Czarna Pantera (2018)

Wokół najnowszego filmu z kinowego uniwersum Marvela było przed premierą tyle szumu co w przypadku “Wonder Woman”. Powody są oczywiste. Dla czarnoskórej społeczności to pierwsza szansa na udany film super-bohaterski z ich przedstawicielem w roli głównej*. Za kamerą staje Ryan Coogler, reżyser bardzo dobrego “Creed” i muszę przyznać, że ponownie dał sobie radę. Nie jest to może pozycja tak doskonała jak sugerują niektóre recenzje, ale na pewno zajmie wysokie miejsca w rankingach filmów MCU.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Strój Czarnej Pantery w nowej wersji wygląda świetnie. I czasem świeci!

Akcja rozpoczyna się po wydarzeniach znanych z “Captain America: Civil War”. Król T’Chaka ginie w zamachu, a tron ma objąć jego syn: T’Challa (Chadwick Boseman). Wiąże się z tym także konieczność zostania Czarą Panterą – symbolicznym i rzeczywistym obrońcą swojego państwa. Wakanda bowiem to bardzo specyficzna społeczność. Ukryta za fasadą państwa trzeciego świata, w rzeczywistości – dzięki surowcowi vibranium (z tego materiału jest stworzona m.in. tarcza Kapitana Ameryki) – będąca o lata lata świetlne przed resztą globu pod kątem technologii i rozwoju. Strzegąca zazdrośnie swoich sekretów, ograniczająca wymianę towarów, usług i migrację do niezbędnego minimum.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Stroje, rytuały i obyczaje Wakandy – kolorowo, bajecznie, bogato i przepięknie!

To właśnie Wakanda jest jedną z głównych bohaterek filmu. Nie pamiętam żadnego świata w MCU, który tak dobrze i tak szczegółowo sportretowano na ekranie. Afrykański klimat, tradycje i obrzędy łączące to co stare ze współczesnością, zróżnicowanie i zależności plemienne – wszystko buduje niesamowity, kolorowy i przebogaty świat, na który patrzy się z przyjemnością. Coogler zrobił wszystko to, czego nie chcieli lub nie potrafili zrobić twórcy pierwszych dwóch części o Thorze. Asgard był pokazany bez szczegółów, w szerokich planach i stanowił nic nie znaczące tło. Wakanda to kultura, to społeczność, to feeria barw i niesamowite tatuaże, ozdoby cielesne czy kostiumy. Ja się w tym obrazie zakochałem, choć zaznaczę, że dla mniej cierpliwych widzów pierwszy akt może być nudny, bo poza odkrywaniem wakandzkiej rzeczywistości niewiele się dzieje.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Złoczyńca, który uciekł z bardziej groteskowego filmu kontra “ulga komiczna” (tak mi gugiel translejt przełożył “comic relief” 😉

Co jest jedną z bardziej charakterystycznych cech MCU? Słabe czarne charaktery. Coogler postanowił przełamać ten trend. Przez chwilę to nie było takie oczywiste, bo Andy Serkis jako Ulysses Klaue przeszarżował, nie podobała mi się jego zabawa rolą. Wypadł zbyt groteskowo i rozminął się z tonem filmu. Za to Michael B. Jordan jako Erik Killmonger to klasa sama w sobie. Postać z krwi i kości, z bardzo ciekawą i zrozumiałą dla widza motywacją. Ba! Momentami widz może się zastanawiać, czy to czasem nie Killmonger ma rację. Tak jest przynajmniej do pewnego momentu. W trzecim akcie chyba zmieniono scenarzystę, bo nagle Killmonger zmienia się we wrzeszczącego terrorystę klasy B, takiego co to ma szczwany plan przejęcia władzy nad światem. Szkoda, bo gdyby do finału dotarła wersja Erika jaką widzieliśmy na początku, to na pewno film by na tym zyskał, a jego wymowa nie byłaby tak jednoznaczna.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
T’Challa jest ok, ale to kobiety wokół niego kradną wiele scen dla siebie. Ich siła i mądrość są inspiracją dla głównego bohatera.

O ile Michael B. Jordan był świetny, to Chadwick Boseman po prostu zagrał poprawnie. T’Challa ani nie zawodzi, ani nie powala. Powalają za to kobiety, które krążą wokół młodego króla. Siostra Shuri (Letitia Wright), była dziewczyna Nakia (Lupita Nyong’o) i dowódca armii Wakandy – Okoye (Danai Gurira). Nie potrafię powiedzieć, która z nich zagrała najlepiej (po namyśle: chyba Gurira), ale każda zaznaczyła swoją obecność na ekranie na tyle mocno, że na pewno pojawią się w kolejnych odsłonach serii czy innych filmach w MCU. Nie wyobrażam sobie innej opcji. Pojawia się również Bilbo Bag… eee… Martin Freeman i robi głównie za “comic relief”. Forrest Whitaker prezentuje kolejną wersję samego siebie, właściwie to Saw Gerrera z “Łotra Jeden” tylko w bardziej swojskich ciuchach.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Michael B. Jordan jako Killmonger jest świetny dopóki pozwala mu na to scenariusz.

Zdziwiła mnie za to jakość efektów specjalnych. Jest w najlepszym wypadku średnia. Wiele konstrukcji i wnętrz Wakandy wygląda jak żywcem wyjęte z prequeli Star Wars. No dobrze, przesadzam, ale zdecydowanie czuć ich sterylność i to, że wygenerowano je za pomocą komputera. Nie podobał mi się też sposób w jaki scenarzyści przekazują nam swoje refleksje na temat kolonializmu, niewolnictwa czy niwelowania nierówności społecznych. Nie chodzi mi o samo poruszanie tych tematów, po prostu przeszkadza mi kiedy serwuje się poważny problem w sposób obdarty z niuansów. Brakowało tylko scen z przełamywaniem czwartej ściany, w których bohaterowie zwracaliby się bezpośrednio do widowni, głosząc hasła w stylu “make love not war”. Nie kupił mnie też finał. Fabuła buduje niespiesznie ciekawy i wcale nie oczywisty do oceny konflikt, a w kulminacji mamy to co zwykle: nawalankę wszystkich ze wszystkimi. Bez ładu i składu. Co więcej – Coogler sceny akcji nakręcił po prostu słabo. Sporo szybkich, krótkich ujęć i trzęsąca się kamera to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Miało być dynamicznie, a wyszło chaotycznie. Rytualne pojedynki jeden na jeden w połowie filmu wyszły nieporównywalnie lepiej niż zadyma na koniec.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Okoye czyli Danai Gurira – największa pozytywna niespodzianka w filmie!

“Czarna Pantera” nie wyznacza nowych kierunków, nie jest żadną rewolucją w MCU jak sugerują hura-optymistyczne recenzje, ale na pewno jest filmem udanym. Może nawet bardzo? Ma też coś, co już było widać przy okazji “Thor: Ragnarok”. Marvel powoli oddaje (tak jak powinien) coraz więcej władzy kreatywnej swoim reżyserom i w ogóle twórcom. Tak jak “Ragnarok” był ewidentnie produkcją Taiki Waititiego, tak w “Black Panther” można wyczuć styl Ryana Cooglera. To sprawia, że z dwóch nadchodzących premier: “Avengers: infinity War” i “Ant-Man and the Wasp”, dużo bardziej czekam na tę drugą.

Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Motywacja obu panów jest ciekawa i niejednoznaczna. Szkoda, że trzeci akt i finał trochę psują ten układ.

* – Tak, wiem, był “Blade”, ale mało kto to kojarzy z kinem super-bohaterskim, sam łowca to raczej “anti-hero” niż faktyczny bohater; poza tym filmy były w kategorii wiekowej “R”, więc z automatu miały mocno okrojoną publikę. “Catwoman” czy “Steel” nie liczę z powodów oczywistych: obie pozycje to straszne paździerze.

Kilka komentarzy do "Czarna Pantera (2018)"

  • 20 lutego 2018 at 12:11
    Permalink

    “Sporo szybkich, krótkich ujęć i trzęsąca się kamera to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.”
    Najwyraźniej lubią to pantery 😉

    Reply
  • 20 lutego 2018 at 16:06
    Permalink

    Widziałem. Moim zdaniem nieco słabszy niż ostatni Thor, czy pierwsi Strażnicy Galaktyki, ale nie jest źle. Główny bohater nie ma charyzmy Starka i powiem szczerze, że za miesiąc nie będę pamiętał połowy filmu. Wątek górali i jego zakończenie było moim zdaniem lekko zbyt przewidywalne. Kto to słyszał żeby plemię żyjące w wysokich górach było weganami? Ulga komiczna (jedny biały i ma na nazwisko Freeman 😀 ) był średnio zabawny. Rolę kobiece były dobre, nawet epizodyczna królowa matka. Przed seansem mówiłem kolegom “to będzie taki afrykański Thor”, i okazało się że nawet ojcowie obu bohaterów mają problemy z oczami.

    Reply
    • SithFrog
      20 lutego 2018 at 17:00
      Permalink

      Mogę się tylko podpisać. Jak już wspominasz o królowej matce. Była w porządku, ale – o czym zapomniałem w recenzji – zabrakło mi chociaż pół sceny gdzie widać byłoby jej żałobę po mężu. Jakoś tak szybko przeskoczyli nad tematem (i ona i Shuri, czyli siostra). Tylko T’Challa przeżywał przez cały film.

      Reply
  • 21 lutego 2018 at 11:55
    Permalink

    Tyle narzekań (i słusznych, bo film słaby) na film, który jest kolejną bajeczką z MCU i niczym widza nie zaskakuje, a po wyjściu z kina zapomni się o nim i nigdy do niego nie wróci. Ocena “recenzenta”? 8/10 xDDDD

    Zmieńcie tag z “recenzje filmowe” na “opinie z czterech liter” to będzie uczciwie, a tak wstawiacie na stronę takie amatorskie popłuczyny z oceną z maszyny losującej xD

    Szacun dla ekipy za całą robotę z PLiO, ale ten pan recenzent SithFrog to tak bardzo minął się z powołaniem, że zaniża poziom fajnej strony :/ Taka tam moja opinia, wasza strona, więc robicie co chcecie, heh

    Reply
    • 21 lutego 2018 at 17:34
      Permalink

      ale sithfroga to ty szanuj chamie

      Reply
    • SithFrog
      21 lutego 2018 at 17:39
      Permalink

      Dziękuję ci menuajcffiem za konstruktywną krytykę i fachową analizę tekstu o Czarnej Panterze i mojej twórczości w ogóle. Takie komentarze pozwalają człowiekowi na spojrzenie z dystansem na swoje wypociny i zastanowienie się co jeszcze można zrobić, żeby z “recenzenta” stać się recenzentem. Ewentualnie mogę się zastanowić czy nie powinienem zmienić hobby i zacząć na przykład… sam nie wiem… sadzić marchew?

      Reply
      • 21 lutego 2018 at 18:27
        Permalink

        Ale można sadzić marchew i jednocześnie pisać recenzje

        Reply
        • SithFrog
          21 lutego 2018 at 18:33
          Permalink

          Szach-mat!

          P.S. Chyba raczej “recenzje”.

          Reply
      • 22 lutego 2018 at 10:39
        Permalink

        W sadzeniu marchwi mógłbyś być całkiem dobry. W pisaniu recenzji jesteś słaby, bo nie znasz się w ogóle na kinematografii, więc robisz tylko krzywdę sobie i czytelnikom. Nie każdy musi mieć do tego talent, więc nie wiem skąd ta ironia. Wiadomo, że fajnie byłoby być dobrym recenzentem, ale trzeba mieć do tego wiedzę i warsztat. To tak jakbyś na siłę pisał recenzje kosiarek spalinowych nigdy nie kosząc trawy i obrażając się, że ktoś ci to wytyka. Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej 😉 Taki urok internetu.

        Reply
        • SithFrog
          22 lutego 2018 at 15:52
          Permalink

          Nie obrażam się, skąd ten pomysł?

          “nie wiem skąd ta ironia”

          Chciałem coś odpisać, ale nie wiedziałem co. Nie potrafię podjąć merytorycznej dyskusji mając do dyspozycji jedynie zarzuty typu:
          – W pisaniu recenzji jesteś słaby, bo nie znasz się w ogóle na kinematografii, więc robisz tylko krzywdę sobie i czytelnikom.
          – fajnie byłoby być dobrym recenzentem, ale trzeba mieć do tego wiedzę i warsztat
          – wstawiacie na stronę takie amatorskie popłuczyny z oceną z maszyny losującej
          – ten pan recenzent SithFrog to tak bardzo minął się z powołaniem, że zaniża poziom fajnej strony

          Tzn. rozumiem, że nie podoba ci się mój tekst o CP, nie podoba ci się ocena, nie podobał ci się film. Zakładam, że jakiekolwiek inne teksty mojego autorstwa też czytałeś skoro dajesz takie uogólnienia i też ci się nie podobały. No ok, z gustem jak z zadem, każdy ma swój. Nie wszystkim może pasować to co i jak piszę. Natomiast jak się spodziewałeś z mojej strony polemiki to nie mogę ci pomóc. W tym co napisałeś nie ma żadnej konstruktywnej uwagi, do której mogę się odnieść. Jestem słabym recenzentem i moje teksty są wypocinami. Roma locuta, causa finita.

          Reply
  • 21 lutego 2018 at 12:06
    Permalink

    Nie ma to jak wydawać opinie na temat całego działu “recenzje filmowe” na podstawie lektury jednego tekstu, z którym – jak wnioskuje, bo merytorycznych argumentów brak – po prostu się nie zgadzamy. Klasyka Internetu 🙂

    Reply
  • 22 lutego 2018 at 11:23
    Permalink

    Ja mam od jakiegoś czasu ogólne zniechęcenie MCU – wahałem się, czy iść na ten film, ale pozytywne recenzje mnie przekonały – jak się okazało, raczej niesłusznie. Film do zapomnienia, ot, typowy MCU, pomimo, że “wszyscy zapewniali, że to film inny niż reszta uniwesum”. Bo bardziej kolorowy? Bo bohater był czarny? Bo robiono go w klimacie Afryki? Ok, fakt, wygląda to ładnie, ale to cały czas sztampowy marvel – solidny, profesjonalny, dośc dobrze nakręcony, ale przewidywalny, sterylny, czysty, patetyczny i z kupą “nowoczesnej technologii”, którą widzieliśmy już w tuzinie innych filmów, w tej, czy innej postaci. Było, było, było… Z kina wyszedłem raczej rozczarowany, co dawno mi się nie zdarzyło. Było solidnie, więc solidne 5/10 ode mnie.

    Reply
    • SithFrog
      22 lutego 2018 at 15:58
      Permalink

      Jak zawsze – rzecz gustu. Mi się podobało, bo w końcu, pierwszy raz od… od początku MCU pokazano
      jakąś nową krainę i to pokazano bajecznie i kompleksowo. Od strojów przez obrzędy i rytuały po specyficzne zależności społeczne. Co rzadkie w MCU – nie dość, że antagonista był naprawdę ciekawy to jeszcze konflikt to nie było zwykłe i czarno-białe zło kontra dobro. Chociażby za to należy się uznanie. Przynajmniej do finału, bo potem faktycznie trochę sztampa.

      Piszesz, że ” to cały czas sztampowy marvel – solidny, profesjonalny, dośc dobrze nakręcony, ale przewidywalny, sterylny, czysty, patetyczny i z kupą “nowoczesnej technologii”, którą widzieliśmy już w tuzinie innych filmów, w tej, czy innej postaci. Było, było, było…”

      Masz rację, ale czego oczekujesz? Thrillera psychologicznego ze znaczkiem “tylko dla dorosłych”. Nie w Marvelu. Logany i Deadpoole mogą sobie inne wytwórnie robić. Najbardziej oryginalny w MCU jest James Gunn i trzeci Thor Taikiego Waititi, bardziej oryginalnie nie będzie. Musisz albo odpuścić oglądanie MCU(sam rozważałem przy okazji Ultrona czy Ant-Mana) albo zaniżyć oczekiwania 😉

      Reply
  • 23 lutego 2018 at 11:20
    Permalink

    Może właśnie po Deadpoolu moje oczekiwania poszły w górę, A Logan i 3 Thor mnie w tym utwierdzili, że można to zrobić jakoś… inaczej, ciekawiej. Choć Asgardu w wersji MCU nie kupuję… ale nie znam komiksów, a te wizje zapewne są w miarę zgodne.
    Tylko po prostu drażni mnie, jak widzę oddział włóczniczek bijących włócznią jak pałką, bo jakby zrobiły to ostrym końcem, to by się krew polała i kategorię 13+ (i pieniążki z tym związane) szlag by trafił…
    Po Avengersach chyba porzucę to uniwersum (przynajmniej w kinie), bo 4 faza mnie jakoś nie zachęca. Tylko co oglądać? Współczesne kino jest chyba nie dla mnie. Jakoś zdecydowanie wolę lata 90 i wczesne dwutysięczne – wtedy w kinie była jeszcze świeżość, a już komputery pozwalały na ciekawsze efekty… Ale to jest tylko moje zdanie

    Reply
    • SithFrog
      23 lutego 2018 at 11:34
      Permalink

      “Może właśnie po Deadpoolu moje oczekiwania poszły w górę, A Logan i 3 Thor mnie w tym utwierdzili, że można to zrobić jakoś… inaczej, ciekawiej.”

      Nooooo, panie, to zupełnie inna bajka. W sensie MCU to jednak monolit i tam “Kewin Fajgi” dba, żeby wszystko było spójne i pasowało. Nawet Thor: Ragnarok mimo mocnego stempla Waititiego nadal jest dość marvelowy. W przypadku Logana i Deadpoola to była nowa jakość i ewidentnie twórcy mieli wolną rękę od A do Z. To samo zapowiada się przy okazji “New Mutants”. Poza tym to nie przypadek, że wymieniłeś te trzy filmy, każdy z nich jest po prostu lepszy niż Czarna Pantera.

      “Choć Asgardu w wersji MCU nie kupuję… ale nie znam komiksów, a te wizje zapewne są w miarę zgodne.”

      Ja też nie kupuję. Przede wszystkim miałem nadzieję, że to będzie ciekawy i rozbudowany świat, a tak naprawdę we wszystkich filmach robi za tło i scenografię. Gdyby ktoś przeedytował film i podmienił tło na Narnię – możnaby nie zauważyć.

      “Tylko po prostu drażni mnie, jak widzę oddział włóczniczek bijących włócznią jak pałką, bo jakby zrobiły to ostrym końcem, to by się krew polała i kategorię 13+ (i pieniążki z tym związane) szlag by trafił…”

      Taka konwencja, co zrobisz.

      “Po Avengersach chyba porzucę to uniwersum (przynajmniej w kinie), bo 4 faza mnie jakoś nie zachęca.”

      18 filmów w 10 lat, Infinity War będzie numerem 19. To może zmęczyć 😉

      “Tylko co oglądać? Współczesne kino jest chyba nie dla mnie. Jakoś zdecydowanie wolę lata 90 i wczesne dwutysięczne – wtedy w kinie była jeszcze świeżość, a już komputery pozwalały na ciekawsze efekty… Ale to jest tylko moje zdanie”

      Oglądać wszystko inne, akurat 2017 rok był naprawdę dobrym rokiem w kinie i jak chcesz, to podrzucę jakąś listę tytułów, które warto znać z tego okresu.

      Reply
      • 23 lutego 2018 at 15:20
        Permalink

        O, bardzo chętnie, byłbym wdzięczny 🙂 Staram się śledzić co ciekawsze nowości, ale zapewne kilka ciekawszych mi umknęło.

        Reply
        • SithFrog
          23 lutego 2018 at 15:37
          Permalink

          Nie wiem co lubisz dlatego mam listę (prawie) wszystkiego co było niezłe, dobre, bardzo dobre lub wybitne w 2017 i mój dziurawy umysł pamiętał tytuł. Pełen przekrój gatunkowy.

          Okja, Tamte dni, tamte noce, Blade Runner 2049, Lady Bird, Trzy billboardy za Ebbing, Missouri , Kształt wody, Gra o wszystko, Dunkierka, Wojna o planetę małp, John Wick 2, Atomic Blonde, Get out!, Strażnicy Galaktyki vol. 2, Thor: Ragnarok, Logan, Wonder Woman, The Florida Project, Baby Driver, Ingrid Goes West, Good time, Wind River, A Ghost Story, Czas mroku, Gra Geralda, 1922, Logan Lucky, Zabicie świętego jelenia, Nić widmo, Ja Tonya, Twój Vincent, To przychodzi po zmroku, The Big Sick, I Don’t Feel at Home in This World Anymore, Paddington 2, Lego Batman, Coco, Spider-Man: Homecoming, Kong: Wyspa czaszki, To, Ghost in the Shell

          Reply
          • 27 lutego 2018 at 14:42
            Permalink

            Dzięki, część widziałem, część zapewne sprawdzę

            Reply
              • SithFrog
                2 marca 2018 at 23:01
                Permalink

                Zapomniałem, bo wrzucałem kinowe produkcje i Netflixa, a to jest chyba Amazon Prime i… owszem. Jeszcze nie widziałem 😉

                Reply
  • 12 maja 2018 at 03:32
    Permalink

    Częściowo się zgadzam, trochę się nie zgadzam. Postaram się BEZ SPOJLERÓW, więc wybaczcie szyfry.

    To mógł być rewelacyjny filmy, ale nie jest, za dużo zabrakło. Wg mnie reżyser nie ogarnął materiału, to było dla niego za dużo. Jako scenarzysta też się pogubił.

    Czarna Pantera już w ‘Civil war’ pokazał klasę, w filmie o sobie dalej się sprawdza. To jest świetny bohater, a razem z Wakandą tworzy cudny duet. Za samą Wakandę należy się filmowi szacunek!

    Ostatni akt fatalny, aż głowa bolała. Jak można było to tak schrzanić? Zamiast wcześniejszych konkretów nosorożcoboty… I mrygające światełka w tunelu.

    Wcześniej dziur i przewidywalności też było sporo. Od początku było pewne, kto tu jest głównym villainem. Od początku było pewne, jak się film skończy. Od początku było pewne, że skok z wodospadu to bułka z masłem. Od początku było pewne, że herszt- baca się przyłączy. A Coogler – Cole (drugi scenarzysta) zachowują się jakby to nie było pewne.

    Kobiety mnie nie zachwyciły, bo wszystkie mają postaci oparte na schemacie. Nie zgadzam się, że Freeman był komicznym przerywnikiem. Freeman wypadł naprawdę dobrze, a komicznym przerywnikiem był Serkis. Kiepska rola.

    Nie zgadzam się, że Boseman wypadł słabiej. Był równie świetny, co MBJ. Blady jest tylko na początku, potem się rozwija. Obaj antagoniści są rewelacyjni, obaj mają swoje motywacje. B.Jordan ma mega ciekawą postać, za to Boseman pięknie się rozwija. Scena- nazwę ją tak- ‘pod lodem’ to najlepsza scena filmu. Boseman po mistrzowsku pokazał rozwój T’Challi.

    Przy tej scenie miałem pewien niesmak. Robimy film o Afryce, ale Afryki nie dotykamy. Nawet nic jej nie imituje, sam greenscreen! Nieruchome trawy zabolały mnie znacznie bardziej niż wąsy Supermana. Komiks Marvela i POWAŻNE potraktowanie spraw kolonializmu i niewolnictwa? Jak ty to sobie wyobrażałeś? Coogler i tak zrobił w temacie więcej, niż jakiekolwiek inne komiksowe widowisko. Ale fakt, że w filmie o potędze Afryki nie ma ANI JEDNEGO KADRU dziejącego się w Afryce jest przygnębiający.

    Eric miał rację. 7/10

    Reply
    • SithFrog
      13 maja 2018 at 11:11
      Permalink

      “Ostatni akt fatalny, aż głowa bolała. Jak można było to tak schrzanić? Zamiast wcześniejszych konkretów nosorożcoboty… I mrygające światełka w tunelu.”

      No tak. Mam wrażenie, że generalnie Marvel ma w każdym scenopisie w 3 akcie obowiązkową scenę rozpierduchy z milionem efektów, wielką bitwą i wszystkim co się da wrzucić na ekran. Jakby ktoś się bał, ze kameralny pojedynek na koniec to za mało dla widza. Za to właśnie tak bardzo lubię finały solowych przygód Ant-Mana czy Dr Strange’a – tam tego nie ma.

      “Od początku było pewne, kto tu jest głównym villainem.”

      Ja w sumie nie byłem do końca pewien. Zakładałem też wersję, że Killmonger jednak zagra w teamie z Panterą przeciw Serkisowi, bo ten będzie chciał zrobić jakieś grubsze kuku Wakandzie. To by było całkiem interesujące.

      “Kobiety mnie nie zachwyciły, bo wszystkie mają postaci oparte na schemacie.”

      Tu się nie zgodzimy. Dla mnie wszystkie wypadły ponadprzeciętnie. Na pewno o każdej po jednym filmie powiem więcej niż o Black Widow po kilku…

      “Nie zgadzam się, że Freeman był komicznym przerywnikiem.”

      Miał jakąś poważną scenę? Mam wrażenie, że gra poważnego agenta sił specjalnych, a wszędzie wygląda jak Bilbo Baggins w krainie czarów 😛

      “Nie zgadzam się, że Boseman wypadł słabiej. Był równie świetny, co MBJ. Blady jest tylko na początku, potem się rozwija.”

      Może to kwestia tego, że inni podobali mi się bardziej i przykryli kreację Bosemana. No i on też nie miał wiele do zagrania. Jego postać jest chyba najbardziej przewidywalna.

      “Robimy film o Afryce, ale Afryki nie dotykamy.”

      Nie rozumiem. Chodzi Ci o to, że nie kręcili w Afryce? To jest trochę argument z czapy. Kręci się tam gdzie jest tanio, są ekipy lokalne, sprawdzone miejsca i tak dalej. Nie dorabiałbym do tego polityki.

      “Eric miał rację.”

      Jaki Eric?

      Reply
  • 15 maja 2018 at 16:24
    Permalink

    Chodzi ci o literówkę? EriK. Killmonger. Tak miał na imię. Ja bym jednak dorobił politykę. Erik mówi, że świat ma w d. Afrykę, a Marvel robiąc film niby proafrykański przy okazji potwierdza jego słowa. Dla Erika Marvel byłby czarnych charakterem. I to nawet gorszym od Klawa, bo Klawa chociaż nie udaje, że chodzi mu tylko o forsę.

    Przypominam o koszmarnie sztucznej imitacji buszu (sawanny?) w scenie rozmowy T’Chali z ojcem. Zresztą pisałem już o tym. Zrobienie tego w wiarygodniejszej wersji nie byłoby ani za trudne ani za drogie.

    Wersji, że Erick i Pantera zagrają razem nie brałem pod uwagę. Świadoma współodpowiedzialność za śmierć biednej, niewinnej i do tego białej kobiety to grzech uniemożliwiający współpracę.

    Dla mnie Freeman zagrał po prostu normalnie I jego zdziwienie Wakandą i jego bohaterstwo lotnicze nie zasługują na miano komediowego. W krainie czarów? No bo dla niego to wygląda jak kraina czarów. Jak inaczej miał to zagrać? Błaznowanie i suchary Klawa pasują do tej definicji lepiej.

    Kobiety: siostrzyczka: słitaśny bondowski Q. Matka… jak to matka. I wojowniczka z dylematem lojalności. Nie mówię, że one źle się spisały… ale podniecać się nie ma czym. Zwłaszcza w zderzeniu z męskim duetem.

    Reply
    • SithFrog
      15 maja 2018 at 17:14
      Permalink

      “Chodzi ci o literówkę?”

      Nie, zapomniałem, że on miał tak na imię 🙂

      “Zrobienie tego w wiarygodniejszej wersji nie byłoby ani za trudne ani za drogie.”

      No nie wiem, trochę green screenu i komputerowe czary vs logistyczna wyprawa całej ekipy i sprzętu na Czarny Ląd. Dla mnie rachunek ekonomiczny przemawia jednak za sztucznym buszem 😛

      “jego bohaterstwo lotnicze nie zasługują na miano komediowego”

      Klaw był przerysowanym psycholem i trochę nie pasował, ale sceny Freemana w kokpicie, jego zachowanie i teksty to taki sam comic relief jak wygłupy Bannera w nowych Avengersach. Dla mnie trochę za słabe i nie na miejscu. Humor dla 8-latków ;P

      “ale podniecać się nie ma czym. Zwłaszcza w zderzeniu z męskim duetem.”

      No tu się nie zgodzimy, bo dla mnie babeczki o ile ciut słabsze niż Killmonger, o tyle czapką nakryły T’Challę 😛

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków