją mnie? – zapytał Bran, wybałuszając szeroko oczy.
– Nie – uspokoiła go Meera. – Jojen, nie strasz go.
– To nie on musi się bać.
—Taniec ze smokami—

Prawdziwe przerażenie powinna jednak wzbudzić w nas reakcja Meery Reed, zazwyczaj twardo stąpającej po ziemi. Dziewczyna dostrzega pragnienie śmierci swojego brata. Załamana, nie jest w stanie niczemu zapobiec.

Księżyc był czarną dziurą na niebie. Poza jaskinią życie toczyło się dalej. Poza jaskinią słońce wschodziło i zachodziło, księżyc zmieniał fazy, zawodziły zimne wichry. Pod wzgórzem Jojen Reed ku rozpaczy swej siostry robił się coraz bardziej małomówny i nietowarzyski. Meera często siadała razem z Branem przy ich małym ognisku, mówiąc o wszystkim i o niczym i głaszcząc Latę, który spał między nimi, podczas gdy jej brat wędrował samotnie po podziemiach. W słoneczne dni Jojen wspinał się nawet do wylotu jaskini i stał tam godzinami, wpatrując się w las. Choć otulało go futro, drżał z zimna.
– Pragnie wrócić do domu – wyjaśniła Branowi Meera. – Nawet nie próbuje walczyć z losem. Mówi, że zielone sny nie kłamią.
– Jest odważny – odparł Bran. Człowiek może być dzielny tylko wtedy, kiedy się boi. Tak powiedział mu ojciec, dawno temu, dnia, gdy znaleźli wilkorze szczenięta w letnim śniegu. Bran nadal pamiętał te słowa.
– Jest głupi – sprzeciwiła się Meera. – Miałam nadzieję, że gdy już znajdziemy twoją trójoką wronę… teraz zastanawiam się, po co w ogóle tu przyszliśmy.
Dla mnie – pomyślał Bran.
– Przez jego zielone sny.
– Jego zielone sny – powtórzyła z goryczą Meera.
– Hodor – dodał Hodor.
Dziewczyna się rozpłakała.
—Taniec ze smokami—

To już ostatnia rozmowa, jaką Bran odbywa z Meerą. Mijają kolejne dni, aż w końcu Trójoka Wrona oznajmia, że nadeszła pora inicjacji, “zaślubin z drzewami”. Liść podaje Branowi miskę z papką, w której chłopak dostrzega czerwone żyłki, przywodzące mu na myśl krew.

– Już czas – oznajmił lord Brynden.
Coś w jego głosie sprawiło, że po plecach Brana przebiegły zimne jak lód palce.
– Czas na co?
– Na następny krok. Pora, byś wyszedł poza zmienianie skóry i nauczył się, co to znaczy być zielonym jasnowidzem.
– Drzewa go nauczą – dodała Liść. Skinęła dłonią i podeszła do nich inna śpiewaczka. Miała białe loki i dlatego Meera nazwała ją Śnieżnowłosą. Trzymała w dłoniach miskę z czardrewna, w której wyrzeźbiono tuzin twarzy, takich samych, jak na drzewach sercach. W misce była biała papka, gęsta i poprzeszywana czerwonymi żyłkami.
– Musisz to zjeść – powiedziała Liść, wręczając Branowi drewnianą łyżkę.
– Co to jest? – zapytał chłopiec, spoglądając niepewnie na miskę.
– Papka z nasion czardrzew.
Coś w jej wyglądzie przyprawiało Brana o mdłości. Czerwone żyłki zapewne były po prostu czardrzewową żywicą, ale w blasku pochodni dziwnie przypominały krew. Zanurzył łyżkę w papce, a potem się zawahał.
– Czy to uczyni mnie zielonym jasnowidzem?
– Twoja krew cię nim czyni – odparł lord Brynden. – Papka pomoże przebudzić twe dary. Dzięki niej poślubisz drzewa.
Bran nie chciał być poślubiony drzewu… ale kto inny chciałby wziąć za męża kalekę, takiego jak on? Tysiąc oczu, sto skór i mądrość sięgająca głęboko jak najstarsze korzenie.
Zaczął jeść.
Papka miała gorzki smak, ale nie aż tak gorzki, jak produkowana z żołędzi. Najtrudniej było przełknąć pierwszą łyżkę. Omal jej natychmiast nie zwymiotował. Druga była smaczniejsza. Trzecia niemal słodka. Resztę pochłonął chciwie. Dlaczego myślał, że jest gorzka? Smakowała miodem, świeżo spadłym śniegiem, pieprzem, cynamonem i ostatnim pocałunkiem, jaki otrzymał od matki. Pusta miska wysunęła mu się z palców i spadła ze stukiem na ziemię.
—Taniec ze smokami—

Bran Stark, zielony jasnowidz, doświadcza kolejnych wizji. Ostatnia kończy się w sposób najwymowniejszy.

