Pasażerowie

Dwa w jednym, szampon z odżywką, masło z margaryną, telewizja z internetem, a do tego telefon! Takie hasła i zestawy to chleb powszedni w handlu. Promocje krzyczą do nas z witryn sklepów tradycyjnych i internetowych, z radia, telewizji i wszelkiej maści gazetek. Morten Tyldum (reżyseria) i Jon Spaihts (scenariusz) postawili na podobne rozwiązanie i według tego pomysłu stworzyli “Pasażerów”.

Kadr z filmu "Pasażerowie"
Kto lepiej wygląda zarośnięty i zaniedbany? Hanks na wyspie czy Pratt w kosmosie?

Statek kosmiczny z misją kolonizacyjną leci z ziemi w kierunku innej galaktyki. Jeden z pasażerów – Jim Preston (Chris Pratt) – budzi się dużo (naprawdę dużo) wcześniej niż powinien. Nikt inny nie przerwał hibernacji więc szwenda się sam po ogromnych, pustych przestrzeniach, halach i kabinach. Po jakimś czasie dołącza do niego Aurora Lane (Jennifer Lawrence). Razem muszą zmierzyć się z sytuacją: znajdą sposób na powrót do hibernacji czy może pogodzą się z tym, że swoje życie przeżyją na statku, umierając ze starości przed dotarciem na nową planetę?

Kadr z filmu "Pasażerowie"
Chemia między Chrisem i Jennifer ratuje produkcję. Razem na ekranie są świetni, chemią obdzieliliby kilka ekranowych związków.

Pierwszy akt to “Cast away” z Prattem zamiast Hanksa. Dramat człowieka, który na skutek przypadku znalazł się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Sam. Tu jest ciekawie, szczególnie kiedy pojawiają się pytania i wątpliwości natury moralnej, kiedy Preston zaczyna podejmować niezbyt przyjemne decyzje. Drugi akt, kiedy dołącza Aurora jest już taki sobie. Najpierw robi się z tego praktycznie komedia romantyczna, która przechodzi w melodramat i – tu widzę zmarnowaną szansę – wyglądało jakby wszystko miało się przekształcić w rasowy thriller. Niestety, zamiast tego dostajemy trzeci akt, który jest już niezbyt oryginalnym filmem akcji osadzonym w kosmosie. Nuda, sztampa i żałośnie przewidywalny, żenująco ckliwy finał. Szkoda, bo początek mnie zaintrygował, a koniec drugiego aktu zwiastował coś interesującego. Można to było pociągnąć w stronę rasowego thrillera z prześladowcą i jego ofiarą, którą w końcu dopada syndrom sztokholmski.

Kadr z filmu "Pasażerowie"
Michael Sheen na drugim planie dostał interesujące zadanie komentowania wszystkiego z punktu widzenia sztucznej inteligencji.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że Lawrence i Pratt to obecnie dwie najgorętsze, najbardziej rozchwytywane gwiazdy Hollywood. Nie jest zatem zaskoczeniem, że razem na ekranie wypadli świetnie. Jest między nimi chemia, są wiarygodne emocje, aż szkoda, że ta sama para nie zagrała w najnowszym filmie Bessona (“Valerian i Miasto Tysiąca Planet”). Pojawia się też trzeci znany aktor, ale dla mnie to była niespodzianka – w zwiastunach go nie było – więc i wam nie zepsuję zabawy. W każdym razie ta trzecia postać była bardzo miłym zaskoczeniem.

Od strony filmowego rzemiosła nie można produkcji niczego zarzucić. Jest poprawna. Może tylko efekty specjalne momentami nie domagają, ale bywa też, że potrafią zachwycić. Nie jest to w żadnym razie poziom wizualny Interstellar czy Grawitacji, ale obyło się bez dramatu.

Kadr z filmu "Pasażerowie"
Film mógł się przerodzić w trzymający w napięciu thriller, ale twórcy poszli w stronę kina akcji. Szkoda.

Promocja promocją, trzy fabuły w cenie (i czasie) jednej, ale mówi się też, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. “Pasażerowie” próbują być kilkoma filmami na raz i to jest największy błąd twórców. Tam gdzie zaczyna się dziać coś ciekawego nagle zmienia się ton, a opowiadana historia zmienia swój charakter. Z drugiej strony, upchnięto tu trzy filmy w jednym, więc przynajmniej cały czas coś się dzieje i nie będziemy się na seansie nudzić. Ale jednak trochę szkoda, bo pomysł i nazwiska aktorów mogły zapewnić rozrywkę na wyższym poziomie, a wyszedł niegroźny średniak do obejrzenia na Polsacie czy innym TVNie.

Kilka komentarzy do "Pasażerowie"

  • 14 listopada 2017 at 13:42
    Permalink

    w tekscie piszesz, że nie chcesz zdradzic aktora, ktory jest niespodzianko, a pod obrazkiem go wymieniasz?

    Reply
    • SithFrog
      14 listopada 2017 at 13:43
      Permalink

      Jezusmaria! Gdzie?

      Bo nie chodzi tu o Michaela Sheena jak coś… jego raczej mało ludzi kojarzy. Więcej nie napiszę 😉

      P.S. Tak czy siak, dzięki za czujność!

      Reply
      • 14 listopada 2017 at 23:58
        Permalink

        Chciałem napisać to samo, co kłantalupa, bo o tym samym pomyślałem. Sheen wcale nie jest mało znanym aktorem, zwłaszcza dla nas specjalistów 😀

        Reply
        • SithFrog
          15 listopada 2017 at 19:03
          Permalink

          Hehe, jasne, że dla fanów kina jest znany, ale zapytaj o niego na ulicy. Z 10 osób nie skuma 7, a pozostałe 3 wskażą Charliego Sheena 😉

          Reply
  • 14 listopada 2017 at 14:27
    Permalink

    Kolejna recenzja pod którą mógłbym się podpisać. Nic dodać, nic ująć. Brawo.

    Reply
    • SithFrog
      14 listopada 2017 at 14:33
      Permalink

      Dzięki, chociaż trochę szkoda zmarnowanego potencjału samego filmu.

      Spoiler! Pokaż
      Reply
  • 14 listopada 2017 at 19:33
    Permalink

    Eh Pasażerowie to jak mówiłeś średniak. Wady i zalety które wymieniłeś pokrywają się z moją opinią, ale ja dałbym 5/10. Ale co do miasta tysiąca planet i tej dwójki…. Zdecydowanie by się nadawali, i bardzo chciałbym taki film z ich udziałem obejrzeć. Ten Gimbus po dopalaczach ( tak wyglądał) psuł mi całą radość z filmu.

    Reply
    • SithFrog
      14 listopada 2017 at 19:57
      Permalink

      W zasadzie mogliby się zamienić, bo ten gimbus po dopalaczach czyli Dane DeHaan dobrze by zagrał samotnego obleśnego zioma na wielkim statku kosmicznym. Aż mi się przypomina jego rola w filmie Kronika. Niskobudżetowy, ale bardzo fajny.

      Reply
  • 14 listopada 2017 at 21:25
    Permalink

    O, a dla mnie jeden z najgorszych filmów, jakie widziałam w tym roku. Bo jest po prostu obrzydliwy.
    To jak scenarzysta stara się nam wmówić, że uczucie między bohaterami jest zdrowe i normalne, jest wprost niesamowite. Zwłaszcza, że nie jest; ba, jest niesamowicie toksyczne, głupie i obrzydliwe (to, w jaki sposób doszło do przebudzenia Aurory na przykład; to w jaki sposón gł. bohater zdecydował, że ona po prostu ma z nim być, totalnie olewając jej plany na przyszłość i to, że może ona nie zechce z nim być, sama jego motywacja jest chora i obrzydliwa). Ale jak to ktoś skomentował: ładni ludzie w filmie nie mają dylematów moralnych.

    Reply
    • SithFrog
      14 listopada 2017 at 21:32
      Permalink

      Ha! To już kwestia interpretacji. Mi się wydaje, że to normalne, że między ludźmi, którzy są atrakcyjni i wystarczająco długo sami w zamkniętej przestrzeni w końcu zaiskrzy. Poza tym mimo ckliwych momentów mam wrażenie, że film ciągle podtrzymywał pamięć o tym jak źle i obrzydliwie się Preston zachował decydując o tka ważnej rzeczy za kogoś.

      Reply
  • 14 listopada 2017 at 21:38
    Permalink

    Film jest bardzo nierówny o niezwykle niesubtelnie rozpisanej fabule na trzy akty. W dużej mierze jest to zmarnowany pomysł na kilka filmów. W pewnych momentach z łatwością mógł się przerodzić w interesujący dramat filozoficzny o samotności albo ciekawy triller o podłożu psychologicznym. Niestety te świetne momenty są przesłaniane co chwila motywem przewodnim czyli awarią statku. To wyglądało trochę jakby scenarzyści pracowali sobie spokojnie nad fabułą a tu nagle do studia wpadł producent, pobieżnie przeczytał skrypt po czym poinformował wszystkich, że to ma być film akcji i wy to macie teraz przerobić. Niestety gwoździem do trumny jest zakończenie filmu, które mogło być ratunkiem jednak przebiegło niezwykle sztampowo i bez polotu.

    Reply
    • SithFrog
      14 listopada 2017 at 21:48
      Permalink

      Zgadzam się w pełni. Aż się przypomina świetna i gorzka polska komedia o robieniu filmów: “Pół serio”. Polecam!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków