Ostatnio mam manię słuchania audiobooków w samochodzie.
Przerobiłem dwa pierwsze tomy Wiedźmina w formie słuchowisk. Bardzo mi się podobały, zarówno od strony doboru lektorów, jak i samej realizacji. Niestety chyba kolejnych już w takiej formie nie wyprodukowali i będę musiał słuchać Siemianowskiego...
Zachęcony całkiem sympatycznym Ready Player One przesłuchałem drugą powieść Cline'a, pt. Armada. Jedyny plus był taki, że słuchałem po angielsku z niezłym lektorem. Fabularnie ale i warsztatowo to jest dno dna i grafomania.
Następna w kolejce była Dziewczyna z pociągu. Kioskowy hit, bestseller z pism kobiecych i w ogóle. Też w wersji angielskiej, czytana przez trzy panie - Clare Corbett, Louise Brealey i Indię Fisher. No to było słabe. Zarówno sama książka, w której postacie są po prostu strasznie napisane, jak i narratorki, które w kretyński sposób próbowały naśladować męski głos. Nie polecam. Wydaje mi się, że to prawie takie 50 twarzy Greya jeśli chodzi o kryminał. Najgorsze, że to zdobyło Audie Award dla najlepszego audiobooka 2016 roku. Zupełnie tego nie rozumiem.
Po Alchemika Coelho sięgnąłem, bo wiedziałem, że nie będzie mi się chciało tego czytać. Strasznie mnie znudziła i dość mocno rozczarowała, chociaż początek był obiecujący. Audiobooka zrealizowano w formie słuchowiska. Wyszło całkiem nieźle, a w każdym razie zgodnie z duchem powieści, która jest taka rozmarzona i snuje się smętnie. Poza średnio dobranym głównym bohaterem reszta była bardzo w porządku.
Słuchałem też zakręconej powieści Dicka, pt. Przez ciemne zwierciadło, a w oryginale A Scanner Darkly. Produkcja wydawnictwa Rebis, czytana przez Grzegorza Pawlaka, który czyta podobnie do Siemianowskiego. Książka dobra, film okazał się bardzo wierną adaptacją. Audiobook zupełnie standardowy jak na polskie warunki, da się słuchać ale dupy nie urywa.
I wreszcie rzecz, którą skończyłem dziś i którą uważam za jedną z najfajniejszych książek, jaką poznałem. The Graveyard Book, albo Księga cmentarna Neila Gaimana. Powieść dla dzieci (takich trochę starszych, bo to historia o trupach), którą czyta sam autor i jest w tym
niesamowity. Naprawdę absolutne mistrzostwo świata. Gaiman naśladuje różne głosy i akcenty, a głos ma bardzo podobny do Alana Rickmana. A sama książka jest fantastyczna. Opowiada o chłopcu, który mieszka na cmentarzu wśród duchów. Gdy był mały cudem uniknął śmierci z ręki mordercy, który zabił jego rodziców oraz siostrę i dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się na rzeczonym cmentarzu, gdzie zaopiekowali się nim jego mieszkańcy. Taka Księga dżungli na cmentarzu.

Każdy z 8 rozdziałów to krótka historia, a w każdej z nich chłopiec jest o mniej więcej 2 lata starszy, niż w poprzedniej. Łączą je niektóre wątki ale dopiero przedostatnia spina wszystko w całość. Dawno się tak świetnie nie bawiłem przy książce. Świetne dialogi, rewelacyjne, często bardzo zabawne postacie, prosta historia z morałem i bardzo fajnym zakończeniem. Polecam wszystkim, szczególnie w wersji czytanej przez autora. Cofniecie się do dzieciństwa, łza wam się w oku zakręci, a potem zachęcicie do słuchania własne dzieci.