Wtem ujrzał brodatego mężczyznę, który powalił jeńca na kolana pod drzewem sercem. Wiatr poruszył ciemnoczerwonym listowiem i wyłoniła się z niego białowłosa kobieta trzymająca sierp z brązu.
– Nie – sprzeciwił się Bran. – Nie, nie rób tego.
Ale oni go nie słyszeli, tak samo jak ojciec. Kobieta złapała jeńca za włosy, dotknęła sierpem gardła i cięła. Kaleki chłopiec mógł tylko przyglądać się przez mgłę stuleci, jak nogi mężczyzny uderzyły rytmicznie o ziemię… ale gdy życie wypływało w niego czerwonym strumieniem, Brandon Stark poczuł w ustach smak krwi.
—Taniec ze smokami—

Jojen i Meera pojawiają się w myślach Brana. Ale od tej chwili nie widzimy ich już na kartach powieści.

Meera i Jojen Reedowie.
Magia w świecie Martina

Poświęcenie Jojena (a w zasadzie “poświęcenie się”, jako że chłopak przyjął swój los z pełną jego świadomością) idealnie wpisuje się we wszystko to, co George R.R. Martin mówił nam wcześniej o magii i cenie, jaką należy za nią zapłacić. W stworzonym przez niego świecie nie ma miotanych za pół darmo kul ognistych. Jest za to wymóg ofiary, tym większej, im silniejszy ma być uzyskany efekt. W świecie tym nie znajdziemy też naiwnego, czy wyidealizowanego starcia sił dobra i zła. Starzy Bogowie, których Martin pokazywał nam w pozytywnym świetle, też chłeptali swymi korzeniami ludzką krew. Ba, nawet mądry, stary czarodziej, który wprowadza Brana w świat magii, był w swym poprzednim życiu człowiekiem bezwzględnym. Brynden Rivers, jeszcze jako lord Bloodraven, popełniał zbrodnie, by bronić Żelaznego Tronu. Czy jako Trójoka Wrona cofnąłby się przed odebraniem jednego życia, jeśli miałby w ten sposób ocalić ludzkość? Wątpliwe.

Jojen musiał zginąć. A w śmierci tej zawiera się całe piękno, cała brzydota i cały tragizm “Pieśni Lodu i Ognia”.


Spragnieni kolejnych Szalonych Teorii? Zapoznajcie się z ich INDEKSEM.

Kilka komentarzy do "Szalone Teorie: Papka z Jojena"

  • 25 grudnia 2017 at 20:32
    Permalink

    Już jest, już jest 😁

    Reply
  • 25 grudnia 2017 at 20:45
    Permalink

    czerwone pesto z Lidla też dobre

    Reply
  • 25 grudnia 2017 at 20:51
    Permalink

    Czyli teraz będziesz rozwijał Halloweenowe spekulacje (czy jak im tam)?

    Reply
    • DaeL
      25 grudnia 2017 at 21:17
      Permalink

      1 albo 2 punkty nadają się do rozszerzenia. Ale nie mam tego w najbliższych planach.

      Reply
  • 25 grudnia 2017 at 20:52
    Permalink

    Tak jak większość szalonych teorii mi się podoba i uważam że są słusznie uargumentowane, tak w teorię o papce z Jojena nie wierzyłem nigdy i ten artykuł nie zmienił mojego podejścia. Ale może to kwestia mojej “dziecięcej wiary” w to że Bran będzie tym dobrym. 😉

    PS Jeśli kiedyś Szalone Teorie się skończą, a będzie już znana data wydania Wichrów Zimy to proponuję tuż przed nimi zrobić coś a’la wybory miss Westeros i Essos, tylko dotyczących najlepszej / najbardziej prawdopodobnej / ulubionej z innego powodu Szalonej Teorii. Ciekawi mnie, ile osób zagłosowałoby na Szaloną Teorię na którą ja lubię najbardziej. 😀

    Reply
    • 27 grudnia 2017 at 12:51
      Permalink

      Serial poplątał mi wydarzenia z książki. Co się stało z Meerą? Rzeczywiście po prostu zniknęła w książce? Nie było tam jakichś ścieżek podziemnych, przez które mieli się wydostać?

      Reply
      • 28 grudnia 2017 at 17:40
        Permalink

        Po tym jak się popłakała już jej nie “spotkaliśmy”. Ale też ten rozdział był albo ostatnim albo przedostatnim Brana, więc ja jakoś szczególnie tej nieobecności nie czułam w trakcie czytania. Ścieżek było mnóstwo, ale w ogóle nie było tematu wychodzenia/wydostawania się.

        Reply
  • 25 grudnia 2017 at 22:11
    Permalink

    jak rozumiec te ostatnio wizje? brydnen i meera zabijajo jojena? wgl meera tez sie poswiecila czy nie?

    btw kiedy teoria o szalonej myszy?

    Reply
    • DaeL
      26 grudnia 2017 at 01:23
      Permalink

      Nie, to były wizje w których coraz bardziej cofał się w przeszłość. To była wizja z czasów sprzed inwazji Andalów, pokazująca ofiarę pod czardrzewem. Natomiast to, że Bran poczuł w tym momencie krew jest dość znamienne.

      Reply
  • 25 grudnia 2017 at 23:47
    Permalink

    W końcu jest 😀 Szkoda, że takie krótkie 🙁

    Reply
  • 26 grudnia 2017 at 09:06
    Permalink

    Jak dla mnie to jest dopiero początek. Myślę, że Bran będzie uczestniczył w bardzo mrocznym rytuale. Według mnie Jojen dalej żyje, ale myślę, że Bran być takim elitarnym jasnowidzem, będzie musiał go zabić na przykład wyciągając mu serce lub cokolwiek krwawego. Nie no dobra przysłowiowa kappa, to tylko moje fantazje.

    Reply
  • 26 grudnia 2017 at 11:22
    Permalink

    Grubo, ale pewności dalej nie mam. Nie czuje sie przekonany

    Reply
  • 26 grudnia 2017 at 12:48
    Permalink

    Jak zawsze świetna robota DaeLu, czytanie Twoich artykułów to czysta przyjemność.

    Jeśli już jesteśmy w tematyce Północy, mam pewną refleksje, może niezwiązaną z tematem, ale wydaje mi się, że dosyć ciekawą. Zacząłem niedawno po raz kolejny czytać PLiO i w rozdziale opisującym rozmowę Neda z Robertem w kryptach Winterfell trafiłem na fragment opisujący dawnych Królów Zimy: “Przez całe wieki, zanim przez morze przybyli Władcy Smoków, nazywali się Królami Północy i nigdy nie składali przysięgi posłuszeństwa wobec człowieka”.

    Zastanawiam się, czy użyte to słowo “człowiek” jest tylko efektem doboru słów przez GRRM, czy może można doszukiwać się tu głębszego sensu? Sugestia, że w żyłach Starków płynie krew inna niż ludzka, bądź też, że składali przysięgę posłuszeństwa istotom niebędącym ludźmi? Bo dla mnie brzmi to trochę jak tolkienowski król nazguli, którego żaden mąż nie może pokonać 🙂

    Reply
    • 26 grudnia 2017 at 13:10
      Permalink

      @MG Daelem nie jestem ale dla mnie to odniesienie do ich niepodległości 😉

      Reply
  • 26 grudnia 2017 at 12:58
    Permalink

    Nie wiem sama. Czy w rytuale z magią krwi nie powinien być świadomy czy chociażby bardziej aktywny? Przecież gdyby chodziło o zjedzenie takiej odrobiny Jojena, to czy konieczna była jego śmierć? A jeśli trzeba było złożyć ofiarę Starym Bogom, by przebudzić moce Brana, to czy nie powinien być przy tym obecny? I dlaczego akurat Jojen- tylko dlatego, że ma zielone sny? W takim więc razie, czy przy obudzeniu mocy Bloodravena też trzeba było złożyć taką ofiarę? To jasne, że Jojen- spodziewał się swojej śmierci w jaskiniach- zachowywał się tak, jakby miał już ich nie opuścić, ponadto wiedział, że jego śmierć jest konieczna i był z nią pogodzony, a więc przyjął zasadę, że cel uświęca środki… Bran bał się, że DL go zabiją, a Jojen stwierdził wręcz wprost, że to oni powinni się tego obawiać… I chociaż bardzo tego bym nie chciała, to wydaje mi się, że coś jest na rzeczy… Chociaż nie wiem, czy Bran go zjadł- tłumaczenie DL jest sensowne. Miałam wrażenie, że po zjedzeniu papki Bran zaczął współodczuwać z przeszłymi i przyszłymi czardrzewami,a w obliczu dywagacji na temat tego, czym jest czas dla drzew, ma to sens… Myślę, że bardziej DL złożyły w ofierze Jojena, a papkę z czardrzew zrosiły jego krwią. Co już brzmi mniej makabrycznie 😊

    Reply
    • 26 grudnia 2017 at 13:17
      Permalink

      no właśnie
      skoro dla Brana potrzebne są moce do przebudzenia sił trójokiej wrony, to z Bloodravenem musiało być podobnie
      moja hipoteza jest taka, że w przypadku Bloodravena DL złożyły ofiarę z jednego z kompanów z Zębów Kruka, którego znamy obecnie jako Zimnorękiego, który stał się świadomym upiorem
      Podobnie może być w przypadku Jojena

      Reply
    • 31 grudnia 2017 at 16:18
      Permalink

      Moja propozycja, zacznij czytać teksty w całośći, bo większość masz wytłumaczoną i Twój wpis jest zwyczajnie mówiąc głupi

      Reply
  • 26 grudnia 2017 at 22:32
    Permalink

    Ja bym zrobił rozważania komu Martin przypisze zaszczyt ubicia Lodowego Władcy. Jest kilka typów.

    Reply
    • 31 grudnia 2017 at 16:20
      Permalink

      To prawda

      Jaime, Jon, Varys, Arya, Sansa, jakiś smok

      Reply
      • 5 stycznia 2018 at 11:11
        Permalink

        A np Ogar? Też bym go uwzględnił.

        Reply
  • 27 grudnia 2017 at 13:12
    Permalink

    Jeżeli tak jest to przykry los spotkał Jojena. Swoją drogą można to uznać za zapłat3 za grzech ojca i jego nie godne zachowanie w walce z rycerzami pilnującymi Lyanny. Ogólnie znajomość Reedów że Statkami nie zbyt korzystna dla nich była. Poświęcili dużo a w zamian robili za posiłek 😉

    Reply
    • 7 stycznia 2018 at 07:56
      Permalink

      Zdaje się, że Howland dostał wtedy po gębie, więc jego grzechy zostały odpokutowane. 🙂 Zastanawia mnie więź Neda z Reedami. Przyjaźnił się Howland em od dawna. Ufał mu w większym stopniu niż swoim chorążym. Byli razem pod Wieżą Radości. Myślę, że Ned zabrał ze sobą wiele tajemnic do grobu, nie tylko tą o pochodzeniu Jona.

      Reply
  • 27 grudnia 2017 at 17:48
    Permalink

    To jest jedna z nielicznych teorii, o których chociaż słyszałam to wciąż nie chce uwierzyć.
    Samej to by mi nawet do głowy nie przyszło, bo po prostu ten pomysł wykracza poza mój horyzont.

    Do tego wątek Brana jest niestety dość nudno napisany co odstrasza mnie od głębszych przemyśleń na jego temat (z wyjątkiem wizji w czardrzewie, których doświadcza).
    I to jest mój problem z Martinem. Takie rzeczy jak np. pasztet z Freya rozgryzłam błyskawicznie, bez nawet jakiegoś większego zastanawiania się nad tym, bo wątek Północy, nawet z perspektywy znienawidzonego Theona jest napisany kompleksowo, jest ciekawy. Ale kto jest Harpią w wątku Daenerys to nawet za bardzo się nie zastanawiałam, bo po prostu mnie to nie interesowało. Wszyscy tam są przedstawieni jako źli, podstępni z jakimiś dziwnymi nazwiskami. Daenerys wszystkimi gardzi i nawet nie próbuje poznać bliżej całej kultury ludzi którymi przecież chce rządzić – tu mamy np. całkowite przeciwieństwo Jona, który chłonie każdą informację o dzikich, olbrzymach itp pomimo że początkowo również uważa ich za złych, prymitywnych grabieżców.

    A wracając do Brana to jest on jednym z największych poszkodowanych zrezygnowania z 5 letniej przerwy. Jest zbyt dziecinny na władzę do jakiej ma dostęp. To zdecydowanie nie skończy się dobrze.
    Już samo to że już na tym etapie zdążył złamać pewnie więcej niż połowę niepisanych zakazów wargowania to pokazuje. Nawet nie zastanawia się nad tym że w pewnym sensie krzywdzi Hodora zmuszając go do robienia co jemu się podoba, bo jemu się nudzi.

    Ciekawe co teraz Meera będzie robić i jaki będzie jej stosunek do Brana jeśli ta teoria jest prawdziwa.
    Z jednej strony, oczywiście że Bran o niczym nie wiedział, ale z drugiej niewiarygodny żal do niego, raczej będzie czymś naturalnym.

