Analiza: Gra o Tron, sezon 6, odcinek 4

Moje poszukiwanie motywu przewodniego każdego nowego odcinka Gry o Tron zaczęło się jako żart. Niestety pomysł podchwycili scenarzyści i chyba trochę popsuli odcinek, w którym wreszcie zaczęło się coś dziać. Szkoda.

A co jest wspomnianym motywem przewodnim czwartego odcinka? To dynamika w stosunkach pomiędzy mężczyzną a kobietą, a mówiąc ściślej – bratem i siostrą. Dynamika, w której brat jest zawsze beksą, a siostra – źródłem siły i wsparcia moralnego. I nie ma w tym niczego złego. Nawet w społeczeństwach feudalnych, z bardzo ściśle określonymi rolami każdej z płci, mężczyźni okazywali czasem słabość i potrzebowali wsparcia silnych psychicznie kobiet. Problemem jest przegięcie struny. Jeśli serial ma nam co 10 minut pokazywać tchórzliwego, złamanego faceta, i niewzruszoną kobietę, rezultat będzie cokolwiek dziwaczny. Co gorsza, potrzeba dopasowania wszystkich relacji do tego schematu, kazała scenarzystom w głupi sposób zmienić ustalone już motywacje i charakter kilku postaci.

Trąci to trochę kazusem J.J. Abramsa, który najpierw – w filmie “Star Trek: W Ciemność” – zignorował albo popsuł ważne role kobiece, by potem – w filmie “Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – naprawiać to poprzez nierealistycznie potężną protagonistkę, w której historii brakowało suspensu i zagrożenia. Mam wrażenie, że twórcy Gry o Tron też chcieli zrekompensować pewne zeszłoroczne błędy, szczególnie w sposobie, w jaki poprowadzono historię Sansy. Szkoda tylko, że zrobili to w jednym epizodzie i w tak strasznie dydaktyczny sposób.

Ale dość już tych rozważań, przejdźmy do samego odcinka.

Mur

Jako człowiek, który dokonał kiedyś dramatycznego wyjścia z imprezy, tylko po to, by po chwili wrócić po płaszcz, sympatyzuję z Jonem Snow. Nasz bękart zakończył poprzedni odcinek gestem bardzo teatralnym, ale realia zimy są nieubłagane – trzeba było wrócić po ciepłą bieliznę, kanapki na drogę, no i Ducha też wypadało spakować. Dlatego właśnie odcinek czwarty zaczął się od tradycyjnego jęczenia na okrutny los, który dotyka Jona na różne sposoby. Powiem szczerze – coraz mniej mi się ten Jon podoba, a cała moja teoria, że chłopak stanie się bardziej krwiożerczy, wzięła w łeb. Jonowi nie w głowie walka z Białymi Wędrowcami, marzą mu się raczej wakacje z Tormundem.

Ale oto narzekania Jona zostają brutalnie przerwane, bo do Czarnego Zamku wjeżdża trójka wędrowców – Sansa Stark, Brienne z Tarthu oraz Podrick Payne, Miecz Podwieczorka. Jesteśmy uraczeni naprawdę wzruszającą sceną spotkania “rodzeństwa”. Emocje jakie towarzyszą krótkiemu ujęciu Sansy wpadającej w ramiona Jona pokazują nam, jak bardzo zżyliśmy się z naszymi bohaterami, i jak bardzo oczekujemy od George’a Martina zadośćuczynienia za te wszystkie cierpienia jakich doświadczyliśmy za pośrednictwem Starków.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że po cięciu przenosimy się do zamkowych komnat, w których “rodzeństwo” – najwyraźniej omówiwszy już takie detale jak zmartwychwstanie Jona – oddaje się wspominaniu starych, dobrych czasów oraz dyskusji na temat zupy.

Hmmm… Chyba coś tu pominęliśmy. Coś nam tak jakby umknęło. No więc dobrze, istnieje trik literacki polegający na przerwaniu akcji w momencie kulminacyjnym. Zmusza to czytelnika do tego, by sam sobie pewne sceny “dośpiewał”, a zarazem sprawia, że nie może się on doczekać następnego rozdziału. Ba, sam GRRM często ją stosuje, stąd nasza frustracja, że w najciekawszym momencie, kiedy już nam szczęki opadają do ziemi, autor przenosi nas na zupełnie inny kontynent. Problem polega na tym, że akcja serialu nigdzie się nie przeniosła, a następna scena była pozbawiona sensu. Chyba, że ktoś chce założyć, iż Sansa wspomniała o gwałcie podczas otrzepywania butów, a Jon opowiadał jak to jest być truposzem rozpakowując jej walizkę.

To ja teraz będę udawał, że cię podnoszę, żeby ukryć, że jesteś ode mnie wyższa.
To ja teraz będę udawał, że cię podnoszę, żeby ukryć, że jesteś ode mnie wyższa.

Czy tuzy z HBO myślą, że oglądamy ten serial tylko dla golizny i kolejnych scen w których czyjaś czaszka zostaje przebita na wylot ciosem od tyłu?

Mam wrażenie, że oglądamy jednak dla lordów Północy, którzy nie potrafiąc “przetrawić” wieści o śmierci Neda, wrzeszczą “Król Północy!”. Oglądamy dla Catelyn, która na wiadomość o zajęciu Winterfell wpada w kompletną desperację. Oglądamy dla miny Cersei po tym, jak Qyburn przedstawia jej nowego gwardzistę. Chcemy widzieć reakcje naszych ulubionych postaci. Chcemy obserwować ich szok, strach, radość i zdziwienie. Skoro do poprzedniego odcinka scenarzyści dali radę władować rozmowę o tym, że nie ma tematów do rozmowy, to chyba i minutka na omówienie zmartwychwstania by się znalazła. Może kosztem jakiegoś posiłku – bo najwyraźniej Jon i Sansa spożywają dwa pod rząd.

No dobrze, nie mówmy już o tym, czego zabrakło, a powiedzmy o tym co zobaczyliśmy. Niewątpliwie ekranowe “rodzeństwo” ma w serialu sporą chemię i miło było zobaczyć ich interakcję (chyba po raz pierwszy tak długą – bo jeśli się nie mylę ta para nie miała dotąd w serialu żadnego dłuższego dialogu). Tu też objawił się po raz pierwszy motyw przewodni tego odcinka, bo Jon okazał się być jeszcze większym płaczkiem i smutasem niż zwykle, podczas gdy Sansa w sposób silny i zdecydowany, stwierdziła, że odbiorą Winterfell Boltonom. Śmiałe słowa z ust dziewczyny, która dwa odcinki temu bała się wejść do rzeki.

Tymczasem na dziedzińcu Czarnego Zamku Davos Seaworth przypomniał sobie, że kiedyś służył jakiemuś królowi o imieniu Stannis, i postanowił dowiedzieć się co tak właściwie się z nim stało. Lepiej późno niż wcale. Melisandre nie dzieli się szczegółami, oznajmia tylko, że Jon Snow jest Księciem Którego Obiecano. W żaden sposób tego nie argumentuje, więc nie zdziwmy się, jeśli za tydzień to Tormund okaże się wysłańcem Czerwonego Boga. Coś więcej na temat Stannisa ma do powiedzenia Brienne. Oznajmia ona, że sama dokonała “egzekucji” Stannisa (rozwiewając nadzieje na jego powrót w serialu) oraz że nie zapomni o zabójstwie Renly’ego. Cóż, ja za to nie mogę zapomnieć jednego prostego, i zaakcentowanego w książkach faktu. Można było wierzyć w to, że prawowitym królem jest Joffrey albo Stannis. Można było wierzyć w sprawę Robba, a nawet Balona. Ale w to, że korona należy się Renly’emu nikt, poza skończonym głupcem, wierzyć nie mógł. Trochę szkoda, że Brienne, będąca w książkach ucieleśnieniem rycerskich cnót, została sprowadzona w serialu do roli mściwej maszynki do zabijania. Na jej miejscu byłbym też ostrożny z miotaniem gróźb, zwłaszcza, że szubienica jest już rozgrzana, i nie wiadomo, czy serial nie nawiąże do fabuły powieści. Tak czy siak, jeśli Davos i Melka wyjdą w końcu z szoku, to może być niewesoło.

Ktoś tu się prosi o stryczek.
Ktoś tu się prosi o stryczek.

Na Mur wracamy jeszcze raz, pod koniec odcinka, by ponownie podyskutować o jedzeniu. Scenę całkowicie kradną seksowne spojrzenia Tormunda, po których nawet piszącemu te słowa trudno się otrząsnąć. Ale znów, nim konwersacja na temat jedzenia zdąży się rozwinąć, do Czarnego Zamku wjedzie posłaniec (coś się stało z krukami? Strajkują?) z wiadomością dla Lorda Smutasa Nocnej Straży. I oczywiście jest to Różowy List. Napisano go w zupełnie innych okolicznościach niż list książkowy, i chyba nie ma wątpliwości, że w serialu jego autorem jest rzeczywiście Ramsay. Chociaż powód dla którego tytułuje się on Namiestnikiem Północy, mimo że – ledwie parę odcinków temu – serial podkreślił, iż Boltonowie wypowiedzieli posłuszeństwo Żelaznemu Tronowi, pozostaje wielką niewiadomą. Ale sam list to muzyka dla moich uszu. Któryś już raz łapię się na tym, że ilekroć scenarzyści wstrzykną w odcinek choć odrobinę oryginalnego tekstu George’a Martina, przeszywają mnie dreszcze. A może to jeszcze efekt spojrzenia Tormunda?

W każdym razie na Jonie, przechodzącym przez swoją fazę “emo”, list nie robi większego wrażenia. Dopiero, wałkowana w ramach motywu przewodniego odcinka, śmiała i nieugięta postawa Sansy każe nam przypuszczać, że dojdzie do konfrontacji militarnej. I na pozór nie wygląda to wesoło. Dzikich jest dwa tysiące. Ramsay wytrzasnął skądś pięć tysięcy wojska (pewnie ich trzyma w piwnicy). Zresztą i bez tych pięciu tysięcy zbrojnych byłoby ciężko. Pamiętajmy, że Ramsay jeszcze przed założeniem koszuli samodzielnie przepędził załogę drakkara Ashy/Yary, a z “dwudziestoma dobrymi ludźmi” był w stanie wykończyć pół armii Stannisa. A ma przecież jeszcze teleportujące się ogary. To nie przelewki.

Przeciętny widz zapomina jednak o jednym. W maszerującej na Winterfell armii dzikich będzie ktoś jeszcze. Na pół mityczny potwór, bestia budząca przerażenie na sam swój widok, potrafiąca zmiażdżyć człowieka jednym uderzeniem. Brienne.

Dolina

Tymczasem, gdzieś w Dolinie (na pewno nie w Orlim Gnieździe, bo Petyr podjeżdża nie na mule, a dwukonnym powozem), widzimy fragment żmudnego treningu łuczniczego Robina Arryna. Słowiczek nie doczekał się montażu tak jak Arya, więc nauka idzie mu raczej powoli. Wtem na scenie pojawia się Littlefinger wraz z podarkiem dla młodego lorda, i strasznymi wieściami. Sansa została porwana!

To jest Yohn Royce. Nie mam pomysłu na śmieszny komentarz.
To jest Yohn Royce. Nie mam pomysłu na śmieszny komentarz.

Yohn Royce może wyglądać jak ziemniak i mieć osobowość ziemniaka, ale aż tak głupi nie jest. Nie kupuje tak łatwo kłamstwa Baelisha. Cóż jednak z tego, skoro Słowiczek jest już zupełnie urobiony, a Dolina najwyraźniej zaczęła przypominać Koreę Północną, więc sceptycyzm Royce’a może mieć przykre skutki. Ostatecznie Yohn Royce uratował swą skórę, a my dowiedzieliśmy się, że armia Doliny ruszy na Winterfell. A że to szmat drogi, możemy być pewni, że znów użyją teleportu.

Meereen

Ku mojemu zaskoczeniu wydarzenia z Meereen tworzą logiczną całość. Motywacje poszczególnych postaci są zrozumiałe i wszystko trzyma się jakoś kupy. Owszem, można ponarzekać na anachroniczny, zbyt nowoczesny język, jakiego używa Tyrion w dyskusji o niewolnictwie. Można się zdziwić czemu reprezentantem Astaporu jest poznany w poprzednim sezonie drobny handlarz niewolnikami z Meereen. Ale to drobiazgi. Sam sens ciągu wydarzeń jest zachowany.

Tyrion, wbrew radom Szarego Robaka i Missandei, próbuje zawrzeć pokój z pozostałymi miastami Zatoki Niewolniczej. W negocjacjach z reprezentacją Panów prezentuje całkiem zrozumiałe stanowisko – 7-letni okres przejściowy w likwidacji niewolnictwa, w praktyce oznaczający, że niewolnictwo w ogóle nie zostanie zniesione (chyba, że Dany utknie w Meereen na dobre). Swoim stanowiskiem Tyrion kupuje sobie czas, a prostytutkami kupuje (przynajmniej na pozór) przychylność Panów. Oczywiście wiemy, że plan spali na panewce, bo przecież tym co trzyma nas przed ekranami jest konflikt. Wojna musi wybuchnąć, aby Daenerys miała okazję wypróbowania smoków i/lub nowej armii Dothraków (ale nie uprzedzajmy faktów). W ostatniej scenie w Meereen widzimy też, że nowa polityka Tyriona wzbudza spore kontrowersje wśród wyzwoleńców, co daje nam nadzieję na podwójną porcję jatki. To jak potoczyły się poszczególne wątki w Meereen jest tylko odległym echem fabuły książek, ale poza tym nie ma tu za bardzo czego krytykować.

Pierwszy kompetentny władca Meereen od zniesienia niewolnictwa.
Pierwszy kompetentny władca Meereen od zniesienia niewolnictwa.

Królewska Przystań

Jonathan Pryce to jeden z najlepszych aktorów jacy pozostali w serialu, i ilekroć zaczyna swój monolog, sam jestem gotów nawrócić się na wiarę w Siedmiu (R’hllorze, wybacz). Urobienie Margaery nie idzie mu jednak tak łatwo. Skrucha jest pozorna, a sama Margaery, dostawszy ku temu okazję, próbuje podbudować załamanego brata. Tym samym kolejny raz nawiązujemy do motywu przewodniego dzisiejszego odcinka – silna siostra, słaby brat. Ciągle jednak wirują nam w głowie liczne pytania. Czy Margaery i Loras są w tym czasie obserwowani? Co tak naprawdę knuje Wielki Wróbel? I dlaczego serialowy Loras Tyrell jest tak do bólu stereotypowym gejem – rozpustnym i płaczliwym? Odpowiedź na ostatnie pytanie jest oczywista – bo książkowy Loras byłby postacią zbyt skomplikowaną jak na drugi plan w serialu. Na rozwiązanie dwóch pierwszych zagadek będziemy musieli poczekać.

Tymczasem, w Czerwonej Twierdzy, Wielki Maester Pycelle znów sobie nagrabił. Jeszcze raz przeciwstawi się Cersei, a jego czaszkę czekać będzie spotkanie ze ścianą. Z kolei król Justin Bieber chyba nie chce w tym tygodniu być psychopatą. Może w następnym odcinku znów zmieni zdanie? Ciężko za nim nadążyć. Zaczynam też tęsknić za Joffreyem. Z tym chłopakiem przynajmniej wiedzieliśmy na czym stoimy.

Justin Bieber popełnia wszakże jeden poważny błąd. Odbywa szczerą rozmowę z matką. Cersei natychmiast wykorzystuje powierzoną jej tajemnicę (o pokucie Margaery), by nakłonić Małą Radę do szturmu na Sept Baelora. Nawiasem mówiąc nie do końca rozumiem dlaczego Cersei chce sprowadzić do Królewskiej Przystani wojska Reach. W książkach raczej głowi się nad tym jak się ich pozbyć. I jakoś nie wierzę, że nie dałaby rady ściągnąć paru setek ludzi Lannisterów z Dorzecza i Krain Zachodu. Do ataku na świątynie nie potrzebuje “drugiej co do wielkości armii Westeros” (nawiasem mówiąc – armia Reach jest tak naprawdę największa).

Zostawiam Was na chwilę z tym spojrzeniem...
Zostawiam Was na chwilę z tym spojrzeniem…

Żelazne Wyspy

Pamiętacie jak poważnym przedsięwzięciem logistycznym była wyprawa Theona na Pyke w drugim sezonie Gry o Tron? Greyjoy odłączył się od armii Robba w Dorzeczu, płynął specjalnie wynajętym statkiem, a do samej twierdzy dostał się tylko i wyłącznie dzięki pomocy Ashy/Yary. Hola, hola – powiecie pewnie – przecież spod Winterfell jest jeszcze dalej do Żelaznych Wysp niż z Dorzecza. Macie rację. Zadałem sobie trud zmierzenia odległości z Winterfell do Pyke. To około 1600 km. W linii prostej. W większości po lądzie.

Najwyraźniej któryś z ogarów Ramsaya zgubił swój teleporter.

W domu Theona czeka ostre besztanie ze strony siostry, ale gdy tylko eks-Fetor zaczyna pochlipywać, Asha/Yara przypomina sobie o motywie przewodnim odcinka. Jest silna, i użycza swej siły bratu. Gwoli ścisłości trzeba jednak dodać, że w tym wypadku scenarzyści trafili w sedno. Książkowa Asha rzeczywiście jest osobowością znacznie silniejszą od swego brata, nawet przed jego przeistoczeniem w Fetora. Scena kończy się stwierdzeniem, że to Asha powinna władać Żelaznymi Wyspami. Zobaczymy co do powiedzenia na ten temat ma Euron.

Winterfell

Czasami mam wrażenie, że Gra o Tron poszła za daleko. Widząc co zrobił Ramsay, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. W jakimś sensie scena ta pomogła umocnić wizerunek bękarta jako psychopaty nie liczącego się z nikim i niczym, ale doprawdy – wolałbym, aby pokazano mi to w inny sposób. Pewnych rzeczy po prostu nie da się znieść. Jak chorym trzeba być człowiekiem, żeby tak grubo obierać jabłka?

Poza tym Ramsay zabił Oshę.

Co za marnotrawstwo...
Co za marnotrawstwo…

Vaes Dothrak

W okolicy Vaes Dothrak, Jorah Mormont i Daario Naharis, postacie zainspirowane Bertem i Erniem z Ulicy Sezamkowej, opracowują błyskotliwy plan uratowania Daenerys. Plan – jeśli dobrze zrozumiałem – polega na tym, żeby wejść do Vaes Dothrak i uratować Daenerys. W trakcie planowania luźne rękawy Berta odsłaniają jego rękę, zainfekowaną szarą łuszczycą.

W międzyczasie Daenerys wysłuchuje różnych historii kobiet z Dosh Khaleen, których nawet na mękach nie streszczę, bo zapomniałem czego dotyczyły trzy sekundy po zakończeniu sceny.

Jorah i Daario zostają – naturalnie – schwytani przez Dothraków, ale dzięki sztyletowi Erniego udaje im się ujść z życiem (w przypadku Barta pewnie nie na długo). Obserwujemy tutaj też ciekawą interpretację zakazu przelewania krwi wewnątrz miasta. Najwyraźniej dźgnięcie sztyletem kwalifikuje się jako przelewanie krwi, ale rozbicie głowy na miazgę przy pomocy wielkiego kamienia – niekoniecznie. Ekipa CSI Vaes Dothrak też zgadza się z tą interpretacją, co stawia nas przed niekomfortowym pytaniem – dlaczego w takim razie Khal Drogo w pierwszym sezonie nie zatłukł Viserysa, tylko trudził się z roztapianiem złota? Pewnie zależało mu na metaforycznej wymowie tego gestu.

Muszę w tym miejscu poruszyć bardzo istotną kwestię. Otóż bezpośrednio po scenie, w której Obłąkana Królowa Daenerys spotyka w końcu Berta i Erniego, powinna znaleźć się jeszcze jedna scena, którą usunięto w montażu. Prawdopodobnie zawinił brak czasu w odcinku, choć być może chodziło też o względy dramatyczne. W każdym razie umknęła nam scena, w której Obłąkana Królowa wysyła Jorah i Daario na najbliższą stację Orlen, z której nasi dzielni wojownicy wracają z kanistrami wypełnionymi po brzegi benzyną. Wykorzystując nieuwagę Dothraków Jorah i Daario rozlewają benzynę w świątyni Dosh Khaleen i uciekają tuż przed rozpoczęciem się sądu nad Daenerys.

Tylko w ten sposób jestem w stanie zrozumieć co zaszło chwilę potem, gdy niezadowolona z postawy khalów, Daenerys postanowiła wygłosić płomienną (dosłownie i w przenośni) przemowę, podpalając przy okazji świątynię. I przy okazji – w książkach Dany nie jest ognioodporna. Chyba jednak warto to zaakcentować.

Cóż, przynajmniej dobrze, że świątynia nie wybuchła w stylu Gwiazdy Śmierci.

Ktoś tu chyba ostatnio oglądał Dziewiąte Wrota Polańskiego.
Ktoś tu chyba ostatnio oglądał Dziewiąte Wrota Polańskiego.

Podsumowanie

Trudno jednoznacznie ocenić czwarty odcinek. Z jednej strony akcja ruszyła w końcu naprzód, ale z drugiej – piętrzyły się nielogiczności. Z jednej strony mieliśmy z dawna oczekiwane “zloty rodzinne”, z drugiej – “motyw przewodni” tego tygodnia był wałkowany w wyjątkowo sztuczny sposób. Z jednej strony dwójka bohaterów serialu – Jon i Daenerys – znalazła się na właściwej ścieżce (odpowiednio: marsz na Winterfell i zjednoczenie Dothraków), ale z drugiej sposób, w jaki do tego doszło musiał irytować. Myślę, że to najbardziej nierówny z dotychczasowych odcinków sezonu szóstego, ale daje nam on pewne nadzieje na przyszłość. Nadal jesteśmy na etapie przygotowywania gruntu pod wydarzenia, które mają dopiero nastąpić. I to nastraja mnie w sposób (umiarkowanie) optymistyczny.

This poll is closed! Poll activity:
Start date 19-05-2016 06:20:16
End date 25-05-2016 23:59:59
Poll Results:
W skali od 1 do 5, ile cytrynowych ciasteczek przyznasz odcinkowi S06E04?

Kilka komentarzy do "Analiza: Gra o Tron, sezon 6, odcinek 4"

  • DaeL
    19 maja 2016 at 20:32
    Permalink

    Pierwszy 😀

    Reply
    • 19 maja 2016 at 20:35
      Permalink

      Serdeczne gratulacje! 🙂 Jak tam zęby?

      Reply
      • DaeL
        19 maja 2016 at 20:37
        Permalink

        W porządalu, dziękuję 🙂

        Reply
    • 19 maja 2016 at 20:35
      Permalink

      hihi 🙂 ale się trzeba naliczyć do tych komentarzy.. a ja taka słaba z matmy…

      Reply
  • 19 maja 2016 at 20:45
    Permalink

    A gdzie głosowanie ciasteczkowe?

    W ogóle mi spotkanie Sansy i Jo0na bardzo się podobało. Naprawdę bałam się, że gdzieś się minął albo inna cholera i znów 5 sezonów wszyscy będą się szukać.

    Reply
    • DaeL
      19 maja 2016 at 20:48
      Permalink

      Zapomniałem 🙂
      Zaraz dodam.

      Reply
      • 19 maja 2016 at 20:50
        Permalink

        a swoją drogą mnie się wydaje, że list napisał Paluszkowy i akcja z Riconem to jego intryga od a do z. A że nie ma to sensu i rozłazi się w szwach? Oj tam oj tam, nie takie rzeczy się tam działy.

        W sumie mogłaby go Sansa nakryć jak próbuje poddusić Ricona i wydać rozkaz Wun Wunowi: “Smash!”

        Reply
        • DaeL
          19 maja 2016 at 21:46
          Permalink

          Powinien przestać wysyłać Boltonom Starków w ramach swoich intryg. Nic z nich nie wychodzi 🙂

          Reply
  • 19 maja 2016 at 20:55
    Permalink

    DaeLu zastanawiam się, czy Daenerys jest już w serialu trwale odporna na ogień? O ile pamiętam w jednej ze swoich teorii pisałeś, że jest odporność raczej wynikała z rzuconego czaru ochronnego przez Mirri Maz Duur.

    Ps. Opis odcinka bardzo ciekawy, płynnie się to czyta. Oby więcej takich tekstów ! Pozdrawiam

    Reply
    • DaeL
      19 maja 2016 at 21:14
      Permalink

      Na bank nie jest ognioodporna. Raz, że się w książkach poparzyła, a dwa, że GRRM potwierdził, że ani ona, ani żaden z Targaryenów, nigdy nie był tak naprawdę odporny na ogień. Stos Khala Drogo był wyjątkowym, magicznym wydarzeniem i to się nie powtórzy tylko dlatego, że Danka będzie chciała wskoczyć do ogniska.

      Reply
      • 19 maja 2016 at 21:23
        Permalink

        Ale Petro pytał o serial i jak dla mnie do Dedeki zrobiły już z niej kogoś w pełni ognioodpornego

        Reply
        • DaeL
          19 maja 2016 at 21:24
          Permalink

          A tak. W serialu jak najbardziej. Nikt tam nie czarował, Danka jest azbestowa.

          Reply
          • 21 maja 2016 at 20:59
            Permalink

            czyli bardzo duże prawdopobieństwo Azor Azai, czyli książe którego obiecano ?

            Reply
  • 19 maja 2016 at 21:02
    Permalink

    Ramsya pierw obierał grubo to jabłko, a potem nagle zaczął tę skórkę jeść – to też było dla mnie dziwne.
    Te mistyczne teleporty w tym serialu są faktycznie strasznie dziwne i irytujące. Sama przemiana Jona również i tutaj zgadzam się z Tobą Dael. Strasznie psują tę postać tworząc jakiegoś kmiotka, który bez pomocy Sansy by chyba zaczął podcinać sobie żyły albo skoczyłby z muru.

    Co do samej analizy to jak zwykle w punkt + te żart to kwintesencja całego tekstu z niecierpliwością czekam na więcej 🙂

    Reply
  • 19 maja 2016 at 21:08
    Permalink

    Powoli zaczyna mnie wkurzać przyczepianie się absolutnie do wszystkiego, do czego się można tylko przyczepić… Świątynia Dosh Khaleen może spłonęła dlatego, że była z drewna? Widać to na odcinku. Jedynie podłoga (albo raczej jej brak xd) była z jakiegoś piasku czy innego żwiru i to rzeczywiście się troszkę nie zgadza, ale to że drewniany budynek się spalił wydaje się mimo wszystko dość logiczne.

    Reply
    • 19 maja 2016 at 21:10
      Permalink

      Przyczepia się jedynie do nielogiczności, które same zdają się prosić o wytknięcie 🙂 Przecież to wszystko jest pół żartem pół serio i tak trzeba do tego podchodzić

      Reply
    • DaeL
      19 maja 2016 at 21:12
      Permalink

      Chodzi nie tyle o to, że świątynia się zapaliła, tylko o sposób rozprzestrzeniania się ognia. To było ewidentne podpalenie jakiejś łatwopalnej substancji (nawet bardziej na rozpałkę do grilla to wyglądało niż na benzynę). Trochę śmiesznie to wyglądało.

      Reply
      • 19 maja 2016 at 21:28
        Permalink

        Pytanie co było w tych świecznikach, może jakaś oliwa albo koński tłuszcz? Jeśli to by się rozlało, to ten ogień jest już łatwiejszy do zaakceptowania 🙂 aczkolwiek myślę, że DeDekom w tej scenie chodziło głównie o epickość, więc nie wiem czy jest sens doszukiwać się wytłumaczenia 😀

        Reply
      • 19 maja 2016 at 23:09
        Permalink

        To z pewnością była benzyna produkowana przez Dothraków ze złóż końskiej ropy naftowej. Kiedy Dany bawiła się w małego piromana, podli szowinistyczni khalowie ugrillowali się we własnym sosie. Dohtrackie kobiety nawet nie miały czasu pomyśleć o emancypacji.

        Reply
      • 20 maja 2016 at 14:32
        Permalink

        Rozlało jej się paliwko z biokominka 😉

        Reply
  • 19 maja 2016 at 21:08
    Permalink

    Świetny tekst, można się ubrawić 😀 Liczyłem tylko, że pojedziesz trochę po tym jak najpotężniejszy lord Doliny daje się urobić Petyrowi w tak dziecinny sposób, ale nic straconego, bo obstawiam że lord Royce długo w serialu nie pociągnie

    Reply
    • DaeL
      19 maja 2016 at 21:34
      Permalink

      Tak, no było to dziwne, ale z drugiej strony przynajmniej Dolina ma jakiegoś lorda. Dorne najwyraźniej się nie doczekało, dlatego po śmierci Dorana wszyscy zaakceptowali rządy Ellarii Sand 🙂

      Reply
  • 19 maja 2016 at 21:08
    Permalink

    Witam, świetna recenzja, naprawdę się uśmiałem “jak można tak grubo obierać jabłka” najlepsze 🙂 . DaeL świetnie punktujesz te wszystkie głupstwa w serialu. Mam wrażenie że raczej Twoja średnia ocena z wszystkich odcinków to max 3 cytrynowe ciasteczka. Dwa pytanka jeśli znajdziesz czas:

    1. W rozmowie Tyriona z przedstawicielami miast kiedy jeden z nich powiedział że nie wspierają Harpii wyglądało na bardzo wiarygodne – ja na miejscu Tyriona bym mu uwierzył. Myślisz że może jednak nie dojśc do wojny z innymi miastami?

    2. Drugie pytanie chyba już w ogóle nie za mądre: http://www.thegrumpyfish.com/image-next-episode-adds-fuel-popular-fan-theory-children-forest/ – mówiąc grubsza co myślisz o tym? To już chyba by się jednak rozchodziło z wersją książkową, ale jakoś przypadło mi do gustu.

    Reply
    • DaeL
      19 maja 2016 at 21:32
      Permalink

      1. Nie, jakoś nie sądzę, żeby tu serial wprowadzał dodatkowy poziom komplikacji. Nie mają chyba na to czasu. Moim zdaniem fabuła może pójść w dwie strony – albo inni Panowie kłamią i będą nadal wspierać Harpie, a z czasem zdecydują się otwarcie zaatakować Meereen, albo na początku zawieszenie broni będzie realne (tak jak za czasu książkowego Hizdahra), ale wyzwoleńcy zrobić coś, co sprowokuje Panów.
      2. Też miałem wrażenie, że Biali Wędrowcy mogą być jakoś związani z Dziećmi Lasu. Myślałem, że może zostali przez nich przywołani, albo stworzeni, albo nauczeni magii – po to by walczyć z ludźmi (bo przed Długą Nocą ludzie i Dzieci się mocno wyżynali). Na to, że Biali Wędrowcy to po prostu przekształcone Dzieci nie wpadłbym, ale wydaje mi się, że to bardzo możliwe.

      \\\”Mam wrażenie że raczej Twoja średnia ocena z wszystkich odcinków to max 3 cytrynowe ciasteczka.\\\”
      Jeśli dobrze pamiętam, to dałem raz 4 ciasteczka, dwa razy po 3 ciasteczka i raz 2 ciasteczka 🙂

      Reply
      • 20 maja 2016 at 00:45
        Permalink

        Hmm, nie popiszę się teraz własną wiedzą, ale na westeros.pl pod jednym z artykułów tak użytkownik regalwk skomentował teorię, jakoby dzieci były spokrewnione z innymi:

        “Wiesz, w książce Biali Wędrowcy są opisani jak Elfy, wysokie, eleganckie i smukłe, a Dzieci Lasu są opisane jako małe zielone, pokryte liśćmi istoty.”

        Nie pamiętam, czy faktycznie tak wyglądał opis innych, ale jeśli tak, to jakoś nie wyobrażam sobie, co musiałoby się stać, żeby dzieci przeszły aż taką zmianę 😛

        Reply
      • 20 maja 2016 at 09:22
        Permalink

        Podpowiem. Musiałyby urosnąć, wyblaknąć i zrzucić liście. xd

        Reply
      • 20 maja 2016 at 12:18
        Permalink

        Jedynymi cechami wspólnymi jakie widzę pomiędzy nimi jest to, że Dzieci Lasu i Biali Wędrowcy są istotami pradawnymi i humanoidalnymi, mieszkają na tym samym kontynencie (jeśli założymy, że Krainy wiecznej zimy są lądem) i że charakteryzatorzy serialu dysponowali nadwyżką soczewek i gumowych wypustek 😛
        Dzieci Lasu były istotami o rozbudowanej wrażliwości sensorycznej, potrafiącymi porozumiewać się telepatycznie i obdarzonymi czymś co można nazwać szóstym zmysłem. Łączyła je głęboka więź z przyrodą. Natomiast Biali Wędrowcy to uosobienie zniszczenia, spustoszenia i śmierci wszystkiego co żywe. Jeśli już musimy się uciekać do Tolkienowskich porównań, to tak jakbyśmy zestawili elfy – dzieci lasu z orkami – białymi wędrowcami.
        Podczas Długiej Zimy Dzieci Lasu walczyły po stronie ludzi przeciwko Białym Wędrowcom. Dopiero ludzie, zamieniając coraz większe powierzchnie leśne na pola i osady, zmusili Dzieci Lasu do odejścia na północ.

        Reply
        • 20 maja 2016 at 14:49
          Permalink

          Biali Wędrowcy jak najbardziej NIE są podobni do orków. Martin niejednokrotnie podkreślał w swojej sadze, że nic nie jest do końca złe ani dobre, dlatego nie widzę sensu, by upatrywać w Innych uosobienia wszystkiego, co najgorsze. Warto też zwrócić uwagę na ich opis, który został wyżej wspomniany. Po lekturze sagi miałem w głowie zupełnie inny obraz Wędrowców, niż został pokazany w serialu. DDki w tym przypadku nie spartolili roboty, ale nie udało im się oddać swoistego piękna tych mroźnych istot. Orkowie są brutalni, prymitywni i chaotyczni, Inni są wręcz przeciwni, a nawet w sposobie ich poruszania widać dziwną grację.
          Z kolei z brakiem podobieństw między Dziećmi a Wędrowcami w zupełności się zgodzę, choć jakieś powiązanie między nimi zapewne występuje.

          Reply
          • 20 maja 2016 at 15:47
            Permalink

            “Biali Wędrowcy jak najbardziej NIE są podobni do orków.”
            Popełniłam nie trafiony skrót myślowy. A to wszystko dlatego, że nie cierpię porównań PLiO do Władcy Pierścieni. ( Tego ostatniego darzę zresztą umiarkowaną sympatią i gdyby nie to, że uwielbiam całokształt twórczości Petera Jacksona, nigdy bym nie doczytała, jak się ta książka skończy). Natomiast GRRM cenię właśnie za to, że nie wciska kitu z jednostronnością dobra i zła a jego postacie mają bardziej ludzki wymiar.
            Apropos elfów i orków polecam książkę Kiryła Jeskova “Ostatni powiernik pierścienia”.
            Problem z Białymi Wędrowcami polega na tym, że praktycznie nic o nich nie wiemy, poza tym, że lubią zimno, nie lubią valyriańskiej stali a kontakt z nimi kończy się zamienieniem w ciemnokończynowe zombie. No i od czasu do czasu decydują się na masową wędrówkę na południe.
            Ich motywy, cel, czy poglądy na to co wyprawiają mieszkańcy Westeros, są nam nieznane.
            Dzieci lasu też nie są jakimiś sympatycznymi istotkami o wielkich dziecięcych oczętach. Jak sobie uświadomimy, że składały ofiary z ludzi i prawdopodobnie poczęstowały Brana Jojenem, to już robi się mniej milusińsko.
            Niemniej Dzieci lasu afirmują przyrodę i życie w rozumieniu zbieżnym z ludzkim, a Biali Wędrowcy póki co stanowią ich przeciwieństwo.

            Reply
        • 20 maja 2016 at 16:17
          Permalink

          Co do porównania – trafione, czy nie – w tym tekście (angielskim) właśnie wspomniano, że Orkowie to rasa wywodząca się z Elfów. (z tego co kojarzę schwytanych przez Morgotha i zmodyfikowana za pomocą powolnych tortur. Zaś Sauron z pomocą magii przerobił ich fizis na Uruk-Hai, a Saruman ich jeszcze bardziej ulepszył) Więc jeśli chodzi o zmiany – czemu nie? Wydaje mi się, że porównanie Elfy-Dzieci Lasu i Orkowie-Biali Wędrowcy jak najbardziej otwiera tę kwestię zamiast ją zamykać. Do tego NIGDZIE nie jest wspomniane, że intencje Dzieci Lasu były czyste i dobre. Wręcz – w książkach wśród tych konarów były przedstawione nieco mrocznie, a wcześniej pod czardrzewami składano krwawe ofiary. Sam zaś Martin pisał, że nie opisuje jednoznacznie czarno-białego świata.Tak się zastanawiam, czy dysponując magią potężną na tyle, by zniszczyć Ramię Dorne łączące Westeros i Essos, Dzieci Lasu nie mogły stworzyć (być może z połączenia Dzieci Lasu i Pierwszych Ludzi + szczypta magii) swoich własnych Uruk-Hai , którzy im się wymknęli spod kontroli? No, może nie tak brzydkich jak Uruk-hai bo wg Martina „Inni nie są martwi. Są dziwni, piękni… niczym Sídhe stworzone z lodu. To życie, ale w odmiennej formie. Są nieludzcy, pełni gracji i śmiertelnie niebezpieczni.” Zaraz zaraz! Sidhe? Przecież Sidhe wg mitologii irlandzkiej to takie właśnie elfy – potomkowie Tuatha De Danan, czyli Plemienia Bogini Danu. Z wikipedii można się dowiedzieć o tym że “zgodnie z Księgą Inwazji (irl. Lebor Gabála Érenn), Tuatha Dé Danann (Lud Bogini Danu) zostali pokonani przez śmiertelników, Synów Mila. W ramach traktatu kapitulacyjnego Tuatha de zgodzili się zamieszkać pod ziemią – pod irlandzkimi pagórkami lub kurhanami” Nie przypomina to nieco Dzieci Lasu? Sam Martin użył słowa sidhe w odniesieniu do Innych, zaś historia sidhe przypomina historię dzieci lasu. Co więcej, wśród samych sidhe możemy wyodrębnić sídhe chodzący po ziemi w porze zmierzchu i sídhe strzegący lasów i jezior. Nie wiem jak Wam, ale pierwsze przypominają mi Innych, a drugie Dzieci Lasu. Czy to porównianie Innych do Sidhe (z ust GRRM) może być jakąś wskazówką co do spowinowacenia Innych i Dzieci Lasu? Mi się wydaje być całkiem prawdopodobnym, a porównanie do elfów i orków idąc tym tropem wydaje się być słuszne, bo chodzi w nim o to, że coś co się od siebie różni może być spokrewnione, choć na pierwszy rzut oka nie jest.

          Reply
  • 19 maja 2016 at 22:32
    Permalink

    Ogromny plus za poczucie humoru, ogromny minus za wszechobecne narzekanie i szukanie dziury w całym co pokazuje np. ten cytat z wątku Meereen:”…,ale poza tym nie ma tu za bardzo czego krytykować.” Tak jak byś szukał tylko krytyki(z czystej przekory do wszystkich krytykantów dałem 5 cisteczek!!:))

    Reply
    • 19 maja 2016 at 23:14
      Permalink

      Ja sądzę, że DaeL przyjął od początku wyłącznie humorystyczną konwencję opisywania serialu i dla mnie to właśnie jest wielki atut. Właśnie niech się czepia! Z humorem i z polotem. Tych poważnych recenzji można w sieci znaleźć wiele, po co nam jeszcze jedna.

      Reply
  • 19 maja 2016 at 22:50
    Permalink

    Naprawdę świetny tekst DaeLu. Z przyjemnością mi się go czytało i czekam na kolejne Twoje recenzje przyszłych odcinków. Co do Daenerys, to udowodniła wszystkim, że palenie (nie tylko tytoniu) zabija 🙂 A tak z innej beczki. DaeLu, czy uważasz, że serial podejmie wątek długu, który zaciągnął Stannis w Żelaznym Banku? Zakładając, że Brienne mówiła prawdę i Stannis nie żyje, to czy serial nam pokaże starania Żelaznego Banku na rzecz odzyskania pożyczki udzielonej Stannisowi (zakładam tutaj, że ŻB dowie się w jakiś sposób o śmierci swojego dłużnika)?

    Reply
    • 19 maja 2016 at 23:37
      Permalink

      Ten sam watek długów wszystkich z,westeros mnie interesuję 🙂

      Mysle ze żelazny bank wysle arye w tym celu 3:)

      Reply
      • 20 maja 2016 at 17:12
        Permalink

        I po co miałby wysyłać, i to w dodatku właśnie Aryę w tym celu? Żeby zabić przypadkową osobę, która nawet niewiele ma wspólnego z całościowym długiem Westeros?
        Więcej sensu miałoby negocjowanie długu, ewentualnie spłaty lub oddania części nieruchomości na rzecz banku. Ale do tego by raczej małej dziewczynki nie wysłali, bo nie jest ona ekspertem ds. finansów czy wyceny.
        Zgaduję, że jest Pan standardowym widzem serialu.

        Reply
        • DaeL
          20 maja 2016 at 18:55
          Permalink

          Darujmy sobie uszczypliwości względem widzów serialu (zresztą Milo może być akurat jak najbardziej czytelnikiem). Ja wiem, że to jest drobiazg, ale potem następuje wymiana “grzeczności” i cała rozmowa się przekształca w osobiste wycieczki i połajanki. To po prostu nie ma sensu.

          Reply
        • 21 maja 2016 at 00:01
          Permalink

          Nie zgadłeś 😉 aktualnie czytam po raz 3 sage i koncze taniec. iza kazdym razem to inna i bardziej świadoma ksiazka. Myślę ze po uwzględnieniu dociekliwosci teorii Daela przy czwartym podejściu będzie jeszcze ciekawiej. Serial ogladam od tak. W sumie czasem to dopełnienie akcji której opis pominięto ale wole historię z ksiazki. A,co do banku – tak sobie głośno pomyślałem ze bank jest z braavos a tam tez dom czerni i bieli. A ze arya ma wracać na drugi brzeg to mogliby ja najać do windykacji / eliminacji 😉

          Reply
      • DaeL
        20 maja 2016 at 18:58
        Permalink

        Jakoś wróci, ale wydaje mi się, że taka misja byłaby dla Żelaznego Banku nieopłacalna. Owszem, Arya może zabić na przykład Cersei, tylko że bank nic by na tym nie zyskał. Poza tym Ludzie Bez Twarzy drogo sobie liczą, w dodatku proporcjonalnie do zamożności zleceniodawcy. Jeśli bank jeszcze jakoś wejdzie do gry, to raczej finansując którąś ze stron w wojnie.
        Ale Arya na pewno jakoś do Westeros wróci. Pytanie tylko jak.

        Reply
    • DaeL
      20 maja 2016 at 18:53
      Permalink

      Sądzę, że teraz Żelazny Bank będzie rozmawiać głównie z Littlefingerem i jego stronę sfinansuje. Daenerys wprawdzie jest przeciwna niewolnictwu, ale te wszystkie smoki, Dothrakowie, itd… Braavosi tego nie lubią. Arya może w serialu wrócić do Westeros z jakąś misją.
      W książkach przypuszczam, że może uciec jeśli usłyszy wieści z Westeros od Justina Masseya.

      Reply
  • 19 maja 2016 at 23:00
    Permalink

    Na początku zawiodłeś mnie DaeLu. Zapowiadałeś zmianę nazwy cyklu i byłem bardzo ciekawy, jak zatytułujesz najnowszy odcinek. A tu proszę, nadal prozaiczna “analiza”. Może kolejny? Sfrustrowany powyższym postanowiłem tym razem się poprzyczepiać. Tak sobie, żeby nie było nudno…
    1. Jakże Sansę, kobietę zgwałconą przez własnego męża i to jeszcze w obecności cuchnącego faceta bez kilku części ciała mogła zainteresować taka drobnostka jak banalne zamordowanie i następnie wskrzeszenie przyrodniego brata? To nie konkurs traum!
    2. Hajże na Boltona! On ma 5 tysięcy, a my 2 tysiące? Nonsens! Wystarczy jeden telefon do wujcia Petyra i wyroją się niczym szarańcza chłopcy z Doliny ( z mistrzem łuczniczym Robin Hoodem Arrynem na czele), a do tego objawią się chyba liczne rody Północy, dotąd przymilające się Ramseyowi, ale na widok zapłakanego Jona przejrzą na oczy.
    3. Niesłusznie oczerniasz biednego Lorasa. To taka gierka: udaje załamanego, bo wie, że go obserwują, a tymczasem nocami, planując ucieczkę, kopie łyżką podziemny tunel, który od Septu Baelora sięga już niemal Czerwonej Fortecy. Oczywiście tunel usłany jest kwiatami.
    4 Nie wiem, czego chcesz od Ramseya? Solidny kurs przyrządzania szarlotki mógł być ważny nawet w tamtych czasach!
    5. Czemu wszyscy mają za złe Dany, iż nie jest jak Mucius Scaevola i nie skwierczy? Nie chce się dać spalić – jej sprawa. Niepokoi mnie tylko, że skoro jest azbestowa, to także rakotwórcza.
    A tak na poważnie – odcinek jak zwykle znakomity. A “Na pół mityczny potwór, bestia budząca przerażenie na sam swój widok, potrafiąca zmiażdżyć człowieka jednym uderzeniem” wspaniałe. Przez chwilę myślałem, że chodzi o Wun Wuna, ale Twe poczucie humoru wymiata! Tak, to lubią tygrysy 🙂

    Reply
    • 20 maja 2016 at 17:52
      Permalink

      Ojciec był Lordem-Pijawką, syn jest Lordem-Szarlotką. Teraz mógłby stworzyć nowy herb – jabłko obdarte ze skórki. Na pewno spodobałby się Lothorowi Brune aka “Apple-eater”. Mniej Fossowayom 😉

      Reply
    • DaeL
      20 maja 2016 at 19:00
      Permalink

      Może zrobię jakiś plebiscyt, albo zacznę przyjmować pomysły, bo póki co nie mam lepszej nazwy 🙂

      Reply
      • 21 maja 2016 at 11:07
        Permalink

        O, teraz dopiero to przeczytałem. A zatem może tak na gorąco:
        1. “Co tam, panie w Westerosie?”
        2. “Zgrzytacz czyli Ząb Stannisa”
        3. “Okiem Bąbla”
        Może też być “Starkobranie”, “Targi o Starki” albo “Martin z okienka”. Wiem, wszystko głupie, ale spróbować zawsze można 🙂

        Reply
  • 19 maja 2016 at 23:08
    Permalink

    “W międzyczasie Daenerys wysłuchuje różnych historii kobiet z Dosh Khaleen, których nawet na mękach nie streszczę, bo zapomniałem czego dotyczyły trzy sekundy po zakończeniu sceny.”

    Na spotkaniu kółka tkaczek warkoczy wysłuchaliśmy ubogiej w przykłady opowieści o zniewoleniu płci pięknej przez brzydką. Konkluzja brzmiała “jest jak jest”. Nikt nie zapytał jak żyć. Nawet Szalona Królowa nie dała rady. Wymknęła się pod pretekstem pójścia na siku.

    Reply
  • 19 maja 2016 at 23:22
    Permalink

    Zdecydowanie najmocniejszym momentem odcinka jest scena w której Mormont dostaje po pysku od jakiegoś randomowego buraka. Nawet czar “kamiennej skóry” mu nie pomógł. Wszyscy postarajmy się zachować ten epizod we wdzięcznej pamięci. :v

    A idei obierania jabłek nigdy nie rozumiałem i nie będzie mi już chyba w tym życiu dane zrozumieć. Skórka podobno jest najzdrowsza 🙁

    Reply
    • 19 maja 2016 at 23:56
      Permalink

      Osobiście uważam, że gdyby wgryzał się w jabłko jak Tormund w skrzydełko robiło by to dużo bardziej piorunujące wrażenie

      Reply
    • 20 maja 2016 at 09:27
      Permalink

      @ig @Louve
      Z pewnością wiecie, że scena miała nam pokazać, jak bardzo Ramsay lubi obieranie. To Kąsacz miał w herbie pogryzionego człowieka. 😀

      Reply
      • 20 maja 2016 at 11:38
        Permalink

        @fishka
        Chyba że tak! Ale skoro tak, to czemu przy scenie z Theonem chrupał kiełbaskę aż mu się uszy trzęsły. Moja teoria jest taka, że Złośliwy Hobbit vel Iwan Rheon nie umie obierać jabłek innym narzędziem niż obieraczka 😀

        Reply
  • 19 maja 2016 at 23:31
    Permalink

    Szkoda Stannisa 🙁
    Generalnie na te 5k boltonow starcza te 2k dzikich + jon + brjen i w,gandalfowym stylu wbiją wojska doliny wg mnie.

    Wzięłaby sie ta denerys juz na ten drugi brzeg przepłynęła bo cala ta historia na tamtym krańcu świata jest nudna.

    Chciałbym zeby pojawił sie jeszczę watek np jakiejś kompanii ktora najmie żelazny bank jako windykatorow i oni by mogli jakos zaskoczyć. Swoja droga ciekawe ze nie ściągają tych długów jeszcze….

    Reply
  • 20 maja 2016 at 00:22
    Permalink

    Tormund mnie po prostu dobil. Jak Davos i Melka cos beda knuli przeciw Brienne w imieniu swietej pamieci Stannisa to maja jeszcze wodza dzikich przeciwko sobie.
    Poza tym po co obierac jablka?
    A Theon zabral teleporter poslancowi listu – dlatego on patatajal cala droge konno a Theon raz dwa byl u siostry.

    Reply
  • 20 maja 2016 at 00:28
    Permalink

    To wszystko wygląda jak sen Hodora.

    Reply
  • 20 maja 2016 at 01:44
    Permalink

    Zgadzam się tutaj z wszystkimi przedmówcami słodzącymi Daelowi – tekst jak zwykle miodzio. Analiza z ubersiostrami i pipobraćmi piękna, ale jednocześnie smutnie prawdziwa 😀 oglądałam w poniedziałek, ale nadal jak przypomnę sobie tego płaczącego “ale mamo ja chcę, żeby to się skończyło” Lorasa to odczuwam irytację.
    Albo Osha wprowadzona tylko po to, żeby przypomnieć jaki joł jest Ramsay…

    No nieważne, ja wcale nie chciałam o tym. Mam prośbę do czytelników. Mimo moich wielkich chęci i prób doszukania się dowodów, ja wciąż niedowidzę tych licznych faktów świadczących o tym, że Danka wcale nie jest ogrnioodporna. I serio, kiedy widzę jak każda osoba, która zna się na sadze sto razy lepiej ode mnie powtarza, że krew smoka nie załatwia królowej wszystkiego immunitetu na ogień, aż mi się głupio robi. Czytałam parokrotnie rozdział z paleniem maegi, ale nie odniosłam wrażenia, żeby ognioodporność Danki była jej zasługą. Czytałam, że Martin tak powiedział (tak jakby się nie rozmyślał sto razy, co on z sagą chce zrobić), że gdzieś tam Danka się od smoka poparzyła (no ale w końcu ogień smoka jest dużo bardziej ognisty 😉 niż normalny), ale nadal jakoś tego nie czuję. Czy ktoś mądrzejszy mógłby mi wytłumaczyć, skąd ta pewność, że Dany nie jest odporna na zwykły ogień?

    Reply
  • 20 maja 2016 at 04:32
    Permalink

    Ejjj a mi się ten odcinek podobał…. 😛 to znaczy, Jon jest wkurzający to prawda, teleporty są jak zawsze, ale przynajmniej Sansa się aktywowała, a na to czekałem od dawna 😀 scena spalenia tych khalów w sumie ostatecznie bardziej mi przypadła do gustu niż gdyby tam nagle miał wylądować Drogon. Bo dlatego, że Dany sobie przypomniała chyba, że ma biznes do załatwienia i nie ma co się bawić w dobroć itp. Aaaa, a jeśli chodzi o to, że dźgnięcie sztyletem to przelanie krwi a rozbicie głowy kamieniem to już nie… to jednak rozbicie głowy kamieniem też się liczy, co wynika z dialogu khalów przed wprowadzeniem Dany (- ktoś rozbił mu głowę kamieniem, a nie wolno przelewać krwi w vaes dothrak – oj tam nie wolno, zawsze się trochę przelewa). Myślę, że Erniemu i Bertowi raczej chodziło o to, żeby nikt nie odkrył że w okolicy jest ktoś z bronią. A w ogóle może i nasz zespół detektywów jest wzorowany na Erniem i Bercie – GRRM jest wielkim fanem muppetów, mieliśmy nawet Kermita Tully’ego 😀
    A poza tym, fajny tekst Daelu, byle tak dalej 😉

    Reply
    • 20 maja 2016 at 11:15
      Permalink

      Tez mi sie wydaje ze,użycie kamienia mialo zamaskować slady po nożu

      Reply
      • 20 maja 2016 at 14:53
        Permalink

        W zasadzie nie wydaje Ci się, tylko dokładnie tak powiedział Dario (albo Jorah). Generalnie wcale mnie nie dziwi ten wątek, przecież Dothrakowie byli na tyle dzicy i agresywni, że musieli czasem tłuc się do śmierci, nieważne, że to święte miasto.

        Reply
        • 20 maja 2016 at 16:40
          Permalink

          Z tego co pamiętam, w książkowym Vaes Dothrak zabijano się poprzez uduszenie, bo przelewanie krwi dowolnym sposobem było zakazane. Chyba nawet khalowie mieli specjalnych niewolników do duszenia ludzi jedwabnymi szarfami, czy jakoś tak.

          Reply
          • 20 maja 2016 at 19:58
            Permalink

            Khalowie mieliby używać innych do zabijania? To takie niedothrackie mi się wydaje…

            Reply
          • 20 maja 2016 at 21:39
            Permalink

            Ok, sprawdziłam i faktycznie khalowie zabijają sami. Ale na pewno też uważają, żeby nie rozlać krwi. Niewolników z jedwabnymi wstążkami mają przybywający do Veas Dothrak zagraniczni handlarze.

            Reply
          • 20 maja 2016 at 21:54
            Permalink

            Przejrzałam na szybko rozdziały Danki z Vaes Dothrak i o sposobach zabijania się samych Dothraków wiele nie ma. Pierw pojawia się informacja, którą każdy pamięta – czyli zaraz noszenia broni i przelewania krwi wolnych ludzi. Dalej, że nawet wojujące khalasary ucztują wspólnie, bo w tym miejscu w żyłach wszystkich khalasarów płynie ta sama krew i wszyscy są jednym narodem. Brzmi jakby była to wystarczająca świętość, by nawet dzicy Dotharkowie potrafili powstrzymać swoje mordercze zapędy.
            W kolejnym rozdziale pojawia się informacja, o której mówi Lady Aguś:
            “Niektórzy z handlarzy mają eunuchów. Te olbrzymy potrafią udusić złodzieja jedwabna wstążką. W ten sposób nikt nie przelewa krwi i bogowie są zadowoleni.”
            Więc patent na duszenie i słudzy od czarnej roboty pochodzą od handlarzy obecnych w mieści, nie od khalasarów.
            W tym samym rozdziale odbywa się uczta po tym, jak Dany zjada serce konia. Pojawia się tam informacja o tańczących pannach do wzięcia i zamroczonych chętnych Dothrakach, ale ze wskazaniem, że w tym miejscu nikt się nie będzie zabijał, by móc wybraną pannę posiąść, \”nie w świętym mieście, gdzie zakazano rozlewu krwi\”. Więc świętość musiała być na tyle zakorzeniona w umysłach Dotharków, by nawet pijani potrafili przestrzegać zasad i podtrzymywać tylko połowę imprezowej tradycji – czyli jest pukanko, ale bez zabijania.
            Incydenty pośród Dothraków pewnie się zdarzały, ale nie sądzę by były częste, zaś konsekwencje spore (moim zdaniem jakaś wyszukana, bezkrwawa śmierć). I chociaż serialowe zmiażdżenie głowy miało służyć temu, co już wcześniej powiedziano, czyli ukryciu faktu posiadania broni przez Dario, to i tak ta obojętność na krew na świętej ziemi wykazana przez Dothraków jest wg mnie bardzo głupia i naiwna. No ale ostatnio to częste zjawisko w serialu 😛

            Reply
          • 21 maja 2016 at 13:34
            Permalink

            Obojętność na ten aspekt jest tylko częściowa, wszak jeden z khalów wydaje się dość przejęty zabójstwem, tylko znalazca Dany olał sprawę, mając w perspektywie dokonanie demokratycznie przesądzonego gwałtu.
            Co do zakorzenionej w umysłach Dothraków tradycji, naprawdę nie sądzę, aby pijani i pełni chuci mężczyźni, którzy większość życia spędzają na walce, zabijaniu i rozmyślaniu o tym, przejdą swoistą metamorfozę po wejściu do świętego miasta. Niedawno przeprowadziłem ciekawą konwersację z pewnym policjantem, który przyznał, że większość pobić, gwałtów i rozbojów w moim pięknym mieście dokonywana jest pod wpływem alkoholu. Czy Polacy są mniej cywilizowani od władców koni?

            Reply
          • 23 maja 2016 at 23:34
            Permalink

            Przejęty może i jest… jakieś dwie sekundy ;D ?
            Wiesz, jedno to rzeczywistość, w której ludzie tracą jakikolwiek cywilizowany zmysł pod wpływem alkoholu, a drugie to świat fikcyjny. Chociaż szczerze – porównywanie obecnej kultury Polaków z tą przedstawioną przez Martina wydaje mi się dość nietrafione.
            U Martina – owszem mamy dziki lud, który zabija i gwałci, gwałci i zabija, ale wykazuje też ogromny szacunek do tradycji, wierzeń swego ludu (swoją drogą te gwałty-zabijanie to też ich tradycja). A obecna kultura Polaków? I mówimy tu właśnie o tej grupie skłonnej spić się nieomal do nieprzytomności, a dopiero potem gwałcić, zabijać, bić. Czy młodzi (uogólniając, choć tyczy się to większej grupy) ludzie szanują polską tradycje, czy wykazują jakąkolwiek wiarę 😉 ? Obecnej, upadającej cywilizacji nie sposób porównać do cywilizacji prymitywnej, podporządkowanej tradycji 😉

            Reply
  • 20 maja 2016 at 07:27
    Permalink

    Mam wrażenie że podkreślanie, po raz kolejny, przez Melke że John to Książe którego obiecano, może wróżyć całkowicie inny kierunek w serialu. Co o tym myślicie?

    Reply
  • 20 maja 2016 at 07:37
    Permalink

    Daelu Kochany, to że Jon Snow nie został bardziej krwiożerczy tak jak sobie wymarzyłeś nie oznacza końca świata. Jon jest jaki jest, więc deal with it.
    Co do Lorasa-geja to jest on stereotypowy tak bardzo, że środowisko LGBT powinno się tym zainteresować, a nie zapomniałem, że uważają, że cała fantastyka jest prawicowa, więc pewno nie czytują, nie widują.

    Reply
    • DaeL
      20 maja 2016 at 14:12
      Permalink

      “Daelu Kochany, to że Jon Snow nie został bardziej krwiożerczy tak jak sobie wymarzyłeś nie oznacza końca świata. Jon jest jaki jest, więc deal with it.”

      Próbuję, ale on tak smęci, że ciężko to znieść.

      “Co do Lorasa-geja to jest on stereotypowy tak bardzo, że środowisko LGBT powinno się tym zainteresować, a nie zapomniałem, że uważają, że cała fantastyka jest prawicowa, więc pewno nie czytują, nie widują.”

      To raczej w Polsce, gdzie fantastyka rodziła się w czasach komuny i jako taka była rodzajem prawicowego eskapizmu. Na Zachodzie fantastyka miała więcej “źródeł” i faz. Najpierw był Tolkien I Lewis z bardzo chrześcijańskim przekazem oraz pisarze “pulpowi” z przekazem… dziwnym, ale raczej prawicowym. Potem przyszedł świt ery komiksowych superbohaterów (lata 30 i 40), którzy z kolei wstrzyknęli do fantastyki trochę legend i mitów wywodzących się z judaizmu, a także bardziej lewicową, wielkomiejską perspektywę. A potem nastało pokolenie 68, pacyfizm, druga fala feminizmu – które ukształtowały bardzo wielu współczesnych pisarzy.

      Nie da się ukryć, że sam George R.R. Martin deklaruje się jako zagorzały lewicowiec, czego pewne ślady można znaleźć w książkach. Na przykład to przekonanie, że w realiach średniowiecznej wojny najbardziej \”po tyłku\” dostaje się biednemu pospólstwu jest raczej fałszywe. Średniowiecze był dla ludności cywilnej o wiele mniej dotkliwe niż starożytność czy renesans, bo użyteczność wojskowa chłopstwa była stosunkowo niska, stąd też nie istniała potrzeba celowej eksterminacji tych rezerw u wroga. OK, ale wpadam w przydługą dygresję.

      No więc u GRRM-a można się gdzieś tam doczytać tej lewicowej wrażliwości, ale nawet jak ktoś jest ultra-konserwą, to mu to nie będzie przeszkadzać. Bo GRRM jest przede wszystkim bardzo uczciwym pisarzem, nie patrzy na świat wyłącznie przez pryzmat polityki i wie, że literatura nie służy do ideologicznej dydaktyki. Najważniejsza jest wciągająca historia i fascynujące postacie.
      Zresztą ma to zastosowanie nie tylko do Martina. Gene Roddenberry był socjalistą, Ursula K. Le Guin lewicową anarchistką, Neil Gaiman i Robin Hobb to socjaldemokraci, Isaac Asimov był lewicującym liberałem, z kolei Frank Hebert i Orson Scott Card to konserwatyści, a Robert Heinlein fascynował się prawicowym autorytaryzmem. Ale wszystkich nich można spokojnie czytać bez względu na poglądy polityczne 🙂

      Reply
  • 20 maja 2016 at 08:04
    Permalink

    Na Siedmiu! Sansa i Tormund to jest przyszłość tej sagi! Jak mogłem nie wpaść na to, że można zrobić właśnie taki mariaż!

    Reply
    • 20 maja 2016 at 09:29
      Permalink

      Tormund na żelaznym tronie, zdradzający swoją małżonkę Sansę. Dzicy przejmują władzę. To ma być to słodko-gorzkie zakończenie? 😛

      Reply
      • 20 maja 2016 at 09:43
        Permalink

        To byłoby właśnie takie martinowsko przewrotne 😀

        Reply
  • 20 maja 2016 at 09:52
    Permalink

    Recenzja po raz kolejny bardzo celnie wytyka wszystkie spłycenia intryg w serialu.
    Wątek Kings Landing się kupy nie trzyma, chyba że ma jakieś podwójne dno i Cersei chce skłócić Tyrellów z wiarą, bo się dowiedziała od Tommena że Wielki Wróbel próbuje ich przeciągnąć na swoją stronę.

    Reply
    • 20 maja 2016 at 16:30
      Permalink

      Moim zdaniem, najbardziej bezwartościowy jest wątek Meereen. Postać Varysa jest absurdalna, zupełnie nie wiadomo, co on tam robi. W dodatku w sezonie pierwszym, tym jedynym nadającym się do oglądania, był gotów zabić Daenerys i jej nienarodzone dziecko, i namawiał do tego Eddarda Starka. W powieści ma to jakiś sens, biorąc pod uwagę, że do prawdziwego królowania przygotowywał on Aegona. Mógł poświęcić Daenerys, która w dodatku, o ile prawdziwa okaże się teoria o linii Blackfyre’ów, nie była najzupełniej z jego bajki. Wróćmy jednak do serialu. Jeśli naprawdę byłby tak małostkowy i chwiejny, by nagle oddać swój żywot osobie, którą niedawno lekką ręką był gotów uśmiercić, i to w dodatku tylko w ramach perspektywy bycia tam kimś w rodzaju trefnisia bez kuśki, to nie rozumiem jak mógłby zajść tak daleko w swojej karierze. Realia serialowe są irracjonalne, płaskie i wyjątkowo prymitywne. To jest zupełnie inny film niż w sezonie pierwszym. Nawet drugi jeszcze jakoś tam uszedł. Reszta to ściek pokroju tasiemców do robienia pieniędzy.
      I jeszcze o Varysie, zanim przejdę do najbardziej skompromitowanego pomysłu na postać. Otóż, okazuje się, że cały jego szpiegowski kunszt sprowadzał się do przekupywaniem dzieciaczków ulicy słodyczami. To wcale nie byli znakomicie wyszkoleni, inteligentni szpiedzy z wydzielonymi funkcjami i hierarchią. Nie są podzieleni na gońców, czytelników listów, zwykłych obserwatorów, czy nawet skrytobójców. To takie sierotki, które zrobią wszystko by zaspokoić swoje uzależnienie od cukru. Co tam weryfikacja takich osobników pod kątem dyskrecji, tortur, czy w ogóle cech charakteru umożliwiających zawód szpiega.

      Jednak absurdy powyżej nadmienione, które i tak już niezbyt dowód stanowią na bezwartościowość serialu i brak sensu śledzenia go dalej na poważnie, nijak mają się do obecnej sytuacji Tyriona. Jest on traktowany tam jako ktoś w rodzaju namiestnika lub prezydenta. Nie przypominam sobie, by Daenerys kiedykolwiek wyznaczyła mu taką funkcję, już nie mówiąc o prawie do wypowiadania się i rządzenia w jej imieniu. A on to dokładnie robi i nikt nie próbuje nawet zaprotestować. Po prostu powiedział, że jest karzełkiem i też nie lubi Lannisterów, pomimo iż zawdzięcza im dosłownie wszystko, więc spoko. Nawet Varys został teraz jego podnóżkiem i pozwala na drwiny i ciągłe obrazy pod swoim adresem, honorowi kastraci królewscy z uwagą wysłuchują rozkazów Tyriona. Dysponuje on ponadto posłańcami, możliwością posyłania listów, zawierania umów(ciekawe jako kto je podpisuje czy zatwierdza ustnie, przecież dla partnerów funkcja i moc urzędu stanowi główny argument dla wagi zawartego sojuszu).
      To oczywiście ukłon w stronę poziomu intelektualnego odbiorców, którzy znajdują się i tutaj, oceniając serial jako arcydzieło(maksymalna skala). Twórcy uznali, że po prostu widzowie lubią Tyriona równie bardzo jak cycki zatrudnionych kurtyzan z branży porno, więc i siłą rzeczy całe Meereen musi go uwielbiać.
      Nad resztą wątków nawet nie ma sensu się pastwić, bo postałby elaborat dłuższy od skryptów do całego sezonu.

      Reply
      • 20 maja 2016 at 18:56
        Permalink

        Ciekawe jak potraktują spotkanie Lorda Friendzona( jeśli dożyje) z Varysem i co na to zrobi Dany. Może to pomysł na pozbycie i tak już bezsensownego (w serialu) wątku Varysa.

        Reply
        • DaeL
          20 maja 2016 at 19:02
          Permalink

          Własnie dlatego Jorah raczej spotkania nie dożyje. I problem z głowy.

          Reply
      • 20 maja 2016 at 19:12
        Permalink

        A co do dzieci i Tyriona. Z tego co pamiętam to w książkach też były dzieci, a nie żadna zorganizowana siatka szpiegowska( zabójstwo Kevana) i właśnie dlatego to dawało Varysowi przewagę nad innymi( każda skrytka, anonimowość dzieci, brak ambicji dzieci w grze o władzę). A co do Tyriona to jak najbardziej może sprawować władzę. Dany też była uzurpatorem. Ma on po swojej stronie wojsko( Szary Robak, nwm jak z Mosiężnymi Bestiami). Po za tym Dany chyba zrobiła go namiestnikiem lub kimś w tym rodzaju pod koniec 5 sezonu. A Varys faktycznie jest tam z dupy(- “Cześć Tyrion może porządzimy sobie na jakimś zadupie skoro nas wywalili z Królewskiej Przystani”). W ogóle postacie największych graczy Littlefingera i Varysa zostały potraktowany w sposób wołający o pomstę do nieba.

        Reply
        • 20 maja 2016 at 19:56
          Permalink

          Jedno nie wyklucza drugiego. To była zorganizowana siatka szpiegowska złożona z dzieci. Ale nie wierzę, że Varys ograniczyłby się aż tak, by nie współpracować również z dorosłymi. Przecież by go to znacznie osłabiło względem choćby Baelisha. Ponadto sam Varys jako dziecko był niezłym łotrzykiem i w zasadzie samemu nauczył się fachu szpiega, jego przyjaciel Illyrio również zaczął bardzo młodo swój kunszt.

          Reply
        • 20 maja 2016 at 21:48
          Permalink

          To była całkiem dobrze zorganizowana siatka, złożona z dzieci. I to starannie wybieranych. Arya w pierwszym tomie podsłuchuje jak Varys z Iliriem mówią, że ptaszków jest za mało bo ciężko znaleźć takich co w młodym wieku umieją pisać, a umiejętność ta jest im potrzebna, bo Varys każe wycinać im języki.

          Reply
          • 20 maja 2016 at 22:06
            Permalink

            To bardzo bezwzględny był Lord Varys. Muszę sobie odświeżyć tę rozmowę, chyba czytałem wtedy przed snem na półprzytomnie.
            Szczerze mówiąc, bardziej intryguje mnie ten duet niż Littlefinger.

            Reply
      • 21 maja 2016 at 22:17
        Permalink

        Co do siatki szpiegów Varysa: Przede wszystkim dzieciaczki Vaysa nie pogadałyby z Qyburnem do czasu aż przyszyje im odcięte języki.

        Reply
  • 20 maja 2016 at 10:47
    Permalink

    Szkoda mi Ramsaya. Zdrowa żywność szkodzi.

    Reply
  • 20 maja 2016 at 11:54
    Permalink

    Też Wam się wydaje, że Wielki Wróbel mógł powiedzieć Tommenowi o tym, że Tyrellowie byli zamieszani w zabójstwo Joffreya? Margeary wiedziała, jak do tego doszło (wydaje mi się, że nawet dyskutowała o tym z Olenną, jednak głowy sobie uciąć nie dam, co najwyżej rękę) i mogła powiedzieć Lorasowi – w końcu była z nim bardzo blisko (chociaż wciąż jeden poziom bliskości niżej niż Cersei i Jaimie). Loras, którego Wróble złamały, mógł w końcu wyznać prawdę Wielkiemu Wróblowi, ten powiedział Tommenowi, a Tommen powiedział matce… I teraz Cersei może chcieć skłócić Wróble z Tyrellami – każdy trup w takiej wojnie byłby na jej korzyść.

    Reply
    • 20 maja 2016 at 12:01
      Permalink

      Może też być po prostu tak, że – Tyrellowie atakują sept – jeśli wygrają, odbijają sobie Margaery i Lorasa, ale giną Tyrellowscy żołnierze. Co więcej lud prosty i ciemny widzi jak to żołnierze Tyrellów a nie Lannisterów zabijają tych, którzy dali ludziom jedzenie. Jeśli Tyrellom się nie uda – nadal giną Tyrellowscy żołnierze, ciemny lud widzi to samo, a i jeszcze może Margaery stanie się krzywda

      Reply
  • 20 maja 2016 at 13:39
    Permalink

    Ramseyowi stępił się nóż od tego zabijania. Ja widzę tylko takie rozwiązanie. Chyba że znowu miał to być symboliczny wyraz tego, jak grubo będzie kroił swoich wrogów 🙂

    Reply
  • 20 maja 2016 at 15:23
    Permalink

    Dziękuję za dobre teksty, miodnie się to czyta.
    Głównie to chciałem popełnić mały offtop – moglibyście dać inne tło z innym kolorem czcionki albo grubszy font bo w oczy kole.
    Pozdrow

    Reply
    • DaeL
      20 maja 2016 at 15:58
      Permalink

      Szykuje się niebawem pewna zmiana layoutu, więc może coś się będzie dało zrobić. Ale przez “niebawem” mam na myśli “lada kwartał” 🙂

      Reply
  • 20 maja 2016 at 15:51
    Permalink

    Serial naprawdę nosi nazwę “Gender of thrones”.
    Skierowany jest do fascynatów nadmienionej ideologii.

    Reply
    • DaeL
      20 maja 2016 at 15:57
      Permalink

      Nie przesadzajmy. Elementy ideologiczno-polityczne może się czasem rzucają w oczy, bo D&D je wklejają bardzo niezdarnie, ale w gruncie rzeczy to ich tak wiele nie jest 🙂 No, ale co zrobić? Ostatni telewizyjny scenarzysta, który mógłby nam dać naprawdę genialne i silne role kobiece (Joss Whedon) jest w tej chwili za drogi, nawet jak na HBO 🙂

      Reply
  • 20 maja 2016 at 20:44
    Permalink

    Ja mam nadzieję, że wkrótce dowiemy się co się dzieje w nocnej straży. Cyba trochę powinni się, przejmować odejściem swojego lorda dowódcy, który ledwo co zmartwychwstał i zabił swoich zdrajców. Wątpię, że każdemu się spodobało ten precedensowy wybór nowego lorda dowódcy, dokonany poprzez przekazanie czarnego płaszcza Eddowi.

    Reply
    • 20 maja 2016 at 21:06
      Permalink

      Ja jestem pewnie, że nic w związku z tym się nie wydarzy. Mur zostanie konsekwentnie olany, aż do momentu nadejścia Białych Wędrowców. Nieścisłości w fabule nie przeszkadzają DeDekom

      Reply
    • 20 maja 2016 at 23:24
      Permalink

      Nocnej straży to właściwie już nie ma 🙁 Ilu ich tam zostało? Kilkudziesięciu? Na trzysta mil muru…

      Reply
      • 21 maja 2016 at 18:42
        Permalink

        Pewnie ze dwie setki.
        Ale wszędzie, a w Czarnym Zamku najmniej.

        Reply
        • 21 maja 2016 at 23:55
          Permalink

          Tak też mi się wydawało, że w Czarnym Zamku kilkudziesięciu i max dwustu w ogóle… Niemniej ta formacja właściwie nic nie znaczy, no bo jak tych dwustu cokolwiek wobec innych armii lub Innych ma znaczyć? Chyba że DeDeki coś im wymyślili, a pewnie wymyślili, skoro teleporty w ich świecie działają i mają nawet 200% normy, to i nie zdziwiłabym się, jak tym nędznym resztkom dadzą absurdalnego i nierzeczywistego powerupa, podobnego ognioodpornym włosom Danki 😛

          Reply
  • 20 maja 2016 at 23:14
    Permalink

    Myślę, że Deanearys ma ognioodporne włosy, bo gdyby przypadkiem splonely to latwo by ja było pomylić z Cersei 😀

    Reply
  • 20 maja 2016 at 23:50
    Permalink

    Gospodarzu drogi! Znów nie wiem, jak do Ciebie napisać inaczej, więc spamuję tu. Lektury Świata Lodu i Ognia ciąg dalszy, w związku z czym Paris się kolejne pytanie. Na stronie 109 jest takie dwuzdaniowe wtrącenie:
    “Jenny ze Starych Kamieni pojawiła się na dworze w towarzystwie karłowatej albinoski, która ponoć była leśną wiedźmą z dorzecza. Sama lady Jenny w swej ignorancji twierdziła, że kobieta jest dzieckiem lasu.”
    Czy to nie przypadkiem ta sama kobieta, która opowiada o swoich snach Cytrynowi z ekipą? Bo czemu innemu miałoby służyć takie wtrącenie? To by oznaczało, że ona jest naprawdę dzieckiem lasu.

    Reply
    • 20 maja 2016 at 23:51
      Permalink

      Pojawia się kolejne pytanie miało być. Niech żyje słownik!

      Reply
    • DaeL
      21 maja 2016 at 01:08
      Permalink

      Tak, też sądzę, że to ta sama kobieta (gdzieś już w komentarzach była dyskusja na ten temat). Widać to chociażby po jej prośbie o to, żeby Tom z Siedmiu Strumieni zagrał piosenkę o Jenny.
      Czy jest dzieckiem lasu? No to jest temat bardziej kontrowersyjna. Wzrost się zgadza, to samo z czerwonymi oczami, które wyróżniały zielonych jasnowidzów. Ale ten kolor oczu może wynikać z albinizmu, więc kwestia nie jest rozstrzygnięta. Z drugiej strony nie pasuje kolor skóry – dzieci były raczej brązowe. Ale może wśród dzieci zdarzały się albinosy? Ciężko powiedzieć. Moim zdaniem najmocniejszym argumentem na nie, jest to, że Arya nie zwraca uwagi na jej palce. Dzieci lasu były czteropalczaste, a zamiast paznokci miały szpony. Trudno coś takiego przeoczyć. Więc jestem na 60% przekonany, że Duch raczej dzieckiem lasu nie był. A o żadnych “krzyżówkach” nie wiemy.

      Reply
    • DaeL
      21 maja 2016 at 19:10
      Permalink

      Teorie, że Stannis żyje będą chyba krążyć do ostatniego odcinka. Cóż, niestety w tej się parę rzeczy kupy nie trzyma. Na przykład teza, że jeleń oprawiany przez Tywina ma symbolizować nadchodzącą śmierć Roberta – tym czasem on się pojawia już po śmierci króla!
      Poza tym mamy naprawdę ogromną ilość argumentów za śmiercią Stannisa. Na czele ze słowami Brienne. No i wypowiedzi Dillane’a na temat serialu – nieszczególnie przychylne – też dość jednoznacznie wskazują, że raczej do produkcji nie wróci.

      Reply
  • 21 maja 2016 at 20:58
    Permalink

    No faktycznie, więc chyba jednak nie ma nadziei.

    Reply
    • DaeL
      21 maja 2016 at 22:28
      Permalink

      Jutro. Ale przed południem.

      Reply
  • 21 maja 2016 at 22:16
    Permalink

    Daelu, gdzieś czytałem kiedyś teorię na temat tego, że AA, Książę którego obiecano i Ostatni bohater z powieści Starej Niani, to 3 różne postacie, 3 głowy smoka i będą one miały największe znaczenie pod koniec książki. Masz w planach kiedyś o tym coś więcej napisać?

    Reply
    • DaeL
      21 maja 2016 at 22:40
      Permalink

      Też miałem takie wrażenie, i wydawało mi się aż zbyt podejrzane, że istnieją właśnie trzy różne legendy/proroctwa, dotyczące tego wojownika. Ale potem wyszedł Świat Lodu i Ognia, i okazało się, że takich imion czy przydomków gościa, który załatwił Białych Wędrowców jest jeszcze więcej, coś koło 10 (Hyrkoon Bohater, Edric Pogromca Cieni, itd…).
      Tym niemniej sądzę, że bohaterów musi być trójka, bo smok ma trzy głowy. Jon i Dany to pewniaki, pytanie kto będzie głową trzecią. Kandydatów jest kilku – Aegon, Tyrion, Jaime, Stannis, Gendry, Bran… Ten ostatni oczywiście nawet według najbardziej pokręconych teorii spiskowych nie może mieć nawet kropli tagaryeńskiej krwi, ale z góry bym go nie wykluczał.
      Czy mam w planach jakiś dłuższy tekst na ten temat? Tak, choć przypuszczam, że materiału do takich rozważań to nam dostarczą dopiero Wichry zimy i nie wiem, czy się z tym jednak na razie nie wstrzymać. Jest parę bardziej “pilnych” tematów.

      Reply
    • DaeL
      21 maja 2016 at 22:40
      Permalink

      W Westeros pojawił się pierwszy troll 😉

      Reply
  • 22 maja 2016 at 22:59
    Permalink

    Juz jest nowy odcinek 😉 wiadomo skad wzieli sie biali wedrowcy.

    Reply
  • 23 maja 2016 at 18:53
    Permalink

    Coraz bardziej zastanawiam sie nad sensem ogladania tego serialu. Jedyne co mnie przekonuje to Analizy DAELA

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków