


Mieć dużo dzieci (>3) to znaczy mieć mniejszą możliwość zapewnienia im dobrego wykształcenia i wprowadzenia ich w dorosłość i to raczej szansa na pomaganie im dłużej niż samemu uzyskania od nich pomocy na starość.
Jak uczy doświadczenie mojego pokolenia to raczej przyzwyczajeni do skromnego życia rodzice pomagają dzieciom niż na odwrót. Moi rodzice ze skromnych emerytur potrafią odłożyć więcej niż ja z żoną z nie takich najgorszych pensji


Znowu jak uczy moje doświadczenie życiowe i to co widzę wokół siebie to dużo dzieci to raczej powód do kłótni o spadek niż o to kto zajmie się dziadkiem na starość. Smutne ale prawdziwe. I nie mówcie tak "ochoczo" - ja bym pomógł bo z czasem ta pomoc oznacza np. konieczność płacenia 1500 zł miesięcznie za opiekunkę albo zrezygnowanie z pracy i samodzielnie zmienianie pieluch. Sith mi zaraz napisze, że wyolbrzymiam ale właśnie w tym rzecz ze na suche bułeczki to dziadkom zawsze starczy a pomoc na ich stare lata to może być już duże wyzwanie finansowe jak pojawiają się lekarze, pielęgniarki, zabiegi etc.
Wiem, że zbaczam z tematu ale że sam jestem od Was starszy, mam starszych rodziców i np. babcię chorą na tego starego Niemca co wszystko zabiera nad którą jej liczne dzieci odstawiają jakiś cyrk wzajemnych pretensji i wyrzutów. A raczej babcia wszystkich wychowała jak należy. Prawda taka, że w wieku ok. 25 lat człowiek zakłada własną rodzinę i idzie własną drogą i nasze wychowanie to sobie możemy jako rodzice w buty wsadzić bo np. synowa/zieć i tak wszystko przekręcą

Do tego zmieniają się uwarunkowania społeczne. Np. jaka opieka i pomoc od dzieci, które pracują codziennie od 7 do 19 (praca, dojazdy, jakieś sprawunki, zajęcia z dzieciakiem).
Podsumowując - nie dzieci, nie ZUS, tylko to co odłożymy.
A co odłożymy? Otóż gówno odłożymy - zobaczycie