    Reply
  • 28 grudnia 2017 at 06:48
    Permalink

    Offtopy.

    Gdzie tu powinien się walać mój offtop o lady Taenie Merryweather, ale nie wiem gdzie. Chodziło o tego ‘niebezpiecznego kochanka z blizną, któremu żadna kobieta nie mogła się oprzeć’. IMO opis pasuje do Eurona, który mógł się skierować w kierunku Myr.

    Druga sprawa dotyczy Brienne, którą niektórzy lekceważą jako wojowniczkę, a niesłusznie. W trakcie walki z nią Jaime był związany i wymęczony niewolą, ale proszę pamiętać, że Brienne wtedy nie miała prawa go zabić. Więc ograniczenia dotyczyła ich obu! W trakcie eskapady z UdW Brienne nie raz pokazuje się jako znakomita wojowniczka. Czy Jaime w pełni sił i rąk by ją pokonał? Pewnie tak. Ale z trudem. I niewiele poza nim.

    Btw wątek z Brienne i gospodą świetnie pokazuje, że GRR to nie tylko teorie, smaczki i niespodzianki. Moment jest dramaturgicznie genialny, ma świetną akcję i chwyta za gardło. Brawo!

    Reply
    • 7 stycznia 2018 at 06:53
      Permalink

      Jeśli chodzi o Brienne, jej instruktor walki z Tarth powtarzał, że jej przeciwnicy będą wątpić w jej umiejętności tylko z tego względu, że jest kobietą. Ten błąd popełnił np. Rorge, który sądził, że szybko się z nią rozprawi jeden na jeden i atakował szybko i niedbale . Co do Jaime gdyby nie kajdany z Brienne mogło by być krucho. Spętany i sponiewierany Jaime w pewnym momencie o mały włos nie uciął jej nogi.

      Reply
  • 29 grudnia 2017 at 10:22
    Permalink

    Ej, cos mnie nie gra.
    Po pierwsze papki była tylko miska.
    Po drugie papka nie była cała czerwona tylko poprzecinana żyłkami.
    W takim wypadku wystarczyło by tylko troche krwi a nie zabijać.
    Chyba, że nieistotna jest ilość a przekazanie mocy przez śmierć.

    Reply
    • 30 grudnia 2017 at 02:09
      Permalink

      dokładnie tak jak mówisz

      Reply
    • 31 grudnia 2017 at 16:20
      Permalink

      Ludzie przeciez ofiara to ofiara… ma byc smierc, czytacie/ogladacie i czytacie na stronie a dalej sie zastanawiacie na zasadzie czy Ned przezyje

      Reply
      • 2 stycznia 2018 at 00:31
        Permalink

        No nie koniecznie w tym wypadku chodzi o obudzenie mocy Brana. W sumie taki tylko aktywator. Może by wystarczyła odrobina krwi bo ile taka pijawka moze wydoić a ile zdziałać lub te troche nasienia Stanisa, z którego zrodził się cień. Tak wiem, znamy Martina ale łudzić się można. Zwłaszcza, że liczę na sfatanie Brana i Meery ale wydażenia pieśni nie pozwolą na piękne zakończenia.

        Reply
        • 7 stycznia 2018 at 07:22
          Permalink

          Papka z mózgu Jojena to bardzo popularna teoria od kilku dobrych lat, jednak nie bardzo w nią wierzę. Jojen nie poświęcił się żywcem dla Brana. Raczej jego wątłe zdrowie się wyczerpało i po prostu umarł. Wiedział wcześniej kiedy i jak umrze jednak nie sądzę żeby dobrowolnie złożył się w ofierze.

          Reply
  • 30 grudnia 2017 at 16:39
    Permalink

    Jezu… Śniło mi się dzisiaj najgorsze zakończenie, jakie mogłabym wymyślić…. Że cała gra była wymysłem służb FBI, a Daenerys wraz z jakimś facecikiem, który wyglądał jak skrzyżowanie DL z Innym porównywali historię Westeros po obu stronach Muru, aby dojść, jak daleko sięgają macki FBI. Po ulicach jeździły auta, a tylko ja widziałam w tym wszystkim bezsens i nikt mi nie chciał uwierzyć 😊

    Reply
    • 2 stycznia 2018 at 00:33
      Permalink

      Super sen, sen o wiośnie xd. Nic tylko zapisac zaraz po przebudzeniu, fajne opowiadania ze snów wychodzą.

      Reply
  • Pingback: Indeks Szalonych Teorii – FSGK.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków