After Life (2019-2020: sezony 1-2)

Amerykańska piosenkarka, poetka, diva popkultury – Cherilyn Sarkisian* – zastanawiała się kiedyś “Do you believe in life after love?” Czy istnieje życie po miłości? Jakże głębokie i w ogóle nie tandetne. Żarty odłóżmy jednak na bok, bo jeśli z ukochaną osobą umiera cząstka nas, to co się dzieje z pozostałą resztką naszego jestestwa? Czy to jeszcze życie, czy już tylko wegetacja? A może swoiste życie po życiu? After life?

Kadr z serialu "After Life"
Najpierw było pięknie…

Jeden z najbardziej znanych i uznanych brytyjskich komików też się nad tym zastanawiał. Aż pod egidą Netflixa napisał i wyreżyserował serial o wiele mówiącym tytule: “After Life”. Zagrał w nim główną rolę i o ile zawodowe doświadczenie Ricky’ego Gervaisa (bo o nim mowa) gwarantuje dobrą zabawę i sporo śmiechu, ogólny wydźwięk produkcji wcale wesoły nie jest.

Tony pochował żonę. Zmarła na raka. Razem z nią, dwa metry pod ziemią, znalazły się fragmenty duszy Tony’ego odpowiedzialne za radość, nadzieję i chęć do życia. Gdyby nie cudowna suczka w typie owczarka niemieckiego – Brandy – Tony popełniłby samobójstwo. Wierna psina jako ostatnia deska ratunku trzyma go jeszcze na powierzchni, ale jak długo można tak wegetować? Na to pytanie odpowiada dwanaście (póki co) odcinków, w których Tony próbuje radzić sobie z traumą i własnymi emocjami.

Kadr z serialu "After Life"
…potem przyszła choroba i zmieniła wszystko.

Brzmi mrocznie, ale jeśli ktoś zna i lubi brytyjski humor, wie, że nie ma tematów tabu i z wszystkiego można się pośmiać. W serialu występuje cała parada genialnych postaci drugoplanowych, których interakcje z głównym bohaterem są źródłem masy świetnych gagów i ironicznych żartów. Jest wścibski listonosz z niską samooceną, lokalna prostytutka (pardon, “seksworkerka”), postrzelony psychiatra, pielęgniarka w domu pomocy społecznej (opiekuje się cierpiącym na demencję ojcem Tony’ego) czy cała załoga lokalnej gazety, w której Tony pracuje. Galeria osobliwości, a każdy jest na swój sposób i sympatyczny i jednocześnie zdrowo pokręcony.

Kadr z serialu "After Life"
Skład redakcyjny lokalnej gazety w pełnej okazałości.

Okazji do wzruszeń nie zabraknie. Tony nie potrafi zerwać z uzależniającym nałogiem składającym się z trzech elementów: picie alkoholu, użalanie się nad sobą i oglądanie materiałów wideo z ukochaną żoną. Część z nich wyjątkowo potrafi dziabnąć nożem w serce, bo Lisa (a tak miała na imię) nakręciła kilkanaście filmików, kiedy wiedziała, że zbliża się koniec. Takich wiecie, osobistych, z przekazem dla Tony’ego. Żeby się nie poddawał i może nawet spróbował szukać szczęścia, kiedy jej już zabraknie. Lisa jest niemniej kąśliwa i ironiczna niż Tony, więc po pierwsze wiadomo co ich połączyło, po drugie: nawet tak smutne momenty bywają przełamane niezłym żartem czy ciętą ripostą.

Historia jest naprawdę prosta i to jedna z jej podstawowych zalet. Nie dzieje się wiele i w epicentrum są bohaterowie, ich wybory, emocje i wspólne relacje. Sposób, w jaki na siebie oddziałują i jak – czasem zupełnie niechcący – albo sobie pomagają, albo wręcz przeciwnie. Drobne momenty, małe zwycięstwa, chwile, kiedy Tony czuje się lepiej czy kiedy sprawia, że dzięki niemu inni są lepsi albo ciut mniej nieszczęśliwi w codziennej walce z rzeczywistością – to sól tej ziemi, tego serialu.

Kadr z serialu "After Life"
Doborowa, nieproszona kompania śniadaniowa. Od prawej: Tony, prostytutka (przepraszam, “seksworkerka”) Roxy i listonosz… Pat. Tak, to jest ten poziom autoironii.

Jeśli miałbym na cokolwiek narzekać na podstawie dostępnych dwóch sezonów, nie mogę nie wymienić psychiatry. W pierwszej serii miał pomagać głównemu bohaterowi, ale Tony szybko zrewidował kompetencje (a raczej ich brak) terapeuty. W drugiej serii pomocy potrzebuje Matt, brat zmarłej Lisy. Nie wiem, jaki miał być cel przemiany, ale psychiatra nagle stał się… pamiętacie Stiflera z “American Pie”? Wyobraźcie sobie taką postać, tylko 5 razy bardziej obleśną i 10 razy bardziej przerysowaną. Ani te jego obrzydliwe teksty zabawne, ani potrzebne. Do reszty pasuje jak pięść do nosa. W drugim sezonie jest też odrobinę za dużo momentów ckliwych, które albo wydają się dziwnie niezasłużone (nic nie wskazywało, że dany bohater zachowa się tak, a nie inaczej), albo słodyczy w nich tyle, że zaczyna trącić komedią romantyczną. To są jednak drobne detale, które nie mają wpływu na świetną kondycję całej produkcji.

Kadr z serialu "After Life"
W drugim sezonie psychiatra dryfuje w takie rejony, że w ogóle powinien wypaść z obsady.

Zalecałbym jedynie dawkowanie sobie po jednym odcinku dziennie. “After Life” nie nadaje się do tzw. “binge’owania”, czyli oglądania ciurkiem całości. Tu trzeba się zastanowić, rozsmakować, poczuć trochę tej słodyczy i tej goryczy, którą nam Gervais serwuje w bardzo wyważonych ilościach. Pochłanianie za szybko zabije wykwintny smak potrawy. Nie mogę doczekać się trzeciej serii, bo tak druga jak i pierwsza były bardzo satysfakcjonujące, a jednocześnie zostawiły odpowiedni poziom niedosytu. Polecam.

Kadr z serialu "After Life"
Może udawać, że nie pamięta, ale zamordowania Robba, jego żony i Catelyn nigdy mu nie wybaczę!

PS Ciekawostka: ojca Tony’ego gra David Bradley znany jako woźny z Hogwartu, a miłośnikom Gry o Tron bardziej jako Walder Frey. Jest to o tyle istotny element obsady, że David gra w “After life” bezbronnego starca z Alzheimerem, a mimo to ciągle miałem nadzieję, że ktoś go skróci o głowę za to, co zrobił podczas krwawych godów Starkowi i jego rodzinie. Chyba przesiąkłem prozą Martina i serialem zbyt mocno. Grootronoza jako nowa jednostka chorobowa?

* – znana szerszej publiczności jako Cher.

-->

Kilka komentarzy do "After Life (2019-2020: sezony 1-2)"

  • 6 maja 2020 at 23:37
    Permalink

    “Zalecałbym jedynie dawkowanie sobie po jednym odcinku dziennie. “After Life” nie nadaje się do tzw. “binge’owania”, czyli oglądania ciurkiem całości. Tu trzeba się zastanowić, rozsmakować, poczuć trochę tej słodyczy i tej goryczy, którą nam Gervais serwuje w bardzo wyważonych ilościach. Pochłanianie za szybko zabije wykwintny smak potrawy. ”

    ee tam, ja obejrzalem caly sezon za 1 razem i nie zaluje xD

    Reply
    • SithFrog
      7 maja 2020 at 12:52
      Permalink

      Nie mówię, że się nie da, ale wydaje mi się, że to jak z dobrym winem/piwem/whisky: lepiej po łyczku i celebrować, rozsmakować się niż chlup do dna 😉

      Reply
      • 7 maja 2020 at 18:49
        Permalink

        ogólnie to uważam, że binge-watching jest jednym z rakow wspolczesnego nadkonsumpcjonizmu. mało ktory tworca (jeszcze?) tworzy swoj serial z mysla o napieprzaniu odcinków jeden po drugim. dzieje sie wtedy krzywda, bo widz zapamietuje tylko ogolne wrazenie, nie ma szansy dostrzec poukrywanych smaczkow. do dzisiaj bola mnie zeby na wspomnienie, jak w czasie studiow doslownie “zjadlem” Sopranos w bodaj tydzień (oczywiscie sesja :P). W ogole nic z tego serialu nie pamietalem, a na pytanie czy dobry odpowiadalem “ekstra”, chociaz nie bardzo mialem w glowie argumenty, dlaczego.

        po latach obejrzalem calosc w ludzki sposób i do dzisiaj uwazam, ze to jeden z najlepszych seriali wszechczasow.

        Reply
        • SithFrog
          7 maja 2020 at 19:18
          Permalink

          Wydaje mi się, że to mocno zależy od serialu. Są wciągające historie, które “płyną” jak dobry i długi film i binge-watching nie jest zły, oczywiście o ile nie jest to 20-godzinne posiedzenie.

          Natomiast procedurale na przykład są fajne kiedy się je dawkuje po 2-3 góra na jedno posiedzenie. Tak oglądałem kiedyś House’a i Supernaturala.

          Wszyscy myśleli, że po netflixowej rewolucji “wszystko na raz” stare już nie wróci, ale Mandalorianin na Disney+, Watchmen na HBO i The Last Dance na (o dziwo) Netflixie pokazują, że dawkowanie wcale nie jest złe.

          Reply
  • 29 maja 2020 at 17:28
    Permalink

    Piekny serial. Tak inny w tym chlamie jakim jest Netflix.

    Reply
    • SithFrog
      31 maja 2020 at 21:31
      Permalink

      Piękny, ale czasem tak wali w bebechy, że zamiast się śmiać musisz sięgać po chusteczki. Co w sumie jest zaletą w zalewie sitcomów.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków