Orzeł Biały

Czy kojarzycie Marcina Przybyłka, autora cyklu science-fiction “Gamedec”? A może pamiętacie go z krótkich opowiadanek “Grao-Story” publikowanych w “Świecie Gier Komputerowych”? Dla wielu z nas – autorów piszących na FSGK – Marcin jest postacią szczególną. Po upadku ŚGK Marcin pozostawał w kontakcie ze społecznością fanów i współpracowników tego pisma. Był sympatycznym gościem, z którym zawsze można było pogadać o starych, dobrych czasach i starych, dobrych grach wideo. Legendy mówią o tym, że do dziś krąży po forum FSGK, odpowiadając na pytania… Ale ma już na to trochę mniej czasu, bo w międzyczasie stał się świetnym pisarzem o bogatym dorobku.

Niezależnie od tego, czy nazwisko Marcina Przybyłka jest Wam znane, warto zapoznać się z jego najnowszą powieścią, bo to naprawdę bardzo ciekawy projekt. A ja, pisząc o nim, postaram się wykrzesać z siebie tyle obiektywizmu, ile dam radę.

Dlaczego piszę, że projekt jest bardzo ciekawy? Otóż Marcin Przybyłek postanowił obsadzić w rolach bohaterów “Orła Białego” własnych fanów. Ba, możecie nawet znaleźć w powieści kilku forumowiczów! A jaki był efekt końcowy? Chyba całkiem niezły.

Okładka książki przypomina o pomyśle na projekt

Zacznijmy od strony technicznej. “Orzeł Biały” w opisywanej przeze mnie wersji, został wypuszczony na rynek przez wydawnictwo “Rebis” i zamknięty w miękkiej oprawie, z bardzo ciekawą grafiką na okładce. Losy bohaterów będziemy śledzić na ponad 700 stronach zapisanych stosunkowo drobnym drukiem. Jednak zostały one zapisane i zredagowane w taki sposób, że absolutnie nie czujemy uderzającego w nas natłoku tekstu. Jest to na pewno bardzo duży plus dla wydawnictwa, bo książka zwyczajnie nie przytłacza. I jest ładna.

Ale najważniejsza jest treść. “Orzeł Biały” to powieść zaliczana do szeroko rozumianej fantastyki. Odnajdziemy tutaj elementy zarówno fantasy i science-fiction. Pisarz przenosi nas do bardzo ciekawego świata, w którym wynaleziony został lek spowalniający starzenie: “N-Gen”. Lek ten, dystrybuowany wśród mieszkańców stworzonego przez autora świata, ma poważny skutek uboczny. Pod jego wpływem ludzie przeistaczają się w krwiożercze, zielonoskóre potwory. Potwory dziwnie przypominające Orki, jakie znamy z innych dzieł fantasy i marzące o skonsumowaniu “Hertzburgera” zrobionego z wyrwanego serca różowej istoty. Rzecz jasna cały świat stanął na skraju przepaści.

Ale czy na pewno cały? Nie, oczywiście Polska była jak zwykle inna. Dzięki naszym zaletom i przywarom narodowym, Polska została ostoją ludzkości, zewsząd atakowaną przez hordy zielonych stworów. A jako że z czym jak z czym, ale z wojną to trochę doświadczenia mamy, toteż w “Orle Białym” stajemy na wysokości zadania. Do tego stopnia, iż mało który naród może się z nami równać. Tak przynajmniej twierdzi Marcin, nawiązując jednocześnie i do martyrologii, i do mesjanizmu Polski.

Rozdziały – dla zmyłki zwane sztandarami

I w tym momencie na chwilę przerwę, żeby zwrócić uwagę na coś ważnego. Autor jest z wykształcenia lekarzem, swego czasu pracował w firmie farmaceutycznej jako przedstawiciel handlowy. Dodatkowo charakteryzuje się poglądami które, w przeciwieństwie do większości polskich autorów fantastyki, umieścimy po lewej stronie politycznego spektrum. A zatem i jego anty-korporacjonizm, i nieco lewicową wrażliwość można tutaj wyczuć. Oberwie się politykom, korporacjom i nawet kościołowi wobec którego niektórzy bohaterowie okażą się wręcz wrodzy. Autor będzie przedstawiał świat z wierzeniami słowiańskimi, momentami sprawiającymi wrażenie wyidealizowanych. Jednak moim zdaniem absolutnie nie wpływa to na odbiór tekstu (tak samo jak nie robi tego chociażby bardzo jednoznaczna prawicowość widoczna u Grzędowicza). Po prostu uprzedzam czytelnika, wiedząc, że niestety w dzisiejszych czasach ludzie miewają problem z przyjmowaniem treści o innym zabarwieniu politycznym. Jeśli kogoś ma to mierzić, to lepiej, żeby po książkę nie sięgał.

Muszę też wspomnieć o jeszcze jednym problemie. Uwielbiam sposób, w jakim Marcin opisuje akcję, gdy rzuca nas w wir wydarzeń i błyska w oczy fragmentami bitew. Jeśli również za tym przepadacie, nie będziecie zawiedzeni. W “Orle Białym” akcja wylewa się wręcz z kart powieści. Na czym więc polega problem? Tak jak w przypadku cyklu o “Gamedecu”, tak i w “Orle Białym”, Marcin po prostu zbyt długo każe nam na tę akcję czekać. Zupełnie jak gdyby się z nami droczył. Może to tylko i wyłącznie problem wynikający z moich indywidualnych gustów, ale jak dla mnie pierwsze 200 stron można było skrócić o dobrą połowę. Na szczęście cierpliwość zostaje nagrodzona, i kiedy w końcu akcja się zawiązuje, dostajemy strony powieści aż kipiące od atrakcyjnie przedstawionej walki, ciekawych zwrotów akcji i humoru.

Muszę też przyznać, że mam do prozy Marcina Przybyłka pewną słabość. Uwielbiam fantastykę, która przedstawia nam dobrze wymyślony i skrojony świat. A Marcin robi to rewelacyjnie. Wszystko opiera się na istniejącym współcześnie świecie, zmodyfikowanym w sposób, który jest całkiem prawdopodobny. Było to widoczne w “Gamedecku”, nie inaczej jest w “Orle Białym”. Doszło do apokalipsy, więc Marcin nie wymyśla “idealnych zamienników” surowców, nie pojawiają się “cudowne napędy” do sprzętów wojskowych. Wręcz przeciwnie – skoro cały świat został zalany zieloną zarazą, to w Twierdzy Polska (jak nazywana jest ostoja ludzkości w powieści) brakuje podstawowych rzeczy. Szczególnie tych, które w Polsce normalnie nie występują. Ja sam pewnie źle bym znosił brak substancji od której jestem uzależniony, to znaczy kawy. Ten realizm kupuję w ciemno w każdej postaci, u każdego autora i nie inaczej jest tym razem.

Czy znajdę jeszcze jakąś łyżeczkę dziegciu? Chyba są nią fragmenty wręcz przesycone erotyzmem, występujące w chwilach, które tego nie wymagały. No i humor, który jest generalnie wielkim plusem książki, ale kilka razy do mnie nie trafił, a może nawet delikatnie zaburzył przyjemność lektury.

Są to jednak mankamenty bardzo drobne, które nie zmieniają faktu, że “Orzeł Biały” to książka bardzo solidna, i pozycja, którą warto polecić. Ode mnie “Orzeł Biały” dostaje…

Bawiłem się przy książce przednio. A jeśli wciągniecie się w klimat zupełnie innej apokalipsy niż wyświechtane wojny nuklearne czy też plagi Zombie, to mam dla Was dobrą wiadomość. Na premierę oczekuje już drugi tom “Orła Białego”, więc konfrontacji ludzi z Orkami na pewno Wam nie zabraknie.


Post Scriptum DaeLum:
Powyższa recenzja powstała w oparciu o opinie Razorblade’a, przy bardzo małym udziale mojej paskudnej osoby. Przyznam, że sam chciałem napisać kilka słów o “Orle Białym”, ale z jednej strony trochę się bałem (bo to jednak książka faceta, którego bardzo lubię, i trudno byłoby mi patrzeć na nią tak zupełnie chłodnym okiem), z drugiej zaś – zwyczajnie książki jeszcze nie skończyłem. W bardzo szybkim tempie połknąłem 2/3 tego opasłego tomiszcza, ale przygotowania do wakacyjnego wyjazdu całkiem mi ukradły czas wolny. Resztę historii poznam więc pewnie wylegując się na jakimś egzotycznym lotnisku.
Chciałem jednak skorzystać z okazji, i podzielić się małą garścią własnych uwag. Zwłaszcza w kwestii wypunktowanych przez Razora słabszych stron książki. Zgadzam się, że wstęp mógłby “schudnąć”, może nie o sto, ale o kilkadziesiąt stron. Z kolei humor i erotyzm jakoś mnie nie zraziły ani nie popsuły radości z czytania, więc to jest na pewno kwestia gustów indywidualnych.
Nie wiem czy książka była na etapie pisania takim “samograjem”, ale uważam, że już pomysł na starcie Polaków z Orkami jest przedni, a w połączeniu z warsztatem pisarskim Marcina, przerodził się on w naprawdę lekką i ciekawą lekturę. W sam raz na wakacje. Książka ma moją “fokę aprobaty”, lub – jak kto woli – “seal of approval”. Dawać ocen nie będę, bo się nie godzi, jako żem jeszcze do ostatniej strony nie doczytał. Ale myślę, że 8/10 byłoby w sam raz.
I proszę się nie czepiać, jeśli do odmiany swojej ksywki w podtytule użyłem niewłaściwej deklinacji 😉
—DaeL—

Kilka komentarzy do "Orzeł Biały"

  • 25 sierpnia 2017 at 12:13
    Permalink

    Pamiętam spotkania z Marcinem na zeszłorocznym Jagaconie i tak mnie nakręcił na tą książkę, że od razu po premierze ją kupiłam. Ot, rozrywka z mięchem, śmiercią i humorem ;] Przeczytałam bardzo szybko, bo to przyjemna nawalanka i pomysł-projekt ciekawy.

    Reply
  • 25 sierpnia 2017 at 12:24
    Permalink

    Co prawda nie szukam obecnie niczego na jesienne podróze PKP (kolejka się zrobiła jeszcze w 2005 chyba i wciąż rośnie), ale fabuła jak zwykle u Gamedeca pomysłowa, więc może warto dać szansę. Trochę się obawiam stylu, w jakim to jest napisane, bo rodzima fantstyka dla mnie zawsze rządziła się prawem Kinga: dobry pomysł, ale kiepsko napisany 😉

    Reply
  • 25 sierpnia 2017 at 12:31
    Permalink

    Dobra, przyznawać się, kto z forumowiczów wysyłał aplikację i się dostał? Innymi słowy: czy w książce występuje DaeL?

    Reply
    • 25 sierpnia 2017 at 13:08
      Permalink

      No przecież napisałem że będzie druga część to co o DaeL’a pytasz. Nie, nie spotkałem na łamach powieści tego jegomościa 😛

      Reply
  • 25 sierpnia 2017 at 12:39
    Permalink

    podobno występuje jakiś koleś ze Zlotu, którego nikt nie kojarzy

    Reply
  • 25 sierpnia 2017 at 15:13
    Permalink

    “Dodatkowo charakteryzuje się poglądami które, w przeciwieństwie do większości polskich autorów fantastyki, umieścimy po lewej stronie politycznego spektrum” – ciekawe, bo z opisu pierwsze co mi przychodzi do glowy to to ze krwiozercze orki to nielegalni imigranci zalewajacy obecnie Europe 😉

    Reply
    • DaeL
      25 sierpnia 2017 at 15:50
      Permalink

      To samo można mówić o dzikich albo Białych Wędrowcach w PLiO. A jednak GRRM jest zdeklarowanym lewicowcem.

      Reply
      • 27 sierpnia 2017 at 21:54
        Permalink

        dzicy owszem (czy w takim razie Varys bedzie Sorosem? :D), ale biali wedrowcy to predzej ZSRR 😉

        Reply
      • 28 sierpnia 2017 at 01:28
        Permalink

        Ale z drugiej strony Deanerys to taka Merkel chcąca wprowadzić politykę Multi-Kultu mieszając te wszystkie ludy. Szczególne w serialu ;).

        Reply
    • 25 sierpnia 2017 at 18:15
      Permalink

      Może i przychodzi na myśl jeśli ktoś chce takie konkretnie tłumaczenie sobie zrobić. Jednak nie będzie ono prawidłowe, zwłaszcza jeśli zna się poglądy Marcina. No i tak jak DaeL napisał – w sumie w taki sam sposób można by było próbować tłumaczyć pielgrzymki na południe w PLiO czy wszelakie ataki Zombie na umocnione fortece… a przykłady można by dalej mnożyć.

      Reply
  • 25 sierpnia 2017 at 18:25
    Permalink

    A dla mnie największą wadą Gamedeców były opisy akcji, zwłaszcza walk. Strasznie chaotyczne i pompatyczne. Ale kreację świata Marcin opanował dobrze, więc pewnie po Orła sięgnę. Na razie kupiłem CEO Slayera.

    Reply
  • 27 sierpnia 2017 at 11:46
    Permalink

    Dwójka już w tygodniu powinna u mnie być – ciągle się stresuję, że tym razem na front pojechałem 😉

    Reply
  • Pingback: Podsumowanie miesiąca: Wrzesień 2017 – FSGK.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków