Ciche miejsce (2018)

Bohater ucieka, chowa się i czeka w napięciu, a czarny charakter/potwór/duch powoli nadchodzi, rozgląda się i nasłuchuje. Kto wygra ten pojedynek? Komu pierwszemu zabraknie zimnej krwi? Znacie te sceny, bo można je znaleźć w co drugim horrorze/thrillerze. A gdyby tak zrobić cały film w oparciu o znajomy motyw? Brzmi banalnie, ale często to własnie proste pomysły są najlepsze. Reżyser i scenarzysta, a także aktor (o swojsko brzmiącym nazwisku) John Krasinski zabiera nas w podróż po świecie wypełnionym ciszą.

W niedalekiej przyszłości pojawiły się potwory dziesiątkujące ludzkość. Są niewidome, silne, krwiożercze i mają niesamowicie wrażliwy słuch. Tak bardzo wrażliwy i precyzyjny, że przy tych monstrach nietoperz to Beethoven w ostatnich latach życia. Wydanie przez człowieka głośniejszy dźwięk to natychmiastowy wyrok śmierci.  Lee Abbot (wspomniany Krasinski) wraz z żoną (Emily Blunt) i trójką dzieci próbuje dopasować się do nowej rzeczywistości. Jest to o tyle trudniejsze, że najstarsza córka jest głuchoniema i z oczywistych względów trudno jej poruszać się po świecie, w którym każdy hałas jest zabójczy.

Kadr z filmu "Ciche miejsce"
Zwykła rodzina w niezwykłych okolicznościach

“Ciche miejsce” to według mnie dobry, ale nie do końca przemyślany film. Skupienie się na zmaganiach jednej rodziny z postapokaliptycznym światem to świetny pomysł. Poznajemy ich wzajemne relacje, ich traumy i ich małe, codziennie sprawy. Bardzo szybko i łatwo widz może poczuć emocjonalną więź z bohaterami. Brak tła historycznego też działa na korzyść filmu. O tym, jak doszło do katastrofy ludzkości dowiemy się niewiele. Ot, kilka strzępków z nagłówków. Dodaje to opowieści sporo tajemniczości, ale jednocześnie nie zostawia poczucia niedosytu. Klimat ciągłego zagrożenia wylewa się z ekranu i nigdy nie wiadomo z jakiej strony nadejdzie zagrożenie. Ktoś kaszlnie? Krzyknie z bólu? A może upuści niechcący szklankę? Śmierć wisi nad bohaterami bezlitośnie w każdej minucie seansu.

Kadr z filmu "Ciche miejsce"
Wizji Krasinskiego brakuje detali i szlifów, ale to nadal bardzo przyzwoita produkcja

Krasinski i Blunt prezentują się w swoich rolach znakomicie  – trudno, żeby było inaczej. John i Emily są parą także poza planem filmowym i potrafili przenieść tę specyficzną chemię na ekran. Niezgorzej wypadły ich filmowe dzieci. Noah Jupe jako syn Marcus i Millicent Simmonds jako głuchoniema Regan. Szczególnie ta druga kreacja to jedna z największych zalet produkcji. Dziewczyna jedną miną albo gestem potrafi wyrazić więcej emocji niż niektórzy aktorzy całym swym warsztatem. Można dyskutować na ile to gra, a na ile życie – Millicent naprawdę straciła słuch będąc dzieckiem – ale nie schodziłbym na ten poziom dyskusji. Na ekranie Simmonds kradnie show i jest znakomita w swojej roli.

Kadr z filmu "Ciche miejsce"
Jak być cicho kiedy dla Ciebie cały świat jest wieczną ciszą?

“Czepialstwo” level: ja, czyli dlaczego jednak w “Cichym miejscu” kilka rzeczy mi nie zagrało. Po pierwsze: budowa świata przedstawionego. Kilka rzeczy wypadałoby wyjaśnić widzowi. I nie chodzi tu o przeszłość i przyczynę apokalipsy, ale na przykład o to skąd na tej wyludnionej ziemi prąd w dowolnych ilościach? Jak dokładnie działa zmysł słuchu potworów? Dlaczego nie wystarczy po prostu uciec z miejsca, w którym pojawił się głośny dźwięk? W pewnej scenie bohaterowie chowają się w aucie, a monstrum próbuje ich stamtąd wyciągnąć mimo, że oni znów są cicho. To detale, ale w trakcie seansu drażnią człowieka, nie pozwalając skupić się na historii. Nie pasował mi też schludny, ładny i czysty wygląd bohaterów. Wszędzie chodzą boso – buty są zakazane – a zamiast brudnych “hobbicich” zrogowaciałych stóp mają takie, że Quentin Tarantino mógłby się oślinić (Tarantino jest podofilem, to znaczy fetyszystą stóp – przyp. DaeL). Może to tylko ja zwracam na te rzeczy uwagę, ale po obejrzeniu “Drogi” (polecam całym sobą) na podstawie prozy McCarthy’ego, każda bardziej hollywoodzka i przystępna wizja “postapo” trąci mi fałszem i sztucznością. Na domiar złego w okolicy finału są dwie istotne sceny i nie dość, że łatwo je przewidzieć, to jeszcze swoim patosem nie pasują do stonowanej i kameralnej reszty historii.

Kadr z filmu "Ciche miejsce"
Jedna z mocniejszych scen w filmie.

Nie zagrały mi też pewne wybory bohaterów. Jest pewien specyficzny motyw – nie wiem czy to spojler, bo w zwiastunach się pojawia – mimo to nie chcę konkretyzować. Powiedzmy, że małżeństwo znalazło się w sytuacji, w której w takich okolicznościach nigdy nie powinno się znaleźć. To jak przekreślenie szans na przetrwanie całej rodziny. Nie zabrakło w finale momentów zbyt patetycznych i łzawych, żeby targnęły mną autentyczne emocje. I jakoś tak im dłużej trwał film, tym byłem bardziej… zmęczony. Od połowy drugiego aktu bohaterowie są w ciągłym niebezpieczeństwie i lecimy od jednej sceny zagrożenia do drugiej. Za dużo tego w jednym nieprzerwanym ciągu. Brakło jakiegoś przerywnika, momentu oddechu i przez to napięcie zamiast rosnąć, przelewa się gdzieś między palcami. Zabrakło dobrego i rozsądnego dawkowania strasznych scen. To znaczy strasznych w teorii, bo o ile podobał mi się klimat w “Cichym miejscu”, o tyle nie było nawet jednej sceny, która na serio by mnie przestraszyła.

Na osobne słowa uznania, szczególnie przy niezbyt imponującym budżecie, zasługuje design i wykonanie potworów. Wyglądają autentycznie, poruszają się w ciekawy sposób, od strony technicznej nie mam żadnych zastrzeżeń, a zbliżenie na ich “aparat słuchowy” to już mistrzostwo w tej kategorii. Widziałem już filmy kilkukrotnie droższe z dużo słabszymi efektami specjalnymi (no cześć, “Ready Player One“!). Montaż dźwięku też jest doskonały. Operowanie na zmianę ciszą i hałasem doprowadzono do perfekcji. W filmie, w którym niemal nie ma dialogów ten element musiał zostać zrobiony na najwyższym poziomie. Czapki z głów.

Kadr z filmu "Ciche miejsce"
Nawet w najtrudniejszych momentach bohaterowie muszą być cicho

“Ciche miejsce” to dobrze zrobiony dreszczowiec. Niezbyt straszny, ale potrafiący wciągnąć w swój cichy świat. Brakuje tu kilku szlifów, które mogłyby wykorzystać potencjał historii w pełni. Nie jest to więc absolutnie produkcja na miarę zeszłorocznego “Get out”, ale nadal uważam, że film Krasinskiego warto zobaczyć.

P.S. Zazwyczaj narzekam na fatalne zachowanie widzów na sali kinowej. Dziś odwrotnie: szacunek dla wszystkich widzów na sali Multikina we Wrocławiu obecnych na seansie w piątek o 20:30. Panowała niemal idealna cisza, co jest warunkiem koniecznym to odpowiedniego chłonięcia tego filmu. Nawet ci, którzy reklamy spędzili na chrupaniu popcornu, po 5 minutach seansu odłożyli pudełka z kukurydzą, albo jedli w wyjątkowo cichy sposób.

Kilka komentarzy do "Ciche miejsce (2018)"

    • SithFrog
      17 kwietnia 2018 at 16:26
      Permalink

      Owszem, pytanie czy “Threads” lepsze? Gorsze? Inne? W końcu obejrzę, obiecuję.

      Reply
      • 17 kwietnia 2018 at 19:39
        Permalink

        od drogi lepszym filmem byc nietrudno XD

        Reply
      • 18 kwietnia 2018 at 17:14
        Permalink

        Inne. Threads to niemal dokument, Droga ma więcej poezji.

        Reply
    • 17 kwietnia 2018 at 18:13
      Permalink

      przeciez ta ‘droga’ to szajz, wynudzilem sie na nim strasznie ;/

      Reply
      • SithFrog
        17 kwietnia 2018 at 18:54
        Permalink

        Słów mi brakło 😛

        Najlepszy, najbardziej mroczny, najbardziej pozbawiony nadziei świat post-apo. Jeśli kiedykolwiek jakiś kataklizm spotka ziemię to życie po nim będzie wyglądało dokładnie tak jak “Droga”. Dla mnie to arcydzieło gatunku “post-apo” i bardziej realistycznej wizji nikt nie przedstawił na ekranie.

        Reply
        • 17 kwietnia 2018 at 19:37
          Permalink

          moze byc sobie arcydzielem gatunku post apo(przynajmniej wg ciebie :D), co nie zmienia faktu ze jest filmem nudnym xD rownie dobrze mozna sobie zobaczyc ze 2 sceny tego filmu i wnioski beda takie same jak po obejrzeniu calosci – “najbardziej mroczny, najbardziej pozbawiony nadziei świat post-apo” moze, ale co z tego? dobry film powinien chyba wnosic cos wiecej niz jakis tam klimat, powinien miec jakas wartosc, cos dzieki czemu po obejrzeniu tego nie bedziemy odczuwac, ze stracilismy tylko czas.
          a fabula wyglada tak – gdzies tam sobie ido, cos tam sobie jedzo, gdzies tam umierajo i kunec.

          nie to, zeby ten gatunek sam w sobie byl jakis kiepski, o nie. np. w black mirror z 3 sezonu byl fajny odcinek z post-apo, ktory nie ma w.w. problemow xD polecam. tylko ze to troche jak porownywac naturalne jabluszka prosto z ogrodka do jablek z biedronki(ostatnio mialem nieprzyjemnosc takie konsumowac, nie polecam) xD

          Reply
          • SithFrog
            17 kwietnia 2018 at 22:21
            Permalink

            Wiesz, kwestia subiektywna (ameryki nie odkryłem 🙂 ). Film miał ambicję pokazać jak będzie wyglądała najbardziej realistyczna wizja po katastrofie ludzkości i mnie ta wizja przekonała w 100%. Dla mnie emocji było aż nadto, tak jak empatii dla bohaterów. Tam najzwyczajniejsze sceny były (znów: dla mnie) przepełnione emocjami. Rozumiem jednak, że to może znudzić. Z drugiej strony masz I am legend z zombiakami czy Mad Maxy z toną akcji 🙂

            Wiesz, to tak jakby powiedzieć, że Everest był nudny. Poszli, weszli, zeszli, a po drodze część umarła. Zero dramaturgii, akcji i suspensu 🙂 W dodatku na faktach więc wiadomo było kto padnie. A dla mnie to jeden z lepszych filmów o górach właśnie dlatego, że pokazuje jak jest, a nie jakieś fikołki z czapy 😉

            Pozdro!

            Reply
            • 18 kwietnia 2018 at 09:32
              Permalink

              Droga ma u mnie mocne 9 za klimat, ale rownie mocne 5 za scenariusz. Niestety, nie lubie Cormacka McCarthyego. To niby taki wielki pisarz, a moim zdaniem ‘Krwawy poludnik’ i ‘Droga’ to takie popierdolki jak Coelho, tylko bardziej mroczne i fatalistyczne. Mortensen byl w filmie znakomity, na pewno warto zobaczyc.

              Reply
            • 18 kwietnia 2018 at 17:20
              Permalink

              Dorzucić do Drogi jedną albo dwie eksplozje i byłaby super 😀 W ogóle nie lubię argumentu “film nudny”, bo to jakby ograniczenie go do rozrywki, do funu. W kategorii filmu rozrywkowego można używać tego argumentu. Ale w przypadku takich filmów jak The road liczy się wiarygodność, głębia wizji i jakość wykonania.

              Tak, wiem że ciebie nie muszę do tego przekonywać, ale byłbym ciekaw twojej opinii na takie dictum.

              P.S. Nowy wygląd profilu filmwebu ssie…. Wróć. Nie ta strona.

              Reply
    • 17 kwietnia 2018 at 20:08
      Permalink

      Hmm “Droga”? nie oglądałem, chyba właśnie znalazłem sobie zajęcie na wieczór 🙂

      Reply
      • SithFrog
        17 kwietnia 2018 at 22:17
        Permalink

        Tylko ostrzegam uczciwie – ja po Drodze miałem 3 dni depresję. Straszny film 😛

        Reply
        • 17 kwietnia 2018 at 23:28
          Permalink

          deprecha pewnie bo ogladales to jak byles wyspany XDDD

          Reply
        • 19 kwietnia 2018 at 09:35
          Permalink

          Obejrzałem “Drogę” film mnie powalił szarością i brakiem kolorów. Scenografia filmu przypominała mi trochę grę “Fallout” i “This War of Mine” (a ja bardzo lubię takie klimaty), a wisienką na torcie był Viggo Mortensen i Charlize Theron. Całe szczęście depresji nie dostałem 🙂 może dlatego, że film nie skończył się jakoś najgorzej dla naszych bohaterów (ojciec i tak by szybko umarł bo chyba był czymś zatruty albo na coś chory, a syna raczej tamci Państwo nie zjedli). Zastanawiam się co doprowadziło do takiego stanu planetę (chyba nie było to wprost powiedziane w firmie) może wybuch jakiegoś superwulkanu, wojna atomowa, apokalipsa według Św Jana?

          Reply
          • SithFrog
            19 kwietnia 2018 at 17:57
            Permalink

            SPOJLERY

            Raczej nie zjedli, ale kto ich tam wie. Ojciec zdaje się zmarł na zapalenie płuc. Co do reszty – pełna zgoda.

            W filmie nie powiedzieli wprost, wiadomo tylko, że był jakiś kataklizm, wszyscy wiedzieli, że będzie gorzej i potem stopniowy upadek ludzkości. Ale powodu nie podali i chyba słusznie, nie o to chodziło.

            Scena jak w tym domu jest groźba, że ich znajdą i ojciec przykłada rewolwer do głowy syna… Śni mi się to czasem do dziś. MA-SA-KRA

            Reply
  • 17 kwietnia 2018 at 18:57
    Permalink

    Byłem w kinie, zapłaciłem, obejrzałem – nie żałuję. Uważam że ocena 7/10 jest jak najbardziej sprawiedliwa. Film potrafi trzymać w napięciu zwłaszcza od momentu gwoździa w piwnicy do scen w łazience na piętrze i faktycznie potem wypadałoby aby akcja zwolniła, a nie tak wszystko na łeb na szyję aby do końca. No ale może dolarów nie starczyło i musieli jakos się streszczać 🙂 bo film byl dość krótki, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Krasiński wypadl dobrze jako reżyser i udało mu się zrobić dobre kino, chociaż dla mnie i tak zawsze będzie Jimem z the office 😉 (mega serial, jak ktoś nie oglądał to polecam, na pewno potrafi rozbawic). Mam nadzieję że jeszcze jakis film nakręci bo czuję że koleś ma potencjał.
    A co do logiki w filmie to jakoś nie przywiązywałem uwagi bo cos czuję że skoro te stwory miały aż tak dobry słuch to słyszałyby również bicie serca, burczenie w brzuchu, chrapanie czy głośniejszego bączka 😉

    Reply
    • SithFrog
      17 kwietnia 2018 at 19:02
      Permalink

      Też będę się uważnie przyglądał Krasinskiemu. A Quiet Place kosztował 20 czy 25 mln dolarów czyli kasa na waciki przy standardowych produkcjach Hollywood.

      Gwóźdź plus łazienka to zdecydowanie najintensywniejsze sceny i wypadałoby trochę uspokoić akcję, a tu zaraz była woda w piwnicy, dziecko w łódeczce, sceny na polu, sceny w elewatorze, sceny przy aucie, scena w shotgunem i do samego finału cały czas coś. W pewnym momencie kolejne stwory już męczyły zamiast straszyć.

      Na pewno nie żałuję wydanych pieniędzy.

      Reply
      • 17 kwietnia 2018 at 20:07
        Permalink

        Dokładnie, zgadzam się w 100%, a ta akcja z niemowlakiem w piwnicy to mi się trochę z “Mother” skojarzyło, aż mnie ciary przechodzą jak sobie przypomnę

        Reply
      • 18 kwietnia 2018 at 17:22
        Permalink

        Polecam film Para na życie (Away we go). Ciepła, wiarygodna i inteligenta obyczajówka z Krasińskim w roli głównej.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków