Mindhunter

“Mindhunter” to najbardziej interesujący debiut serialowy tej jesieni. David Fincher, ostatnio widziany za kamerą “Gone Girl” w 2014 roku, przerywa milczenie i we współpracy z Netflixem serwuje nam twór niecodzienny i intrygujący. Oparty jest na podstawie powieści legendarnego już agenta FBI John E. Douglasa, który w serii książek opowiedział o swojej pracy w Dziale Behawiorystki Kryminalnej. Douglas oraz partnerujący mu Robert R. Kessler, stworzyli pierwszą na świecie jednostkę zajmującą się opracowywaniem psychologicznego portretu seryjnych morderców osadzonych w USA. To właściwie za mało powiedziane, bo panowie odpowiadają nawet za wprowadzenie do agencyjnej nomenklatury takich pojęć jak “seryjny morderca”, czy “portret psychologiczny”. Innymi słowy – byli pionierami w swojej dziedzinie, nierzadko spotykając się z żelbetonowym stropem w postaci przełożonych, którzy ich działalność traktowali jako stratę czasu i federalnych pieniędzy. Swoje doświadczenia Douglas opisał w książkach, natomiast David Fincher♠ – we współpracy z Joe’m Penhallem – wyprodukował serial oparty na tychże wspomnieniach. Na Netflixie do obejrzenia od 13 października.

“Mindhunter” to serial bardzo specyficzny. Traktuje o pionierskich i bardzo ważnych badaniach, realizowanych metodą chałupniczą i eksperymentalną. Jako widzowie obserwujemy cały proces – od narodzin samego pomysłu, przez pierwsze konfrontacje z więźniami podczas wywiadów, aż po wypracowanie podstawowych narzędzi metodologicznych. Ze względu na podejmowaną tematykę, nie jest to serial niezobowiązujący i przyjazny w odbiorze. Wymaga od widza skupienia oraz pewnego poziomu wiedzy ogólnej, zahaczającej również o socjologię i psychologię. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest to serial o rodowodzie intelektualnym, zdecydowanie bardziej nastawiony na przekazywanie wiedzy i pobudzanie do (bardzo ciekawych) refleksji, niż klasyczną kryminalną rozrywkę.

Para głównych bohaterów ma co prawda zmienione nazwiska, ale nietrudno odnaleźć analogię do prawdziwych postaci. Douglasem “jest” Holden Ford, portretowany przez Jonathana Groffa, natomiast odpowiednikiem Kesslera został Bill Tench, w którego wcielił się Holt McCallany. Ekranowy duet ma widzowi wiele do zaoferowania – panowie różnią się pod względem wieku, przeżytych doświadczeń, a także ogólnego poglądu na wykonywaną robotę. Holden zdaje się być niezwykle zafascynowany podejmowanym tematem, z większą niż Tench łatwością radzi sobie również z psychicznym obciążeniem, jakie niosą ze sobą prowadzone badania. Bill z kolei, początkowo wydaje się bardziej gruboskórny, chociaż w istocie cechuje go wrażliwość na ludzkie nieszczęście – uwydatnia to wątek jego własnej rodziny, w którym przewija się smutek i brak spełnienia. Wobec problemów miru domowego, Tench ucieka się do pracy w agencji, pielęgnując w sobie przekonanie o sensowności i istotności całego projektu.

Relacje pomiędzy głównymi bohaterami są bardzo naturalne, a pomiędzy odtwarzającymi główne role aktorami czuć dobrą współpracę. Casting Netflixa ponownie wykazał się nosem.

Holden rodziny nie posiada, utrzymuje co prawda intymne kontakty ze swoją partnerką, ale w zasadzie przez cały sezon widz nie będzie miał wątpliwości, że podjęta przezeń praca dla FBI z czasem przesłoni mu resztę świata. Pochłonięty i pełen fascynacji zanurza się w świat psychologii zbrodni, a podróż wewnątrz umysłów zwyrodniałych morderców nie przyprawia go o moralne rozterki. Inaczej jest z Tenchem, który kilkukrotnie daje się ponieść własnym nerwom i poddaję w wątpliwość sensowność podejmowanych działań. Przez dziesięć odcinków pierwszego sezonu obaj panowie w interesujący sposób rezonują ze sobą, nierzadko dyskutując w pełnych emocjach na temat prowadzonego śledztwa, czy przebiegu badań nad seryjnymi mordercami. Chemia pomiędzy aktorami odtwarzającymi główne role jest zauważalna i obu mogę wyłącznie pochwalić za osiągnięty efekt. Netflix już nie po raz pierwszy udowodnił, ze ekipa castingowa zna się na swojej robocie, bo cała reszta obsady wypada równie przyzwoicie, a nawet lepiej.

Początkowo projekt jest prowadzony przez nieopierzony duet, ale z czasem ich praca przyciąga zainteresowanie przełożonych. Skutkuje to zwiększeniem dotacji na badania i rozszerzeniem zespołu – na pierwszym planie Anna Torv w roli psycholog Wendy Carr, która wspiera zespół swoją wiedzą akademicką.

Pod względem gatunkowym, “Mindhunter” nie jest klasyczną opowieścią kryminalną, ani nawet detektywistyczną, co zresztą nieustannie przyprawiało mnie o lekki, acz stopniowo rosnący niedosyt. Sprawy, których podejmują się agenci w ramach realizowania swoich podstawowych obowiązków, są przez twórców dosyć wyraźnie cedowane na dalszy plan, tylko w kilku momentach trafia się naprawdę silna ekspozycja. Część wątków zostaje porzucona i nierozwiązana, jak to bywało przecież w prawdziwym życiu Douglasa i Kesslera. Twórcy pomagają sobie w ten sposób budować psychologię głównych bohaterów, którzy ewoluują ze swoim podejściem do seryjnych morderców i to wszystko jest bardzo zajmujące, ale… Jednak brakowało mi motywu przewodniego, jakiegoś “utowarowienia” tej kryminalno-psychologiczno-naukowej fabuły. Nie byłoby to zgodne z prawdą historyczną, bo serial jest dość ściśle oparty na wspomnieniach Douglasa, ale może dzięki jednej, towarzyszącej przez cały sezon bohaterom sprawie, udałoby się uniknąć nieco ambiwalentnego finału. Mimo to, należą się twórcom słowa pochwały za konsekwencję w budowaniu takiego klimatu serii. Mój zarzut opiera się jedynie na subiektywnym odczuciu, więc niekoniecznie musi się pokrywać ze spostrzeżeniami innych widzów.

W każdym odcinku, przed napisami początkowymi prezentowana jest postać Denisa Radera – seryjnego mordercy, którego historię poznamy prawdopodobnie w… drugim sezonie.

Wspomniałem o tym, co mi trochę przeszkadzało w odbiorze, ale trzeba jeszcze poświęcić trochę miejsca zaletom. A tych “Mindhunter” posiada wiele. Największa związana jest z psychopatami, których na ekarnie znalazło się czterech. Postaci seryjnych morderców ukazane w serialu to autentyczni kryminaliści przepytywani w latach siedemdziesiątych przez oryginalny duet Douglas-Kessler. Twórcy wykorzystali oryginalne nagrania z przeprowadzonych rozmów, oddając z niemal kronikarską dyscypliną ich przebieg, a także wpływ, jaki wywierały na głównych bohaterów. Bez dwóch zdań, mordercy ukazani w serialu są jego najbardziej fascynującym elementem. Najwięcej ekranowego czasu dostaję dwójka więziennych celebrytów. Pierwszy, Ed Kemper (w tej roli znakomity Cameron Britton) to zwalisty mężczyzna, przy tym niezwykle inteligentny socjopata i z pozoru zupełnie niegroźny, sympatyczny gość. Kiedy spokojnym tonem opowiada o trudnym dzieciństwie spędzonym ze sfrustrowaną matką, oraz innych psychologicznych podłożach swoich zbrodni… wywołuje niemal współczucie, a jednocześnie mrozi krew w żyłach. Neutralny stosunek do własnej, przerażającej natury połączony z pełną świadomością popełnionych zbrodni – naprawdę mocna i wyrazista postać. Jeszcze bardziej przerażający jest chyba Jerry Brudos, w którego wcielił się Happy ( 🙂 )Anderson. Rubaszny i pełen fałszywej życzliwości, początkowo zupełnie niezainteresowany pytaniami agentów, operuje obleśnym rechotem. Później, w miarę rozwoju stosowanej przez Holdena i Tencha techniki przeprowadzania rozmów, stopniowo się otwiera i odsłania część swojego wnętrza – i jest to obraz tyleż przerażający, co smutny zarazem.

Serial szczegółowo traktuje mentalną warstwę swoich bohaterów, zarówno tych prowadzących śledztwo i badania, jak i tych będących przedmiotem analizy. Wszystko to jest bardzo wiarygodne, kompleksowe i pozbawione głupich skrótów fabularnych. Ten naukowy sznyt serialu, implikuje również wiele ciekawych nawiązań z zakresu socjologii, czy psychologii społecznej (vide: Wendy i jej oswajanie piwnicznego kotka, stanowiące znakomite nawiązanie do koncepcji Schrödingera♥). Seans toczy się w atmosferze intelektualnego wysiłku zarówno po stronie bohaterów, jak i widzów śledzących ich poczynania. Wszystko to razem składa się na bardzo specyficzny klimat, który przyciąga i odrzuca za jednym zamachem. “Mindhunter” oferuje widzowi niewybredną, intelektualną ucztę, jakiej próżno szukać w innych miejscach Netflixa, czy HBO GO. Jest magnetycznie fascynujący i nawet w przypadku rozczarowania jakimś wątkiem, po pewnym czasie wzbudza respekt do pracy twórców, a człowiek chętnie wraca do bohaterów i ich niecodziennych zajęć.

Pod tym względem David Fincher i Joe Penhall niewątpliwie osiągnęli bardzo wiele, można powiedzieć, że ukształtowali zjawiskowe novum. Serial wymagający, opierający się klasycznym kanonom sztuki telewizyjnej. Chociaż bywa momentami męczący, to wciąż pozostaje przepełniony intrygującymi postaciami, zawiera też sporo pożytecznej wiedzy. Opowieść, która nie pozostawia obojętnym, chociaż trudno ją śledzić z wypiekami na twarzy i zapartym tchem. “Mindhunter” oferuje wymagającą i wartościową rozrywkę, z pewnością zasługuję na miejsce w czołówce najambitniejszych produkcji telewizyjnych ostatniej dekady. Zwłaszcza, jeśli pamiętamy pierwsze “True Detective” – tematyka i klimat jest nieco odmienna, ale już ładunek psychologiczny jak najbardziej zbliżony. Pomimo nieco niewygodnego ułożenia ciężarów gatunkowych, które mogą nie współgrać z oczekiwaniami przyzwyczajonego do entertainmentu widza, zachęcam aby dać “Mindhunterowi” szansę i samemu wyrobić swoje własne zdanie.

Drugi sezon został zapowiedziany na następną Jesień, więc jest sporo czasu.

♠ – Fincher nie jest pierwszym twórcą, który owoce pracy Douglasa wziął na warsztat. Thomas Harris, autor książek o Hanniballu, wzorował na Douglasie swoją główną postać – Jacka Crawforda. Również bohaterowie serialu Criminal Minds byli wzorowani na książkach, które Douglas pisał – gwoli ścisłości – we współpracy z Markiem Olshakerem.

♣ – jeżeli nie chce Wam się szukać, podaję link do filmiku.

♥ – kot Schrödingera na wikipedii. Przy okazji dziękuje Larofanowi za trafne spostrzeżenie.

Kilka komentarzy do "Mindhunter"

  • 8 listopada 2017 at 19:15
    Permalink

    Jest to serial specyficzny i nie dla każdego. Zostane, jednak przy Stranger Things 😉

    Reply
    • 9 listopada 2017 at 09:48
      Permalink

      No ta, lepiej wspominac czasy ktorych nawet nie znasz w serialu fantasy, niz sie faktycznie czegos konkretnego nauczyc poprzez rozrywke na ekranie.
      Tak bardzo typowe podejscie w dzisiejszych czasach…

      Reply
      • 9 listopada 2017 at 11:14
        Permalink

        jest czas siewu i czas zbierania żniw 😉

        W Stranger Things poruszane są tematy luźniejsze, a i fajny wątek horroru się trafia. To na pewno serial dedykowany szerszej publiczności, niż Mindhunter. Fincher uderza do dorosłego, wymagającego widza proponując bardzo dojrzałą rozrywkę.
        Każdy może sobie wybrać, co mu bardziej pasuje, chociaż wynik takiego porównania jest więcej niż oczywisty.
        Mnie Stranger Things nie zachwyca, ale nie znaczy to, że nie lubię. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba. Ale to inna półka trochę.
        Mindhunter natomiast spowodował kilkanaście godzin przemyśleń przed snem, a Ed Kemper i Brudos chodzą mi po głowie do dzisiaj. Zdecydowanie większy poziom immersji, czyli to, co najbardziej cenię w oglądaniu filmów/seriali.

        Reply
  • 8 listopada 2017 at 20:57
    Permalink

    W końcu jakiś serial dla mnie! Gdyby nie recenzja pewnie by mi umknął. Dzięki;] Podoba mi się pomysł z tymi symbolami kart.

    Reply
    • 8 listopada 2017 at 21:52
      Permalink

      absolutnie swietny serial – super sie oglada 🙂

      Reply
  • 9 listopada 2017 at 09:46
    Permalink

    Intelektualna uczta w serialu?
    Po tej tekstowej (dzieki Pq, jak zwykle najwyzsza jakosc jezyka, nikt inny tak tutaj nie pisze), chetnie podejme wyzwanie Finchera. Tematyka wydaje sie ciekawa.

    Reply
  • 9 listopada 2017 at 09:59
    Permalink

    Zeby nie wyjsc na hipokryte, to pare literowek i powtorzen jednak masz:

    1. Literowka: “W0 Netflixie do obejrzenia od 13 października.”

    2. Fleksja: “Twórcy wykorzystali oryginalne nagrania z przeprowadzonych rozmów, oddając z niemal kronikarską dyscypliną ich przebieg, a także wpływ, jakie wywierały…”

    3. Powtorzenie: “po pewnym czasie wzbudza respekt do pracy twórców, a człowiek chętnie wraca do bohaterów i ich niecodziennej pracy.”

    :]

    Reply
  • 9 listopada 2017 at 10:22
    Permalink

    I jeszcze fleksja tutaj:
    “Jako widzowie obserwujemy cały proces – od narodzin samego pomysłu, przez pierwsze próby-konfrontacje z więźniami podczas wywiadów, aż po wypracowanie pierwszych narzędzi metodologicznych”

    Co z ta korekta na FSGK? :>

    Reply
    • 9 listopada 2017 at 11:10
      Permalink

      Dziękuje za czujność i pochwały, korekta dokonana.

      Reply
    • DaeL
      9 listopada 2017 at 11:22
      Permalink

      Niestety kilka dni temu nasza przemiła korektorka musiała z przyczyn obiektywnych zostawić nas samych. A my, jak te sieroty, bez niej pisać nie możemy. Ale uszy do góry, niedługo wraca.

      Reply
      • 9 listopada 2017 at 14:38
        Permalink

        Dajcie spokoj, az tak zle nie jest 🙂 w porownaniu do niektorych tekstow regularnie ukazujacych sie na onecie, czy gazeta.pl, naprawde nie ma sie czego wstydzic. Kilka pomniejszych bledow, ktorych wiekszosc nawet nie zauwazy.

        Reply
        • 9 listopada 2017 at 16:51
          Permalink

          dobrze, ze w ogóle jakaś korekta tekstów jest. nawet, jeżeli niedokładna i czasem nieobecna.

          Reply
          • 9 listopada 2017 at 17:23
            Permalink

            Kiedys w redakcjach gazetowych byl po prostu etat korektora. W przypadku FSGK raczej sie na to nie zanosi, za malo tu reklam 😛

            Reply
  • 9 listopada 2017 at 14:54
    Permalink

    Zgadzam się z opisem tego serialu powyżej. Według mnie to naprawdę ambitna produkcja, o ktorej nie slyszymy na kazdym kroku i ktora nie atakuje widza kampania reklamowa z kazdej strony internetowej.
    Dlatego jestem wdzieczny, ze poruszacie tutaj takie tematy, trafilem na Was przypadkiem i przejrzalem juz kilka bardzo interesujacych tekstów. Mam nadzieje, ze bedziecie rozwijac ta galaz serwisu, bo na samych teoriach z Gry o Tron raczej nie uda sie Wam utrzymac!

    Tekst bardzo rzeczowy i uczciwy, autor nie boi sie polecic serialu, w ktorym widzi jakies tam wady. Moim zdaniem wlasnie powolne i niespojne tempo Mindhuntera jest jednym z jego najmocniejszych punktow, bo jest nowoscia na rynku. A tematyka po prostu broni sie sama – seryjni mordercy pokazani na ekranie nadaja sie na wybitne kreacje aktorskie i do nagrod. Szkoda, ze serial przeszedl niemal bez echa, tym bardziej dobrze, ze tutaj został zauważony.
    Podsumowując, bardzo fajnie się to czytało i mam ochotę z Wami zostać na dłużej. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    Reply
    • 9 listopada 2017 at 16:49
      Permalink

      Witamy, dziękujemy i polecamy się na przyszłość 🙂

      Reply
    • 9 listopada 2017 at 17:20
      Permalink

      Jak Ci sie spodobalo, to musisz poczytac serie o Kubricku i kilka innych tekstow o fajnych serialach, np Rick and Morty, Black Mirror, czy rewelacyjna analize Twin Peaks. Trzeba troche pogrzebac, ale wszystkie maja tego samego autora, wiec po tagach znajdziesz.

      Ja do Was trafilem po znajomosci 🙂 ale tak mi sie spodobalo, ze z pojedynczego wejscia w tygodniu przeszedlem na regularne sprawdzanie strony glownej. I raczej juz zostane 😛

      Reply
  • 9 listopada 2017 at 17:52
    Permalink

    Świetny serial. Na pewno jeden z najlepszych Netflixa, bije na głowe taki np Westworld, który był baaardzo przereklamowany.
    Napiszcie coś o American Crime Story – ja polecam, bo podobne tematy, ale w lżejszym klimacie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków