Deadpool 2 (2018) – dwugłos SithFroga i Pquelima

SithFrog: “Deadpool” był kompletnym zaskoczeniem. Komiksowy hit drwiący wyśmiewający reguły i klisze gatunku. Jakby tego było mało – na ekranie nie zabrakło krwi, flaków i odciętych kończyn. Za pierwszym razem się udało, ale to mógł być też zwyczajnie efekt zaskoczenia i szoku. Dużo trudniej, szczególnie komediom, dorobić się sequelu, który chociażby dorównuje pierwszej części.

“Deadpoolowi 2” się udało, chyba na każdym możliwym poziomie. Znów króluje humor w ilościach wręcz trudnych do opisania. Spektrum żartów jest bardzo szerokie. Od ordynarnych dowcipów o częściach intymnych, defekacji czy “teabaggingu” przez łamanie tzw. czwartej ściany, po tradycyjną już bekę z całego komiksowo-filmowego świata superbohaterów. Wade Wilson nie oszczędza nikogo. Praktycznie cały seans albo się śmiałem, albo parskałem, albo przynajmniej miałem kąciki ust wyżej niż w tradycyjnym stanie spoczynkowym. Wiadomo – jeśli ktoś spodziewa się tu intelektualnych zabaw z wczesnego Allena może się rozczarować, ale to nie będzie wina filmu.

Kadr z filmu "Deadpool 2"
Cable – kawał konkretnego skur….a, aż dziwne, że nie pokazali jego tytanowych cojones

Zmiana reżysera okazała się korzystnym zabiegiem. Niby dostajemy to samo, ale niekoniecznie tak samo. David Leitch, (współ-reżyser “Johna Wicka”, reżyser “Atomic Blonde”) postawił na… pogłębienie postaci Wade’a Wilsona i na bardziej rozbudowaną fabułę. Nie chcę nawet streszczać tu historii, bo ta od początku zaskakuje i kilka razy skręca w rejony, o które nie podejrzewałbym Deadpoola. W kilku miejscach robi się naprawdę poważnie, a przy jednej czy dwóch scenach można się nawet… wzruszyć? Dla mnie – szok. Pierwsza część była jazdą bez trzymanki, pretekstową fabułą z toną żartów. Dwójka natomiast nie idzie na taką łatwiznę i próbuje przemycić morał poważniejszy niż mogłoby się wydawać. Emocjonalnie film zaangażował mnie bardziej chyba nawet niż ostatnia pozycja z “Avengers” w tytule. Może przez prezentowanie wydarzeń na mniejszą skalę, a może dlatego, że zamiast ratowania świata mamy tu opowieść o… rodzinie? A także o tym jak każdy człowiek inaczej radzi sobie z bólem, traumą i poczuciem straty. Tego się po śmieszkującym Wilsonie nie spodziewałem.

Kadr z filmu "Deadpool 2"
X-Force czyli ekipa do zadań specjalnych, jak bardzo namieszają w planach Cable’a?

Leitch skorzystał także ze swojego doświadczenia jako kaskader. Dynamiczne sceny akcji są na porządku dziennym. Sekwencje są zróżnicowane i widowiskowe. Ani nie nudzą, ani nie zostawiają niedosytu. Pojedynki Deadpoola z Cable’em – czarnym charakterem ze zwiastunów – to wisienka na torcie. Widać też, że po sukcesie poprzednika, część numer dwa miała większy budżet na efekty specjalne. Jest tu rozmach i odpowiednie wykorzystanie zainwestowanych w CGI pieniędzy. Fanów gore ucieszy też wiadomość, że jeszcze mocniej wykorzystano fakt produkowania filmu tylko dla dorosłych. Krwi, obciętych kończyn i paskudnych cięć nie zabraknie na pewno.

Kadr z filmu "Deadpool 2"
Domino ma ogromny potencjał, Zazie Beetz jest świetna, ale trochę jej za mało w filmie

Ryana Reynoldsa chwalić nie muszę. Nadal cieszy się rolą i czuć, że to jego “passion project”. W rolę Wade’a wkłada maksimum wysiłku i niepodzielnie rządzi…łby na ekranie gdyby nie Josh Brolin. Dopiero co nawiedzał kina (zdaje się, że nadal nawiedza) jako Thanos, a już wraca na ekrany jako Cable. Żołnierz z przyszłości, niestrudzony mściciel i główny przeciwnik Deadpoola. Brolin ma chyba najlepszy okres w karierze i także w tej produkcji nie odcina kuponów, nie sięga po łatwą kasę. Robi swoje wyśmienicie. Ostatni, ale nie mniej ważni: znany z “Dzikich łowów” (polecam!) Julian Dennison jako Russel i Zazie Beetz jako Domino również pokazali się z najlepszej strony. Jedyne nad czym ubolewam: zbyt skąpy udział Domino w historii. Mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach dostanie więcej czasu na ekranie. Mistrzowsko wypadają przeróżne epizody znanych aktorów, w tym chyba najkrótsze i najbardziej zaskakujące “cameo” w historii. Nie zdradzę jednak żadnych szczegółów, warto przekonać się na własne oczy. I nie mrugać za dużo, bo można przegapić.

Kadr z filmu "Deadpool 2"
Wokół Russella kręci się cała historia, ale nie jest postacią jednoznaczną

Chwalę i chwalę i końca nie widać. Nie jest jednak aż tak kolorowo. Przede wszystkim część żartów za pięć lat będzie niezrozumiała, a część już dziś trąci myszką. Ktoś jeszcze pamięta modę na dubstep? Jaki mamy rok obecnie? Kilka dowcipów nawiązuje do pierwszego Deadpoola. Taki recycling zawsze biorę za oznakę lenistwa scenarzystów (Rhett Reese, Paul Wernick). Fajnie jest kpić z samych siebie, ale kiedy kiedy żart z odrastającą ręką zamienia się w długą i pod koniec męczącą scenę, to jest to zmarnowanie potencjału. Sami twórcy ustami Wilsona kilka razy pomstują na lenistwo scenarzystów, ale nie można wiecznie wykręcać się sianem w ten sposób.

Trzeba wspomnieć jeszcze o jednym. Aby czerpać pełną przyjemność z seansu należy być dobrze obeznanym z kinem superbohaterskim. Filmy z serii X-Men, MCU, uniwersum DC – jeśli ktoś nie zna zbyt dobrze albo wcale, sporo dowcipów będzie niezrozumiałych.

Dubstep? Żarty z dubstepu? Ktoś jeszcze w ogóle pamięta dubstep?

Brakowało mi też kilku momentów na złapanie oddechu. Mniejszy chaos w scenariuszu mógłby jeszcze lepiej podkreślić morał, który “Deadpool 2” przemyca w swojej historii. Czasami akcja gna tak szybko, jest tak gęsto poprzetykana gagami, że można zapomnieć o co tutaj tak naprawdę toczy się gra.

Trudno w dzisiejszym świecie sprzedać widowni nowego bohatera, ale jeszcze trudniej sprzedać go po raz drugi. Szczególnie w najtrudniejszym możliwym gatunku – komedii. Nie chcę tu powiedzieć, że druga odsłona “Deadpoola” jest jakimś epokowym dziełem. Nic z tych rzeczy, ale jeśli komuś podobał się pierwszy film, drugi raczej nie zawiedzie. Osobiście oczekiwałem powtórki z rozrywki i to właśnie dostałem, ale z kilkoma gratisami, które w moim odczuciu stawiają sequel odrobinę wyżej niż część pierwszą.


Pquelim: Ocenianie filmów takich jak “Deadpool 2” moim zdaniem mija się z podstawową funkcją krytyki, jaką jest ocena poszczególnych elementów zastosowanych w utworze. “Deadpool” nie daje się w ten sposób ugryźć – scenariusz jest celowo fatalny, niektóre sceny specjalnie nie mają sensu, a utrzymywanie jakiegokolwiek “kanonu” opowieści, nawet blockbusterowej, zwyczajnie nie ma tutaj miejsca. W pewnym sensie jest to popkulturalny postmodernista, który lekceważy nawet tak luźne granice filmowej opowieści, jakie w swoim MCU od lat stosuje Marvel. Ten zabieg ma jednak jedną, niepowtarzalną zaletę: działa. Sequel uniknął pułapki powtarzalności, chociaż głownie przez to, że jeszcze nikt takiej historii nie powtarzał i musi minąć trochę czasu, zanim bohater w stylu “Deadpoola” się światowej widowni opatrzy. Zdaje się, że impetu wystarczy im na jeszcze dobrych kilka części, o ile konkurencja nie wpadnie na podobny pomysł i nie odpali innej, podobnej gatunkowo franczyzy.

Na razie jest jednak Ryan Reynolds w roli rozgotowanego Freddy’ego Kruegera i to jego wypada tutaj pochwalić. Bawi się rolą w każdej scenie, z automatyzmem karabinu maszynowego wypluwa sarkastyczne i ironiczne bon-moty, które – jak słusznie Sith zauważył – prawdopodobnie już za kilka lat w większości przestaną być aktualne. Jest bardzo śmiesznie, chociaż w porównaniu z pierwszą częścią odniosłem wrażenie, że scenarzyści nie tylko postawili na jawny recykling stosowanych już zabiegów, ale też trochę przesadzili z ich intensyfikacją. Momentami jest tak sucho i żenująco, że ociera się o wywołujący zażenowanie, nieudany pastisz rodem z 2135-tych częsci “Strasznego Filmu”. Na szczęście – to tylko momenty. Fabuła jest akuratnie zakręcona i nie pozwala się nudzić – może poza końcówką, która zbyt długo utrzymana jest w romantyczno-melodramatycznym tonie. Bohaterowie drugiego planu sprawiają świetne wrażenie, oprócz wymienionych powyżej warto zwrócić uwagę również na sympatycznego Karana Soniego, czyli Dopindera znanego jeszcze z pierwszej części.

U Deadpoola jak zwykle, wszystko od d… strony.

Podczas seansu utyskiwałem również na muzykę – soundtrack nie jest kiepski, ale zestawienie niektórych piosenek z akcją na ekranie zwyczajnie mi nie pasowało. Rozumiem ideę kontrastowania jednego z drugim, ale w moim przypadku efekt był taki, że zastosowane numery przeszkadzały mi w odbiorze scen akcji. Poza tym – wszystko jest na swoim miejscu, tzn. nic nie jest na swoim miejscu, ale tak właśnie ma być. Krew leje się wiadrami, czwarta ściana pada już w pierwszych minutach seansu, a rozkosznie zabawne nawiązania do Logana, DCU, MCU, Green Lantern i całej masy innych utworów wciąż stanowią najsilniejsza stronę filmu. I nawet, jeśli chciałoby się czasami krzyknąć, że to gwałt, że nie o to w kinematografii winno chodzić, to zaraz trafia się kolejna scena udowadniająca i przekonująca – że jednak tak, że w tym konkretnym przypadku właśnie tyle musi widzowi wystarczyć. I wystarcza.

“Deadpool 2” umiejętnie zagrał na tym samym instrumencie, a dzięki milionowym nakładom na CGI, liczne występy gwiazd, bezkompromisowemu wyśmiewaniu całego gatunku oraz odważnej decyzji o PEGI-18, wciąż jest to melodia warta Waszej uwagi. Zastanawiam się, czy Marvel (po połączeniu z wytwórnią Fox) zdecyduje się utrzymać tę postać we własnym świecie – nie da się bowiem ukryć, że dowcipny i niepoprawny mściciel wręcz idealnie nadaje się na drugoplanowe “comic relief” w projekcie o większej kondensacji gwiazd i Mściwojów na ekranie. To powiedziawszy – ode mnie film zasłużył na słabą siódemkę (a może tylko mocną szóstkę… ale poddałem się presji psychicznej ludzi twierdzących, że zasługuje na siódemkę).

Kilka komentarzy do "Deadpool 2 (2018) – dwugłos SithFroga i Pquelima"

  • 23 maja 2018 at 13:08
    Permalink

    Pq recenzuje kasowy hit? O tempora… 🙂

    Czyli ze warto isc, jak mi sie jedynka podobala?

    Reply
    • SithFrog
      23 maja 2018 at 13:19
      Permalink

      Zdecydowanie warto.

      Reply
    • 23 maja 2018 at 14:09
      Permalink

      lol, jakby ci powiedzieli ze nie warto to bys nie poszedl? xD

      Reply
  • 23 maja 2018 at 13:32
    Permalink

    I to jest zasadnicza różnica między nami 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków