Botoks (2017)

Są takie filmy, których nie powinno się oglądać. Są kiepskie, mają niewiele do zaoferowania, oferują widzowi jedynie stratę czasu.

Są też takie filmy, których produkcja podyktowana jest kapitalistycznym żerem sponsorów. Żerowanie to najczęściej opiera się na niskich instynktach prowadzących do odgrzewania starych, kinowych kotletów, lub odkopywania (zakopywania?) uznanych ikon, w celu zbicia kapitału chwytliwym tytułem, lub opatrzonymi twarzami celebrytów.

Są również filmy zwyczajnie złe – beznadziejne w scenariuszu i jego realizacji, których twórcy nie mają pojęcia o wykonywanej robocie, a które bardzo szybko znikają w odmętach popuklutorwej masy.

Są wreszcie filmy kontrowersyjne – podejmujące ważkie społeczne tematy, wywołujące – czasem wartościową – dyskusję i zmuszające do refleksji nad kondycją moralną, czy etyczną danej grupy społecznej, profesji, czy też całego społeczeństwa.

I jest “Botoks”. Najnowszy film Patryka Vegi – człowieka, który z jednej strony dał Polakom kilka znakomitych kontrowersji społecznych (pierwszy “Pitbull”), a z drugiej – wykonał co najmniej dwa udane skoki na kasę produkując przy tym filmy kiepskie (“Nowe Porządki”), lub beznadziejnie słabe (“Niebezpieczne kobiety”).

To badziewie musi mieć twarz. Patryk Vega.

Tym razem reżyser Vega dokonał czegoś, co łączy wszystkie wymienione wyżej kategorie. Łączy i wyznacza nowy rozdział w kinematografii polskiej.

Ten rozdział powinien nazywać się “Nigdy więcej”. A ja spróbuję napisać do niego chociaż krótką notę biograficzną.

“Botoks” jest filmem traktującym o polskiej służbie zdrowia. Opowiada o perypetiach lekarzy, ratowników medycznych, a także biznesowym lobby jednego z koncernów farmaceutycznych, działających w naszym kraju. Autor zarzeka się, że opowieści w nim zawarte inspirowane są autentycznymi wydarzeniami, innymi słowy – są z życia wzięte. To tyle, jeśli chodzi o “fabułę” streszczaną przez samego reżysera. Wybaczcie, ale więcej nie przejdzie mi po prostu przez klawiaturę.

“Botoks” jest filmem, który nigdy nie powinien trafić do masowej dystrybucji. Zresztą, nie będę nikogo oszukiwał. “Botoks” tak naprawdę nie jest nawet żadnym filmem i odpuśćmy już sobie ten nobilitujący rzeczownik, bo filmem przecież jest też “Obywatel Kane”, czy – żeby tak daleko nie szukać za granicą – chociażby wyświetlana ostatnio w kinach “Sztuka kochania”. To zupełnie inne produkcje, dzielące ten sam ekran, co w pewien sposób wywołuje u mnie odruch wymiotny.

“Botoks” to pozbawiony jakiegokolwiek głównego wątku, zlepek idiotycznych i wulgarnych scen, których poziom intelektualny ledwo dorównuje najgłupszemu koledze z gimnazjum. Temu, który zamiast poświęcić choćby piętnaście minut na uwagę podczas lekcji, wolał przylepiać gumę pod stołem nauczycielki. Temu, który pod koniec semestru miał wszystkie możliwe zagrożenia, nie zdał co najmniej raz, a do następnych klas przechodził, ponieważ cała kadra pedagogiczna nie miała już siły na niego patrzeć. Temu, co wyrósł na imbecyla o nieskażonym refleksją spojrzeniu, stojącego na przystanku z najtańszym browarem pod pazuchą, któremu każde wypowiedziane poprawnie zdanie zadaje fizyczny ból.

Poziom intelektualny “Botoksu” sięga prastarej, często hołdowanej w rodzimej kinematografii, zasadzie, że im więcej “ku*ew” i “pie**olonych ch**jów” na centymetr dialogu, tym lepiej. Nic dziwnego, skoro publika “Niebezpiecznych kobiet” – którego to głównym osiągnięciem było właśnie takie rozbawianie widza, rżała jak muły w salach kinowych, nabijając rekordową oglądalność. Zachęcony rekordowym box office poprzedniego gniota, Vega poszedł więc po całości. W trailerze mamy zaprezentowaną wizualizację idiotycznego dowcipu o “kolesiu bez kontaktu”, w dalszej części filmu jest tak samo i/lub gorzej. Po trzydziestu minutach seansu zatęskniłem za niedzielnym oglądaniem współczesnych kabaretów w TVP.

Mądrość życiowa płynąca z tego filmu nie sięga poziomem nawet do przedszkola.

Warsztatowo film jest sprawny. To znaczy – kamera nie pokazuje nóg zamiast twarzy rozmawiających postaci, jasność ekranu nie jest prześwietlona, muzyka nie skrzeczy, a montaż istnieje. Ekipa realizacyjna znała się na swojej robocie, ale cóż w tym dziwnego. Z recenzenckiego obowiązku informuję, że odnotowałem.

“Botoks” jest zlepkiem historii z patologii polskiej służby zdrowia. Nie jest jednak opatrzony żadnym memorandum, które nadawałoby mu sens. To prostacka, krzykliwa i bardzo szkodliwa kinematograficzna pornografia. Szkodliwa nie tylko ze względu na ilość użytych w niej kloacznych zwrotów i sentencji, ale – przede wszystkim, ze względu na obraz świata, jaki prezentuje i – o zgrozo – może propagować wśród naiwnej widowni.

Obraz, w którym nikt nigdy nie wykonuje swoich obowiązków. Obraz, w którym każdy jest pozbawionym jakiejkolwiek moralności, bestialskim potworem o najniższych możliwych instynktach. Obraz, w którym pieniądze, śmierć i seks stanowią jedyne wyznaczniki codzienności bohaterów. Obraz, który jest tak bardzo jednostronny i prostacki, że po kilkunastu minutach seansu mamy go zwyczajnie dość – ale nie dlatego, że wzbudza w nas jakiekolwiek emocje, z którymi ciężko jest sobie poradzić. To byłoby coś, wielka zaleta! “Botoks” jest cholernie nudny i beznadziejnie powtarzalny w swojej wulgarnej, taniej prowokacji. Dokładnie wiadomo, co będzie dalej – kolejna, niespójna z całością scena opowiadająca w ten sam, prostacki sposób o kolejnej, znacznie przerysowanej skandalicznej historii z życia wziętej. Raz pomyłka podczas porodu, skutkująca śmiercią matki. Innym razem seks z psem, obrzydliwa aborcja lub przypadkowa utrata palców. Całość nie trzyma się nawet na ślinę, jest przynudzającym festiwalem nieśmiesznych i niesmacznych żartów i popisem skandalicznej płytkości reżysera. Kompletna żenada, która do niczego nie prowadzi.

Poczytajcie sobie hasła promujące na tych plakatach. Ja pozostawiam je bez komentarza.

Wstyd było mi oglądać Agnieszkę Dygant w roli tak odrealnionej, że aż zwyczajnie wytrącającej z równowagi. Tak samo Chabiora, który w podobnych kreacjach sprawdzał się już wcześniej, lecz za każdym razem niosąc ze sobą jakiś ładunek wartościowego przesłania. Tym razem niesie ze sobą wspomnianą “kur*ę” i “chu*a”, którymi – jak mniemam – reżyser chce się przypodobać bydlęcej widowni.

To jest druga strona medalu. Vega, produkując taki film, zwyczajnie wsadza polskiemu widzowi kija w tyłek. I sprawdza, czy będzie piszczał z rozkoszy. Podchody pod ten klimat robił już we wcześniejszych “Pitbullach”, ale w tym przypadku – że pozwolę sobie użyć nomenklatury wyjętej wręcz ze scenariusza – “lejcy poszli, jadymy z kur**mi”. To nie jest śmieszne, to jest tragiczne. “Botoks” stanowi abominację, powoduje odruch wymiotny.

Na koniec jeszcze jedna, równie istotna sprawa. Godząc się na produkcję takich filmów, godzimy się na wylewanie szamba na nas samych. Na społeczeństwo naszego kraju. Nie jest ważne, czy tematem filmu jest patologia w służbie zdrowia (nie wątpię, że jak najbardziej obecna), czy kryminalne nadużycia policjantów, strażaków, czy listonoszy. Ważne jest, w jaki sposób ten temat jest poruszany, jak go twórcy przepracują. Vega – rzuca w nas nic nie wnoszącym, prostackim, wulgarnym i ohydnym szajsem. I sprawdza, czy za niego zapłacimy, potwierdzając jego mniemanie o własnych widzach.

Nie dajmy się nabrać. Nigdy więcej.

 

 

Kilka komentarzy do "Botoks (2017)"

  • 4 października 2017 at 12:11
    Permalink

    A kina pękają w szwach 🙁

    Reply
  • 4 października 2017 at 13:05
    Permalink

    Nie zgadzam się z tą recenzją. Myślę że jej autora interesowało napisanie swojej opinii piękną polszczyzną bez podania jakichkolwiek merytorycznych argumentów. Ten film nastawiony jest na odmóżdżenie, podobnie jak wiele innych polskich podobnych produkcji. Jakich autor oczekiwał przesłań od Chabiora ? W opinii autora jestem idiotą bo bawiły mnie te wszystkie “kur..” i “ch…”. Pytam się dlaczego miałby mnie nie bawić, bo autor tak uważa ? Przepraszam za moją opinię, ale dla mnie ta recenzja to dno.

    Reply
    • 4 października 2017 at 13:28
      Permalink

      Qrd, jezeli bawia Cie kur@wy i chu@e, w klimacie trailera filmu (bo calosci nie zamierzam ogladac), czyli uzywane jako przecinki wulgaryzmy bez zadnej wartosci…
      Jezeli bawia Cie wyprute flaki, umierajace plody i inne sceny prezentowane w tym filmie, na ktorych ludzie mdleja w kinach (mozna o tym poczytac na onecie dzisiaj)…
      Jezeli taka rozrywka jest dla Ciebie ‘odmozdzeniem”…
      To wybacz, ale raczej problem jest z Toba, a nie autorem recenzji.

      Reply
    • 4 października 2017 at 13:47
      Permalink

      Wszystko jest pięknie wypunktowane dlaczego ten film to szmira. A co do kur** i ch****, jeśli Cię to bawi, a mnie też czasem bawi jeśli dobrze użyte i ze smakiem, to ok. Ale jeśli to powoduje, że ta parodia filmu jest dla Ciebie coś warta, to tak, jesteś z pokroju idiotów. Ten film nie jest nastawiony na odmóżdżenie, jest nastawiony na robienie hajsu przy zerowym przyłożeniu się do jakości.

      Reply
    • 4 października 2017 at 20:06
      Permalink

      Widze kolega od Vegi

      Reply
  • 4 października 2017 at 13:18
    Permalink

    Byłem w ostatni weekend w kinie. Naprawdę pierwszy raz w życiu(a w kinie bywam jednak kilkakrotnie w ciągu roku) wyszedłem w trakcie seansu na papierosa i spędziłem chwilę na rozmowie z paniami w kasach. Film w mojej ocenie jest tragiczny a trzeba przyznać, że wymagań nie mam wygórowanych. Odradzam komuś kto jeszcze nie widział

    Reply
  • 4 października 2017 at 13:36
    Permalink

    Tolkien, a niby dlaczego to ze mną jest problem. Czy ja tym robię komuś coś złego ? Nie wydaje mi się. Mam prawo cieszyć się z tego co cieszy mnie, a nie Ciebie czy innych ignorantów. Zarówno ty jak i autor recenzji przypominasz mi typowego wyborcę PIS-u. Tylko twoja racja jest prawidłowa. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za dyskusję.

    Reply
    • 4 października 2017 at 13:37
      Permalink

      Dodam jeszcze, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

      Reply
      • 4 października 2017 at 13:51
        Permalink

        Nic zlego nie robisz, tylko nazywasz ludzi ignorantami, recenzje z ktora sie nie zgadzasz kwitujesz ‘dno’, a jednoczesnie zarzucasz mnie, ze nie dopuszczam innego zdania… lol xD

        Chyba szkoda czasu na ta dyskusje, napisze wiec ze calkowicie zgadzam sie z zarzutami, ze ten film jest szkodliwy i bardzo niebezpieczny. Rozrywka w kinie moze miec wiele twarzy i kazdy z nas cieszy sie wolnoscia co do tego, jaka chce wybrac.
        Autor recenzji tez jest czlowiekiem i wyraza swoje wlasne zdanie na temat filmu. W moim odczuciu wystarczaja argumenty o poziomie intelektualnym i braku jakiejkolwiek glebszej warstwy fabularnej. Ostatnie filmy Vegi tez takie byly, wiec na jej podstawie wyrabiam sobie zdanie ‘tego ogladac nie chce’. Tylko tyle, albo az tyle.

        Reply
    • 5 października 2017 at 12:34
      Permalink

      Ohoho 😀 Poszło “wyborcami PiS-u”, ciężka artyleria 🙂

      Kolego! Problemem jest to, że Ty jak narazie krytykujesz jedynie recenzję a nie podajesz kompletnie żadnych argumentów, które Twoim zdaniem broniły by tą produkcję. Przytocz może jakieś merytoryczne argumenty to i rozmawiać będzie się łatwiej. Bo jak na razie zachowujesz się jak “totalna opozycja”. Dużo szumu, dużo zamieszania ale sama treść mocno rozmyta ;).

      “Botoksu” nie oglądałem. Z filmów Vegi widziałem jedynie pierwszego “Pitbulla” i “Niebezpieczne kobiety”. Stwierdzam, że te filmy, nawet chwalony “Pitbull” z 2005 roku nigdy nie miały jakiejś głównej osi. Niby jakaś tam główna fabuła była ale nie była ona specjalnie ważna. Wszystko opierało się na dosadności scen. Miały albo śmieszyć, albo szokować. Różnie z tym bywało. Raczej był to taki zlepek scen, który jakby się głębiej zastanowić to niby tam tworzył jakąś opowiastkę. No cóż. Siłą tych poprzednich produkcji mam wrażenie były właśnie dialogi. Dla jednych były one śmieszne, dla innych żenujące. Ale patrząc na popularność jaką cieszyły się one w Social Mediach to chyba właśnie one kupiły przeciętnego widza. Ja tam nie mam zamiaru oceniać. O gustach podobno się nie dyskutuje. Jedni lubią mydło, inni powidło. Jestem w stanie zrozumieć, że przeciętny Polak, zapieprzający ciężko w pracy przez często 12h ma ochotę na wieczór się odmóżdżyć. Nie każdy po całym dniu spędzonym przy łopacie czy też na kasie w markecie musi mieć ochotę obejrzeć wspomnianego “Obywatela Kane’a”. Nie macie takich dni, że nie macie sił obejrzeć czegoś wymagającego i wolicie włączyć sobie jakąś komedyjkę z dajmy na to Milą Kunis? Gdzie wszystko jest ciepłe, cudowne i dobrze się kończy? Ja po szarym i przygnębiającym dniu często tak mam. Nie wiem, może ludzie po dekadzie filmów “na podstawie powieści Grocholi”, po erze “Testosteronów” i “Kac Waw”opuścili poprzeczkę? Wolą obejrzeć podlaną k*rwami i ch*jami komedię sensacyją (?) niż taplać się w takich ciepłych kluchach? W końcu np. “Psy” Pasikowskiego czy “Kroll” (filmy dla mnie kultowe) też nie grzeszyły ogładą i inteligencją tekstów a jakoś przeszły do kanonu polskiej kinematografii? Absolutnie nie mam zamiaru porównywać filmów Vegi do tych obrazów, bo akurat w “Pitbullach” mało który tekst naprawdę mnie rozbawił. A Oświeciński jest tak drewniany, że Vin Diesel powinien przy nim dostać oscara za całokształt. Naprawdę nie wiem dlaczego ludzie tak go uwielbiają… ale po prostu ja również stanę w obronie widzów Vegi 🙂 Autor jak najbardziej ma prawo wydać swoją opinię, każdy inny ma prawo do niej się odnieść (o ile robi to należycie). Ja po prostu próbuję zrozumieć dlaczego Polacy tak polubili te filmy. I nie mam zamiaru nikogo wyzywać od “cebulaków”. Niech każdy sobie ogląda co chce. Życie zweryfikuje każdą produkcję. Pozdrawiam wszystkich 🙂

      P.S.
      Od Vegi widziałem jeszcze “Służby specjalne” i one mi się całkiem podobały. Szczególnie rola Chabiora była tam dla mnie genialna ;).

      Reply
  • 4 października 2017 at 13:52
    Permalink

    Tamten co ty możesz wiedzieć kolego ? Przeczytałeś kilka mądrzejszych teksów i uważasz się za inteligenta ? Używając zwrotów tego typu wobec osoby, która prowadzi normalną dyskusję pokazujesz tylko, że w rzeczywistości nie różnisz się niczym od tych “idiotów” siedzących w kinie na przedmiotowym filmie. Idź lepiej obierz ziemniaki na obiad. Pozdrawiam

    Reply
  • 4 października 2017 at 13:57
    Permalink

    Tak, ta recenzja to dno ponieważ obraża ludzi, którzy nie myślą podobnie jak jej autor. Dlatego też was nazwałem ignorantami. Te słowo nie ma takiego wydźwięku jak słowo “idiota czy debil”, którymi wy się posługujecie.

    Reply
  • 4 października 2017 at 13:57
    Permalink

    hmm ja wole czytać recenzje filmów, które warto obejrzeć, a nie które omijać z daleka 🙂 do takich nie trzeba pisać specjalnie recenzji, zróbcie jakąś czarną listę(przeciwieństwo top filmów) filmów, których nie ruszać i tam sobie wrzucajcie takie pozycje 😛 takie moje luźne propo

    Reply
  • 4 października 2017 at 13:58
    Permalink

    Kończę już ponieważ szkoda mi na was czasu. Jesteście typowymi niedowartościowanymi polaczkami. Wszystkiego dobrego!

    Reply
    • 4 października 2017 at 14:12
      Permalink

      dziękuję!

      Reply
  • 4 października 2017 at 14:04
    Permalink

    Najbardziej smutne jest to, że ten film, niesamowicie szkodliwy społecznie, utrwalający mity, ma taką widownię. I to widownię, która jest przekonana o prawdziwości całego filmu, a sam reżyser tylko podkreśla, jak bardzo potrzebny społecznie był ten film.
    Zgadzam się z autorem recenzji, choć ja bym nawet 1/10 nie dała. Ten film jest po prostu zbyt szkodliwy, żałosny i obrażający widza, by jednak ode mnie na takie coś zasłużyć.

    Reply
    • 4 października 2017 at 14:12
      Permalink

      1/10 to minimum, które przyjmuje nasza wtyczka do ocen. A wierz mi, miałem ochotę zejść jeszcze niżej…

      Sugerowanie przez Patryka Vegę, że nieprzychylne recenzje “Botoksu” są opłacane przez jakiś zewnętrzny kapitał nieznanego pochodzenia (dowiedziałem się o tym, jak już napisałem swoje dezydery), to również sprawne użycie syndromu “oblężonej twierdzy” wobec własnych fanów.
      Co by nie mówić o Vedze, to na psychologii tłumu zna się znakomicie. I cała otoczka budowana przezeń wokół “Botoksu” to świetnie przemyślany, marketingowy bait.
      Poza tym, z punktu widzenia recenzenta, naprawdę nie ma znaczenia czy autor w te swoje scenariusze wierzy, czy jest świadomy uprawianej przez siebie degrengolady. Istotne jest, że “Botoks” to kawał chłamu pod względem warsztatowym, scenariuszowym i każdym innym możliwym.
      Widownia bije tegoroczne rekordy. Wypada zapalić świeczkę.

      Reply
      • DaeL
        4 października 2017 at 15:15
        Permalink

        Przyznaj się Pq, lobby farmaceutyczne Cię kupiło zniżką na Rutinoscorbin.

        Reply
      • 5 października 2017 at 08:15
        Permalink

        Bardzo nie spodobała mi się ta recenzja. Naprawdę nie zawiera konkretów. Nie analizuje. Powtarzasz słowa ‘prostacki’ i ‘wulgarny’ co drugi akapit, wracasz po kilka razy do wykropkowanych przekleństw (ten żart już ma brodę). Dobry redaktor wyciąłby z tego przed publikacją przynajmniej połowę.

        Podchodzisz do tekstu zbyt emocjonalnie. Właśnie na tym polega różnica między tekstem filmofila, a krytyka. Ten drugi zachowuje chłodną głowę podczas pisania. No i kilka razy powtarzasz jak strasznie cierpiałeś podczas seansu. Współczuję…

        Reply
        • 5 października 2017 at 08:34
          Permalink

          1. Nie analizuje filmu, który jest gniotem w takim stopniu, że – w moim przekonaniu – nie ma w nim żadnej treści, poza tą do której się odnoszę, którą miałby przeanalizować. No, chyba, że oczekujesz ode mnie, że wezmę na warsztat sceny przedstawiające np. kopulację z psem. Co miałem tam analizować? Poziom realizmu umierającego noworodka? Czy może jakość ekspresji w wypowiadaniu wulgaryzmów przez poszczególnych aktorów? Chabior wypada naturalnie, Szapołowskiej ledwo przez gardło przechodziło. O to Ci chodzi?

          2. Tekst jest napisany z punktu widzenia krytyka, którego gust został przewalcowany i podziurawiony beznadzieją filmu, jaki obejrzał. Moją rolą jest oddanie również stanu emocjonalnego, który towarzyszył mi podczas oglądania. Taki mam styl pisania, że zawsze staram się przede wszystkim oddać emocjonalny wymiar danej produkcji, zamiast skupiać się na fabule, czy bohaterach. O tym można poczytać sprawdzając opis dystrybutora, ja takich recenzji czytać nigdy nie lubiłem i pisać takich nie będę. Wolę napisać/dowiedzieć się dla kogo jest dany film, jaką atmosferę buduję, na co warto zwrócić w nim uwagę.

          3. Jeśli Tobie taki sposób nie odpowiada – rozumiem. Oczekujesz czegoś innego i masz do tego pełne prawo.
          Ale to nie znaczy, że musisz się wymądrzać na temat tego, co by zrobił “dobry redaktor” i w tonie wszechwiedzącego instruować mnie, jak powinienem robić coś, w czym posiadam wieloletnie doświadczenie. Dodam, że również kompetencje i wykształcenie. Trafiasz kulą w płot.

          Reply
          • 5 października 2017 at 11:02
            Permalink

            1. Najciekawsze do analizy są powody sukcesu tego filmu. Krytycy i filmofile- to jest szit. Widzowie- tłum w kinach. Bo masa lubi przekleństwa? To za proste by było. Dlaczego tobie scena kopulacji z psem przeszkadzała, a pareset tysięcy Polaków chciało to obejrzeć i za to zapłacić? Oto pytanie!
            2. Stan emocjonalny dałoby się opisać jednym zdaniem: ‘jestem wściekły, to był szit’. Do tego nie był potrzebny długi tekst. Co do beznadziei obejrzyj ‘The room’, ‘Rekinado’ albo ‘Kac Wawę’. ‘Botoksu’ nie oglądałem, ale widziałem np. ‘Ciacho’ Vegi. Pokłady beznadziei do odkrycia są wielgachne.
            3. Akurat o tym, co by zrobił redaktor się kilka lat uczyłem i to były cenne lekcje. Mam też pewne doświadczenie praktyczne. Jak zrobić, by tekst nie stracił sensu i jednocześnie zmieścił się w wymaganej ilości znaków? Z przycięciem twojego nie byłoby problemu. To nie było wymądrzanie się. Po prostu różne mądrale mi tę wiedzę przekazały 🙂

            Mój tekst to nie był atak personalny. Profesjonalnych krytyków traktuje tak samo. Oceniający też musi liczyć się z oceną 🙂

            Reply
            • 5 października 2017 at 11:21
              Permalink

              1. Yup. Tylko, żeby analizować takie rzeczy to albo a) socjologia społeczna, metodologia badań, hipotezy i wnioski = nikt tego nie przeczyta, a na pewno nie na fsgk.pl; b) tekst rzucający błotem w widownie i twórców, czyli zejście do poziomu reżysera.
              Ja szukałem trzeciej drogi. Poza tym, to miała być recenzja, a nie artykuł przekrojowy, chociaż rozumiem, że wg Ciebie wyszła jakaś hermafrodyta. Pewnie tak, pewnie dlatego jest tu tyle komentarzy 😉

              2. Wydaje mi się, że zbyt płytko na to patrzysz. Są różne odmiany “beznadziei kinowej”. Kac Wawa to był taki klocek, że nikt nawet się przy nim nie skrzywił ust w grymasie uśmiechu (ale przy premierze było bardzo głośno, o ile pamiętasz wojny scenarzysty z Raczkiem np). Ciacho to podobny temat, chociaż nie tak nisko jak Wawa. Ale już w “The Room” udało się osiągnać znacznie więcej, chociaz zupełnie przypadkowo. Film stał się hitem nocnych seansów w USA, własnie dlatego że był tak zły (warsztatowo), że zyskał status kultowego. Trochę podobnie jest z “Rekinado”, które było celowym zamysłem twórców specjalizujących się w filmach tak absurdalnie słabych, że aż magicznych.
              “Botoks” to zupełnie inna półka, o której pisałem na poczatku tekstu. Łączy kilka kategorii beznadziei i wyznacza nowy, szkodliwy gatunek. Serio – obejrzyj kiedyś, może wtedy się ze mną zgodzisz.
              3. Oczywiście, że nie byłoby problemu z przycięciem mojego tekstu. Gdyby to szło na szpalty, miałoby zupełnie inną formę. Ale Internet “trochę” zmienił w dziennikarstwie i teraz już nikt nie musi pilnować miejsca w kolumnach. Gatunki prasowe uległy modyfikacjom, niektóre przeszły rewolucje. To trochę inna rzecz, nie wdając się w dyskusje czy dobra/zła – po prostu inna. Oceniając mnie przez pryzmat krytycznych publikacji prasowych popełniasz błąd poznawczy. Nie dlatego, że nie masz racji (bo ją masz, zwłaszcza z tym przycinaniem), ale dlatego, że ja nie uprawiam tego gatunku, który w moich tekstach oceniasz.

              Reply
              • 7 października 2017 at 16:18
                Permalink

                1. O poczytność bym się nie martwił. Llothar wciąż publikuje ‘No more fermi’ (czy jakoś tak) po angielsku. Tego na stówę nikt nie czyta 😀
                2. Rzeczywiście ‘Rekinado’ i ‘The room’ to inna półka. Chciałem zwrócić uwagę, że Vega na tej najniższej nie siedzi.
                3. Wiem, że w necie można publikować teksty na miliard znaków, ale to nic nie zmienia. Dobrze zredagowany tekst to dobrze zredagowany tekst, niezależnie od miejsca publikacji. Błąd pozostaje błędem. Uprawiasz gatunek recenzji filmowej i w tej kategorii oceniałem.

                Reply
                • 8 października 2017 at 16:07
                  Permalink

                  No to źle oceniałeś, co próbowałem już wcześniej tłumaczyć. Uprawiam (-my, wszyscy na fsgk.pl) dziennikarstwo internetowe, lub obywatelskie, lub interaktywne, lub dziennikarstwo postmodernistyczne – w zależności jakiego autora zacytować i który paradygmat przyjąć.

                  Nie ma tutaj miejsca na szerokie tłumaczenia, na czym polegają różnicę gatunkowe, toteż odsyłam do przykładowych opracowań, które zresztą powinieneś znać, skoro edukowałeś się w mediach.
                  Bardzo sypmatyczne opracowanie róznicy pomiędzy tradycyjnym a internetowym gryzipórstwem znajdziesz np. u Mellissy Wall w “Journalism” no 6, 2005. Tytuł artykułu ” Blogs of War: Weblogs as news”, ale możesz też podejrzeć opracowanie w języku polskim autorstwa Karola Jakubowicza (“Nowa ekologia mediów”, s. 195).

                  Tam masz ładnie wyłuszczone różnice w stylu i celu pisania w Internecie.

    • 4 października 2017 at 23:43
      Permalink

      Kim są Polaczki?

      Reply
        • 4 października 2017 at 23:46
          Permalink

          prosiłbym konkretniej

          Reply
          • 5 października 2017 at 10:47
            Permalink

            a można, jak najbardziej

            Reply
    • 5 października 2017 at 12:41
      Permalink

      Jak słyszę słowo “Polaczki” to też mi się chce rzygać…. Rozumiem że czujesz się po prostu moralnie wyżej od każdego, kto poszedł na to do kina? 🙂

      Reply
  • 4 października 2017 at 16:24
    Permalink

    Najgorsze jest to, że gawiedź chodzi na takie g*wno do kina nabijając Vedze kieszenie hajsem, za który ten bezczelny człowiek nakręci kolejne g*wno, sprzedając je pod hasłem “oparte na faktach”. Ja wiem, że w tym antyludzkim państwie każdy zna się na wszystkim i gardzi się ciężką pracą, ale to co się wylało w internecie po “Botoksie” to jakiś absurd. Karina nie zaszczepi Brajana, bo koncerny to spiseg, badane latami leki to cukier-puder, ratownicy medyczni to żule i degeneraci, a lekarze- mordercy. Tak szkodliwego gniota dawno nie było, jednak gawiedź wie, że TO WSZYSTKO PRAWDA i zawierzy mocom magów i szamanów. Albo będzie jeszcze bardziej darło ryja na lekarzy i pielęgniarki, szarpało ratowników i to wszystko w wielkim oburzeniu, że ten konował ma czelność zarabiać pieniądze. Już pomijam aspekt, że Vega niby taki feministyczny, ale aborcję zakłamuje i to jeszcze w okresie, kiedy popraprańcy anty-choice mają chęć zmuszać ciężarne do rodzenia dzieci bez mózgu albo z innymi ciężkimi wadami.

    Reply
    • 4 października 2017 at 17:00
      Permalink

      Ja mysle (chce myslec), ze jednak duza czesc tej ‘widowni’ ma jednak troche poczucia przyzwoitosci i wychodzi z sal kinowych rozczarowana.
      Przynajmniej kilka osob wsrod znajomych opisuje swoje zazenowanie tym filmem, a i tutaj byl taki komentarz.
      Wiec moze ta cala marketingowosc zadzialala jeszcze w tym przypadku, ale na nastepny film Vegi (ma byc powrot do policjantow) juz sie ludzie nie nabiora.
      Albo jestem niepoprawnym optymista..

      Reply
      • 5 października 2017 at 08:15
        Permalink

        Też chciałbym w to wierzyć, ale wydaje mi się, że to pobożne życzenie.

        Vega faktycznie trafił w niezagospodarowaną kinowo niszę. Zebrał ogromną widownię, która zwykle nie ruszała się sprzed fotela w salonie. Do tego sukcesywnie mocno akcentuje wątki żeńskie, zachęcając płeć piękną do wyciągania mężów/partnerów na seans.
        Obowiązkowo jest również wątek romantyczny, w przypadku reżysera oczywiście całkowicie odarty z jakiejkolwiek namiętności. Ale ludzie to znają z własnego życia, szukają potwierdzenia dla własnych ułomności, których jest w tej niszy mnóstwo. No i Vega daje im poczucie, że wszystko z nimi w porządku, bo cały kraj jest zepsuty.
        Nie chcę operować konkretnymi przykładami i nazywać rzeczy po imieniu (jak bywają na innych stronach, zwłaszcza w mediach społecznościowych), ale myślę, że większość z Was doskonale wie o jaką grupę społeczną mi chodzi.

        Reply
  • 4 października 2017 at 18:36
    Permalink

    Początkowo chciałem z czystej ciekawości pójść na ten film. Jakkolwiek zwiastuny oraz pierwsze recenzje mnie zniechęciły. Jeżeli mam być szczery jedynym wybitnym dziełem Vegi był serialowy Pitbull(Szczególnie pierwsze dwa sezony). Hans Kloss, Służby Specjalne i pierwsza kontynuacja Pitbulla były znośne jakkolwiek Niebezpieczne Kobiety należały do tych beznadziejnie słabych(o jego komediach lepiej się nie wypowiadać bo to jakiś oksymoron kina).
    Pan Krzemieniecki znalazł niszę i chyba kieruje swoje “dzieła” do mentalnych Karyn i Sebixów. Prawdę mówiąc już odgrzebany z paleolitu dowcip o kondomach sprawił, iż poczułem straszne zażenowanie. Rozumiem, że potrzebne są pozycje gdzie można się trochę odmóżdżyć ale z tego co zdążyłem wyczytać to “film” ten jest po prostu szkodliwy. Film bazujący na spiskach i stereotypach, a później dziwimy się, że okres rozkwitu mają jakieś grupy antyszczepionkowe. Paskudnie tak żerować na naiwności widowni Panie Vega. Dałbym ocenę niższą od 1 albo poniżej zero. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć, iż film jest głupi czy debilny tak do tych szkodliwych mam zero tolerancji.
    Pozycja ta jest nawet bardziej szkodliwa od Smoleńska czy jak to się nazywało…

    Reply
    • 5 października 2017 at 08:09
      Permalink

      Smoleńsk to było zaszczute jeszcze przed premierą dziełko kiepskiego reżysera i z kiepskim budżetem. Tragedią bym go nie nazwał, bo jego twórcy sami się zaorali osiągając poziom realizacyjny etiudy na zaliczenie projektu filmowego w liceum.

      “Botoks” miał konkretny budżet, potężnych sponsorów, dla których była to udana inwestycja. No i propagowane treści wśród mniej zorientowanych widzów są rzeczywiście bardzo szkodliwe. Jeszcze pół biedy, jak kogoś te wszystkie przekleństwa śmieszą, bo lubi sobie porechotać w kinie. Ale nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś może brać np taki przebieg zabiegu aborcyjnego na poważnie. Albo słowa Szapołowskiej o całym przemyśle farmaceutycznym. To już powinno wzbudzać niepokój.

      Reply
      • 5 października 2017 at 13:43
        Permalink

        Dlatego uważam, że obok tej pozycji nie można przejść obojętnie. Niestety film znalazł sporą liczbę odbiorców , którzy serwowane treści biorą bardzo poważnie. Dobrym przykładem będzie pewna Pani z Twittera, która uznała, iż pod jego wpływem nie zaszczepi własne dziecko. Takich ludzi może być zdecydowanie więcej.
        Nie wiem na czym polegała scena z aborcją. Sam do tego zabiegu jestem nastawiony negatywnie. Jakkolwiek temat jest na tyle ważny, że zasługuje na poważną dyskusję. Zazwyczaj serwuje się nam dwie strony sporu. Jedną jest nawiedzony feministka, drugą nawiedzony dewotka.
        Domyślam się, że temat aborcji w tym “dziele” ogranicza się do jednej naturalistycznej scenki, a operację prowadzi pozbyty empatii ginekolog.

        Reply
        • 5 października 2017 at 14:02
          Permalink

          Scena z aborcją jest dosyć szczegółowo nakręcona – widzimy rozcinanie skóry podczas cesarki, bryzgające wody płodowe, a także siny płód wyjmowany z “matki”. Płód ląduje na tacy w sali szpitalnej, którą co chwilę odwiedza pielęgniarka, która sprawdza, czy abortowane dziecko wciąż żyje. Całość doprawiona jest dialogiem pielęgniarki z lekarzem, idzie to jakoś tak:
          – Jeszcze oddycha.
          – To uduś poduszką.

          Mam nadzieję, że ten “teaser” sprawi, że narzekający na recenzję Czytelnicy zrozumieją dlaczego “poważna analiza” treści filmu i bohaterów w nim występujących po prostu nie przeszła mi przez klawiaturę.

          Reply
          • 11 października 2017 at 20:15
            Permalink

            Jestem z zawodu lekarzem. Robie specjalizacje z ginekologii. Po tym co napisales, przestaje wierzyc w sens mojej pracy. Aborcja przez cesarskie ciecie???????!!!!!!!!!!!!!!!! Serio. chce mi sie plakac.

            Reply
            • 11 października 2017 at 20:16
              Permalink

              Calej reszty nawet nie komentuje, bo to bylby brak szacunku dla wszystkich pacjentek, ktore przezyly utrate ciazy

              Reply
  • 4 października 2017 at 20:18
    Permalink

    Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że ten film jest szkodliwy. Na wszelkiego rodzaju forach i grupach altmedowych i antyszczepionkowych to “dzieło” już doczekało się pozycji równej rewelacjom Wakefielda i traktowane jak dokument “ukazujący prawdę”. Podobną sytuacje zauważyłam w środowiskach antyaborcyjnych. Ale najbardziej z tego żenują mnie komentarze obrońców Vegi. Większość z nich albo oskarża krytyków filmu i niedojrzałość,arogancje, życie w bańce, a nawet o uwielbienie “Na dobre i na złe” i “50 twarzy Greya” XD. Postu Vegi na Facebooku nawet nie będę komentować, bo to jest jakaś komedia.

    Reply
  • 5 października 2017 at 08:01
    Permalink

    Wg mojego znajomego- członka jury- główny faworyt tegorocznych Węży. Znakomita nagroda filmowa, polecam 😀

    Reply
  • 5 października 2017 at 08:46
    Permalink

    Nieważne jak mówią, ważne żeby gadali – jak widać się sprawdza. “Kino Vegi” w tym wydaniu umrze śmiercią naturalną lub wcale (w co wątpię) – coś jak przereklamowani celebryci.
    PS. Apelowałbym o ignorancję w stosunku do tego typu produkcji bo ona zniechęca najbardziej. A to, że jeszcze pare takich filmów powstanie to pewnik więc po co sobie psuć nerwy na przyszłość.

    Reply
    • 5 października 2017 at 09:07
      Permalink

      I ja również, w ostatnich zdaniach tekstu, apeluję o nie poddawanie się tym wszystkim zabiegom i nie “łykanie haczyka”, choćby nawet po to, by sprawdzić jak bardzo zły jest “Botoks”. Fajnie byłoby, gdyby ludzie zagłosowali portfelami, no ale jak pokazują wyniki otwarcia – nie dzieję się tak.

      dlatego jestem trochę rozdarty – z jednej strony nie warto, jak mawiał klasyk, “strzepić ryja” na temat tego filmu, a z drugiej trudno jednak zignorować jego negatywny wpływ na (przynajmniej część) widzów. No i co tu zrobić? Trochę niepodobna wchodzić w buty demagoga, ale skoro autor sam to robi?
      Odwieczny dylemat sfery publicznej, ot co!

      Reply
  • 5 października 2017 at 09:27
    Permalink

    Hmm, przyznam się, że tego nie widziałam, zwiastun skutecznie mnie zniechęcił. I pewnie tak by zostało, pewnie zapomniałabym, że taki film powstał gdyby nie jego przeciwnicy. Tak samo jako to było z nagonką na zmierzchy, czy greje… Przeciętne coś, co miało trafić do konkretnej grupy społecznej, trafiło i nikt by o tym nie pamiętał gdyby nie wrogowie “tego chłamu!!1!1”.
    W komentarzach widzę chyba tylko dwa głosy krytyki w stosunku do recenzji/autora. Jeden to chyba troll, drugi z kolei merytorycznie przedstawił, czemu recenzja mu się nie podoba. I chociaż wstawki typu jak wygląda dobra recenzja faktycznie były niepotrzebne, to jednak oburzona, emocjonalna odpowiedz autora trochę mnie zniesmaczyła. Sama miałam podobną refleksję po przeczytaniu – “Hej, no ale to już? A gdzie treść? Czy naprawdę jedynym powodem, dla którego autor jest tak ekstremalnie zdegustowany filmem są bluzgi i słaba fabuła? Naprawdę musiał osiem razy to powtórzyć i nie dodać nic więcej? No no chyba jest coś więcej, skoro film aż tak źle ocenił?”.
    Potem przeczytałam komentarze i już w ogóle, bum. Tyle negatywnych emocji, tyle gadania jaki film szkodliwy, jakie upośledzenie trzeba przedstawiać żeby go lubić, że olaboga ludzie za to płacą i nabijają kase złemu reżyserowi! Serio, a Wy gdzie obejrzeliscie film? Czy nabijanie kasy Was nie dotyczy, bo obejrzeliście, żeby móc głosić jedyną prawdę jakie to było złe? Trailer pokazywał bardzo dobrze jaki to będzie film i naprawdę ciężko mi pojąć jak można się aż tak tym oburzać.
    Gadanie o szkodliwości takich filmów jest tak samo sensowne jak przeżywanie, że przecież wampiry nie świecą w słońcu. Na świecie jest masa głupich ludzi i zawsze sobie znajdą pożywkę. A jeśli faktycznie jak ktoś wyżej mówi antyszczepionkowcy czy inni tego typu do swojej argumentacji dodają Botoks to cóż… Dla mnie spoko, sami tylko potwierdzają sensowność swoich teorii, taki strzał w kolano.
    Podsumowując – kolejny film, który zostanie zapamiętany głównie przez jego przeciwników. Kolejny, który odniesie kasowy sukces m.in. dzięki ludziom krzyczącym, że takie filmy nie powinny istnieć. I kolejne przeciętne filmidło, które pewnie obejrzę w złudnej nadzei, że te negatywne emocje da się zrozumieć tylko jak się obejrzy. A potem się zawiodę i zadam sobie pytanie – po co?

    Reply
    • 5 października 2017 at 09:43
      Permalink

      “Przeciętne coś, co miało trafić do konkretnej grupy społecznej, trafiło i nikt by o tym nie pamiętał gdyby nie wrogowie “tego chłamu!!1!1”.”

      Fajnie by było, gdybyś miała 100% racji. Ale obawiam się, że tak nie jest. Rekordowe otwarcia w weekend windują “Botoks” na szczyt massmediowego mainstreamu – mówią o nim wszyscy i wszędzie. Producenci, widząc skuteczność inwestowania w takie dzieła, za chwilę mogą zarzucić polskiego widza takimi produkcjami co kwartał. Biznes is biznes, a reklamodawcom i sponsorom zależy na kasie. Więc nie jest to przypadek efemerydy, która za chwilę zniknie z pola widzenia. Raczej – jest to przykład zagrożenia, które warto potraktować poważnie, bo Vega ze swoimi produkcjami może równie dobrze zapoczątkować nowy trend w całej rodzimej kinematografii.

      “Hej, no ale to już? A gdzie treść? Czy naprawdę jedynym powodem, dla którego autor jest tak ekstremalnie zdegustowany filmem są bluzgi i słaba fabuła? Naprawdę musiał osiem razy to powtórzyć i nie dodać nic więcej? No no chyba jest coś więcej, skoro film aż tak źle ocenił?”.

      Przecież napisałem, co jest złego w tym filmie – brak jakiegokolwiek sensu opowiadanej historii, która pełni w nim role służebną do oczerniania bardzo ważnej społecznie służby publicznej. Obraz świata kreowany na pozbawiony jakichkolwiek wartości folwark umysłowej pornografii.
      Zastanawiam się i myślę nad tym, co jeszcze mógłbym dopisać do tego tekstu i naprawdę nic mi nie przychodzi do głowy. Może to jest kwestia bycia przed/po seansie, że spodziewasz się czegoś więcej, kiedy ja próbuje powiedzieć, że tam nic więcej nie ma.

      “Gadanie o szkodliwości takich filmów jest tak samo sensowne jak przeżywanie, że przecież wampiry nie świecą w słońcu.”
      Nie mogę się z tym zgodzić. Gadanie o szkodliwości rzeczy szkodliwych zawsze ma sens, bo służy wypracowaniu społecznego konsensusu – co jest ogólnie akceptowane, a co jest odrzucane na śmietnik historii. Uważam, że postawa “milczenia” wobec rzeczy beznadziejnych ma jak najbardziej uzasadnienie w wielu przypadkach. Ale “Botoks” – w moim przekonaniu – przekroczył granicę przyzwoitości w tak bezczelny sposób, że uzasadnione jest, aby o tym mówić i pisać. Tak jak padło już w komentarzach wyżej – są ludzie, którzy biorą ten film na poważnie, przyjmują jego “prawdy objawione”, ponadto sam jego reżyser kreuje siebie na rycerza jakiejś ukrywanej skrzętnie prawdy.
      To jest ważka kwestia i dotyka znacznie szerszego problemu, niż głupiego filmidła, o którym zaraz wszyscy zapomną. Społeczna akceptacja treści, która niesie ze sobą jedynie wulgarny skandal, jest oznaką dysfunkcji. Dlatego uważam, że warto było napisać swoje trzy grosze, choćby po to, aby odnotować swój sprzeciw wobec takiej twórczości.
      I to robi właśnie polska krytyka filmowa – przypomina o granicy, którą “Botoks” przekroczył w imię komercyjnego zysku. Jakkolwiek może Cie to nie ruszać, czy nawet zupełnie Ci się nie podobać, to jednak ma to swoje, silne uzasadnienie, które – w imię wolności wypowiedzi – należy chyba uszanować, hm?

      Reply
      • 5 października 2017 at 12:36
        Permalink

        Przykro mi, ale muszę się z Tobą nie zgodzić. Filmy Patryka Vegi ( z przyczyn dla mnie niepojętych) cieszą się w naszym pięknym kraju popularnością nieustępującą nawet Zenkowi Martyniukowi. Otwarcie mówi za siebie, emocje i reakcje widzów po premierze mówią swoje- to g*wno doskonale się sprzedaje. Pod hasłem, “leczenie szkodzi śmiercią”. “17% operacji w Polsce kończy się śmiercią”. I gwarantuję, że część z tych zszokowanych widzów uwierzy Patrykowi na słowo.
        Lekarze generalnie nie są szczególnie cenioną grupą zawodową w naszym kraju. Niby cholernie ciężkie studia, na które naprawdę trzeba mieć fantastyczne wyniki z matur, a co potem? Najpierw rezydentura za grosze, potem orka w szpitalu/ przychodni. Niesamowita odpowiedzialność za życie człowieka- najmniejszy błąd może przyczynić się do tragedii. Mimo to mało kto przejmuje się tym, że kolejny lekarz padł z przemęczenia na dyżurze. Liczy się to, że “konował” ma czelność zarabiać pieniądze i jeszcze chcieć podwyżki, a przecie “praca jak każda inna”. Ja rozumiem, że patologie w służbie zdrowia, jak i wszędzie, się zdarzają. Że są kolejki (no ale to już nie wina lekarzy).
        Ale robienie filmu, który jest zbiorem przerysowanych anegdot, do tego firmujący się, jak prawda o służbie zdrowia, jest wysoce niemoralne.
        Przez “dziełko” Vegi jakaś matka nie zaszczepi swojego dziecka, przez co narazi te, które z przyczyn zdrowotnych szczepić się nie mogą.
        Przez dziełko Vegi ktoś pójdzie leczyć się do Zięby witaminą C i pozbawi się szansy na zdrowie.
        Przez dziełko Vegi środowiska anty-choice zdobędą większe poparcie społeczne, bo “Patryk Vega pokazał prawdę o aborcji”.
        Już pomijam fakt, że na pewno podejście pewnej grupy pacjentów do lekarzy, pielęgniarek i ratowników będzie jeszcze gorsze, niż jest. Już pomijam fakt, że film wychodzi w okresie, kiedy pewne środowiska prawicowe bardzo chcą narzucić innym swoje racje.
        Rozumiem, że są filmy tak złe, że aż dobre- w sensie humorystycznym. Ale przecież istnieje masa filmów Tromy, czy też innych “Maczet”, które być nie dadzą pieniędzy Patrykowi Vedze na nakręcenie kolejnego, obnażającego prawdę filmu.
        I gawiedź pójdzie. Zapłaci.
        A ucierpią prawdziwi, realni ludzie. Nie plastikowe kreacje aktorskie.

        Reply
  • 5 października 2017 at 19:13
    Permalink

    To, ze Vega zaplacil by na filmwebie ludzie wystawiali pochlebne recenzje, to rozumiem. Ale wyglada na to, ze ci sami ludzie maja krazyc po wszystkich mozliwych stronach i krytykowac kazde nieprzychylne zdanie na temat filmu xd

    Reply
  • 6 października 2017 at 12:09
    Permalink

    miales jakies doswiadczenia w swoim realnym swiecie?? ja mialem. Dwie babcie i Ojciec zmarli mi z bledow lekarzy wiec co to za belkot? w jakim ty swiecie zyjesz?? chcesz kur*wa bajeczek to polecam Tolkiena! myslisz ze zycie jest takie piekne i przerysowane z wielu hitow jak forrest gump itp? jarales sie pewnie Lista schindlera czy szeregowcem Ryanem bo miales ta swiadomosc ze to sie kiedys dzialo. uwazasz ze jesli nie mamy teraz takich przypalowych sytuacji to powinno byc pieknie?? takich artykulow jak twoj nie powinno sie publikowac bo wgl nie masz pojecia o prawdziwym zyciu

    Reply
  • 6 października 2017 at 14:04
    Permalink

    Niby kiepski film a jednak wzbudza emocje ;D
    Czekam na recenzje filmu “Twój Vincent”!

    Reply
    • 6 października 2017 at 14:10
      Permalink

      Dolaczam sie do prosby! Podobno moze byc oscarowa historia z tym filmem.

      A Pana powyzej, to chyba nie trzeba komentowac… 🙂

      Reply
      • 8 października 2017 at 16:09
        Permalink

        Obiecuję, że “Twój Vincent” będzie na fsgk.pl

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków