Demaskuj z DaeLem: Ashida Kim

Niektórym będzie trudno w to uwierzyć, ale żyje na świecie człowiek, który zdobył czarny pas we wszystkich sztukach walki. Nawet tych, które nie przyznają pasów. Osiągnął perfekcyjną kontrolę nad ciałem, pozwalającą mu uchylać się przed pociskami. Opanował wszystkie sekrety ninjitsu. Potrafi wspinać się na mury jak ninja. Znikać z oczu jak ninja. Uprawiać miłość jak ninja. To Ashida Kim.

Choć tak naprawdę nazywa się Radford W. Davis i jak twierdzą różni nikczemnicy, Azję zna tylko z telewizji. Nie przeszkodziło mu to jednak zostać jednym z najbardziej płodnych (ma na koncie ponad 30 książek, w tym kilka autentycznych bestsellerów) autorów piszących na temat ninjitsu.

Niektóre książki Ashidy Kima zostały wydane również w Polsce…

Temat ninja jest polem aktywności dla wielu podejrzanych osobowości. To przestrzeń, która otwarcie przyjmuje ludzi z bujną wyobraźnią. Wynika to przede wszystkim z braku historycznych źródeł. Do dziś trwają spory historyków na temat tego, czy ninja (rozumiani jako klany najemników zajmujących się szpiegostwem i zabójstwami) w ogóle istnieli, czy po prostu mamy do czynienia z wyolbrzymioną legendą, której źródłem są zwyczajne oddziały żołnierzy wyszkolonych w sabotażu. Nic więc dziwnego, że niejeden fantasta snuł na ten temat zmyślone opowieści. Ale nawet przyjąwszy, że ninja istnieli, ba, nawet wierząc w większość przerysowanych legend na ich temat, trzeba przyznać, że Ashida Kim jest kimś wyjątkowym.

Podczas gdy większość mistrzów ninjitsu wywodzi tradycję swej sztuki od japońskich szpiegów żyjących kilkaset lat temu, Ashida Kim nie przebiera w środkach, opowiadając, że ninjitsu powstało 6 tysięcy lat temu na Atlantydzie. Gdy zwyczajny hochsztapler pisze o „dotyku śmierci” i innych tajemniczych technikach walki, Ashida Kim udziela porad na temat tego, jak czytać cudze myśli, tańczyć, a nawet dostarczać kobiecie ekstatycznej przyjemności.

…choć niestety nie ma wśród nich tej, na której najbardziej mi zależało. Na wypadek, gdyby ktoś myślał, że ta okładka to żart, oświadczam, że to autentyk. Choć sam nie wierzyłem.

Ashida Kim demonstruje nawet swoje umiejętności na wideo. To znaczy umiejętności w sztukach walki. Co do pozostałych nie mogę się wypowiedzieć. Poniżej przedstawiam dowód na posiadaną przez Kima zdolność unikania wystrzelonych pocisków. Ostrzegam – to materiał tylko dla widzów o mocnych nerwach.

 

Nie wiem jak Was, ale mnie to przekonuje. I nie dziwię się, że facet zyskał sobie w Stanach Zjednoczonych tak wielką renomę (choć prawdę powiedziawszy jego okres największej chwały przypadł na lata 90. ubiegłego wieku). Naturalnie sceptycy zawsze będą kwestionować umiejętności mistrza ninjitsu. Pewnie przydałaby się demonstracja tych zdolności na żywo. Niestety, choć Ashida Kim jest największym wojownikiem naszych czasów, unika uczestnictwa w turniejach i wszelkich innych formach walki z żywymi ludźmi. Od tych, którzy chcieliby spróbować przeciw niemu swych sił, wymaga uiszczenia 10 tysięcy dolarów. Ale gdy w końcu znajduje się śmiałek (co miało miejsce kilka lat temu), mistrz odmawia. W końcu mógłby przypadkiem kogoś zabić. Na pocieszenie i za znacznie mniejszą kwotę – 100 dolarów – przydziela swoim sympatykom certyfikaty poświadczające zdobycie czarnego pasa w dowolnej sztuce walki. Naturalnie również w tych, które nie korzystają z systemu pasów. Kto skrytobójcy zabroni?

Śmiercionośne techniki.

Dla porządku należy odnotować, że Ashida Kim dokonał publicznej prezentacji swoich umiejętności podczas pokazowej walki zapaśniczej w stylu shoot (będących połączeniem zapasów z kickboxingiem) w 1989 roku. Przed, po i w trakcie walki Kim pozostawał zamaskowany, co wzbudziło uzasadniony sceptycyzm osób podejrzewających, iż „mistrz ninjitsu” wynajął jakiegoś prawdziwego zapaśnika na swoje miejsce. Nie bez znaczenia był też fakt, że zamaskowany Ashida Kim był o dobre 10 cm wyższy od Ashidy Kima bez maski. Kto wie, może to też jakaś antyczna sztuczka ninja?

Wzrok Was nie myli. To Ashida Kim i Frank Dux.

Dziś Ashida Kim jest już grubo po sześćdziesiątce, ale nie przeszkadza mu to nadal twierdzić, iż jest najgroźniejszym i najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na Ziemi. Czasami dzieli się tym tytułem ze swoim dobrym znajomym – i bohaterem ostatniego odcinka “Demaskuj z DaeLem” – Frankiem Duxem.

A jednak nawet tak potężny wojownik przegrał w swym życiu jedną batalię – z prawnikami. Kim przez dobrych 30 lat twierdził, że jest mistrzem Black Dragon Fighting Society – stowarzyszenia założonego przez innego hochsztaplera (choć autentycznie znającego karate) używającego pseudonimu Count Dante. Organizacja, która całą swą działalność sprowadzała do sprzedawania naiwnym nastolatkom historyjek o tajemniczych i śmiercionośnych ciosach, uznała, że taki świr jak Ashida Kim psuje im biznes. Kim musiał więc przyznać, że jego związki z BDFS nie istnieją. I że organizacja nie powstała na Atlantydzie. A może to po prostu kolejny trik ostatniego wielkiego mistrza ninjitsu? Ja nie czuję się na siłach, by odpowiedzieć. Zamiast tego idę trenować lewitację.

-->

Kilka komentarzy do "Demaskuj z DaeLem: Ashida Kim"

  • 7 lipca 2019 at 15:06
    Permalink

    Myślę że następnym bohaterem cyklu powinien być niejaki Dick Marcinko. Wokół tego pana też narosło sporo legend (podsycanym przez niego samego).

    Reply
    • 7 lipca 2019 at 23:25
      Permalink

      Po co daleko szukać. Jest nasz słynny detektyw ?

      Reply
  • 7 lipca 2019 at 18:20
    Permalink

    “The Amorous Adventures of Ashida Kim”
    czekamy na recenzję 😀

    Reply
    • SithFrog
      8 lipca 2019 at 09:33
      Permalink

      Nie lepiej coś własnego? “Daelowy przewodnik po nagich tyłkach i biustach GoT” albo “Na smoka czy na wilkora? Daelowy poradnik do sypialni, inspirowany twórczością Martina”.

      Czytałbym 😛

      Reply
  • SithFrog
    8 lipca 2019 at 09:33
    Permalink

    Ja wiem, że było ostrzeżenie, ale ten film ze strzelaniem powinien być dodatkowo za jakimś zabezpieczeniem captcha albo skanerem dowodu osobistego. Zdecydowanie zbyt mocny materiał.

    Reply
  • 8 lipca 2019 at 11:19
    Permalink

    Film przekozacki. Zwłaszcza moment łapania kuli w locie. Dawno się tak nie uśmiałem. Te kocie ruchy. Naszym chłopakom przydało by się tyle luzu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków