Szalone Teorie: Kto zatruł szarańcze?

Nawet najwięksi zwolennicy Daenerys Zrodzonej z Burzy, nie nazwaliby polityki prowadzonej przez nią w Meereen mianem konsekwentnej. Targana sprzecznymi ideałami, a także emocjami (całkiem naturalnymi dla nastoletniej przecież dziewczyny), królowa podejmowała często błędne decyzje. Daenerys nie była w stanie rozprawić się z opozycją wobec swych rządów, ani skonsolidować sił, które broniłyby nowego stanu rzeczy. W końcu musiała ustąpić. Wydawać by się mogło, że zawarła, z punktu widzenia celu jakim była ochrona byłych niewolników, rozsądny kompromis. Hizdahr zo Loraq reprezentował pokój, na jakim zależało Daenerys. Był też gwarantem nienaruszalności interesów najbogatszych rodzin Meereen, na czym zależało Wielkim Panom.

A jednak, w dniu otwarcia aren, podjęta zostaje próba otrucia królowej. Obok daktyli, fig, melonów i papryki, Daenerys uraczono zatrutymi szarańczami w miodzie. Tylko swej niechęci wobec egzotycznych potraw, a także ogromnemu apetytowi Silnego Belwasa, Valyrianka zawdzięcza swe życie. Winny próby zabójstwa wydaje się dość oczywisty. Przynajmniej dla Skahaza mo Kandaqa, który wskazuje na małżonka królowej, Hizdahra. Po namyśle, do wersji tej przychyla się również ser Barristan Selmy. Ale czy mamy pewność, że za zamachem rzeczywiście stał Hizdahr? I czy to Daenerys była celem ataku?

Meereen widziane z piramidy.
Meereen widziane z piramidy.

Motywy Hizdahr zo Loraqa

Przebieg wydarzeń tuż przed pochłonięciem przez Silnego Belwasa zatrutych szarańczy wydaje się wskazywać na mordercze intencje Hizdahra. To właśnie on daje sygnał do sprowadzenia zatrutej potrawy i to on zachęca Daenerys do jej spożycia. Podejrzany jest także fakt, że małżonek królowej samemu po szarańczę nie sięga.

Hizdahr kazał wypełnić ich lożę dzbanami chłodzonego wina i słodzonej wody, figami, daktylami, melonami i owocami granatu, pekanami, papryką i wielką miską z szarańczami w miodzie.
– Szarańcze! – ryknął Silny Belwas. Złapał za miskę i zaczął pożerać je garściami.
– Są bardzo smaczne – zachęcał ją Hizdahr. – Powinnaś kilka spróbować, ukochana. Zanurza się je w korzeniach, a potem w miodzie, są więc ostre i słodkie jednocześnie.
– To wyjaśnia, dlaczego Belwas tak się poci – odparła Dany. – Chyba zadowolę się figami i daktylami.
—Taniec ze smokami—

U George’a R.R. Martina mało co jest jednak tak proste. Dotychczasowe przypadki użycia trucizny, takie jak otrucie Jona Arryna oraz króla Joffreya, miały sprawców ukrytych. I choć większość poszlak wskazywała na (odpowiednio) Cersei i Tyriona, ostatecznie za obydwoma zabójstwami stały inne siły. Nie oznacza to oczywiście żadnej reguły, ale powinno być ostrzeżeniem przed zbyt pochopnymi sądami. Ostrzeżeniem, którego niestety nie usłyszał Barristan.

Serialowy Hizdahr zo Loraq.
Serialowy Hizdahr zo Loraq.

Zwróćmy uwagę na to, jak szybko znikają wszelkie poszlaki wskazujące na Hizdahra, jeśli tylko bliżej im się przyjrzeć. To, iż sam nie sięgnął po szarańcze wynika przecież z kolejności zdarzeń. Silny Belwas zaczyna pałaszować zawartość misy natychmiast jej przyniesieniu. Próba wyrwania misy Belwasowi byłaby raczej niegodna króla, a kto wie – może i niebezpieczna. Dziwnie wygląda też sam pomysł nafaszerowania trucizną właśnie szarańczy. Czy królowa sięgnęłaby po najbardziej egzotyczną spośród potraw? Daenerys kilkukrotnie dawała wyraz swojej niechęci wobec zwyczajów, gustów, a nawet strojów i fryzur Meereeńczyków. Hizdahr doskonale zdawał sobie z tego sprawę, co więcej, nauczył się w pewnym momencie umiejętnie grać na niechęci Dany wobec meereeńskich tradycji.

Dziś Hizdahr nie wdział tokaru, a tylko prostą szaroniebieską szatę. Zgolił też brodę i ściął włosy. Nie wygolił sobie czaszki na łyso, ale przynajmniej jego absurdalne skrzydła zniknęły.
– Twój golibroda dobrze się spisał, Hizdahrze. Mam nadzieję, że przyszedłeś po to, by zademonstrować mi jego dzieło i nie masz zamiaru znowu zawracać mi głowy arenami.
—Taniec ze smokami—

Za zatruciem właśnie szarańczy przemawia wprawdzie to, iż pikantna potrawa dobrze maskuje smak trucizny. Ale równie dobrze zamaskowałoby go wino. Truciciel nie musiał wybierać robactwa.

Pozostaje też kwestia motywów Hizdahra. W dniach poprzedzających ślub oraz otwarcie aren, Hizdahr osiągnął wszystkie swoje cele. Jego pozycja polityczna wzrastała. Nie tylko ze względu na ślub, ale również udowodnioną użyteczność w wypracowywaniu kompromisu pomiędzy Daenerys a Wielkimi Panami. Hizdahr ma wpływ na obsadzane przez Dany stanowiska. Hizdahr ma wpływ na politykę wewnętrzną. I w końcu – Hizdahr zadał sobie ogromny trud, by skłonić królową do otwarcia aren. Stał się przez to niewyobrażalnie bogaty.

Słynął też z tego, że był bogaty. Niewiarygodnie bogaty. Jeśli spełnię jego prośbę, zapewne stanie się jeszcze bogatszy. Gdy Dany zamknęła miejskie areny, wartość udziałów w nich spadła gwałtownie. Hizdahr zo Loraq skupywał je, gdy tylko mógł, i był teraz właścicielem większości aren w Meereen.
—Taniec ze smokami—

Ale jaki byłby sens tak twardych negocjacji w sprawie aren, jeśli Daenerys miałaby zostać zamordowana tuż po ich otwarciu? Jeśli Hizdahr planował władać Meereen samodzielnie, to mógł otworzyć areny po śmierci królowej.

Silny Belwas, kolejna ofiara pikantnego jedzenia.
Silny Belwas, kolejna ofiara pikantnego jedzenia.

Tylko czy Hizdahr mógłby rządzić samemu, jeśli Dany zostałaby publicznie otruta? Jak zareagowaliby Nieskalani? Jak zareagowaliby wyzwoleńcy, którzy szkolili się w walce pod okiem Barristana Selmy’ego? I jak zareagowałby sam Barristan? Czy Hizdahr naprawdę mógł podjąć ryzyko wierząc w lojalność ser Dziadka?

Nie. To się po prostu nie trzyma kupy. Nawet jeśli Hizdahr jest Harpią, albo Harpii służy, to nie on stoi za próbą morderstwa. Co więcej, to nie Daenerys miała tego dnia zostać otruta. Spośród wszystkich potraw, zatruta była ta, której Daenerys nie chciała tknąć. Szarańcza była przeznaczona dla Hizdahra.

Motywy Skahaza mo Kandaqa

Is fecit cui prodest – to łacińska paremia, na którą powoływałem się już nie raz w Szalonych Teoriach. Ten uczynił, komu przyniosło to korzyść. Nie jest to może zasada w stu procentach niezawodna, ale w moim przekonaniu będzie dla nas tym razem bardzo pomocna. Zadajmy bowiem pytanie – kto zyskałby na śmierci Daenerys? Cóż, prawda jest taka, że wszystkie strony sporu politycznego w Meereen były albo zadowolone z obecnego stanu rzeczy, albo – jak niektórzy radykalni wyzwoleńcy – widziały w Daenerys gwaranta swego bezpieczeństwa. Jeśli jednak założymy, że to nie Daenerys była adresatką trucizny, otworzy się przed nami zupełnie nowa możliwość.

Skahaz_mo_Kandaq_by_-mustamirri©
Skahaz mo Kandaq, zwany Golonym Łbem

Spośród wszystkich mieszkańców Meereen, nikt nie stracił na małżeństwie Daenerys Targaryen z Hizdahrem zo Loraqiem tak wiele jak Skahaz mo Kandaq, zwany Golonym Łbem. Ten wierny pretorianin królowej, od samego początku był najbardziej zagorzałym orędownikiem jej rządów, i najbardziej niemiłosiernym przeciwnikiem ancien regime.

Ghiscarczycy mieli gęste, twarde włosy; wśród mężczyzn z Miast Niewolniczych od dawna panowała moda na splatanie ich w rogi, kolce albo skrzydła. Skahaz ogolił głowę na znak, że zostawił stare Meereen za sobą, akceptując nowe. Rodzina Kandaqów podążyła za jego przykładem. Później tak samo postąpili inni, choć Dany nie potrafiła powiedzieć, czy kieruje nimi strach, moda czy ambicja. Zwano ich Golonymi Łbami. Skahaz był pierwszym z nich… a w oczach Synów Harpii i im podobnych najohydniejszym ze zdrajców.
—Taniec ze smokami—

Ale jego motywacja sięgała jeszcze głębiej. Skahaz był nie tylko politycznym przeciwnikiem szlachetnie urodzonych Meereeńczyków. Był też osobistym rywalem Hizdahra zo Loraqa. Ród Kandaq należał do elity Meereen, ale daleko mu było do wpływów i bogactw rodu Loraq.

– A kogo według bogów Ghis powinnam wybrać na króla i małżonka ?
– Hizdahra zo Loraqa – odpowiedziała stanowczo Galazza Galare.
Dany nawet nie próbowała udawać zaskoczonej.
– A dlaczego Hizdahra? Skahaz również jest szlachetnie urodzony.
– Skahaz jest Kandaqiem, a Hizdahr Loraqiem. Błagam Waszą Promienność o wybaczenie, ale tylko ktoś, kto nie jest Ghiscarczykiem, mógłby nie wiedzieć, co to za różnica. Często słyszałam, że w twoich żyłach płynie krew Aegona Zdobywcy, Jaehaerysa Mądrego i Daerona Smoka. Szlachetny Hizdahr ma w żyłach krew Mazdhana Wspaniałego, Harraka Przystojnego i Zharaqa Wyzwoliciela.
—Taniec ze smokami—

Meereen w serialu.
Meereen w serialu.

Konflikty pomiędzy obiema rodzinami miały się ciągnąć od dłuższego czasu.

Zielona Gracja mówi, że między Loraqami a Kandaqami jest krew, a Golony Łeb nigdy nie krył pogardy do mego pana męża.
—Taniec ze smokami—

Skahaz mo Kandaq przynajmniej kilkukrotnie apeluje do Daenerys o rozprawę z Wielkimi Panami. Od aresztowań, aż po zabicie zakładników – Golony Łeb prezentuje całe spektrum rozwiązań, wszystkie jednakże sprowadzają się do jednego. Skahaz chce unicestwienia arystokracji, nawet za cenę wojny.

– Wasza Czcigodność powinna się temu przyjrzeć. To lista meereeńskich statków uczestniczących w blokadzie, razem z ich kapitanami. To wszystko Wielcy Panowie.
Dany przeczytała zwój. Wymieniono w nim wszystkie rodziny władające Meereen: Hazkarów, Merreqów, Quazzarów, Zhaków, Rhazdarów, Ghazeenów, Pahli, a nawet Reznaków i Loraqów.
– I co mam zrobić z tą listą?
– Wszyscy wymienieni na niej mężczyźni mają w mieście rodziny. Synów i braci, żony i córki, matki i ojców. Pozwól moim Mosiężnym Bestiom ich aresztować. W zamian za ich życie odzyskasz statki.
—Taniec ze smokami—

Mosiężne Bestie

Kluczem do zrozumienia tego, co naprawdę wydarzyło się podczas otwarcia aren, jest kwestia Mosiężnych Bestii – meereeńskiej straży przybocznej. Jednym z pierwszych dekretów Hizdahra zo Loraqa, jest usunięcie Golonego Łba z dowodzenia tą gwardią. Hizdahr podporządkowuje ją sobie za pomocą swego kuzyna, Marghaza.

Pierwsze, co uczynił Hizdahr po koronacji, to pozbawił Skahaza dowództwa Mosiężnych Bestii, zastępując go swym kuzynem, tłustym Marghazem zo Loraqiem o bladej, niezdrowej cerze.
—Taniec ze smokami—

Mosiężne Bestie.
Mosiężne Bestie.

Fakt, iż gdy podano truciznę, Daenerys i Hizdahr przebywali w otoczeniu Mosiężnych Bestii mógłby więc przemawiać na niekorzyść Hizdahra…

– Czułbym się szczęśliwszy, gdyby strzegli cię dziś Nieskalani, Wasza Miłość – rzekł stary rycerz, gdy Hizdahr poszedł przywitać kuzyna. – Połowa Mosiężnych Bestii to niedoświadczeni wyzwoleńcy.
—Taniec ze smokami—

…gdyby nie to, że Skahaz mo Kandaq tak naprawdę nigdy nie utracił nad nimi kontroli. Przyznaje się do tego w rozmowie z Barristanem, kiedy planują aresztowanie Hizdahra.

– Tylko dopilnuj, bym nie musiał sobie radzić również z Mosiężnymi Bestiami.
– Bez obaw. Zakujemy Marghaza w łańcuchy, nim zdąży narobić kłopotów. Zapewniałem cię, że Mosiężne Bestie należą do mnie.
—Taniec ze smokami—

Smacznego.
Smacznego.

Jak się okazuje nie są to czcze przechwałki. Gwardia rzeczywiście staje po stronie Golonego Łba, wbrew Hizdahrowi i swemu dowódcy, Marghazowi. Tak samo musiało być również w dniu otwarcia aren. I to Mosiężne Bestie miały najlepszą sposobność, by sprokurować zatrutą potrawę.

Po nieudanej próbie otrucia Hizdahra, Skahaz musiał oczywiście improwizować. Przekonał Barristana, że to małżonek królowej stał za trucizną.

– Gdzie są na to dowody?
– Korona, którą nosi, jest wystarczającym dowodem. Tron, na którym zasiada. Otwórz oczy, starcze.
—Taniec ze smokami—

Ostatecznie Skahaz osiągnął dokładnie to, nad czym pracował od momentu, kiedy zgolił swój łeb. Zatriumfował nad rodem Loraq.

Następstwa

Trucizna zawarta w potrawie, która musiała budzić w Daenerys obrzydzenie. Nielojalna wobec Hizdahra gwardia przyboczna. I pragnienie zemsty, które od dawna trawiło Skahaza. To wszystko zdaje się potwierdzać słowa Zielonej Gracji.

– Jej Miłość oddała swą rękę szlachetnemu Hizdahrowi zo Loraqowi, uczyniła go swym królem i małżonkiem. Zgodziła się spełnić jego błagania i przywrócić śmiertelną sztukę. W zamian za to dał jej zatrute szarańcze.
– W zamian za to dał jej pokój. Nie odrzucaj go, ser. Pokój to bezcenna perła. Hizdahr jest Loraqiem. Nigdy nie skalałby rąk trucizną.
—Taniec ze smokami—

Niesłuszne zarzuty postawione Hizdahrowi nie przesądzą wszakże losów bitwy o Meereen. Ta zależeć będzie od Barristana, Tyriona, Brązowego Bena, odwagi rycerzy i gniewu smoków. Ale krajobraz po bitwie na pewno będzie nie do poznania. Czy Golony Łeb zostanie królem popiołów, siedzącym na tronie czaszek pośród zwęglonego miasta? Jaką politykę przyjmie wobec pozostałych Wielkich Panów? Jak zareaguje na pojawienie się w Meereen nowych sił? A może spróbuje sprowadzić Daenerys? To w końcu na niej opierała się jego pozycja. W momencie w którym Silny Belwas zjadł szarańcze przeznaczone dla Hizdahra, oryginalny plan Golonego Łba spalił na panewce. Ale jedno jest pewne. Skahaz potrafi improwizować.


 

Za nami jubileuszowy, trzydziesty odcinek Szalonych Teorii! Jupi! Z tej okazji życzę Wam, i sobie, abym przed wydaniem Wichrów Zimy nie zdążył napisać więcej niż dziesięć kolejnych tekstów!

A propos życzeń – wszystkiego najlepszego (z lekkim opóźnieniem) dla kolejnego wiernego czytelnika i komentatora – Rafa. Tylko nie świętuj przy szarańczy!

Wszystkich spragnionych podobnych tekstów tradycyjnie zapraszam do zapoznania się z Indeksem Szalonych Teorii.

I jeszcze jedno – nie zapomnijcie odwiedzić nas w najbliższy piątek najbliższą sobotę. Czeka Was, związana z Pieśnią Lodu i Ognia niespodzianka.

Kilka komentarzy do "Szalone Teorie: Kto zatruł szarańcze?"

  • DaeL
    2 marca 2016 at 00:37
    Permalink

    Pierwszy 😉

    Reply
  • 2 marca 2016 at 00:48
    Permalink

    Jak zwykle Szalona Rewelacja. I niestety drugi 🙁

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:29
      Permalink

      Nie przejmuj się, miałem fory, bo wiedziałem kiedy opublikuję 😉

      Reply
  • 2 marca 2016 at 00:59
    Permalink

    Mówiłem, że koło 00:40 😀
    Ciekawa teoria, muszę przyznać, wygląda prawdopodobnie.
    Fajny pomysł na szarańczowego truciciela miał też Preston Jacobs, chociaż twoje rozwiązanie bardziej do mnie przemawia 😀

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:30
      Permalink

      Z ciekawości zerknę jutro na to co Preston wymyślił.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 01:04
    Permalink

    Ja już zacząłem obstawiać Varysa.

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:31
      Permalink

      Chyba byłoby mu ciężko, zważywszy na fakt, że w epilogu Tańca jest w Królewskiej Przystani i morduje Kevana. Takie teleportacje, to tylko w serialu.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 09:33
    Permalink

    Ja też tak myślałam, że to nie Danka miała być otruta a jej świeżo poślubiony małżonek i myślę, że tak jak w przypadku Arryna tak i tym, trucicielem był ktoś z bliskiego otoczenia Daenerys.

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:32
      Permalink

      Tak, to jest jednak powtarzający się u George’a motyw – trucicielem nie jest pierwszy podejrzany.

      Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:32
      Permalink

      Dziękuję bardzo.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 12:09
    Permalink

    Ale jak Belwasowi udało się przeżyć, co nie? mocny gość

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:33
      Permalink

      Ostateczny dowód na to, że to Belwas jest Azor Ahai 😉

      Reply
  • 2 marca 2016 at 12:58
    Permalink

    Kolejna świetna teoria, aż się miło czyta 🙂
    Jak już pisałem pod “Missandei Bez Twarzy”, jeśli Missandei miała nie odpuścić do wyjścia za mąż Danki, to mogła to ona stać za trucizną. Ciężko jednak będzie to udowodnić. Twoja teoria jest bardziej prawdopodobna.

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:35
      Permalink

      Dzięki. Co do Missandei – raczej nie. Raz, że nie ma żadnych wskazówek na temat tego jak mogłaby tego dokonać. A dwa, że siedząc cały czas w piramidzie, miała masę innych okazji.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 14:00
    Permalink

    Podoba mi się ta teoria. Potwierdzać ją może jeszcze jeden fakt (nie książkowy co prawda, ale jednak): skoro twórcy serialu pozbyli się Skahaza, to siłą rzeczy i scena otrucia musiała wypaść.

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:37
      Permalink

      Mhm. Poza tym Hizdahr w serialu raczej nie stoi za Harpiami.

      Swoją drogą to ciekawe, że serialowe Harpie tak bardzo przypominają Mosiężne Bestie…

      Reply
  • 2 marca 2016 at 14:05
    Permalink

    mi w tej teorii nie pasuję jedno: czemu Skahaz miałby ryzykować śmiercią Dany? Mogło się skończyć tak, że tylko Dany zginęła, plan trochę bez sensu, a mając władzę nad mosiężnymi bestiami na pewno wymyśliłby lepszy sposób na pozbycie się Hizdahra

    Reply
    • DaeL
      2 marca 2016 at 17:39
      Permalink

      Nie sądzę, żeby cokolwiek ryzykował. Znał Dany, wiedział co jada, i wiedział jak bardzo nie lubi wszystkich meereeńskich tradycji. A dlaczego zdecydował się na tak publiczny zamach? Moim zdaniem chciał wywołać zamieszki.

      Reply
    • 2 marca 2016 at 19:07
      Permalink

      A po za tym był święcie przekonany że “smok nie choruje” jak to powiedziała mu Danka. A szkoda że nie skosztowała. Może by się czegoś nauczyła. Przekonałeś mnie że Dany nie była celem ale nie że to przywódca mosiężnych bestii. Straciłem już nadzieje na morderce z Winterfell

      Reply
  • 2 marca 2016 at 14:10
    Permalink

    teoria Prestona Jacobs’a tym razem bardziej do mnie przemawia

    Reply
  • 2 marca 2016 at 16:19
    Permalink

    Rozwinąłbyś o czym mówi? Nie mogę za bardzo teraz zobaczyć o czym mówi.

    Reply
    • 2 marca 2016 at 18:46
      Permalink

      Preston dowodzi, że celem zamachu miał być Silny Belwas, a truciznę miał podłożyć ktoś z rodziny Pahl – czyli z rodu, którego członkiem był czempion Meereen zabity i obsrany przez Belwasa pod bramami miasta.

      Reply
      • 2 marca 2016 at 21:01
        Permalink

        Nie kupuję takiej teorii. Skąd mieli wiedzieć, że w loży Dany będzie tego dnia akurat Belwas? To było miejsce dla króla i królowej Mereen i dla nich przygotowano przekąski. Belwas robił tam chyba za ochroniarza i równie dobrze mogłoby się też okazać, że Hizdahr przepada za szarańczami i powie Belwasowi, że ma się nawet nie zbliżać do królewskiego poczęstunku. Na “normalnym” dworze normalnej pary królewskiej poddani nie wyjadają królom przekąsek.

        Reply
        • DaeL
          3 marca 2016 at 00:30
          Permalink

          “Na „normalnym” dworze normalnej pary królewskiej poddani nie wyjadają królom przekąsek.”
          Otóż to.

          Reply
  • 2 marca 2016 at 18:19
    Permalink

    A co, jak to był dalszy ciąg zlecenia od króla Roberta? Nie ma komu zwrócić pieniędzy, więc trzeba dokończyć usługę

    Reply
    • 2 marca 2016 at 19:11
      Permalink

      Swoją drogę ciekawe, że w 1 sezonie lub odpowiednio 1 książce wszyscy cały czas gadają o młodych Targaryenach, ich sprawa doprowadza nawet do kłótni. A potem nagle jest zupełna cisza. Rozumiem – Wojna Pięciu Królów, nie ma czasu na pierdoły, najważniejsze jest tu i teraz. Ale kiedy Tywin tę wojnę już wygrał, to wypadałoby się tym znów zainteresować

      Reply
      • 2 marca 2016 at 20:51
        Permalink

        Odnoszę wrażenie, że nikt się tym nie zainteresuje, dopóki nie ogarną, że Dany ma smoki. Kiedy Varys wspomniał, że dziewczynka z rodu Targaryenów zostaje królową dzikusów poza Robertem nikt się tym nie przejął. “Król chce ją zamordować, ok, my jego wierna mała rada go poprzemy”, ale wszyscy wiedzieli, że Dothrakowie boją się morza i dodatkowo mają prymitywne uzbrojenie.
        Jorah mówi Dany w pewnym momencie, że jeśli lordowie z Westeros postanowią przeczekać oblężenia w zamkach, Dothrakowie nie mają szans, ale Robert wolałby wbrew rozsądkowi walczyć z nimi w polu. Tywin na pewno nie zrobiłby takiego głupstwa, więc dla niego problem nie istniał.

        Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 00:33
      Permalink

      Raczej nic na to nie wskazuje. Poza tym płaci się chyba po wykonaniu usługi (chociaż nie jestem pewien, dawno nie zamawiałem płatnego morderstwa).

      Reply
      • 15 marca 2016 at 21:26
        Permalink

        Z tego co pamiętam, to połowa z góry, połowa po wykonaniu zlecenia 😉

        Reply
  • 2 marca 2016 at 19:25
    Permalink

    w sumie ja czytając ja odrazu odrzucałem hazaka ja bardziej obstwiałem Gracje jako głowe harpi, a haorobe Blawelasa niewiem czemu ale odbierałe jako chorobe z przejedzenia pomimimo jego buli niewiem czemu ale tak to odebrałem po piewszym przeczytaniu sory za błedy, dzisiaj jestem wytłómaczony niedosyc ne laptop to jeszcze %%

    Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 00:35
      Permalink

      Mam nadzieję, że przebudzenie jutro będzie bezkacowe 🙂
      A co do Gracji – ona raczej ma takie same interesy jak Hizdahr.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 19:31
    Permalink

    Kolejna doskonała teoria mistrzu Dealu
    Wpadło mi do głowy pewien pomysł, bo nawiązując do symboliki jedzenia w PLIO to czy jakieś konkretne znaczenie mają figi i daktyle? Jeżeli tak to może będą nawiązywać do osoby albo częściowego wyjaśnienia sytuacji?

    Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 00:37
      Permalink

      Dzięki. Nad znaczeniem fig i daktyli się nie zastanawiałem. Wydaje mi się, że nie przewijają się zbyt często (w porównaniu do wina arborskiego czy brzoskwiń), więc nie można wysnuwać żadnych daleko idących wniosków.

      Reply
  • 2 marca 2016 at 19:53
    Permalink

    Kupuję teorię. Wyjaśnienia wydają się racjonalne a innego pomysłu nie mam.

    Reply
  • 2 marca 2016 at 22:03
    Permalink

    Hmmm, nie wydaje wam się że trucizna była dość słaba skoro Belwas pochłonąwszy całą miskę wciąż żyje ? Owszem chorował ale nawet biorąc pod uwagę że miał swoją wagę to po takiej ilości powinien pożegnać sie z tym światem, zamachowiec raczej nie zakładał ze Hizdahr lub Dany pochłoną całą miskę. Mi nasunęła się myśl że truciciel świadomie dał niewielką dawkę trucizny. Wydaje mi się że celem była jednak Dany,a trucicielem Golony Łeb,jednak jego zamiarem było tylko lekkie podtrucie Dany, podejrzenia mogłyby wtedy paść na Hizdahra co było na rękę Skahazowi

    Reply
    • 3 marca 2016 at 00:08
      Permalink

      Też dziwi mnie to, że trucizna była słaba, ale myślę, że gdyby Skahaz chciał podtruć Dany to nie dodawałby trucizny do szarańczy

      Reply
    • 3 marca 2016 at 00:09
      Permalink

      Właśnie, to dziwne – jeśli celem był Hizdahr, to musiałby pewnie pochłonąć z pół miski żeby umrzeć

      Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 00:49
      Permalink

      Według Niebieskich Gracji Belwas był o włos od śmierci. I możemy wnioskować, że dość długo znajdował się w stanie krytycznym. Jeśli dorzucimy do tego fakt, że gość waży 130 kg, to cała sytuacja przestanie być aż tak dziwna.
      ” Niebieskie Gracje mówią, że ocalał wyłącznie dzięki swym rozmiarom i nadzwyczajnej sile. Niewiele zabrakło. Nadal może umrzeć.”
      Natomiast jest niewykluczone, że trucizna została tak dobrana, aby nie zabić po zjedzeniu jednej, ale dopiero kilku czy kilkunastu sztuk.

      Reply
      • 3 marca 2016 at 16:04
        Permalink

        Właśnie, ciekawe ile waży Belwas ;D . Pamiętam że kiedyś się zastanawiałem jak przeliczyć “kamienie” na kilogramy, ale chyba porzuciłem problem. Teraz dokonałem małych badań i mimo iż zaczynając pisać ten post sądziłęm że to niemożliwe że Belwas waży 130 kg przy jego zwinności i umiejętnościom walki to teraz myślę że to możliwe, Dany szacuje że Belwas jest trzykrotnie większy od niej, przyjmując że Dany waży 50-60kg i ma skłonność do przeszacowania to 130 wydaje się być racjonalną propozycją. W ten czy inny sposób dojdziemy do wniosku że będąc Dany trzeba by pochłonąć ok 1/3 miski. To uprawdopadabnia zarówno wersje Daela jak i moją. Można zgadywać 😀

        Zbaczając z tematu odnośnie Prestona to nie pamietam szczegółów i poprawcie mnie jeśli się mylę ale on mówił że to Belwas był celem ,a winowajcą rodzinka człowieka zabitego przez niego przed Mereen. Nie kupuje tego z jednego powodu : Belwas przeżył ;D. Ten człowiek miał dość wpływową rodzinę więc sądzę że gdyby to on naprawdę był celem to Niebieskie Gracje “niestety” by go nie uratowały.

        Reply
        • 3 marca 2016 at 17:07
          Permalink

          Nie pamiętam teraz, ile kamieni ważyła przeciętna osoba w Westeros, więc nie wiem czy to ta sama miara, ale generalnie rzecz biorąc “stone” to jednostka masy z którą można się spotkać nawet we współczesnych tekstach angielskich. Wikipedia mówi, że to ponad sześć kilogramów. Ile kamieni waży Belwas? Jeśli ma ważyć 130, to powinno to być około 20 kamieni.

          Reply
          • DaeL
            3 marca 2016 at 18:04
            Permalink

            Dokładnie tak. W książkach Dany szacuje jego wagę na 20 kamieni, co powinno dać ok. 127 kg. Oczywiście z tymi jednostkami to różnie bywa. Wiadomo, że historycznie łokieć nie był równy łokciowi, stopa stopie, itd… Ale zauważyłem, że autorzy, jeśli już używają takich dziwacznych miar, to odnoszą je do współczesnych jednostek stosowanych w Wielkiej Brytanii. Więc założenie, że Belwas waży niemal 130 kg wydaje mi się sensowne.

            Nawiasem mówiąc Jon na tyle samo szacuje wagę Sama. Ale nie wiem czy nie przesadza. Z kolei Gregor Clegane ma ważyć 30 kamieni, czyli ponad 190 kg.

            Swoją drogą mierzenie współcześnie wagi w kamieniach ma tyle samo sensu jak mierzenie czasu w zdrowaśkach.

            Reply
            • 28 września 2017 at 01:44
              Permalink

              Ja przeliczałem wysokość Góry i wyszło mi że gościu może mieć nieco ponad 240 cm lub ewentualnie nieco mniej. Nie pamiętam wzrostu Hodora ale to chyba więcej. Stąd moje pytanie czy Góra nie miał wśród przodków olbrzyma ?

              Reply
          • 3 marca 2016 at 20:22
            Permalink

            A to mnie zaciekawiło ;D Nigdy nie słyszałem o takiej jednostce jak kamień, od razu założyłem że to taka wymyślona na potrzeby świata miara a tu proszę.

            Reply
          • 3 marca 2016 at 21:57
            Permalink

            Ja poznałam tą jednostkę, bo kiedyś takie pytanie zagięło mnie na konkursie z angielskiego 😉

            Reply
    • 3 marca 2016 at 15:29
      Permalink

      Marcin, też mam takie same wątpliwości odnośnie trucizny. Według mnie jeśli zamachowiec chciałby kogoś zabić to użyłby trucizny znacznie mocniejszej i pewniejszej np. Lyseńskie łzy 🙂
      1. Uważam, że istniały duże szanse na to, że Dany skosztuje szarańczy. Aż się prosi zacytować słowa Wielkiego maestera Mellosa: “Ja na przykład nie lubię ryb, ale kiedy podadzą rybę, zjem ją”. Hizdahr zachęcał Dany do zjedzenia, ale sam nie jadł. To bardzo dziwne, jak dla mnie w takiej sytuacji, gdyby to nie on był trucicielem to samemu zachęcając Dany do jedzenia, sam skosztowałby przynajmniej jednej, żeby jeszcze bardziej ją zachęcić. To, że on nie jadł, jednak bardzo potwierdza fakt, że to Hizdahr był trucicielem. Naprawdę można było zakładać, że Dany skosztuje przynajmniej jednej szarańczy. Potem zachęcał do smokobójstwa, sam też nie martwił się zniknięciem Dany. Ale z drugiej strony, miał świadomość, że nieskalani i smoki są posłuszne tylko Dany, więc sądzę, że Hizdahr nie miał interesu w uśmierceniu królowej. Pozornie wiele na niego wskazuje, ale uważam, że to nie on jest trucicielem.
      2. Gdyby zamachowcem był Golony Łeb to według mnie zależałoby mu na lekkim podtruciu Dany. I taki scenariusz: Dany kosztuje jednej szarańczy, zostaje otruta, ale objawy po tak małej dawce to raczej ostra biegunka, wymioty i gorączka. I potem szeptałby do ucha chorej królowej, że to jej niewierny małżonek chciał ją zabić. Mógł liczyć, że Dany sama się go pozbędzie. Tylko jest jedno ale. Jeśli zakładał, że Dany skosztuje tak egzotycznej potrawy to raczej musiałby też założyć, że Hizdahr też skosztuje szarańczy i to nie jednej sądząc po tym jak je zachwalał. I wtedy król i królowa zostaliby otruci. A to już raczej wykluczałoby plan polegający na oczernieniu Hizdahra.
      3. I z tego powstaje trzeci wariant, że trucicielowi zależało na otruciu Dany oraz Hizdahra. Raczej skosztowaliby maksymalnie po kilka sztuk i tak jak pisałem co najwyżej dostaliby ostrej jelitówki 🙂 Imo truciciel nie chciał kogoś zabić, bowiem nie użył bardzo śmiertelnej trucizny, tylko sprawić by Dany lub Hizdahr lub oboje jednocześnie zachorowali i nie mogli sprawować rządów.
      4. Może jest jeszcze inny zamachowiec. Ktoś gdzieś wspominał o motywach Zielonej Gracji. Może je ktoś przypomnieć?

      Reply
  • 3 marca 2016 at 00:15
    Permalink

    Też miałem podobne odczucia jak Marcin jeszcze kiedy czytałem książkę. Daeł wielce zgrabnie – jak zwykle – to wywiódł i wiele przemawia za sprawstwem Skahaza. Bez względu jednak na to, kto był trucicielem nie mógł on chyba założyć, że całą potrawę zeżre jeden łakomczuch – Belwas, nie pozostawiając nic innym biesiadnikom. Zakładał chyba, że szarańczy, lokalnego przysmaku, spróbuje przynajmniej kilka osób, w tym także Daenerys. Tak, nie lubiła miejscowych zwyczajów, ale przecież często starała się przypodobać Meereeńczykom. Nie lubiła tokaru, a jednak go nosiła. Nakłaniana do okazania przynajmniej pozornego zainteresowania specjałem mogła choćby przez uprzejmość skosztować szarańczy. Gdyby nie Belwas zjedli by ją także inni. I stąd rodzi się pytanie: czy to Belwas jest tak nieludzko odporny, czy też trucizna była faktycznie tak słaba? Bo przecież nikt poza Belwasem nie rzuciłby się i nie pożarł całej miski. Nie wyobrażam sobie takiego zachowania Dany albo Hizdahra.

    Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 00:52
      Permalink

      “czy to Belwas jest tak nieludzko odporny, czy też trucizna była faktycznie tak słaba? ”
      Pewnie jedno i drugie. Trucizna zapewne miała nie zabijać od zjedzenia jednego świerszczyka, a Belwas swoją drogą, przy bardzo dużej wadze ciała, musiał być zdolny do przyjęcia większej jej ilości.

      Reply
  • 3 marca 2016 at 00:58
    Permalink

    Daelu uważam Cię za człowieka, który świetnie rozgryzł rozumowanie i styl G.R.R. Martina. Nikt tak jak Ty nie potrafi odgadnąć co Mistrz zamierza i myśli więc może podejmiesz się rozwiązania zagadki, kiedy zostaną skończone Wichry zimy? Bo z oficjalnie opublikowanej przez niego wiadomości według mnie wynika tak naprawdę tylko to że jeszcze nie skończył i za bardzo sam nie wie kiedy to nastąpi. Może Ty wyciągnąłeś jakieś głębsze wnioski?

    Reply
    • 3 marca 2016 at 16:07
      Permalink

      G.R.R. Martin już w pierwszej części zapowiedział termin wydania Wichrów Zimy:

      “Kiedy słońce wzejdzie na zachodzie i zajdzie na wschodzie. Kiedy wyschną morza, a wiatr będzie przenosił góry jak liście. Kiedy łono Daenerys znowu się poruszy i urodzi żywe dziecko. Dopiero wtedy ukończone będą Wichry Zimy, nie wcześniej.”

      Reply
    • 3 marca 2016 at 16:12
      Permalink

      Podszyję się pod jednego z mistrzów i odpowiem CI na pytanie 😀 Obstawiam wydanie na Boże Narodzenie bieżącego roku ;D Może pobawimy się w typowanie a potem obsypiemy złotem człowieka który będzie najbliżej trafienia dokładnej daty ? Poza tym mam dziwne przeczucie że 7 tom wcale nie będzie ostatnim, co nie oznacza że dowiemy się jaki będzie koniec historii ;D

      Reply
    • DaeL
      3 marca 2016 at 19:02
      Permalink

      Dzięki, ale jak zawsze powtarzam – duża część mojej “pracy” polega na czytaniu rzeczy, na które dawno temu wpadli inni. Nie żebym się jakoś specjalnie deprecjonował, parę rzeczy sam wykombinowałem ;), ale myślę że naprawdę można znaleźć ludzi, którzy dużo lepiej niż ja rozumieją Martina. Ludzi, którzy nawet z nim współpracowali przy różnych projektach…

      …i nawet oni nie mają pojęcia kiedy wyjdą Wichry. Chociaż gdybym miał zgadywać, to powiedziałbym, że na pewno w tym roku. Wydaje mi się, że przesunięcie daty emisji nowego sezonu GoT wynikało właśnie z założenia, że premiera książki ma się pokryć z premierą sezonu. To by znaczyło, że jeszcze w październiku GRRM był przekonany, że da radę przesłać manuskrypt do wydawcy do końca grudnia 2015. Potwierdzają to również inne źródła – na przykład wypowiedzi tłumaczy (polskiego i bodaj hiszpańskiego), którzy potwierdzili, że mają dostać tekst na początku 2016. Więc pół roku temu GRRM musiał zakładać, że skończy pisać w trzy miesiące, redagowanie tekstu potrwa do początku marca, a na początku kwietnia książki trafią na sklepowe półki.

      Oczywiście wiemy, że się nie wyrobił, ale nie wiemy o ile. Ja zakładam, że tym razem naprawdę kończy pisać. Przemawia za tym fakt, że po paru miesiącach przerwy wrócił do udzielania wywiadów (oby to nie wynikało z przekory albo wymagań kontraktowych). Ale mam też nadzieję, że to absurdalne tempo publikacji (trzy miesiące od złożenia manuskryptu) nie zostanie utrzymane. Już Taniec ze smokami był książką źle zredagowaną, z której można byłoby spokojnie usunąć (albo przynajmniej mocno skrócić) kilka rozdziałów i powieść tylko by na tym zyskała. Gdyby redagowanie Wichrów trwał tylko kilka tygodni, to byłoby jeszcze gorzej. Tak więc ja mam nadzieję na jesień 2016. I wydaje mi się, że to całkiem prawdopodobny termin.

      Reply
  • 3 marca 2016 at 12:10
    Permalink

    Przejrzałem jeszcze raz powyższe wpisy i coraz bardziej zaczyna mi się podobać teoria Jacobsa. A konkretnie to, że celem ataku mógł być Silny Belwas, a nie ktoś inny. Lady Aguś napisała, że truciciel nie mógł zakładać jego obecności w loży oraz że normalnie poddani nie wyjadają władcom przekąsek. Ale z tym trudno się zgodzić: po pierwsze Belwas musiał być obecny jako najpotężniejszy z ochrony Daenerys, a po drugie jednak wyjadają i właśnie Belwas to dobitnie pokazał. Co więcej – jeśli zamachowiec znał naszego dziarskiego eunucha, jego żarłoczność, bezceremonialność w zachowaniu, a może też i słabość do szarańczy w miodzie (czy też innych tego typu przysmaków) mógł z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć taki finał zagrywki. Poza jednym – że Belwas przeżyje. Ale czy to było najważniejsze? W teorii Jacobsa wątpliwy jest dla mnie tylko motyw – nie sądzę, iż chodziło o zemstę rodu zabitego czempiona, a raczej o to, aby w chwili planowanego ataku Harpii Dany pozostała bez najgroźniejszego z obrońców. To oczywiście tylko gdybania, ale chyba nie aż takie nieprawdopodobne. Natomiast co do Skahaza – cały czas mam wrażenie, że prowadzi on jakąś wredną, podwójną grę.

    Reply
    • 3 marca 2016 at 15:57
      Permalink

      Po co zabijać ochroniarza, jeśli można było od razu zabić królową? To sie troche kupy nie trzyma. Przecież mogli zatruć inną potrawę, jeśli to Dany była celem ataku.

      Reply
      • 3 marca 2016 at 16:30
        Permalink

        Sądzę, że atak Harpii na arenie miał być w zamierzeniu czymś w rodzaju mordu rytualnego na uzurpatorce, która obaliła odwieczne prawa Meereen i ma publicznie ponieść karę na oczach tłumu. Nieobecność Belwasa plan ten ułatwiała, nie przewidziano tylko udziału Drogona. Otrucie Daenerys tak spektakularne już by nie było.

        Reply
    • 3 marca 2016 at 17:37
      Permalink

      Belwas wcale nie musiał być obecny – najpotężniejszy w jej straży był tylko jeśli wziąć pod uwagę rozmiary, ale myślę, że w takich wypadkach kryterium stanowią raczej umiejętności. A jeśli chodzi o jego bezceremonialność, to o ile Dany pozwala swoim ludziom i zwierzaczkom na różne dziwne rzeczy, o tyle gwałtowna reakcja Hizdhara na zakrawające na bezczelność zachowanie zwykłego strażnika i byłego niewolnika, w dodatku w publicznym miejscu, na oczach elity Mereen byłaby jak najbardziej na miejscu i nikogo, a zwłaszcza rzeczonej elity(czyli Pahlów lub Harpii) by nie zaskoczyła.

      Reply
      • 4 marca 2016 at 12:10
        Permalink

        Pytanie czy w oczach Meereeńczyków to jednak Belwas nie jest najsilniejszym spośród ochroniarzy Dany – Szary Robak jest Nieskalanym, a Nieskalanych udawało im się już wcześniej zabijać, Daario jest nieobecny jeśli dobrze pamiętam, Barristan, jak sławny by nie był w Westeros, to raczej w Meereen widzą w nim tylko starego człowieka z mieczem. A Belwas nie dość, że jest wielki, to jeszcze zdążył się już wykazać, bo zabił Oznaka zo Pahl (a Meereen na pewno nie wysłało wtedy przed mury pierwszego lepszego słabeusza)

        Reply
        • 4 marca 2016 at 12:31
          Permalink

          Otóż to! Całkowicie się pod tym podpisuję. Dodałbym tylko, że może nie tylko w oczach Meereeńczyków – sądzę, że Silny Belwas mógłby pokonać wszystkich wymienionych w pojedyńczym starciu, a jego tusza i zwalistość tylko mylą. Jest potężnym wojownikiem i znawcy potrafią to docenić – czy sławny Barristan Selmy zgodziłby się udawać giermka zwykłego grubasa? A może Belwas kryje w sobie jakąś tajemnicę? Gdyby tak jeszcze nie rzucał się na szarańczę jak nie przymierzając Bąbel na wołowinę 🙂

          Reply
          • 4 marca 2016 at 19:18
            Permalink

            Ok, mogę się zgodzić na potęgę Belwasa i ewentualnie na to, że jego obecność była wysoce prawdopodobna. Ale wciąż uważam, że zjedzenie przez niego szarańczy było nieprzewidzianą okolicznością i nie on był celem ataku.

            Reply
          • 4 marca 2016 at 20:12
            Permalink

            Ja też wielkiej kasy bym nie postawił na to, że Belwas był celem ataku, uważam jednak, iż wersji tej całkowicie odrzucić się nie da.

            Reply
  • 3 marca 2016 at 17:28
    Permalink

    Kto zatruł szarańcze?
    Ja żem zatruł! 😀

    Reply
    • 3 marca 2016 at 17:31
      Permalink

      A tak na serio to mogli być Amerykanie, no bo w końcu za komuny zrzucali stonkę z samolotów, a teraz zatruli szarańcze, przez co w biednych krajach afrykańskich – takich jak Mereen – nie będzie już totalnie nic do jedzenia poza psami 😀

      Reply
      • 3 marca 2016 at 17:48
        Permalink

        Co do teorii, zgadzam się z Dael’em, że Skahaz jest o wiele bardziej prawdopodobny niż król małżonek. Ale myślę, że cel całego misternego przedstawienia był inny. Ktoś kto chce otruć na 100 % podałby truciznę w winie albo w czymś co zapewnia większą “chłonność”. Miejsce zamachu – arena na oczach tysięcy, słabe miejsce na skuteczny zamach, idealne na teatr w stylu terrorystycznego zastraszenia tłumu. Nie chodziło Golonemu Łbu o otrucie Hizdahra zo Loraqa, miał do tego dziesiątki lat i pewnie nie jedną okazję. Nienawiść między rodami nie była w stylu Korsykańskiej vendetty, bo gdyby tak było jednego z tych rodów Dany by po prostu w Mereen nie zastała. Celem była Dany, i nie, nie chciał jej otruć “na śmierć”, wiedział że nie lubi egzotycznych dań, więc szarańczy zje co najwyżej kilka, co za tym idzie ilość trucizny będzie niewielka. A taka niedyspozycja królowej na arenie, oskarżenie o otrucie, tysiące świadków, idealny sposób na powrót do łask i pozbycie się Loraqów i innych wielkich rodzin Mereen. A gdyby przy okazji Hizdahr również zjadł parę – dodatkowa korzyść. I tak go nie lubił.

        Reply
  • DaeL
    4 marca 2016 at 19:49
    Permalink

    Szybka informacja – jutro startujemy z Wielkim Turniejem Westeros i Essos. Nie zapomnijcie wejść na stronę ok. 20.00. Ku uciesze gawiedzi przejrzałem listę wszystkich wymienionych z imienia postaci w Pieśni Lodu i Ognia (jest ich chyba ponad tysiąc). Na chwilę obecną zawęziłem tę grupę do 200 postaci, postaram się wyeliminować jeszcze może pięćdziesiątkę, i będziemy mogli rozpocząć nasze rozgrywki.

    Reply
    • 4 marca 2016 at 21:58
      Permalink

      Na czym będzie polegał?

      Reply
      • DaeL
        4 marca 2016 at 22:50
        Permalink

        W wielkim skrócie – wybieramy najlepszego wojownika Sagi, poprzez rozgrywki w trybie pucharowym. Najpierw faza grupowa, potem jakieś play-offs pomiędzy Westeros i Essos, no i w końcu finały. Myślę, że będzie ciekawie 😉

        Reply
  • 6 marca 2016 at 00:42
    Permalink

    Świetny tekst jak zawsze 🙂

    A skoro rozmowa o wielkich wojownikach to chciałbym Cie zapytać o dwie teorie jakie mi chodzą po głowie.
    Wlasnie zacząłem czytać książki od początku i zaczynaja mi sie przypominać pierwsze pomysły jakie miałem czytając “na świeżo”.
    1. Lyanna była rycerzem Uśmiechniętego Drzewa na turnieju w Harrenhall i to ona walczyła z Robertem w Rubinowym Brodzie. Robert za bardzo upiera sie, ze walczył z Rhaegarem i ze go pokonał, ale ciała nigdzie nie ma.
    Lyanna cieżko ranna dostała sie do wieży radości gdzie był juz Rhaegar małym Aegonem. Dlatego trzech z Gwardii pilnowało wieży. Bronili (po śmierci Arysa) króla i następcę tronu. John Snow to Aegon (choć akurat przy tym nie upieralbym sie za bardzo)
    2. Gdy trzech super rycerzy broniących wieży miało walczyć z siedmioma (realnie patrząc) przeciętniakami nie chce mi sie wierzyć ze mogliby to przegrać. Moim zdaniem sam Arthur Dayne poradziłby sobie z nimi. W polskie wersji jest napisane tak:
    “Walczyli we trzech przeciwko siedmiu, lecz tylko dwóm udało sie przebić”
    Niestety to byle jakie tłumaczenie oryginału:
    “They had been seven against three, yet only two had lived to ride away”
    Ja to rozumiem ze przeżyło dwoch z siedmiu którzy walczyli z trzema, a nie dwoch ze wszystkich dziesięciu.
    Moim zdaniem Howard Reed uratował Eda dyplomacją. Rhaegar i Miecz Poranka poszli na mur (brat Starka poszedł z nimi zeby przypilnować ich obietnicy tak jak to było z Bloodravenem i Aemonem).
    Rhaegar to Krol za Murem, a Arthur Dayne to (chyba) Polreki.

    Co o tym sądzisz?

    Reply
    • 6 marca 2016 at 21:32
      Permalink

      W ogóle w dyskusjach o Howlandzie Reedzie i wydarzeniach spod Wieży Radości przewija się zdanie, że coś z opowieścią Neda i postacią Howlanda jest nie tak, bo jakim cudem mały wyspiarz pokonał wspaniałego rycerza Arthura Dayne’a…. A przecież to, że uratował życie Nedowi nie znaczy, że pokonał Miecz Poranka w walce – mógł go ustrzelić z łuku, podłożyć mu nogę, odwrócić jego uwagę w jakikolwiek sposób

      Reply
    • 7 marca 2016 at 09:33
      Permalink

      Dla mnie pomysł, że to Lyanna walczyła nad Rubinowym Brodem a Rhaegar niańczył malucha jest absurdalny. Lyanna mogła umieć walczyć, mogła nawet wygrać turniej rycerski, ale walka w bitwie to zupełnie inna kwestia. Poza tym, Smok dowodził wojskami lojalistów w tej bitwie, nie wydaje mi się, żeby nikt z jego żołnierzy się nie zczaił, że to nie Rhaegar. Co do odesłania na Mur, ciekawe spostrzeżenie, ciekawie by było gdyby nagle gdzieś ci rycerze wypłynęli, ale nie chciałbym, żeby okazali się Mancem i Półrękim. Poza tym, z opisu tych słynnych Białych Płaszczy można wywnioskować, że raczej woleli śmierć niż paktowanie. No i 7, nawet słabszych rycerzy mogło ich pokonać, nie pojedynkowali się 1 na 1, tylko walczyli zespołowo, (tak to sobie wyobrażam), a taka walka też rządzi się swoimi prawami.

      Reply
      • 7 marca 2016 at 09:34
        Permalink

        No i gdyby Robert odkrył, że zabił Lyannę, to chyba by popełnił samobójstwo.

        Reply
    • 28 kwietnia 2016 at 23:43
      Permalink

      Teoria o Mance i Półrękim? Niemożliwe z kilku powodów.

      1. Mamy wspomniane, że Rayder był dzikim z urodzenia, zabranym przez Nocną Straż jeszcze jako dziecko. Od małego wychowywany był na członka straży.

      2. Mance zdradza Jonowi, że był obecny w Winterfell w trakcie, gdy król Robert przyjechał z wizytą (wydarzenia z samego początku “Gry o tron”). Nikt go jednak nie poznał, bo Ned Stark widział Mance’a wcześniej tylko raz i wiele lat wcześniej, natomiast Benjen Stark mimo iż tak jak Mance służył w Nocnej Straży, to jednak nigdy Mance’a nie spotkał, bo wstąpił do straży już po dezercji Raydera.

      Reply
    • DaeL
      1 maja 2016 at 21:27
      Permalink

      Hej.
      Przepraszam, że odpowiadam z takim opóźnieniem.
      1. Tak, to bardzo prawdopodobne, że Lyanna była Rycerzem Uśmiechniętego Drzewa. Ale NA PEWNO była też w Wieży Radości. A to było już po bitwie pod Tridentem. Więc odpada.
      2. Nie sądzę. Mance na pewno, a Qhorin prawie na pewno byli w Nocnej Straży baaaaaardzo długo, wstępując do niej jeszcze przed Wojną Uzurpatora.

      Reply
  • 6 marca 2016 at 02:39
    Permalink

    Gdyby tak bylo to postac Mance moglaby zostac poprowadzona inaczej, duzo lepiej. Sama idea jednoczenia ludow za murem mialaby gleboki sens dla takiej postaci, ale jej przeszlosc, wyglad i pozniejsze wydarzenia, zwlaszcza bezradnosc w starciu ze Stannisem pod murem z literackiego punktu widzenia stanowiloby swego rodzaju groteske. Bo Co by wynikalo, Rhaegar magia ma zmieniony wyglad, przez kupe czasu udaje jednego z najlepszych zwiadowcow i to pod okiem pilnujacego go Benjena _ TO zdecydowanie odpada! Kiedy mialby sie ujawnic ze swoja tozsamoscia, chyba przed swoja smiercia bo prowadzenie takiego watku sobie nie wyobrazam.

    Reply
  • 6 marca 2016 at 23:28
    Permalink

    Do sposobu pokonania Arthura dodalbym mozliwosc wykorzystania przez Howlanda sieci rybackiej.

    Reply
  • 7 marca 2016 at 01:25
    Permalink

    Mam pytanie/spostrzeżenie niezwiązane wprawdzie z tematem, no ale to najświeższa teoria więc tradycyjnie napiszę tu 🙂 z góry ostrzegam, że moje postrzeganie może być dość spaczone przez serial. Do rzeczy. Jeśli chodzi o miecze z valyriańskiej stali. Jak się orientuję większość tych ostrzy była kupowana przez lordów Westeros od Valyrian bo valyriańska stal świetna no i wiadomo. Z tego co się orientuję to te miecze były jednak przeznaczone do tego, by nimi walczyć normalnie w bitwach, a nie po to, żeby wisiały na ścianie i ładnie wyglądały. Miały też raczej być przekazywane następnym pokoleniom. Czyli musiały być w miarę uniwersalne jeśli chodzi o kształt/wymiary. No i to by się zgadzało jeśli chodzi generalnie o opisy valyriańskich mieczy w Westeros. Ale czy Lód nie wyróżnia się z tego grona? Jest ogromny, bądź co bądź nieporęczny, nigdzie chyba nie jest wspomniane, żeby Ned nim walczył czy choć nosił go ze sobą, biorąc pod uwagę przedstawienie Lodu w serialu w ogóle wątpię, żeby miecz ten mógł mieć praktyczne zastosowanie w bitwie. Czyli jakby Lód jest dokładnie odwrotnością tego, czego szukali lordowie Westeros zamawiając valyriańskie miecze. Ciekawi mnie teraz skąd to się wzięło? Czy ówczesny król Stark miał widzimisię mieć większy miecz niż koledzy? Czy był możę wielkości Góry? Czy w Lodzie może się kryć jakaś tajemnica?

    Reply
    • 7 marca 2016 at 09:23
      Permalink

      Ja w ogóle staram sobie przypomnieć, czy na kartach sagi jest informacja o tym, że valyriańską stalą można pokonać Innego.

      Reply
      • 7 marca 2016 at 10:32
        Permalink

        Raczej nie, w ogóle w sadze chyba wojna z Innymi to czasy starsze niż kultura Valyrii i stworzenie smoczej stali

        Reply
      • DaeL
        7 marca 2016 at 12:58
        Permalink

        Rzekomo smocza stal może zabić Innego. Ale nie wiemy czym ta smocza stal jest. Tak jak zauważył Florian – z czysto chronologicznego punktu widzenia jest wątpliwe, aby smocza stal była tym samym, co stal valyriańska. No, chyba że Valyrianie nie byli tak naprawdę wynalazcami stali valyriańskiej, ale wykorzystali jakiś starszy pomysł.

        Reply
    • DaeL
      7 marca 2016 at 12:55
      Permalink

      Lód faktycznie jest duży i nieporęczny. Z czego to wynika? Może wynikać z niewiedzy GRRM-a na temat tego aspektu średniowiecza. Nie żebym się tu jakoś nad Martinem znęcał, nawet autorzy historycznej beletrystyki robią tu błędy. Otóż w średniowieczu to co nazywamy mieczami dwuręcznymi (a więc miecze, którymi nie da się operować, jeśli trzymamy je tylko w jednej ręce) w ogóle nie było używane. Tego typu miecze pełniły wyłącznie rolę ceremonialną. Pierwsze prawdziwe miecze dwuręczne, zweihandery, pojawiły się dopiero w epoce renesansu. I nie były mieczami rycerzy, a landsknechtów. I – co chyba najistotniejsze – były używane bardziej jak krótkie włócznie niż miecze.
      Ten brak mieczy dwuręcznych w średniowieczu wynika zresztą nie tylko z faktu iż były one zbyt ciężkie i nieporęczne. Myślę nawet, że ciężar był tu najmniejszym z problemów. Ale dochodzą pewne ograniczenia natury technologicznej, związane z osadzeniem środka ciężkości, a także ze środkiem perkusji. Miecz to trochę bardziej skomplikowana machineria niż się to zwykle wydaje. Jeśli na przykład uderzamy takim mieczem w czyjś czerep, to wolelibyśmy, żeby nam od tego cały miecz nie zaczął wibrować – bo możemy go upuścić.
      Dobra, rozpisałem się, a sens jest taki, że GRRM mógł założyć, że miecze dwuręczne jednak były w średniowieczu używane do walki. Albo jednak wiedział, że nie były używane, ale uznał, że stal valyriańska ma zalety, które sprawiają, że taki miecz dwuręczny ma w średniowieczu sens.
      Ale może też chodzić o coś innego. Lód miał być rekonstrukcją bardzo starego miecza Starków, pochodzącego jeszcze z Ery Herosów. A z historycznymi mieczami to jest tak, że w opowieściach zwykle rosną 🙂 Więc Starkowie mogli po prostu zamówić “replikę”, która była większa od oryginału, bo uwierzyli różnym podaniom i legendom.
      Co do jakiejś szczególnej tajemnicy kryjącej się za Lodem – nie sądzę. Kupili go mniej więcej w tym samym czasie co inne znaczne rody Westeros, i poza rozmiarem niczym się nie wyróżniał.

      Reply
      • 7 marca 2016 at 13:17
        Permalink

        Dzieki za odpowiedź 😀 tak mnie złapało na te przemyślenia, kiedy zastanawiałem się, czy Ned mógł walczyć Lodem pod Wieżą Radości. No bo gdyby tak było, to można by radośnie interpretować, że syn Lyanny rodził się przy dźwiękach pieśni Lodu i Ognia (oczywiście nie biorę tego serio 😛 )

        Reply
      • 7 marca 2016 at 16:14
        Permalink

        Miecz jednoręczny od 0.8-1.2kg, miecz bękarci(półtora ręczny) 1.3-1.7kg. Miecze dwuręczne do 3kg. Jeśli ktoś trzymał replikę miecza jednoręcznego to tak jakby trzymał dwuręczny(O ile wiem repliki rzadko mają poprawne proporcje). Najcięższe był katowskie ale one zupełnie były inne. Nie było zwężenia na końcu. Miecz z taką samą szerokością na całej długości

        Reply
        • DaeL
          7 marca 2016 at 17:51
          Permalink

          I tak, i nie. Ale musimy trochę uściślić terminologię, bo tu gry rpg wszystko pomieszały. Miecz rycerski (do jednej łapy, w zespole z tarczą) z okresu romańskiego (X-XIII w.) rzeczywiście ważył zazwyczaj 1,1kg.
          Miecz długi (półtoraręczny, bastardzi – nazw jest kilka i stosuje się je wymiennie), czyli sprzęt który pojawił się wraz z rozwojem zbroi i zanikiem tarcz – tu jest rozrzut ogromny, od 1,1 do 2kg. To najlepiej widać w typografii Oakshotta. Po prostu wariacji na temat miecza długiego była cała masa. Miałeś klasyczne miecze długie, z dużym odstępem pomiędzy dłońmi osadzonymi na rękojeści, co pozwalało na lepsze wykorzystanie efektu dźwigni. Z kolei bastardy z krótką rękojeścią pozwalały na wykonywanie większej ilości jednoręcznych technik miecza rycerskiego bez wadzenia ręką o głowicę. Do tego miecze długie miały różne przekroje głowni, co też wpływało na różnice w wadze.
          No i miecze dwuręczne. Te średniowieczne, jak wspomniałem, nie służyły do walki. A ważyć mogły nawet do 5 kg. Natomiast w renesansie formacje piesze zaczęły używać zweihanderów. I te miecze rzeczywiście ważyły nie więcej niż 3 kg.
          Ale trzeba jeszcze dodać, że podnieść miecz to jedno. A skutecznie nim walczyć – to inna para kaloszy. I waga, a w szczególności rozłożenie wagi, robi tutaj sporą różnicę. Kto nie wierzy, niech sobie pomacha jakimś większym parasolem. Najpierw trzymając go za rękojeść. A potem za drugi koniec. Ten sam ciężar, a różnica kolosalna.

          Reply
        • 7 marca 2016 at 18:20
          Permalink

          Mówię tu o późno średniowiecznych gdzie dwuręczne pomału wchodziły do użytku. Mówimy o mieczach do walki. Nikt nie wspomina o tych egipckich które miał faraon chociaż nigdy nie używał. Miecze paradne bez jakiegokolwiek zastosowania. Im wcześniejszy okres średniowiecza tym broń cięższa. A walka w pełnej zbroi płytowej to co innego. Na filmach widać jak przystawiają te miecze i walczą. Po co ma tą zbroję?Rycerz nie patrzył, walił we wszystko co się da. Coś tam pogruchotało w zbroje. Nic wielkiego. Więcej liczyła się zbroja i oręż zdolny ją przebić niż umiejętności(nie twierdze że nie są ważne). Co z tego że będę najlepszym szermierzem ale z mieczem niezdolnym przebić zbroi jestem trupem. Mówię tu o bitwie gdzie każdy jest wpakowany w żelazo

          Reply
          • DaeL
            7 marca 2016 at 18:53
            Permalink

            “Więcej liczyła się zbroja i oręż zdolny ją przebić niż umiejętności(nie twierdze że nie są ważne). Co z tego że będę najlepszym szermierzem ale z mieczem niezdolnym przebić zbroi jestem trupem. Mówię tu o bitwie gdzie każdy jest wpakowany w żelazo”

            OK, tylko że mieczem zbroi płytowej nie przebijesz. Nieważne jak wielkim. Płyty nie dość, że były twarde, to jeszcze zapobiegały oddaniu przez miecz całej energii ciosu. Krawędź ostrza po prostu zawsze po uderzeniu odchyla się od linii prostopadłej do powierzchni płyty. Dlatego jeśli dochodziło do walki dwóch spieszonych rycerzy (a do takiej walki dochodziło rzadko), to rozwiązania były trzy:
            1. Miecz długi, metoda walki nazywana half-swording (czyli jedna łapa na rękojeści, druga na głowni za jelcem), i próbujemy wcelować mieczem w łączenie płyt. Czyli inaczej niż opisujesz – nie na rympał, ale bardzo precyzyjnie, i raczej z małą szansą na powodzenie (chyba że przeciwnik chce zrobić to samo).
            2. Broń obuchowa – młot bojowy, obuszek, czekan, nadziak, buzdygan, itd…
            3. Broń drzewcowa – glewia, gizarma, młot lucereński, berdysz, itd…
            Naturalnie rozwiązanie 2 i 3 było preferowane.

            Dlatego, tak jak mówię, miecze dwuręczne generalnie nie były używane przez rycerstwo i w ogóle nie były używane w średniowieczu. Weszły do użytku dopiero w epoce renesansu, w bardzo szczególnej formie (zweihander to nie jest po prostu zwykły, powiększony miecz) i w bardzo szczególnym celu – służyły do walki w formacjach pikinierów.

            Reply
          • 7 marca 2016 at 19:14
            Permalink

            Na przypał walili w słabo uzbrojonych ludzi których mogli posiekać :). Trzeba pamiętać że rycerstwa w bitwie było bardzo mało a w dodatku nie każdego było stać na dobrą zbroję. O ile się nie mylę był specjalny długi “miecz”(bardziej wykałaczkę przypominał) który zahaczano o siodło i nadziewało się przeciwnika jak na szaszłyk, zbroja nie pomagała .Nie pamiętam nazwy ale on chyba z późniejszego okresu. . A poza tym to oni siebie nie chcieli zabijać lub niszczyć zbroi tylko zmusić do poddania. Większy zysk, jeniec+zbroja+koń.

            Reply
          • 7 marca 2016 at 19:42
            Permalink

            Może chodzi Ci o koncerz? Miecz i wszystkie jego odmiany ewoluował wraz z rozwojem umiejętności zabijania i obrony przed tym już od starożytności, dostosowując się do skali uzbrojenia przeciwnika. Popatrzcie na taki rzymski gladius – mały i poręczny, przez stulecia był w wyposażeniu legionów, bo spełniał swą rolę. A w średniowieczu rycerze nie bez powodu mieli pod ręką obok mieczy także mizerykordie… Zaś sięgając dalej na wschód spójrzcie na daisho samuraja, czyli na zestaw katana plus wakizashi. Och, można by o tym długo 🙂

            Reply
  • 10 marca 2016 at 13:56
    Permalink

    Fajna teoria. Zgadzam się z nią w 100%. Poza tym zwróćcie uwagę na Skahaza i jego motywy działań w Meereen, wtedy łatwiej będzie Wam zrozumieć powody tego co robi Varys w Westeros

    Reply
  • Pingback: Szalone Teorie: Kim jest Harpia? - Filmy, Seriale, Gry, Książki, Nauka, Rozrywka i inne

  • 7 września 2016 at 09:56
    Permalink

    Dziwi mnie brak wśród podejrzanych małej Missandei. Teorię o tym, że jest człowiekiem bez twarzy napisałeś wcześniej niż tę. Poza tym mała skryba też sprzeciwiała się małżeństwu Dany i jako jej służka z pewnością znała jej przyzwyczajenia kulinarne.

    Reply
  • Pingback: Indeks Szalonych Teorii – FSGK.PL

  • Pingback: Szalone Teorie: Oblężenie Meereen (część 1 – porównanie sił) – FSGK.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków