Jednym uchem: Stalowe szczury – Błoto

Nie mam zielonego pojęcia skąd tak wielka u nas popularność militarnej fantastyki. Albo prawdziwa wojna była tak dawno, że podświadomie zaczynamy za nią tęsknić, albo w powietrzu wisi jakieś nieokreślone zagrożenie, które powoduje, że zaczynamy się jej obawiać. Tak czy siak przekłada się to na trochę niezdrową fascynację, owocującą kolejnymi powieściami o wojakach skaczących w czasie, futurystycznych wojnach i innych historiach, często podanych w gęstym, patriotycznym sosie. Od razu spieszę wyjaśnić, że pomimo wyrażonych powyżej wątpliwości bardzo lubię taką pisaninę. Paradoks? Niekoniecznie. Wiele z tych pozycji powstaje pewnie z literackiego wyrachowania, w odpowiedzi na czytelnicze zapotrzebowanie, może dla zaspokojenia chłopięcych fascynacji pisarza, ale dopóki jest to DOBRZE napisane i skutecznie bawi, to czemu nie?

Szturmowcy kajzera. Tak mogłaby wyglądać druży…, pardon, kompania karna kapitana Reinhardta.

“Stalowe szczury: Błoto”, pierwszy tom trylogii Michała Gołkowskiego to właśnie taki przypadek. Na szczęście tym razem dane nam jest odetchnąć od swojskich klimatów. Akcja powieści dzieje się bowiem w 1922 roku, w czasie trwania …Wielkiej Wojny i opowiada o przygodach niemieckich żołnierzy-szturmowców z kompani karnej. Tak, w tej wersji historii I wojna światowa trwa nadal i wciąż, pomimo oczywistego postępu technicznego, utaplana jest w błocie okopów. Głównym bohaterem powieści jest kapral Reinhardt, o okrutnie, a zarazem jakże malowniczo okaleczonej twarzy, której fragment zmuszony jest zastępować stalową maską. Reinhardt, przez swoich podwładnych nazywany jest “kapitanem”, co stanowi cześć tajemnicy związanej z jego postacią. Stopniowe odkrywanie tej tajemnicy to jeden z głównych wątków powieści, podczas gdy pozostałe dotyczą przede wszystkim walki, walki oraz, hmm… Walki! Nie przesadzam. “Stalowe szczury: Błoto” to w 80% opisy bitew, potyczek, walki wręcz, strzelanin, podchodów z przeciwnikiem, gonitw po fortach i okopach przerywanych krótkimi chwilami wytchnienia dla dowodzonych przez Reinhardta żołnierzy i zarazem dla czytelnika. Serio, cykl “WWW” Ciszewskiego wydał mi się przy “Stalowych szczurach” lekturą równie leniwą jak “Nad Niemnem”!

W audiobooku ilustracji zdobiących papierową wersję książki nie zobaczymy. Za to usłyszymy świetnego Filipa Kosiora.

Na szczęście, przed uczuciem znużenia skutecznie chroni nas kapitalny styl Michała Gołkowskiego. Już mniejsza o znajomość tematu wynikającą z osobistych zainteresowań autora. Mniejsza o jego ciekawe pomysły na to, jak mogłaby wyglądać przeciągająca się I wojna światowa, i na to jak ewoluowałaby mordercza technika w nią zaangażowana. Ważne jest to, że Gołkowski po prostu potrafi pisać, zdania w jego książce układają się jak pociski w serię z cekaemu Maxima, a w krótkich, żołnierskich dialogach między bohaterami nie czuć najmniejszego fałszu. Poza tym pisarz naprawdę ma pełną rozmachu wyobraźnię i umie kreować słowem sceny iście apokaliptyczne. Fragmenty, w których opisuje np. ostrzał gazowy z olbrzymiego moździerza albo atak flotylli sterowców wywoływały u mnie ciarki. Dużo dobrego dla klimatu audiobooka robi lektor w osobie Filipa Kosiora. To moje drugie spotkanie z tym aktorem, równie udane jak w przypadku “Shantaram”. Także tutaj czyta tekst z dużym aktorskim zaangażowaniem i wczuciem w poszczególne postacie, a jego zdecydowany, męski głos po prostu świetnie sprawdza się w takiej literaturze.

Nie z książki, ale pasuje idealnie. Vladimir Manyukhin – Big Bertha & Iron Hans. Więcej prac artysty: https://www.artstation.com/mvn78

Oczywiście, gdy zagłębiamy się w powieść szybko dociera do nas, że kompania Reinhardta, łącznie z samym jej dowódcą, to tak naprawdę skrzyżowanie „Parszywej dwunastki” z drużyną z cRPG. Każdy jest inny, każdy posiada jakąś łatwo identyfikującą go cechę w wyglądzie i w zachowaniu. Nawet sposób w jaki kompania Reinhardta bierze udział w walce – dalekie zagony, indywidualne akcje, brak ściśle zhierarchizowanej struktury i konkretnych rozkazów – wszystko to kojarzy się raczej z filmami wojennymi z lat 70-tych lub grami w stylu Battlefield 1, niż z prozą Ericha Remarque’a. Szczerze mówiąc – w niczym mi to nie przeszkadzało podczas słuchania. “Stalowe szczury” to proza wybitnie rozrywkowa, dająca dokładnie to, co obiecał wydawca na okładce. Obraz okrutnej wojny jest zarazem prawdziwy jeśli chodzi o militarną otoczkę, przedstawienie wojskowego drylu, brutalności walki a zarazem dość nierealny gdy spojrzeć na przedstawiane wydarzenia w szerszej perspektywie. Czy Cesarstwo byłoby w stanie toczyć wojnę kolejne cztery lata? Czy demoralizacja żołnierzy po obu stronach nie osiągnęłaby poziomu uniemożliwiającego kontynuowanie konfliktu? Zastanawianie się nad tym to jak rozważanie, czemu orły nie zaniosły Froda do Mordoru. Pisarz przyjął pewną konwencję, którą czytelnik albo kupuje albo nie. Ja kupiłem i bawiłem się bardzo dobrze. Oczywiście cały czas mając świadomość, że to zabawa przy literaturze klasy B, napisanej przez niezwykle sprawnego rzemieślnika pióra. Niestety dla mnie, kolejne tomy „Stalowych szczurów” nie ukazały się w wersji audio, więc pozostaje znaleźć czas i przeczytać je samemu. Dobrze, że zima nadchodzi, a razem z nią długie wieczory z książką. Wreszcie!

Autor i tytuł: Michał Gołkowski – Stalowe szczury: Błoto
Lektor: Filip Kosior
Czas nagrania: 10 godzin i 56 minut
Warto? Napisana z jajem i przeczytana z werwą powieść wojenna z domieszką fantastyki, osadzona w oryginalnych realiach. Macie jeszcze jakieś pytania, żołnierzu?

Kilka komentarzy do "Jednym uchem: Stalowe szczury – Błoto"

  • DaeL
    17 listopada 2017 at 16:50
    Permalink

    Ciszewski podchodził mi jakoś średnio, bo trochę się jego książki czyta jak dobrze napisane, ale jednak fan fiction. Zupełnie jak gdyby pisarz nigdy nie pozwolił, by wymogi dramatyczne, warsztatowe albo logiczne przeszkodziły w rozentuzjazmowanym wrzucaniu kolejnych fajnych pomysłów. Pierwsze 50-100 stron łyka się lekko, ale potem zaczyna ten styl nużyć.

    Ale po Gołkowskiego na pewno sięgnę. Tym bardziej, że jestem wielkim miłośnikiem I wojny światowej (jakoś to dziwnie zabrzmiało). Uważam, że to fantastyczny setting. A do tego historia alternatywna, to już prawdziwy cymes.

    Reply
  • 18 listopada 2017 at 09:40
    Permalink

    Frodo nie polecial na orlach, bo nazgule by je przechwycily. 😀

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków