Pytania do maesterów #5

Mniej więcej 2/3 pytań jest już za nami. Mam nadzieję, że póki co zaspokajanie Waszej ciekawości idzie nam dobrze. Ale obok pytań nadesłanych w terminie, w komentarzach wciąż pojawiają się kolejne. Myślę, że jakoś sobie z tym problemem poradzimy, a sesja Q&A prawdopodobnie zagości na stronie w sposób cykliczny (na przykład raz w miesiącu). A tymczasem – kolejna porcja odpowiedzi:

Tniemy serial

Gdybyście byli za serial odpowiedzialni to jakie wątki usunęliście lub ograniczyli w serialu? -zyx

D: O rany, to jest trudne pytanie. Najprościej byłoby powiedzieć, że chciałbym, aby książki zostały zrealizowane jak najwierniej, a co za tym idzie wyrzuciłbym całą radosną twórczość scenarzystów, która nie miała oparcia w Pieśni Lodu i Ognia. Ale to nie jest dobra droga. Raz, że nie wszystkie oryginalne pomysły były takie straszne. A dwa, że od tego by magicznie nie przybyło serialowi godzin i nie stałby się nagle wierną adaptacją. Dlatego przyjmuję następujące założenie – usuwam te wątki, których brak lub których ograniczenie, wyszłoby serialowi na dobre, nawet gdyby nie zmieniło się nic innego. Albo prawie nic.

Nawiasem mówiąc – to była chyba najgorsza scena walki w serialu.

A zatem – Dorne, szkolenie Aryi, wątek miłosny Szarego Robaka i Missandei. Pierwszego chyba nie trzeba uzasadniać, Dorne wyszło fatalnie, w dodatku w połowie realizacji tego wątku scenarzyści zmienili zdanie co do kierunku rozwoju fabuły, bijąc logikę tłuczkiem do mięsa dopóki nie wyzionęła ducha. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby wycięcie wątku dornijskiego od momentu śmierci Oberyna aż do powrotu Daenerys. Po prostu niech Dorne zniknie z serialu na kilka sezonów, a gdy przypłynie Daenerys niech się nagle objawi książę Doran i oznajmi, że marzy o zemście na Lannisterach. Dorne zostanie zmiecione na trzeci plan, ale przynajmniej przestanie obrażać inteligencję odbiorców. Druga zmiana to wątek szkolenia Aryi. Jego druga połowa była nudna jak flaki z olejem, dlatego najprościej byłoby po prostu zakończyć to szkolenie jakimś momentem cliffhangerowym (choćby ta zmiana twarzy gdy nie wiadomo kto jest kto), a potem uciąć wątek na kilka czy nawet kilkanaście odcinków. Gdy po czymś takim Arya ponownie pojawiłaby się na ekranie, widz nie miałby pewności kim jest i co z nią zrobił trening. Więc te wszystkie popisy a’la zorro-batman, czy nawet konflikt z Sansą miałyby jakieś uzasadnienie. Trzeci wątek to oczywiście miłość Szarego Robaka i Missandei. To po prostu niczego nie wnosiło, poza dwiema czy trzema scenami rozbieranymi.

BT: Cała kabaretowa wyprawa Jaime’ego i Bronna była stanowczo za długa i nie wiem, czy w ogóle bym się jej nie pozbył. Nie wniosła zbyt wiele, a i tak wszystkie jej skutki natychmiast odwrócono w kolejnym odcinku, kiedy Nymeria i Obara teleportowały się na pokład statku. Ograniczyłbym też liczbę zwrotów akcji, które wynikają tylko z tego, że istotne informacje ukrywa się przed widzem, bez wskazówek (pojednanie Sansy i Aryi, rozmowa z Branem). No i zrobiłbym coś ze scenami takimi jak ta, gdzie doradcy Daenerys zapominają o Żelaznej Flocie. Cuda dzieją się też z pogodą – pod koniec piątego sezonu na Północy mamy zimę na całego i armia Stannisa znajduje się w opłakanym stanie, potem najwyraźniej następuje odwilż, bo przy Bitwie Bękartów zaspy znikają i znowu można przemieszczać ogromne armie. Wątek dziennika Wielkiego Septona, w którym znajdują się kluczowe informacje, ale w Cytadeli nikt oprócz Sama nie wpadł na to, żeby przejrzeć co tak ważna postać miała do powiedzenia o okresie Rebelii Roberta też mi się nie podoba. Skrytykowałby też “rozkaz 66” rodu Martellów, ale przynajmniej oszczędził nam dalszych niesamowitych wydarzeń wokół Dorana, Trystane’a i Myrcelli. Wyciąłbym też Złotą Kompanię, a skoro już ktoś ma stać pod bramami Królewskiej Przystani, to niech to będzie świeża armia Lannisterów wystawiona za pieniądze Żelaznego Banku (bo w serialowym Casterly Rock skończyło się złoto). I na pewno inaczej podszedłbym do magii, w serialu prawie całkowicie wyeliminowano wątek wargów i zmiennoskórych i ogólnie większość elementów magicznych.

Dzieci lasu

Czy dzieci lasu są tylko nieistotnym elementem tła, czy też odegrają jakąś większą rolę? – Nieznajomy

BT: Nie powiedziałbym, że są nieistotne, szczególnie teraz, kiedy opowieść wkracza w taki etap, gdy magia odgrywa coraz większą rolę. Ale jednocześnie nie sądzę, żeby odegrały aż tak wielką rolę jaką przypisują im niektóre teorie, gdzie dzieci lasu kontrolują niemal wszystkie wydarzenia. PLIO to jednak historia o ludziach, i sądzę, że większość złych i dobrych decyzji powinni podjąć właśnie oni. Dzieci zapewne odegrają taką rolę jak elfy we “Władcy Pierścieni” – przekażą wiedzę i pomogą w miarę możliwości, jednak to ludzie będą musieli się zmierzyć z zagrożeniem. Myślę, że dzieci lasu są przede wszystkim tymi, którzy mogą czegoś nauczyć naszych bohaterów i przypomnieć im to, co ludzkość zapomniała. Ale ich wpływ na rozwój wydarzeń będzie raczej pośredni – przez Brana, a być może także Howlanda Reeda i Zielonych Ludzi.

D: Porównanie do elfów jest doskonałe, bo rzeczywiście trudno pozbyć się poczucia, że Westeros to już nie jest świat dzieci lasu i że ta cywilizacja zniknie zupełnie, bez względu na to jak potoczą się wydarzenia w książkach. Ale – jeśli ludzkość zwycięży – to coś może po nich pozostać. Pamięć.

Słodko-gorzki koniec

Jak dobrze wiemy, Martin mówił że koniec będzie słodko gorzki jak we “Władcy Pierścieni”, myślicie że zainspiruje się Tolkienem i zrobi “Powrót Króla” Jona, tfu Aegona, który zjednoczy królestwo przeciwko innym? – Chochoł

BT: Temu, co tak właściwie znaczy “słodko-gorzki koniec” w stylu zakończenia “Władcy Pierścieni” można by poświęcić cały artykuł, jeśli nie serię (i może uda mi się kiedyś napisać taki tekst). Ale najistotniejszą cechą takiego rozwiązania jest moim zdaniem to, że bohater, który ocalił wszystkich pozostaje niedoceniony lub w ogóle niezauważony. U Tolkiena Frodo Baggins ratuje Shire, ale nie dla siebie. Jak pisze Tom Shippey w “Pisarzu stulecia”, Sam Gamgee z przykrością odnotowuje, że hobbici nie zdają sobie sprawy z tego, co im tak naprawdę groziło i z tego, jak wiele Frodo dla nich poświęcił. W Shire fetuje się Merry’ego i Pippina, jako tych, którzy przewodzili w bitwie Nad Wodą i pokonali zbirów Sarumana. Frodo jest wtedy jakby ponad tym wszystkim, sam nie dobywa miecza i jedynie nawołuje, żeby “mimo wszystko” nie zabijać przeciwników jeśli to możliwe. Staje się według Shippeya bardziej prorokiem niż wodzem, a hobbici zauważają tylko osoby należące do tej drugiej kategorii. Ten, który być może poświęcił najwięcej dla Shire’u nie może się cieszyć szczęściem w rodzinnej krainie i odpływa na Najdalszy Zachód. Myślę, że w PLIO może być podobnie – największa ofiara pozostanie niedoceniona lub nawet niezauważona, a ludzie skupią się na tych, którzy walczyli przy pomocy miecza. Dlatego przychodzi mi tu na myśl Bran – czy nie byłoby czegoś przejmująco słodko-gorzkiego w tym, że zupełnie niezdolny do fizycznego udziału w walce chłopiec, poświęca wszystko, żeby ocalić Westeros, ale prawie nikt – albo zupełnie nikt – o tym nie wie, bo walka rozgrywa się na przykład wewnątrz czardrzewnetu? Są też inne paralele pomiędzy Frodem i Branem, na przykład opisy wizji tego drugiego – zwłaszcza w “Grze” przypominają sny i wizje Powiernika Pierścienia (może kiedyś szerzej o tym napiszę). Ceną za zwycięstwo nad Innymi może być też to, że parafrazując króla Theodena, wiele pięknych rzeczy na zawsze odejdzie z tego świata. 

Pożegnanie z Frodem.

A co do zjednoczenia Westeros przeciwko innym przez kogoś odgrywającego rolę Aragorna… cóż, warto zauważyć, że u Tolkiena celem całego marszu Armii Zachodu przeciwko Mordorowi jest odwrócenie uwagi i danie Frodowi i Samowi szansy na dotarcie do Góry Przeznaczenia. Militarne starcie sił dobra i zła, gdzie obie strony dysponują dosłownymi armiami jest tylko zmyłką… i myślę, że coś podobnego możemy zobaczyć w PLIO. Nie sądzę, żeby pokonanie Innych ograniczyło się do zebrania wielkiej armii i wygrania bitwy. Myślę jednak, że możemy zobaczyć taki “powrót króla” z Aegonem, który na przykład wyruszy przeciwko Euronowi (“Sauronowi”), żeby ocalić lub odzyskać Stare Miasto. No i powróci też królowa, Daenerys. Ale jeszcze raz powtórzę, że wydaje mi się, żeby zwycięstwo nad Innymi sprowadziło się tylko do zjednoczenia poszczególnych regionów. A nawet gdyby takich ogólnowesteroski sojusz powstał, to nie wiem czy przetrwałby już po zakończeniu nowej Długiej Nocy. 

D: W kwestii “słodko-gorzkiego” smaku zakończenia przyznaję w pełni rację Bluetigerowi. Dla mnie chyba  pierwszym momentem, kiedyś świadomie zrozumiałem siłę motywu odrzuconego bohatera było zakończenie pierwszej części kultowego RPG-a – Fallouta. Do dziś pamiętam zdanie wypowiedziane na końcu przez narratora, gdy bohater zostaje skazany na wygnanie przez ludzi, których ocalił. “In confronting that which they feared, he had become something else in their eyes… and no longer their champion.”. Dlatego przychylam się do twierdzenia, że jeden, a może nawet dwójka bohaterów (Daenerys i Jon), nie uzyska nagrody za swoje czyny. Nie będzie to u Martina motyw nowy. W końcu przerobiliśmy to na przykładzie pewnego blondaska, który ocalił Królewską Przystań przed spaleniem. Przy okazji – moim zdaniem Jon to Aemon, nie Aegon.

Rozmiar Westeros

Czy wiadomo jak duże jest Westeros jako kontynent? Bo raz słyszę, że jest wielkości Ameryki Pd. a raz słyszę, że teren za murem jest albo wielkości Kanady (czy też Grenlandii) albo że krajobraz tam tak wygląda. Jak to jest w końcu? – Vermithor

D: Istnieją dwa sposoby obliczania wielkości Westeros. Możemy wziąć po prostu Mur, którego długość jest znana (100 lig, czyli 300 mil) i wykorzystać go w formie linijki do zmierzenia długości kontynentu. W skrócie – od Muru do południa Dorne dawałoby to nam ok. 3000 mil czyli prawie 5000 kilometrów.(dla porównania – z Moskwy do Londynu jest ok. 3000 km). Możemy też po prostu zaufać Martinowi, który powiedział, że mapa Westeros nie ma prawidłowej skali (co jest akurat zrozumiałe, odwzorowanie dużego kawałka globu na płaskiej mapie musi wywoływać zniekształcenia. Pisarz stwierdził, że Westeros ma rozmiar porównywalny z Ameryką Południową (co dawałoby nam od północnego do południowego krańca długość ok. 4500 mil, czyli ponad 7200 km). O tym dlaczego taki rozmiar Westeros jest sporym problemem już w sumie pisaliśmy w poprzednim odcinku, poruszając kwestię demografii. Więc ja na własny użytek wolę sobie jednak wyobrażać nieco mniejszą wersję Westeros, kalkulowaną przy pomocy Muru. A co do wielkości terenów za Murem – przede wszystkim znamy ich geografię w bardzo ograniczonym stopniu, w końcu mapy nie sięgają aż do bieguna północnego. Więc rozmiar Kanady jest całkiem prawdopodobny (tym bardziej że Kanada nie jest aż tak gigantyczna, jak to może wynikać z map w odwzorowaniu Merkatora – ten rzut zmniejsza wizualnie tereny na równiku, a powiększa te bardziej od niego oddalone (dlatego np. Grenlandia wydaje się trzy razy większa od Australii, choć tak naprawdę nie ma nawet połowy jej powierzchni)

BT: Mój przedmówca odpowiedział na pytanie tak wyczerpująco, że w zasadzie nie mam nic do dodania. Ale pomyślałem, że ciekawie będzie porównać rozmiary Westeros i tej części Śródziemia, w której rozgrywają się wydarzenia “Władcy Pierścieni” – to pokazuje ogrom tła opowieści GRRM-a. Najdłuższa rzeka północno-zachodniego Śródziemia, Anduina, ma według świetnego “Atlasu Śródziemia” Karen Wynn Fonstad długość 1388 (ok. 2141 km). Od Gundabadu na północnym skraju Gór Mglistych do Umbaru na południu jest ok. 1335 mil (2136 km), podobna odległość dzieli Szare Przystanie na zachodzie od zachodniego wybrzeża śródlądowego Morza Rhûn. Oczywiście Śródziemie jest znacznie bardziej rozległe (i jest tylko jednym z kontynentów Ardy), ale ten właśnie obszar widzimy oczyma naszych bohaterów w “Hobbicie” i “Władcy”. Tolkien pisał też, że Hobbiton i Rivendell są na szerokości geograficznej Oksfordu, Minas Tirith – Florencji, a Pelargir – Troi. Dodając do tego Essos, widzimy, że “Pieśń Lodu i Ognia” ma znacznie większą scenę niż “Władca”. Ale to, który świat jest lepiej zarysowany w szczegółach to już inna kwestia. Co ciekawe, GRRM powiedział kiedyś, że celowo nie podaje rozmiarów Westeros, żeby czytelnicy nie wytykali mu potem pomyłek z czasem podróży.

Przyjaciół dwóch

Co myślicie na temat wzajemnych relacji Tyriona i Varysa. Kim ci obaj gracze byli dla siebie? Wrogami którzy na czas inwazji Stannisa zawarli tymczasowe przymierze? W czasie procesu Tyriona kiedy był on oskarżony o zabicie Joffreya, Varys zeznawał szczegółowo przeciw niemu tak jak Taena Merryweather (jego agentka?). Czy chciał jego śmierci a jeśli tak to dlaczego, jaki miał w tym cel? Kiedy Jaime go uratował, to Varys wysłał go do tego rzekomo ocalonego Aegona a przecież mógł go zabić wtedy. Czy wtedy po prostu potraktował jako użyteczne narzędzie? – Zoltan

D: Myślę, że ostatnim zdaniem doskonale oddałeś istotę relacji pomiędzy Tyrionem a Varysem. Nawet jeśli jest tu jakiś cień sympatii, to Tyrion pozostaje dla Varysa narzędziem, środkiem do osiągnięcia celu. Przydatnym, ale niekoniecznie wartym tego, by narażać się z jego powodu na zdemaskowanie (stąd trzymanie linii podczas procesu). Nawet ten na pozór bezinteresowny akt uwolnienia Tyriona, był w gruncie rzeczy elementem większej układanki (zamordowanie Tywina to pewnie jedna z ewentualności z którą Varys się liczył, ale przede wszystkim chodziło mu o zburzenie sojuszu z Tyrellami – stąd cudownie odnalezione monety z Reach). Co do Taeny – tak, to jak najbardziej agentka Varysa. Napisałem nawet na ten temat Szaloną Teorię.

BT: Nie wiem nawet czy Tyriona można na tamtym etapie opowieści uznać za gracza na takim samym poziomie jak Varys albo Littlefinger. Obaj wodzili go za nos. I tak jak powiedział DaeL, nawet jeśli Varys czuje jakąś sympatię do Tyriona (co do czego nie jestem zupełnie przekonany, Varys jest przyjacielem każdego i nikogo), to nie ryzykowałby, żeby go ocalić. Gdy Jaime go do tego przymusił, Pająk pomógł Tyrionowi uciec i możliwe, że nawet bez takiej “zachęty” wypuściłby go z lochu (w końcu ma swoje alter ego klucznika Rugena). Ale zrobiłby to dlatego, że nadarzyła się okazja, a Tyrion może się przydać, jako czynnik “chaosogenny” i potencjalny pretendent do władzy nad Krainami Zachodu. Nie jest jednak niezbędny. Co do Taeny Merryweather, to wydaje mi się, że tak ochoczo zeznawała przeciwko Tyrionowi przede wszystkim po to, żeby wkraść się w łaski Cersei. Nie jest tajemnicą, że najkrótsza droga to zdobycia sympatii królowej prowadzi “po trupie” Tyriona. Nie wiem tylko, czy Varys przewidział jak nisko upadnie Tyrion, któremu w “Tańcu” chodzi tylko o zemstę na całym świecie. Z drugiej strony Varys w “Epilogu” chyba nie wygląda na kogoś, kogo przybycie Aegona do Westeros zbiło z tropu – może chciał, żeby Tyrion podsunął Aegonowi taki pomysł (bo na przykład Connington sam by do tego nie dopuścił)? Trudno powiedzieć w co gra Varys. 

-->

Kilka komentarzy do "Pytania do maesterów #5"

  • 11 maja 2020 at 17:25
    Permalink

    Ja z nieco innym pytankiem @DaeL.

    Ja nadejdzie czas recenzji ilustrowanej wersji “Starcia Królów”, to będzie jakieś porównanie z anglojęzycznym wydaniem, albo chociaż z ilustrowanym “Gry o Tron”? Bo słyszałem, że w przypadku anglojęzycznego widać znaczny spadek jakości, w stosunku do poprzedniej książki. Jestem ciekaw, czy u nas jest podobnie. Sam bym pewnie sobie porównał, ale wygląda na to, że nie prędko zawitam w jakiejś księgarni 🙁

    Reply
    • 11 maja 2020 at 22:11
      Permalink

      Jest niestety podobnie. Przede wszystkim ilustracje są dosyc brzydkie i wyglądaja na zrobione na szybko. A ponadto jest ich zdecydowanie mniej i te same występuja dwa razy – w srodku pojawiają sie czarno-białe i są wkładki na których są kolorowe. Natomiast George udostępnił jedną ilustrację z angielskiej “Nawałnicy mieczy”, która ma się ukazać koło listopada i wyglądała ona dużo bardziej estetycznie niż te ze “Starcia”.

      Reply
  • 11 maja 2020 at 17:26
    Permalink

    “Napisałem nawet na ten temat Szaloną Teorię (link).”

    Link zaginął 😉

    Reply
    • DaeL
      11 maja 2020 at 19:02
      Permalink

      Faktycznie 🙂

      Reply
  • 11 maja 2020 at 21:58
    Permalink

    Tak sobie myślę że Cersei i Joeffrey są opisani jako zbyt głupi. Czy zgodzicie się ze mną ? W rzeczywistości historycznej tacy idioci zdarzali się rzadko (Ludwik Jagiellończyk problemy wrodzone), Piotr III tragiczne wychowanie (katowanie). Tymczasem o ile Joffa można zrozumieć bo kazirodztwo to Cersei biorąc pod uwagę kilkanaście lat na dworze jest zbyt tępa. Viserys zresztą też, jak ktoś taki mógł opiekować się kilkuletnią siostrą.

    Reply
    • 12 maja 2020 at 13:54
      Permalink

      Cersei jest osobą atencyjną, arogancką, dumną, mściwą, okrutną i do tego beznadziejnie ocenia ludzi. Jest osobą a jakże – chwiejną emocjonalnie, gniewną, paradoksalnie jak Robert nastawioną na tu i teraz do spełnienia swoich zachcianek; totalne zero jeśli chodzi o planowanie dalekosiężne, brak jej analitycznego myślenia podobnego do Catelyn, dlatego też nie uwzględnia konsekwencji swoich i innych działań. Często ma skłonności do podejmowania śmiałych, ryzykownych decyzji, nie rzadko na dodatek kompletnie nieracjonalnych. Zaryzykuje twierdzenie, że brak należytego wychowania uczynił z niej ignorantkę. Na błędy reaguje klasycznym syndromem wyparcia. Nie pomaga jej to, że otoczenie, włącznie z własną rodziną, traktuje przedmiotowo. Dopóki Jon Arryn i Mała Rada rządzili, jej ekscesy by można nazwać “celebryckimi” bo w istocie Robert i ona pełnili role koronowanych celebrytów. Oczywiście z biegiem lat coraz bardziej nudziło jej się to celebryctwo i chciała więcej władzy, dlatego uznała śmierć Jona za jej czas a nie ostrzeżenie. Po śmierci Joffa a zwłaszcza Tywina raz, że ogarnęła ją paranoja a dwa, pozwoliła kierować się kompleksom. Uwidoczniły się jej skłonności sadystyczne, Joff przejął tę cechę charakteru właśnie od niej.

      Reasumując – to co nazywasz zbytnią głupotą w późniejszych tomach jest po prostu uwidocznieniem jej cech charakteru; zdobycie nieograniczonej władzy i wprowadzenie POV tylko dało okazje do pokazania jej wad w pełnej krasie.

      Reply
      • 12 maja 2020 at 17:56
        Permalink

        Nie zgodziłbym się, że Cersei ma skłonności sadystyczne. Raczej po prostu nie potrafi zrozumieć konsekwencji swoich działań. Często po prostu miota się bez zastanowienia, a potem żałuje (choć oczywiście nie przyznaje się do tego nawet przed sobą). Sadysta to ktoś czerpiący przyjemność z robienia komuś krzywdy, najczęściej bez realnego powodu, za wyjątkiem chęci zaspokojenia chorych fantazji. U Cersei nie widzę takich skłonności. Joffrey był sadystą, ale Cersei chce po prostu dokopać z nawiązką rzeczywistym lub wyimaginowanym przeciwnikom. Jednak zawsze ma jakiś racjonalny (przynajmniej w swoim mniemaniu) powód. Nie chcę bynajmniej jej bronić, reszta charakterystyki jak najbardziej trafna.

        Reply
        • 13 maja 2020 at 18:51
          Permalink

          Zgadzam się z Robertem Snowem. Nie jest sadystka tylko jest zbyt mściwa. Pamiętajmy, że z povów Jaimiego wiemy, że była zła o wyrzucenie Brana przez okno. Mowila, że był tylko małym chłopcem i można by go zastraszyć

          Reply
          • 13 maja 2020 at 21:46
            Permalink

            Zabawne, jak to czas zmienia obraz danej sytuacji w naszych głowach. Na szczęście, w tym przypadku ogląd sytuacji mamy bezpośrednio z POV Brana. Nawet w bardzo niefortunnym, chyba najgorzej przetłumaczonym rozdziale sagi jak byk widzimy, że Cersei natychmiast gniewa się na Jaimiego za to, że ten podniósł Brana tym samym ratując go przed upadkiem.

            To, co się zdarzyło potem tzn pretensje do Jaimiego o lekkomyślność tylko potwierdzają to co pisałem o Cersei + jej chimeryczność, o czym wspominał kolega wyżej. Ona kolejny raz wyparła winę z siebie i zrzuciła ją na kogoś innego.

            Reply
        • 13 maja 2020 at 22:08
          Permalink

          Dobra, ponieważ z jakiegoś nieznanego mi powodu mój komentarz nie przechodzi tutaj to powiem jedynie, że te skłonności nie wyrażają się tak prymitywnie jak Joffreya i są zdecydowanie rzadsze. Przykładowo kazała biednemu Tommenowi, aby wychłostał Pate’a osobiście do krwi na oczach Borosa Blounta, bo jak tego nie zrobi to kazała gwardziście odetnąć Pate’owi język(swoją drogą Boros był zakłopotany rozkazem a swoje to już na dworze widział – nie wahał się bić Sansy na rozkaz Joffreya). To kara i “lekcja wychowawcza” za to, że Jego Miłość śmiał bronić Margaery i sprzeciwić się matce.

          Reply
          • 14 maja 2020 at 14:03
            Permalink

            Ale ja nigdzie nie napisałem, że Cersei to osoba o gołębim sercu. Owszem, jest prymitywna i brutalna. Jednak sadyzm to zupełnie co innego. W jej mniemaniu takie postępowanie miało właśnie znaczenie wychowawcze. Nie kazała obić nieszczęśnika, żeby sobie posłuchać jak stęka i potem masturbować się na wspomnienie tej sceny. 🙂

            Reply
      • 12 maja 2020 at 21:40
        Permalink

        Ale właśnie o to chodzi. Cersei podejmuje zbyt wiele durnych decyzji jak na osobę będącą tyle lat u źródeł władzy. Według mnie Martin źle ją napisał. Caetlyn głupia ? Rozmowa z Walderem była rozsądna, była przeciwna wysłaniu Theona na Pyke, i była za powierzeniem armii Boltonowi a nie (zapomniałem temu głupiemu co do wszystkich się rzucał (Greatjon Umber ?). Nieźle prowadziła rozmowy z Renlym, szybko ogarnęła sytuację z ucieczką z obozu. Ona bije Cersei na głowę. Tylko z Jaimiem skopała, ale ona miała niezły motyw.

        Reply
        • 12 maja 2020 at 22:58
          Permalink

          Dlaczego źle napisał? Głupie postaci też mogą być fajne. Lubię POVy Cersei. 🙂 I powinniśmy pamiętać, że władza wpadła Cersei niejako przypadkiem. Nie była do niej szykowana. Miała tylko ładnie wyglądać i rodzić dzieci. Niczyje plany nie przewidywały, że Cersei trafi się realna władza. Nawet dla Tywina była gdzieś daleko, za Jaimem, Kevanem, swoimi dziećmi, a nawet Tyrionem.

          Reply
        • 12 maja 2020 at 23:04
          Permalink

          A gdzie ja napisałem, że Cat jest głupia? ja wskazałem jedynie, że Cersetce brakuje podobnego zmysłu analitycznego jak właśnie u Catelyn. I przez to popełnia wielbłąd za wielbłądem.

          Jestem w stanie podać tylko jedną głupotę, w której Catelyn bez logicznego uzasadnienia czy dobrego motywu, poza zwykłym zirytowaniem, popełniła. Podczas negocjacji z Stasiem i Renlym wyrzuciła, co by zrobiła braciom gdyby była ich matką. Zamiast uspokoić sytuacje, jeszcze tylko ją zaogniła i przy okazji zantagonizowała Stasia. Renly też zbytnio zadowolony z tego nie był, bo niedługo przed śmiercią wypowiedział “niewypowiedzianą” groźbę(miała przyglądać się bitwie tak by na oczy przekonała się, co się dzieje z buntownikami).

          Co zaś się tyczy Cersei – dla mnie nie jest to nienaturalne. Znalazłby się w prawie każdym narodzie co najmniej jeden podobnie lekkomyślny władca, który podobnie w rządzeniu był nieogarnięty jak Lwica. W Anglii to nawet kilka. Aethelred Bezradny, Stefan z Blois, Jan bez Ziemi, chyba wszyscy Ryszardowie.

          Reply
  • 12 maja 2020 at 17:24
    Permalink

    Czy Syrio Forel (nauczyciel tanca) przezyl? Czy moze byc z gildii LBT?
    Skoro 13 Dowodca NS byl Starkiem (info od niani) to mozliwe jest pochodzenie Starkow od INNYCH? Na wzor Targ/Valyria/ogien , Stark/Daleka Polnoc/lód.

    Reply
    • 12 maja 2020 at 19:43
      Permalink

      Jeśli będziecie odpowiadać na to pytanie to chciałbym dodać, że w tej kwestii wypowiedział się Martin. Było to coś w stylu, że jeśli ktoś uważa, że Syrio przy pomocy drewnianego miecza – na dodatek złamanego – pokonał gwardzistę to nie zna PLiO. Można to dwojako odebrać, bo de facto Martin nie udzielił żadnej jasnej odpowiedzi, a już wiele razy mieliśmy okazję rozstawać się z kimś, kto jak potem okazywało się – przeżył.
      Dodam tu kilka kolejnych spostrzeżeń. Arya słyszała krzyki. Czyje? Domyślnie wiemy, ale jakby się zastanowić to równie dobrze mogły to być krzyki wykańczanych Lannisterów. Kolejna sprawa, może najważniejsza. Mowa jest o mieczu-zabawce, ale przez POV Aryi byliśmy świadkami jak Syrio pokonał 4 żołnierzy, czy naprawdę dla kogoś jego kalibru to problem podnieść jeden z ich mieczy? Jeszcze jedna rzecz przychodzi mi na myśl. Skąd taka postać jak Jaquen wzięła się w lochach? Potężny człowiek bez twarzy tak po prostu dał się złapać jakimś podrzędnym strażnikom? Nie twierdzę, że Syrio i Jaquen to ta sama osoba, ale nie wykluczam również tej opcji. Poza tym warto odnotować, że Kąsacz i ten drugi zbir pomimo, że sami byli przerażający to obawiali się Jaquena. Widzieli jak zmienia twarz? Możecie to potraktować jako osobne pytanie i rozwinąć temat w kolejnym Q&A chętnie poczytam wasze opinie.

      Reply
  • 13 maja 2020 at 18:11
    Permalink

    1. Czy uważacie, że los Arianne Martell może odzwierciedlać los serialowej Cersei? Z wypuszczonych rozdziałów “Wichrów” można odnieść wrażenie, że podoba jej się myśl o byciu królową, na pewno będzie też w opozycji do Dany, metody jakie stosuje w swoich intrygach też jakoś kojarzą mi się z Cersei(mam tu na myśli uwodzenie, a nie tortury ;D) , uważam nawet, że Arianne mogłaby podsycać konflikt między Dany a Aegonem, a serialowa śmierć Lannisterów pod gruzami Czerwonej Twierdzy dobrze by pasowała do Młodego Gryfa i Arianne… Poza tym zgodnie z ironią Martinowską Doran obiecał córce ogień i krew, więc mogłaby je dostać w zgoła innej formie. Aczkolwiek ostatnio czytałem teorię o turnieju w Ashford i wg mnie to Sansa miałaby byc królową Aegona, więc nie wiem jaka byłaby rola Arianne w Tańcu Smoków, może chcielibyście podzielić się jakąś spekulacją?
    2. Co sądzicie o teorii, że Aegon Zdobywca zdecydował się na Podbój, gdyż miał sen lub wizję o zagrożeniu ze strony Innych?

    Reply
  • 13 maja 2020 at 18:59
    Permalink

    Dael, Bluetiger super się czyta odpowiedzi w takiej formie niż w komentarzach. Pytania do maestrów stały się moją ulubioną serią tutaj. I mam nadzieję, że będzie to seria. Częsta i długa. Pozdrawiam cieplutko chłopaki

    Reply
  • 13 maja 2020 at 19:15
    Permalink

    Jak myslicie co by się stało gdyby Arthur Dayne pokonał Neda pod wieżą radości? Co by się stało z dzieckiem Lyanny, następca tronu? Czy Dayne uciekłby z nim do Essos? jakie dalsze rozkazy mieli od Reagara gwardzisci królewscy odnośnie Lyanny i Jona? No i co stałoby się z północą gdyby Eddard wtedy zginął? Lordem Winterfell zostałby Benjen ?

    Reply
  • 13 maja 2020 at 19:33
    Permalink

    Co kryje sie w puszczy kontynentu Sothorsys? Czy rasa zamieszkujaca te ziemie jest “odbiciem” INNYCH? Jaka zla sila/magia skazila to miejsce?

    Reply
  • 13 maja 2020 at 19:45
    Permalink

    Czy plemie IQEFEVONOW jest spokrewnione z DZIECMI LASU? Wyznawzy SLEPEGO BOGA na LORATH zaslaniali oczy zeby “otworzyc 3 oko”, brzmi jakby wiedzieli o STARYCH BOGACH, co o tym myslicie?

    Reply
  • 13 maja 2020 at 20:41
    Permalink

    I jeszcze jedno pytanko. Co sądzicie o teorii, że Stannis wygwa bitwe koło wioski zagrodników. Ludzie Manderlych mu w tym pomagają ostatecznie atakując Freyów i przyłączają się do Stannisa. Ten jak wiemy ma kruki Karstarków. Wysyła je do Winterfell z wiadomościa w imieniu Karstarków o wygraniu przez nich bitwy i pokonaniu Stannisa. Następnie przebiera swoich ludzi w barwy pojmanych Karstarków oraz zabitych Freyów i razem z wojskami Manderlych udaje się do Winterfell. Za pomocą tego podstępu dostaje się za mury. Gdyby tak się stało i Stannis zdobył twierdze jego pozycja w “grze o tron” staje się bardzo mocna. Ma w rękach winterfell, może liczyć na przychylność Jona i nocnej strazy, jeżeli Davos wróci ze swojej wyprawy razem z Rickonem będzie miał także po swojej stronie chłopaka, który jak to ujął Wyman Mandelry, jest kluczem do północy. Do tego jak wiemy ma wsparcie żelaznego banku, który jest w stanie obalać i tworzyć królów.

    Reply
    • 13 maja 2020 at 21:56
      Permalink

      Logiczne to jest. Stanis mógłby tak zrobić. Fajne rozwiązanie

      Reply
    • 13 maja 2020 at 22:33
      Permalink

      Ogólnie, to w momencie gdy szala zwycięstwa przechyla się mocno w jakąś stronę, wtedy Martin rzuca nam jakiś plot twist, który rozwala całkowicie ten układ. Tak było ze Stannisem i Renlym, potem bitwa pod Czarnym nurtem, ale najwyraźniej chyba było to widoczne na Krwawych Godach, gdy siły Starków przestały istnieć mimo wygrywania bitwy za bitwą.

      Reply
    • 13 maja 2020 at 23:24
      Permalink

      Była o tym już Szalona Teoria A nawet trzy 🙂

      Reply
  • 13 maja 2020 at 22:47
    Permalink

    Mam kilka pytań:
    1. List Neda w lochu. Pod koniec GoT Ned rozmawiał z Varysem, poprosił o pergamin i coś do pisania, a także o przekazanie wiadomości. Czy w końcu napisał list? Czego dotyczył? Pochodzenia Jona? Jaki może mieć to wpływ na dalszą akcję i czy w ogóle Martin będzie do tego wracał czy jest to raczej jedna z wielu zamkniętych furtek.
    2. Dużo słyszałem o merlingach tu na forum. Zdaję sobie sprawę, że to żarty, ale o co właściwie chodzi z tymi merlingami. Kim one dokładnie miałyby być?
    3. Pytanie może nie zasadne skoro wiemy, że Bran ma ostatecznie zasiąść na tronie (Martin to potwierdził). Chciałem jednak zwrócić uwagę na wizje Melki, która widziała człowieka w drzewie i chłopca (czy coś w ten deseń jednak pewność mam, że chodzi o nich). Według tej wizji są to słudzy wielkiego Innego. Jak do tego się odniesiecie? Czy możliwe, że Bran będzie antagonistą?
    4. Pozostając przy Innych. Moim zdaniem nie są to bezmózgie maszyny do zabijania i mają racjonalny powód, aby ruszać na południe. Czy jest realne, że odbędą się jakieś negocjacje lub wgląd na całą tę wojnę z ich perspektywy?
    5. Pytanie może nie do końca związane z sagą, jednak nurtuje mnie kwestia czy jeśli węża boli gardło, to boli go cały wąż?

    Reply
    • 14 maja 2020 at 13:25
      Permalink

      Też jestem ciekawa tego listu Neda

      Reply
  • 14 maja 2020 at 00:03
    Permalink

    Własnie mnie też ciekawi los stannisa czy jest możliwe aby wygrał bitwy na północy i właczył sie walke o tron? stannis/aegon/tommen/danerys/euron duzo tych pretendentow 😀

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków