Demaskuj z DaeLem: Frank Dux i Krwawy Sport

„Krwawy Sport” z Jean-Claudem Van Dammem pozostaje jednym z klasyków kina akcji z lat 80. Historia Kumite – organizowanego w Hongkongu tajnego i nielegalnego turnieju, podczas którego ścierają się najgroźniejsi adepci sztuk walki – była głupiutka, ale wciągająca. W niemałą konfuzję mogą za to wprowadzić widza napisy końcowe, sugerujące, jakoby fantastyczna historia była oparta na faktach.

Choć wydaje się to nieprawdopodobne, „Krwawy Sport” jest filmem pseudo-biograficznym, zrealizowanym na podstawie opowieści jednego z największych oszustów w historii sztuk walki. Nazywa się on Frank Dux i jeśli potraktować jego słowa serio, to trzeba przyjąć, że był ninją, szpiegiem, żołnierzem piechoty morskiej, największym wojownikiem świata i bohaterem wojennym. A to wszystko jeszcze przed ukończeniem dwudziestego roku życia.

Prawdziwy (choć też nie do końca) Frank Dux.

Niewiarygodna historia życia Franka Duxa zaczyna się na długo przed turniejem Kumite. W swojej autobiografii Dux stwierdził, że jego prawdziwe szkolenie w sztukach walki zaczęło się, gdy miał 13 lat. Wtedy to, podczas turnieju judo, poznał Senzo „Tygrysa” Tanakę – byłego oficera japońskiego wywiadu i ninję praktykującego styl Koga Yamabushi. Fakt, iż nikt poza Duxem nie słyszał ani o tajemniczym Senzo Tanace, ani trenowanym przez niego stylu ninjitsu, potwierdzał tylko, jak ekskluzywna i sekretna była wiedza zdobyta przez późniejszego zwycięzcę Kumite. Sceptycy zwracali uwagę na fakt, iż „Tygrys” Tanaka dowodzący hordami ninja jest postacią z „Żyje się tylko dwa razy” – piątego filmu o przygodach Jamesa Bonda. Dux ripostował, że to twórcy filmu o Bondzie „ukradli” tożsamość mistrza ninjitsu, nie na odwrót. Argumentu tego używał zresztą znaczenie częściej, ilekroć ktoś zauważał dziwne zbieżności, pomiędzy biografią mistrza sztuk walki, a fabułą popularnych filmów akcji.

Zresztą znajomość z postacią z filmów o Bondzie to nie jedyny związek Duxa ze światem wywiadu. Amerykański ninja twierdził między innymi, że w wieku 16 lat rozpoczął szkolenie mające przygotować go do pracy wywiadowczej. W kolejnych latach, wciąż jako nastolatek, miał uczestniczyć w szeregu misji dla CIA, zdobywając liczne amerykańskie ordery wojskowe (w tym odznaczenie najwyższe – Medal Honoru). Oczywiście jako tajny agent nie mógł otrzymać ich w sposób jawny (stąd brak wzmianki w oficjalnych rejestrach).

I Frank Dux filmowy.

Prawdziwym przełomem miał być dla Duxa rok 1975. Wówczas umarł (wyimaginowany) mistrz ninja, który szkolił hochsztaplera. W tym samym roku Dux odbył (rzekomo) szkolenie w korpusie piechoty morskiej i otrzymał awans do stopnia kaprala.  Został też oficjalnym instruktorem marines i wykonywał dla CIA misję w Laosie, w trakcie której otrzymał ranę brzucha od wrogiego bagnetu. Ponadto uczęszczał na zajęcia w bazie marynarki wojennej w Coronado, gdzie poznał koreańską sztukę walki Hwarangdo. Rok ten obfitował w wydarzenia, którymi można byłoby zapełnić kilka życiorysów. Ale Dux nie był aż tak zajęty, by nie uczestniczyć w turnieju, o którym mówi film „Krwawy Sport”. W 1975 Frank Dux wziął udział w Kumite.

Czym było Kumite? Według Duxa to turniej sztuk walki zapoczątkowany przez Czyngis-chana, a wskrzeszony w XX wieku przez Stowarzyszenie Czarnego Smoka – japońską tajną organizację nacjonalistyczną. Kumite zbierało śmietankę wojowników z całego świata, którzy rywalizowali w szalenie niebezpiecznych warunkach. Trzeciego dnia turnieju walki odbywały się nie na zwykłych arenach, ale na dachach budynków. Dux miał w turnieju zwyciężyć dwukrotnie – w 1975 i 1980.

A to typowa reakcja czytelnika FSGK na bzdury opowiadane przez Duxa.

Nic, co Frank Dux mówił na temat Kumite, nie było możliwe do zweryfikowania. Z wyjątkiem jednej rzeczy – liczby uczestników. Dux stwierdził, że cały turniej zorganizowany jest w systemie pucharowym (to znaczy bez grup, ale wedle zwężającej się drabinki). Dodał też, że zwyciężył po stoczeniu 56 pojedynków. Uzbrojeni w kalkulator możemy więc poznać liczbę partycypantów. Wystarczy podnieść liczbę 2 do 56 potęgi. Jak nietrudno obliczyć, w Kumite musiało wziąć udział 72 057 594 037 927 936 zawodników (słownie: siedemdziesiąt dwa biliardy pięćdziesiąt siedem bilionów pięćset dziewięćdziesiąt cztery miliardy trzydzieści siedem milionów dziewięćset dwadzieścia siedem tysięcy dziewięćset trzydziestu sześciu). To sporo, zważywszy, że na naszej planecie żyło w 1975 niewiele ponad 4 miliardy ludzi. Ale być może Kumite było turniejem galaktycznym.

Na swoich opowieściach Frank Dux zdołał zarobić spory majątek. Przez kilkanaście lat robił też w Hollywood karierę jako konsultant i choreograf scen walki. Kiedy udowadnia się mu kłamstwa (np. brak zapisków ze służby w marines – miał wprawdzie pracować w bazie piechoty morskiej, ale jako elektromonter, nie instruktor), twierdzi, że to kampania dyskredytacji organizowana przez rząd USA. Kiedy ludzie odnajdują jego sprzeczne wypowiedzi, zaprzecza własnym słowom, tłumacząc, że pochodzą one od podstawionego przez CIA sobowtóra. A kiedy reporter LA Times odnalazł dowód na to, iż trofeum zwycięzcy Kumite zostało wykonane na zamówienie i za pieniądze samego Duxa, hochsztapler po prostu nabrał wody w usta. Nawet przyłapany na kłamstwach, dla wielu wyznawców pozostaje największym żyjącym mistrzem ninjitsu.

-->

Kilka komentarzy do "Demaskuj z DaeLem: Frank Dux i Krwawy Sport"

  • 23 czerwca 2019 at 18:54
    Permalink

    “Jak nietrudno obliczyć, w Kumite musiało wziąć udział 72057594037927936 zawodników (słownie: siedemdziesiąt dwa biliardy pięćdziesiąt siedem bilionów pięćset dziewięćdziesiąt cztery miliardy trzydzieści siedem milionów dziewięćset dwadzieścia siedem tysięcy dziewięćset trzydziestu sześciu). To sporo, zważywszy, że na naszej planecie żyło w 1975 niewiele ponad 4 miliardy ludzi. Ale być może Kumite było turniejem galaktycznym.”

    Made my day 😀

    Reply
    • DaeL
      23 czerwca 2019 at 20:50
      Permalink

      Nawet nie źródło inspiracji, bo nie widziałem wcześniej tego tekstu. Tyle, że jedno ze źródeł z których korzystałem pokrywa się z jednym ze źródeł tamtego artykułu (historia Tanaki).

      Reply
  • 23 czerwca 2019 at 20:15
    Permalink

    Ale sam film to taki klasyk ze w sumie ze słabej ściemy wyszło arcydzieło kina kopanego 😉 złe drzewo zrodziło dobre owoce

    Reply
  • 23 czerwca 2019 at 21:20
    Permalink

    Z kalkulatorem próbujesz być zabawny na siłę. Drabinki pucharowe są bardziej skomplikowane. Różne repasaże, preeliminacje, podgrupy i dzikie karty. Chyba nie istnieje drabinka, w której sprawdzałoby się proste podnoszenie do potęgi.

    Jedna rzecz w tej historii jest prawdziwa. Nie wątpię, że takie turnieje jak kumite odbywają się na świecie. Muszą, to logiczne. ‘Bloodsport’ to świetny film kopany i jedna z możliwych wersji takiego turnieju.

    Reply
    • 23 czerwca 2019 at 22:42
      Permalink

      drabinka to wlasnie proste podnoszenie do potegi – jesli sa modyfikacje to mamy system mieszany

      Reply
    • 24 czerwca 2019 at 01:48
      Permalink

      “Nie wątpię, że takie turnieje jak kumite odbywają się na świecie. Muszą, to logiczne.”
      A w podziemiach tajnej świątyni Salomona w Nowym Jorku siedmiu żydowskich kapłanów zbiera się, żeby decydować o losach świata. Muszą. To też logiczne.

      Reply
      • 24 czerwca 2019 at 12:36
        Permalink

        Nie. To nie to samo. Nie ma podstaw. A podstawą do istnienia turniejów nielegalnych jest istnienie tych legalnych. Obwarowanych zasadami, sędziami i mediami (mma mam na myśli). Na bank są tacy, którzy chcieliby to oglądać i zakładać się o to w wersji bardziej hard. I mają na to kasę.

        Reply
        • 24 czerwca 2019 at 12:47
          Permalink

          a ma pan dowut? nie ma pan

          Reply
        • 25 czerwca 2019 at 15:08
          Permalink

          Ee tam. To tak jak z filmami snuff. Niby są, ale nikt nigdy żadnego nie widział. Kolejna miejska legenda. Jedyne nielegalne turnieje, które widział świat, to te z kiepskich amerykańskich filmów. 🙂 Gdyby naprawdę były, to już dawno któryś by się sypnął. Dziennikarze docierają do narkotykowych baronów, tajemnic rządowych agencji, ośrodków badań nuklearnych, a nie wytropiliby głupiej nawalanki? Wierzę w spiski, ale nie w te superinteligentne. Świat jest niestety bardziej przaśny niż tajemniczy.

          Reply
          • 1 lipca 2019 at 20:07
            Permalink

            To się dzieje na jakiś azjatyckich zadupiach. Dziennikarze mają te rejony gdzieś. Turnieje muszą być. To wiadomo co najmniej od rzymskich gladiatorów. A prawa podaży i popytu MUSZĄ zostać zaspokojone. Legalnie zaspokoić się ich nie da, zaraz się wszyscy zaczną czepiać. Potrzebne jest kumite. Albo coś o podobnej nazwie.

            Zwracam uwagę na rolę nielegalnych zakładów sportowych i ustawionych zawodów. To się dzieje daleko, w innych częściach świata. Im dalej od cywilizowanego świata, tym lepiej.

            Reply
  • 24 czerwca 2019 at 00:48
    Permalink

    Powiem szczerze: po przeczytaniu tekstu czuję się jak w dniu gdy dowiedziałem się że Święty Mikołaj nie istnieje 🙁 dzieciństwo zniszczone 🙂

    Prawdziwym Amerykańskim Ninją był tylko ON https://media.teleman.pl/photos/Amerykanski-Ninja-1985.jpg Michael Dudikoff on na pewno nie był podrabiańcem, ah oglądało się, było to głupie ale jakie dobre 😀

    Powiem szczerze że uwielbiam te artykuły z czapy Daelu, idźcie dalej tą drogą. Pozdrawiam i życzę wiecznej weny i zapału 🙂

    Reply
  • Pingback: Demaskuj z DaeLem: Ashida Kim – FSGK.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków