Szalone Teorie: Duchy w Winterfell

Noc była ciemna i zimna. Theon Greyjoy z trudem przemierzał dziedziniec Winterfell. Każdy krok oznaczał walkę z wiatrem i rosnącymi w mgnieniu oka połaciami śniegu. Ale Theon wolał marznąć na zewnątrz, niż wrócić do zamkowych komnat. Chował się. Uciekał.

Nie przed Ramsayem, ani jego ojcem. Na to nie  zebrał jeszcze w sobie odwagi. Na razie Theon uciekał przed drobnymi prześladowcami, uciekał przed Fetorem, uciekał przed duchami z Winterfell. Uciekał przed samym sobą.

Nazywam się Fetor, jestem rozczochrany przeto.
Nazywam się Fetor, jestem rozczochrany przeto.

Ale nawet tu, na zasypanym śniegiem dziedzińcu, Theon spotkał ducha.

Nieco dalej napotkał człowieka zmierzającego w przeciwnym kierunku. Twarz zasłaniał kaptur, a płaszcz łopotał za nim na wietrze. Kiedy się mijali, przez moment spojrzeli sobie prosto w oczy. Mężczyzna dotknął ręką sztyletu.
– Theon Sprzedawczyk. Theon Zabójca Krewnych.
– Nie byli… Byłem żelaznym człowiekiem.
– Jesteś fałszywy jak zawsze. Jak to możliwe, że nadal oddychasz?
– Bogowie jeszcze ze mną nie skończyli – odpowiedział Theon, zadając sobie pytanie, czy to może być atakujący nocą zabójca, który wepchnął Żółtej Kuśce do gęby jego własnego kutasa i zepchnął z murów stajennego Rogera Ryswella. O dziwo w ogóle się nie bał. Zdjął rękawicę z lewej dłoni. – Lord Ramsay jeszcze ze mną nie skończył.
Nieznajomy przyjrzał się jego ręce i roześmiał się w głos.
– W takim razie zostawię cię jemu.
—Taniec ze smokami—

Mężczyzna zasłaniający twarz kapturem to jedna z najbardziej enigmatycznych postaci Pieśni Lodu i Ognia. Widzimy go bardzo krótko, a jednak w dość oczywisty sposób dostrzegamy, że zakapturzony człowiek ma do odegrania dużą rolę. Kim jest ten duch z Winterfell?

Niektórzy widzą w nim alter ego trawionego wyrzutami sumienia i pragnącego śmierci Theona. Inni dopatrują się w zakapturzonym mężczyźnie którejś z cudownie ocalonych ofiar Żelaznych Ludzi. Szczególnie interesująca, bo ironiczna, jest tu kandydatura septona Chayle’a – rzekomo doskonałego pływaka, który został wrzucony do studni.

Moim zdaniem istnieje wszakże jeszcze jedno wyjaśnienie. Spina ono klamrą wszystkie dziwaczne wydarzenia z Winterfell, i oferuje odpowiedź na szereg innych pytań, które dotąd nas dręczyły. W moim przekonaniu zakapturzony człowiek nie jest postacią trzecioplanową i miał do odegrania bardzo istotną, niezwiązaną z samym Theonem rolę.

Ale zanim odpowiemy na pytanie kim jest człowiek w kapturze, wyjaśnijmy kim na pewno nie jest.

Mapa Winterfell.
Mapa Winterfell.

Morderca z Winterfell

Dziwnie smakujące pasztety, narastający konflikt pomiędzy ludźmi Północy a Freyami oraz nadciągająca armia Stannisa to nie jedyne zmartwienia przebywającego w Winterfell. Po zamku grasuje morderca. A może… dwóch morderców?

W Winterfell, na przestrzeni kilku dni giną cztery osoby. Są to: stajenny Rogera Ryswella, giermek Aenysa Freya, członek drużyny Ramsaya nazywany Żółtą Kuśką oraz Mały Walder. Kwestia stajennego Rogera Ryswella będzie wymagała jeszcze dokładniejszego omówienia, ale póki co zauważmy, że pierwsze trzy morderstwa wskazują na to, iż do zwabienia ofiar wykorzystano seks.

Stajenny miał opuszczone spodnie…

– To był pijak – skwitował Ryswell. – Idę o zakład, że szczał z muru, pośliznął się i spadł.
Nikt nie wyraził odmiennego zdania, ale Theon Greyjoy zastanawiał się, dlaczego ktoś miałby się wspinać nocą po śliskich od śniegu schodach tylko po to, żeby się odlać.
—Taniec ze smokami—

…giermek był rozebrany do naga…

Następnego ranka znaleziono posiwiałego giermka ser Aenysa Freya. Leżał nagi i zamarznięty na śmierć na starym zamkowym cmentarzu. Szron pokrył jego twarz tak grubą warstwą, że wyglądał, jakby nosił maskę. Ser Aenys oznajmił, że mężczyzna wypił za dużo i zabłądził w śnieżycy, choć nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego rozebrał się do naga, wychodząc na dwór.
—Taniec ze smokami—

…a Żółta Kuśka został pozbawiony przyrodzenia.

Tym razem nikt nie mógł twierdzić, że był to skutek pijackiej nieostrożności albo kopnięcie przez konia. Zabitym był jeden z ulubieńców Ramsaya, brzydki, przysadzisty, skrofuliczny zbrojny znany jako Żółta Kuśka. Trudno było określić, czy jego członek rzeczywiście był żółty, ponieważ ktoś mu go odciął i wepchnął do ust z taką siłą, że złamał przy tym trzy zęby.
—Taniec ze smokami—

Okoliczności te dość jednoznacznie wskazują na to, iż  morderstw dokonały kobiety – włóczniczki Mance’a. Ba, nie wprost, ale na swój sposób jedna z nich – Jarzębina – przyznaje się do tego. Gdy poruszona zostaje kwestia czwartego morderstwa (Małego Waldera), włóczniczka czuje, że musi zaprzeczyć.

Mały Walder – pomyślał Theon. Ten duży. Zerknął na Jarzębinę. Jest ich sześć – przypomniał sobie. Każda z nich mogła to zrobić. Praczka wyczuła jego spojrzenie.
– To nie była nasza robota – zapewniła.
– Cicho – ostrzegł ją Abel.
—Taniec ze smokami—

Ale i w tym wypadku nie jest niczym trudnym znalezienie winowajcy. W końcu Małemu Walderowi towarzyszył jeszcze ktoś. Duży Walder. Socjopata, który miał interes w tym, aby wyeliminować wyprzedzającego go w linii sukcesji kuzyna.

– Jesteśmy kuzynami, nie braćmi – dodał Duży Walder, ten niższy. – Ja jestem Walder, syn Jammosa. Matką mojego ojca była czwarta żona lorda Waldera. On to Walder, syn Merretta. Jego babcia była trzecią żoną lorda Waldera, z rodu Crakehallów. Wyprzedza mnie w linii sukcesji, chociaż to ja jestem starszy.
– Tylko o pięćdziesiąt dwa dni – sprzeciwił się Mały Walder. – Zresztą i tak żaden z nas nie zostanie lordem Bliźniaków, głupku.
– Ja zostanę – zapowiedział Duży Walder.
—Starcie królów—

Duży Walder - Littlefinger na miarę możliwości Freyów.
Duży Walder – Littlefinger na miarę możliwości Freyów.

Motyw to oczywiście nie wszystko. Ale zwróćmy uwagę na dwa szczegóły. Kiedy Mały Walder został odnaleziony, jego krew była zamarznięta…

 Ciało trzymane w ramionach przez ser Hosteena lśniło w blasku pochodni, pokryte skorupą różowego szronu. Krew zamarzła na mrozie.
—Taniec ze smokami—

… a jednak w jakiś sposób pobrudziła rękawice Dużego Waldera.

– To podły uczynek. – Choć raz Roose Bolton przemówił tak głośno, że wszyscy go usłyszeli. – Gdzie znaleziono ciało?
– Pod zburzoną wieżą, panie – odparł Duży Walder. – Tą ze starymi chimerami. – Rękawice chłopaka pokryła warstwa krwi kuzyna.
—Taniec ze smokami—

To wszystko daje nam dość czytelny obraz. Mordercami były włóczniczki oraz Duży Walder. To zaś pozwala nam wysnuć jeden, niezwykle istotny dla tożsamości zakapturzonego mężczyzny wniosek. Jeśli ten konkretny “duch z Winterfell” nie odpowiada za morderstwa, to nie musiał być na zamku przez cały okres wesela.

Tożsamość człowieka w kapturze

Wiemy już kim zakapturzony mężczyzna nie jest. Spróbujmy więc dowiedzieć się czegoś na temat jego tożsamości. Nie mamy wprawdzie zbyt wielu wskazówek, ale sądzę, że nawet skąpe informacje mogą być pomocne. Co wiemy o człowieku w kapturze?

Po pierwsze – mężczyzna w kapturze zna Theona i potrafi go rozpoznać pomimo jego potwornego stanu fizycznego.

Po drugie – mężczyzna w kapturze próbuje zamaskować swą tożsamość. Robi to na tyle dobrze, iż Theon nie odgaduje z kim ma do czynienia. Współgra to z tezą, iż nie jest on gościem Roose’a Boltona i nie był obecny na weselu.

Po trzecie – mężczyzna w kapturze uważa, że Theon był członkiem rodziny Starków.

Książkowe Winterfell
Książkowe Winterfell

Spójrzmy jeszcze raz na tę krótką wymianę zdań:

– Theon Sprzedawczyk. Theon Zabójca Krewnych.
– Nie byli… Byłem żelaznym człowiekiem.
– Jesteś fałszywy jak zawsze. Jak to możliwe, że nadal oddychasz?
—Taniec ze smokami—

Sprzedawczyk. Zabójca Krewnych. Fałszywy. Tak się składa, że opublikowany przez George’a R.R. Martina rozdział Wichrów Zimy zawiera fragment, w którym Theon przypomina sobie spotkanie z Morsem Umberem tuż po zeskoczeniu z murów Winterfell.

– Jestem…
– Sprzedawczykiem i Zabójcą Krewnych – dokończył Wronojad. – Trzymaj na wodzy swój zakłamany język albo go stracisz.
—Wichry zimy (tłum. moje)—

Podobieństwo tych fraz jest uderzające. Wiemy też, że Umber wraz ze swymi ludźmi przebywał w otoczeniu Winterfell. Pozostaje wszakże jedno pytanie – jak rzucający się przecież w oczy Wronojad mógł wejść do Winterfell. Wspinaczka po ogromnych murach? Tajemne przejście? Nie. Odpowiedź na to pytanie jest jeszcze bardziej fascynująca, niż zagadka tożsamości człowieka w kapturze.

Mors Umber został do zamku wpuszczony przez prawdziwego ducha Winterfell. Wpuścił go Roger Ryswell. Truposz.

 

Znany i lubiany Wronojad.
Znany i lubiany Wronojad.

Śmierć Rogera Ryswella

Omawiając morderstwa w Winterfell wspomniałem już, że wrócimy jeszcze do kwestii stajennego. I warto, chociażby dlatego, że zwłoki te nad wyraz ciężko zidentyfikować, z powodu pewnego istotnego szkopułu. Braku twarzy.

Trupa znaleziono u podstawy wewnętrznego muru. Miał złamany kark. Ze śniegu, który zasypał go nocą, sterczała tylko lewa noga.
Mógłby tam leżeć do wiosny, gdyby nie wykopały go suki Ramsaya. Nim Ben od Kości zdołał je odciągnąć, Szara Jeyne pożarła już znaczną część twarzy zabitego i minęło pół dnia, nim się upewnili, że był to czterdziestoczteroletni zbrojny, który pomaszerował na północ z Rogerem Ryswellem.
– To był pijak – skwitował Ryswell. – Idę o zakład, że szczał z muru, pośliznął się i spadł.
—Taniec ze smokami—

Wygląda na to, że Roger Ryswell dość szybko przeszedł do porządku dziennego nad tym dziwnym zdarzeniem. Jest to tym dziwniejsze, że poprzedniego dnia musiało ono przydarzyć się jemu samemu.

Pod Spaloną Wieżą minął Rickarda Ryswella całującego szyję innej praczki Abla, tej o rumianych jak jabłka policzkach i płaskim nosie. Pomyślał, że pod płaszczem pewnie jest naga. Ujrzawszy go, powiedziała coś Ryswellowi, który roześmiał się na głos.
—Taniec ze smokami—

Powiecie zapewne – ale przecież Theon dostrzegł tu Rickarda, nie Rogera Ryswella. Owszem. Rzecz w tym, że Theon ich nie odróżnia.

To jeden z synów lorda Ryswella – pomyślał Fetor – Roger albo może Rickard. Nie potrafił ich od siebie odróżnić.
—Taniec ze smokami—

A zatem jeden z Ryswellów całuje morderczą włóczniczkę, a następnego dnia znalezione zostaje ciało… jego stajennego? Coś tu się kupy nie trzyma. Na dodatek Roger Ryswell od tego momentu zaczyna zachowywać się w bardzo dziwny sposób. Lekceważy morderstwa, chroni Wymana Manderly’ego, namawia do zbrojnego wymarszu przeciw Stannisowi. Zupełnie jakby nie był sobą…

Rubin i brosza

Być może tajemnica zachowania Rogera Ryswella stanie się jasna, gdy odpowiemy sobie na bardzo proste pytanie. Po co Mance’owi Rayderowi bransoleta z rubinem lady Melisandre? Jako bard Abel nie zmienia przecież swojego oblicza.

Palce Abla zatańczyły na strunach lutni. Broda barda była brązowa, choć jego długie włosy w większej części już posiwiały.
—Taniec ze smokami—

Z kolei Melisandre uważa, że do kontroli nad Królem Za Murem wystarczy jej jego syn i wizje w płomieniach. A zatem – gdzie jest rubin? Na pewno nie ma go Melisandre. Od momentu gdy Mance Rayder opuszcza Czarny Zamek, Melisandre nosi wyłącznie jeden rubin – wokół szyi.

– Niech przyjdą ci, którzy pragną się połączyć – rzekła Melisandre. W blasku płomieni rzucała cień na Mur, a jej rubin lśnił na tle białej szyi.
—Taniec ze smokami—

Od tego rubinu nie sposób oderwać wzroku.
Od tego rubinu nie sposób oderwać wzroku.

Oczywiście by podszyć się pod kogoś, sam rubin nie wystarczy. Jak wiemy z wyjaśnień Melisandre, rzucenie uroku wymaga też posiadania bardzo osobistego przedmiotu. Czegoś, co gromadzi esencję osoby, pod którą chcemy się podszyć.

– Kości pomogły – przyznała Melisandre. – One pamiętają. Właśnie z takich rzeczy tworzy się najsilniejsze uroki. Buty umarłego, kosmyk jego włosów, woreczek z kośćmi palców. Dzięki wyszeptanym słowom i modlitwie można wydobyć z takich rzeczy cień człowieka i nałożyć go na innego niczym płaszcz. Esencja noszącego się nie zmienia, tylko wygląd zewnętrzny.
—Taniec ze smokami—

Czy jest zatem zbiegiem okoliczności, iż spośród wszystkich zaufanych Roose’a Boltona, tylko Roger Ryswell jest opisany jako posiadacz takiego właśnie, nieustannie noszonego przy sobie przedmiotu?

Obok niego siedziała lady Dustin, bladolica i poważna, oraz Roger Ryswell w płaszczu spiętym żelazną broszą w kształcie końskiej głowy.
—Taniec ze smokami—

Duchy w Winterfell

Rację miał Theon Greyjoy, gdy uznał, iż po Winterfell krążą duchy. Są to duchy błędów przeszłości i zbrodni, które muszą zostać odpokutowane. Ale są to również duchy niedawno zmarłych. Duch Rogera Ryswella, który otwiera wrota dla Wronojada. Duch, który przekazuje zielonym chłopcom zgromadzonym pod murami Winterfell informacje wystarczające do wciągnięcia w pułapkę każdego zwiadu Boltonów. A może nawet duch, który wchodzi do prywatnych komnat, kradnie pieczęcie, a nawet wysyła różową korespondencję? Kto jest tym duchem? Mance? Któraś z włóczniczek? A może – od pewnego momentu – sam Mors Umber?

Dwie rzeczy są pewne. Morderstwa dokonywane przez włóczniczki nie były przypadkowe. A duchy w Winterfell to duchy Starków.

 


 

I to by było na tyle. Jak zwykle czekam na Wasze komentarze. Przypominam też o ciągle trwającym Wielkim Turnieju Westeros i Essos!

A jeśli jesteście spragnieni innych Szalonych Teorii, to koniecznie zapoznajcie się z ich Spisem!

Kilka komentarzy do "Szalone Teorie: Duchy w Winterfell"

  • DaeL
    30 marca 2016 at 23:06
    Permalink

    Pierwszy (tego imienia)!

    Reply
    • DaeL
      30 marca 2016 at 23:07
      Permalink

      O cholera. Zaraz Wam wykasuję te komentarze, za to żeście mnie ubiegli 🙂

      Reply
  • 30 marca 2016 at 23:07
    Permalink

    Kurde działanie mnie opznilo Mózg nie myśli

    Reply
  • 30 marca 2016 at 23:15
    Permalink

    Niech George wreszcie zapowie kiedy wyda Wichry, bo już nie wytrzymuję. Zobaczymy które z teorii się sprawdzą, a które nie, A DaeL zajmie się pisaniem nowych, do Snu o Wiośnie 🙂 Ach te marzenia

    Reply
  • 30 marca 2016 at 23:20
    Permalink

    NARESZCIE! Dziękuje ,ale mnie nie przekonałeś. Chłop udający lorda, to nie zadziała. Bardziej ciekawe jest “woreczek z kośćmi palców.”

    Reply
    • DaeL
      30 marca 2016 at 23:37
      Permalink

      Hola, hola… jaki chłop. Wronojad to nie chłop. A i Mance’a też bym tak nie nazwał.

      Reply
    • 30 marca 2016 at 23:37
      Permalink

      Też zastanawiał mnie ten “woreczek z kośćmi palców”. Davos nosił to jako amulet ale zgubił go w czasie Bitwy pod Czarnym Nurtem (lub przed). Mellisandre tam nie było wątpię, że dostał się w jej rece.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 00:18
        Permalink

        Też to zwróciło moją uwagę lecz zapewne chodziło Czerwonej kapłance o silne przywiązanie emocjonalne do danego przedmiotu, a w tym przypadku Davose do swego amuletu

        Reply
  • 30 marca 2016 at 23:23
    Permalink

    Całkiem zaskakujące, jak zwykle warto było czekać 🙂

    Reply
  • 30 marca 2016 at 23:34
    Permalink

    Tylko drobny błąd zauważam – Duży Walder to ten normalny, który dystansuje się od Ramsaya, a Osha zauważa, że przezwiska Walderów nawiązują do ich wnętrza – Mały ma małą duszę i jeszcze mniejsze sumienie. Nie przeczę, że mógł zabić swojego kuzyna, ale socjopatą nie był.

    Choć może źle zapamiętałem ich przezwiska.

    Reply
    • DaeL
      30 marca 2016 at 23:37
      Permalink

      Hmmm… ja to zapamiętałem na odwrót. Wszystko przez to powtarzanie imion wśród Freyów 🙂

      Reply
    • 30 marca 2016 at 23:40
      Permalink

      Chyba jednak mam rację “Mały Walder stał się ulubieńcem lorda Ramsaya i z każdym dniem upodabniał się do niego, ale mniejszego Freya zrobiono z innego materiału. Rzadko brał udział w okrutnych zabawach kuzyna” – Taniec ze Smokami cz. 1, s. 347.

      Reply
      • 30 marca 2016 at 23:49
        Permalink

        Nie dość, że tak samo się nazywają to trzeba jeszcze pamiętać, że Mały jest duży, a Duży jest mały. I Mały to ten “zły” bo lubi Ramsaya i stara upodobnić się do niego.

        Reply
  • 30 marca 2016 at 23:37
    Permalink

    a może zakapturzona postać to Benjen Stark, został wysłany do Winterfell przez Bloodravena w pewnej misji….W Winterfell zawsze musi być Stark i nazywa go zabójcą krewnych bo wie, że zabił dzieci młynarza czyli swoje własne

    Reply
    • 30 marca 2016 at 23:42
      Permalink

      a to byłby piękny foreshadowing, jednak Theon jest chyba na to za młody, żeby być ojcem dziecka w wieku Brana

      Reply
      • 30 marca 2016 at 23:57
        Permalink

        Hm, daję sobie włosy uciąć, że Theon miał romans z żoną młynarza. W Starciu Królów powinien być cytat. Jednak wątpię żeby to były jego dzieci. Theon w pierwszym tomie ma 21 lat.

        Reply
        • 31 marca 2016 at 00:02
          Permalink

          Romans miał na 100%, jeżeli jednak w pierwszym tomie miał 21 lat, to teoretycznie mógł spłodzić przynajmniej młodszego…

          Reply
          • 31 marca 2016 at 00:16
            Permalink

            Poprawka Theon urodził się w 278 lub 279 więc w 1 tomie będzie miał 18 – 19 lat.

            Reply
      • 31 marca 2016 at 17:53
        Permalink

        o ile sb dobrze przypominam to były sieroty którymi młynarz zaopiekował się wraz z żoną 🙂

        Reply
    • 31 marca 2016 at 00:14
      Permalink

      Jak dla mnie to się kupy nie trzyma, ale czemu nie 🙂

      Reply
    • 31 marca 2016 at 16:46
      Permalink

      Według mnie bardzo możliwe, że zakapturzonym człowiekiem jest Benjen, ale tego nie jestem pewien. Pewien jestem natomiast, że Benjen żyje i robi coś bardzo ważnego dla losów świata, coś związanego z Innymi i robi coś co doradził mu Bloodraven. Może udał się do Winterfell bo tam zawsze musi być Stark (i to chyba nie ze względu na przywiązanie rodu do swojej siedziby; ktoś w komentarzach już kiedyś wspomniał, że to może mieć coś wspólnego z końcem Długiej Nocy itd.). Myślę też, że Benjen mógł udać się na daleką północ. Najdalszą jak tylko się da, tam gdzie mieszkają Inni. Nie wiem po co miałby tam iść, ale według mnie byłoby to niesamowite, że Pierwszy Zwiadowca Nocnej Straży samodzielnie rusza na tysiące Białych Wędrowców, aby coś namieszać lub odkręcić.

      Reply
  • 31 marca 2016 at 00:58
    Permalink

    mnie jednak bardziej przekonuje teoria o rozdwojeniu jaźni Theona, wydaje mi się bardziej martinowska. Ta też mogłaby się sprawdzić, gdyby nie była tak zagmatwana.
    (Z tego co pamiętam, to wszyscy nazywali Theona Zabójcą Krewnych i Sprzedawczykiem, a nie tylko Mors Umber, ale może mi się to z jakiegoś powodu tylko przywidziało).
    Mimo wszystko tekst jak zwykle świetny, chociaż tym razem teoria do mnie nie trafia.

    Reply
    • DaeL
      31 marca 2016 at 02:10
      Permalink

      Zabójcą Krewnych jest nazwany trzy razy. Po raz pierwszy przez zakapturzoną postać, po raz drugi przez jedną z włóczniczek i po raz trzeci przez Wronojada. Przy czym Wronojad używa prawie dokładnie tych samych słów co zakapturzona postać. I w takiej samej kolejności.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 20:37
        Permalink

        aha.
        Hmmmmm to zmnienia postać rzeczy.
        Zastanowię się jeszcze nad tym.
        Dzięki DaeLu.

        Reply
  • 31 marca 2016 at 01:51
    Permalink

    Po raz kolejny jestem pod wrażeniem, jak wiele szczegółów jesteś w stanie wyłuskać z tekstu, DaeLu 🙂 Ciekawa teoria, ale bliższe jest mi założenie, że mordercą z Winterfell jest alter ego Theona. To byłoby ciekawe rozwiązanie, kolejny smaczek w jego historii. Niewykluczone jednak, że masz sporo racji. Ostatnio czytałam znów TzS i zastanawiałam się nad sprawą zabójcy, ale nawet nie pomyślałam o udziale Melisandre, choć właściwie byłby on całkiem logiczny, bo nasza kapłanka przecież już pośrednio miesza w Winterfell.

    Reply
    • DaeL
      31 marca 2016 at 02:26
      Permalink

      Dopuszczam możliwość, że postać w kapturze to alter ego Theona, ale wydaje mi się, że morderców niemal na pewno zidentyfikowałem poprawnie 🙂

      Reply
  • 31 marca 2016 at 07:30
    Permalink

    A to nie było też tak, że wtedy, gdy Theon był księciem Winterfell też ginęli Żelaźni Ludzie i nie odkryto sprawcy? A więc wtedy kto ich zabił? Osha? Maester Luwin?

    Reply
    • 31 marca 2016 at 09:52
      Permalink

      Nie mam nic na potwierdzenie ale byli to zapewne mieszkańcy Winterfell którzy nie kryli swej pogardy do Theona i jego żelaznych ludzi, dla mnie to był dość oczywiste i nie doszukiwałem się innych rozwiązań, a to jest dość solidne.

      Reply
    • 31 marca 2016 at 10:30
      Permalink

      Nie masz racji. W rozdziale Theon’a jest jak byk napisane, że Żelaznych Ludzi w Winterfell mordował Fetor (wtedy Ramsey Snow) za pozwoleniem Theona – byli to ci trzej, którzy byli świadkami obdarcia ze skóry dzieci młynarza. Theon i Fetor (Ramsey) nie chcieli aby się wydało, że to nie byli prawdziwi Bran i Rickon.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 15:38
        Permalink

        Nie pamiętam tego, musiał bym wrócić do tamtego rozdziału, ale być może masz racje, miało by to sens.

        Reply
  • 31 marca 2016 at 09:57
    Permalink

    wtedy zabijał ich sam theon żeby ukryć świadków zabójstwa dzieci młynarza

    Reply
    • 17 maja 2017 at 12:50
      Permalink

      O, a przecież Żelaźni Ludzie to bardziej krewni Theona niż Starkowie 😉 I jest wyjaśnienie Zabójcy Krewnych.
      Tyle, że wtedy wiedzieli o tym jedynie Theon i Ramsay, więc kto puścił informację dalej? Alter ego Theona? Może tak sobie z tym radzi? A może ktoś z Żelaznych Ludzi się domyślił i miał możliwość powiedzieć o tym komuś spoza Winterfell?

      Reply
  • 31 marca 2016 at 10:08
    Permalink

    “Spojrzeli sobie prosto w oczy.”
    Serio, DaeL? Spojrzał Wronojadowi w ‘oczy’ i go nie rozpoznał? 😀

    Sugerujesz zatem, że po zabójstwie Ryswella Mance za pomocą rubinu przejął jego tożsamość, wpuścił na teren Winterfell Umbera, a następnie oddał mu tożsamość Ryswella? Sporo założeń bazujących na nazwaniu Theona Sprzedawczykiem. W końcu Mance mógł wpuścić każdego, kto akurat pałętał się pod murami, lub dowolnej postaci z Winterfell oddać rubin. ;d

    I ten Walder brzmi zastanawiająco.

    Reply
    • 31 marca 2016 at 10:33
      Permalink

      Poszukując dodatkowych informacji: pominąłeś informację, jakoby Mors Umber był największym krytykiem Wymana MAnderly’ego. Co uzasadniałoby późniejsze komentarze na temat Wymana wygłaszane przez Ryswella.

      Reply
    • 31 marca 2016 at 10:38
      Permalink

      Fakt, jednooki Wronojad rzuca się w oczy. Zabójstwo Ryswell’a możliwe, podmiana tożsamości ok, ale Zabójcą Krewnych mógł nazwać Theona dowolny człowiek z Północy, który widział jak wychowywał się razem z dziećmi Starków. To nie musiał być Wronojad. Chociaż ciekawe jest zainteresowanie Mance’a Theonem, jego wiedza o nim, no i te tytuły – książę… Ha

      Reply
      • DaeL
        31 marca 2016 at 13:12
        Permalink

        Czy Zabójcą Krewnych nazwałby Theona każdy człowiek z Północy – no nie do końca. We wszystkich książkach Theon słyszy ten epitet tylko trzy razy – od zakapturzonej postaci, od jednej z włóczniczek (swoją drogą ciekawej… to temat na odrębny tekst) i od Morsa Umbera. No i pozostaje jeszcze jedna kwestia – Theona bardzo trudno rozpoznać. Nawet Ashy zajmuje to dobrą chwilkę. Tymczasem zakapturzony człowiek nie ma z tym problemu (choć jest zdziwiony, że Theon jeszcze żyje). Nie ma też tego problemu Mors Umber.

        Reply
        • 31 marca 2016 at 16:52
          Permalink

          Też zastanawiają mnie towarzyszki Mance’a jak wiadomo wyruszyło z nim 6 włóczniczek ale w momencie spotkania Theona z Jarzębiną w gaju ta dziwnie komentuje jego wypowiedź:

          ….Nadchodzi zima, Jarzębina przeszyła go twardym spojrzeniem. Nie masz prawa wypowiadać słów Lorda Eddarda, nie ty już nigdy po tym co zrobiłeś…

          Kto na północ od Muru znał by maksymę Starków , a jak nawet już dbał by o to, i obchodziło by go co zrobił Theon południowemu klękaczowi i jego rodzinie ,moim zdaniem każdy z dzikich miał by to gdzieś wiec skąd taka euforia ze strony Jarzębiny ??

          A jak nawet nie jest z dzikich to skąd kobieta z północy znanej nam, w towarzystwie włóczniczek Mance’a ??

          Reply
          • 31 marca 2016 at 17:24
            Permalink

            Jarzębina to córka Morsa Umbera albo wnuczka. O to chodzi?

            Reply
          • 31 marca 2016 at 18:26
            Permalink

            Przedmówca ma rację, bodajże w TzS jest wspomniane że córka Morsa została porwana przez dzikich, któż inny z dzikich mógłby bronić Starka jeśli nie ona ?

            Reply
  • 31 marca 2016 at 12:16
    Permalink

    Widzieliście okładki Tańca Smoków? Niezły syf

    Reply
  • 31 marca 2016 at 12:18
    Permalink

    Tańca ze Smokami* , troche brakuje tu edycji postów

    Reply
    • DaeL
      31 marca 2016 at 13:17
      Permalink

      Jakaś nowa okładka? Serialowa?

      Reply
    • DaeL
      31 marca 2016 at 14:25
      Permalink

      Słaba. Ale z serialowych okładek to i tak tylko pierwsze dwie mi się w miarę podobały.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 14:41
        Permalink

        Dla mnie fatalna. Do poprzednich ma się stylistycznie jak wół do karety. Okładka Uczty dla Wron była bardzo ładna, tylko że nie wiązała się w żaden sposób z treścią. Tamta okładka z Tyrionem i Drogonem byłaby idealna do Tańca

        Reply
  • 31 marca 2016 at 13:42
    Permalink

    Jest jeszcze jedno ale. Wronojad nienawidził Dzikich. Jednym z warunków przyłaczenia się do sprawy Stannisa była czaszka Mance’a Rydera. A teraz mają nagle współpracować ze sobą?

    Reply
    • 31 marca 2016 at 13:53
      Permalink

      Chyba, że Mance wyrolował Morsa podając się za minstrela Abla (Wronojad chyba nigdy nie widział króla za Murem). Sytuacja w Winterfell jest niesamowicie poplątana.

      Reply
    • DaeL
      31 marca 2016 at 14:24
      Permalink

      Istnieją dwa wyjaśnienia tego problemu. Pierwsze to oczywiście koncepcja wspólnego wroga. Drugie wyjaśnienie jest trochę bardziej skomplikowane, i nie chciałem go już wrzucać do i tak sporego tekstu. Trzeba sobie bowiem przypomnieć DLACZEGO Umber nienawidzi dzikich… 🙂

      Reply
  • 31 marca 2016 at 14:41
    Permalink

    Zajrzałem, przeczytałem i niewiele zrozumiałem. Przeczytałem zatem raz jeszcze i nadal nie do końca rozjaśniło mi się w głowie (choć zapewne to wada głowy, a nie tekstu). Ale kolejno:
    1. To, że włóczniczki Mance’a zwabiają pod pozorem usług seksualnych swe przyszłe ofiary, a potem je mordują jest w pełni przekonujące. Pytanie brzmi: czemu wybierają akurat te ofiary? Żółta Kuśka rozumiem, to wredny podwładny Ramsaya, ale już giermek Freyów to postać nic nie znacząca. W zamku pełnym wyposzczonych mężczyzn mogą zapewne przebierać w ofertach i powinny polować na tych bardziej istotnych,
    2. Duży Walder zabija Małego Waldera. Fajnie, tylko jak była już o tym mowa, to akurat Mały był tym gorszym i starał się wzorować na Ramsayu. Trochę tak jakby Abel (nie ten) zabił Kaina,
    3. Sprawa Ryswella… Jeśli dobrze rozumiem chodzi o to, że zabity został nie stajenny a Roger Ryswell, następnie zaś przy wykorzystaniu rubinu Melisandre oraz należącej do zamordowanego broszy w jego postać wcielił się ktoś inny. Do licha, kto?! Przecież chyba nie ów stajenny, który musiałby być w takim momencie ważnym elementem spisku. Tu są potrzebne dwie osoby – jedna oddająca swą powierzchowność (jak Grzechocząca Koszula płonący na stosie pod postacią Raydera) i druga ją przejmująca (Mance zakamuflowany jako Grzechocząca Koszula). Zapewne czegoś nie pojąłem, więc wytłumaczcie mi, kto kryje się pod obliczem dziwnie i inaczej niż przedtem zachowującego się Rogera Ryswella? Bo przecież nie Mors Umber, będący równocześnie w zamka i poza jego murami. No i gdzie właściwie jest ciało tego nieszczęsnego stajennego? Bo chyba też musiał zginąć – byłoby raczej dziwne, gdyby go zidentyfikowano jako truposza, a on nadal chodził po Winterfell,
    4. Cała Północ wiedziała, kim jest Theon Greyjoy. Nikt nie mógłby uznać, że wychowanek Neda jest z nim spokrewniony. A słowo “krewny” ma jednoznaczne znaczenie – oznacza bliższe lub dalsze więzi krwi, co w feudalnym społeczeństwie jest szczególnie istotne. Termin “Zabójca Krewnych” nie może więc odnosić się do domniemanej śmierci Brana i Rickona. Dlatego nie pojmuję czemu tego zwrotu wobec Theona użył zarówno zakapturzony jak i Mors Umber. Może kryje się za tym jeszcze coś innego?
    5. Bardzo się starałem, ale przyznam, że nadal nie odnalazłem odpowiedzi na pytanie kim, do diabła, jest ten zakapturzony? Bez wątpienia zna Theona, potrafił go rozpoznać, a to wskazywałoby na wcześniejszą znajomość, może z czasów przedwojennych. Cóż, nadal jestem ciemny jak tabaka w rogu!
    I oto właśnie urok DaeLowych teorii – fascynujące 🙂

    Reply
    • 31 marca 2016 at 15:46
      Permalink

      Wow, długi tekst. Ale napisałem kiedyś dłuższy 😀

      Reply
      • 31 marca 2016 at 15:51
        Permalink

        No wiesz, jak się człowiek skarży na własną indolencję umysłową to mu wychodzi długi tekst. Ale czasem potrafię też krócej 🙂

        Reply
    • 31 marca 2016 at 16:07
      Permalink

      1. Sam nie wiem 🙂 2. Duży zabił Małego dlatego że mógłby się stać drugim Ramsayem i był bliżej w lini sukcesji od niego 3. Tak naprawdę ten stajenny to wymysl Manca. Nie było kogoś takiego, zabitym jest Roger Ryswell A jego tozsamosc przejął Mance/Wronojad tego już nie wiem. 4 Ta zakapturzona postacią jest Wronojad Tyle sam zrozumiałem.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 18:00
        Permalink

        Czyli ktoś tajemniczo wpuścił Wronojada ? bo przecież nie frontalnie przez bramę, to czemu nie wpuścił 300 chłopa by w nocy wyrznąć wszystkich.

        Reply
      • 31 marca 2016 at 19:25
        Permalink

        Stajenny to wymysł? Przecież tam jest jeszcze Rickard Ryswell – czyżby nie znał własnej służby? I dał sobie spokojnie wmówić, że oto znaleziono zwłoki jego (lub brata) stajennego?

        Reply
      • 3 kwietnia 2016 at 14:54
        Permalink

        To wszystko pogmatwane jest. Z tekstu zrozumiałem że ten stajenny zabił tego lorda i teraz się za niego przebrał

        Reply
    • 31 marca 2016 at 18:52
      Permalink

      Sytuacja, w której Duży Walder zabija Małego ma chyba coś wspólnego z lady Dustin i jej współpracą z Mancem. Pamiętam, że ktoś na to wpadł w komentarzach pod teorią o Różowym Liście.
      Lady Dustin miała kiedyś wśród Boltonów ulubieńca, chłopaka traktowanego przez nią jak syna. Miał na imię chyba Domeric czy jakoś tak i miał talent do jazdy konnej. W linii sukcesji był przed Ramsey’em i pewnego razu zmarł. Lady Dustin uznała, że to Ramsey go zabił.
      Lady Dustin współpracowała z Rayderem nad uwolnieniem “Aryi” i umieściła go w kryptach, o których wiedziało mało osób, ale wśród nich byli Walderowie. Lady Dustin lubiła Dużego Waldera – był sprytny i miał talent do jazdy konnej. Był jej nowym ulubieńcem, a Małego Waldera zamordował bo wiedział o kryptach, w których jest Mance i mógłby o tym powiedzieć Ramseyowi, gdyż był blisko niego.

      Reply
    • 3 kwietnia 2016 at 14:27
      Permalink

      Mam podobnie co ty w podpunkcie 3.

      Reply
  • 31 marca 2016 at 16:23
    Permalink

    Tak na marginesie Rayder to nazwisko Mance czy przydomek? Na Pólnocy był niegdyś ród Ryder, który mieszkał na obecnych ziemiach Ryswellów.

    Reply
    • 31 marca 2016 at 17:33
      Permalink

      Ofiary nie sa przypadkowe, pytanie kto pod wizerunkiem Mance jest uwieziony w klatce.

      Reply
    • 31 marca 2016 at 18:02
      Permalink

      gdzie niby to znalazłeś ? jakieś potwierdzenie daj

      Reply
      • 31 marca 2016 at 18:11
        Permalink

        pytam Ghosta jak coś źle się kliknęło.
        DaeLu chyba czas popracować nad stroną i możliwością edycji, ułatwiło by i uprzyjemniło prowadzenie dyskusji gdyż niestety sam się łapie na tym że czasem czegoś nie dopowiadam lub po prostu popełniam błędy których słownik nie wychwyca.

        Reply
      • 31 marca 2016 at 18:37
        Permalink

        W Świecie Lodu i ognia też jest wzmianka o rodzie Ryder.

        Reply
        • 31 marca 2016 at 19:42
          Permalink

          Rodzie Ryder, a nie RAyder 😉
          Poza tym, Mance jest bękartem.

          Reply
          • 31 marca 2016 at 20:48
            Permalink

            Zauważyłem różnicę pisowni. Po prostu nazwa rodu skojarzyła mi się z Mance i pomyślałem, a może jednak :). Rayder to pseudonim. Ciekawi mnie ta postać i zastanawiałem się kim był zanim trafił do Nocnej Straży.

            Reply
  • 31 marca 2016 at 17:53
    Permalink

    Naprawdę, przez tę teorię i komentarze wszystko się strasznie pogmatwało w mojej głowie. Rozumiem, że Duży Walder (jako że jak tu przeczytałem był tym nie zwyrodniałym Frey’em) zabił Małego Waldera bo ten stawał się kolejnym psychopatą.
    Zupełnie też nie pamiętałem o jakichkolwiek Ryswellach 😛 Ale to jest trochę pogmatwane.
    No i kto w końcu wciela się w tego Rogera Ryswella? Mance? Wronojad? Jeśli to był Wronojad to musiałby być ciągle w zamku, albo przynajmniej przez większość czasu. Wtedy nie wiem, czy spotkałby Theona po jego ucieczce.
    W podsumowaniu przydałoby się trochę porozwiewać nasze wątpliwości i napisać jak do ludzi o nieci mniejszych możliwościach wykorzystania swojego umysłu, żeby osoby mniej spostrzegawcze mogły poznać odpowiedzi na pytania 😛
    A pomyśleć, że zapowiadałeś DWIE teorie w TYM TYGODNIU, więc czeka nas trochę więcej intelektualnej gimnastyki 😉

    Reply
    • 31 marca 2016 at 19:31
      Permalink

      Gdyby tak “dobrzy” Freyowie mordowali tych zwyrodniałych, to już niewielu by ich zostało, a sam dziadzio Walder dawno by już wyzionął ducha 🙂

      Reply
      • 31 marca 2016 at 19:41
        Permalink

        Czarny Walder (najbardziej wredny z Walderów) nie próżnuje i pnie się w rankingu na kolejnego lorda Bliźniaków.

        Reply
  • 31 marca 2016 at 19:28
    Permalink

    Wsrod siedmiu spod wiezy radosci byl jeden z rodu Ryswell, zginal… czy moze trafil na mur?

    Reply
    • 31 marca 2016 at 19:44
      Permalink

      Z tego co pamiętam starcie z gwardzistami przeżył tylko Howland Reed i Ned Stark. Pozostałych 5 ludzi z Północy poległo. Wśród nich był mąż lady Dustin.

      Reply
      • 31 marca 2016 at 19:44
        Permalink

        Ale on był Dustinem, nie Ryswellem 😉
        Ostatnim Dustinem.

        Reply
        • 31 marca 2016 at 20:02
          Permalink

          Zgadza się. Byli tam zarówno lord Dustin jak i Ryswell.

          Reply
    • 31 marca 2016 at 19:44
      Permalink

      Zginęli chyba wszyscy, oprócz Neda i rannego Howlanda.

      Reply
  • 31 marca 2016 at 19:59
    Permalink

    Byl jeszcze Mark Ryswell, cos mi mowi ze moze miec duzo wspolnego z Mancem.

    Reply
  • 31 marca 2016 at 20:20
    Permalink

    w necie znalazłem dwie dobre teorie tak ze dodam alternatywę na forum mam nadzieje ze DaeL sie nie obrazi
    pierwsza użytkownika Viven
    Ostatnio przeglądając rozdziały Theona zaczynam skłaniać się ku teorii, że to on jest skrytobójcą. Wiele przeczy przeciwko temu: stan psychiczny, fizyczny, fakt że czytając jego POVy zauważylibyśmy, że on za wszystkim stoi, ale mimo wszystko ja dostrzegam wiele powodów, które świadczą za.

    Czytając rozdziały Theona z Winterfell nie da się nie zauważyć dziwnych przeskoków czasowych w okresie, gdy dochodzi do zbrodni. Tak jakby Theon miał luki w pamięci, albo – bardziej prawdopodobne- starał się wyprzeć zbrodnie z pamięci. Nie trudno się domyśleć, co robi Theon w tych przerwach. Spaceruje. Nasz bohater bardzo polubił te wycieczki krajoznawcze, szczególnie do miejsc, w których doszło do zabójstw ( czy nie przypomina to Raskolnikowa ze Zbrodni i Kary?), a czasami nawet znajduje się on w tych miejscach niedługo przed zabójstwem!

    Cytuj:
    Za starą stajnią były rzadko używane schody. Wspinał się po nich ostrożnie aż w końcu znalazł się sam na szczycie wewnętrznego muru

    W kolejnym rozdziale pt Duch w Winterfell właśnie tam znaleziono pierwszego trupa ‘u podstawy wewnętrznego muru’. Widoczna tu jest analogia do rozdziałów Theona ze SK, z okresu gdy ktoś dokonał trzech zbrodni na ludziach Theona (sam Theon później też to zauważa).
    Cytuj:
    Tej samej nocy, gdy wrócili z Żołędziowej Wody, Gelmarr Ponury spadł ze schodów i skręcił sobie kark. Następnego dnia ktoś poderżnął Aggarowi gardło od ucha do ucha. Gynir Czerwony Nos zrobił się tak ostrożny że nie pił wina, spał w kolczudze (…) mimo to pewnego ranka wszystkich w zamku obudził jazgot szczeniaka. Zwierzę biegało jak szalone wokół studni, w której pływał utopiony Gynir.

    Następny trup to posiwiały giermek ser Aenysa Freya. Odnaleziono go na cmentarzu. Ser Aenys podsumował tą śmierć zbyt dużą ilością wypitego alkoholu, ale Theon ma swoje zdanie na ten temat :

    Cytuj:
    Kolejny pijak – pomyślał Theon. W winie mogło utonąć wiele podejrzeń

    Sama śmierć giermka nie podobna jest do tej której doświadczył Gynir, ale to komentarz Theona wskazuje na podobieństwo. Ktoś bardzo się postarał, by zgony przypominały choć w namiastce te które przytrafiły się Żelaznym Ludziom w Winterfell. Nieco później, odkryto ciało kusznika z rozbitą czaszką. Dopiero po tych 3 mordach mamy znak, że Theon bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z analogii jaka tu występuje:

    Cytuj:
    Wszystko to wydawało mu się bardzo znajome, jak komedianckie przedstawienie, które już kiedyś widział. Tylko komedianci się zmienili. Roose Bolton grał rolę , która poprzednim razem przypadła Theonowi, a zabici tę, która należała do Aggara, Gynira Czerwonego Nosa i Gelmarra Ponurego.

    O Ramsey’u aka udawanym Fetorze też wspomina. Nikt nie spodziewał się wtedy, a najmniej Theon, że śmierdzący Fetor okaże się zdradliwym Ramsey’em stojącym za zabójstwami. A teraz? Któż by się spodziewał że Theon/Fetor, osłabiony, wycieńczony i pozbawiony człowieczeństwa zabiłby tylu ludzi? Naturalnie zostaje o to oskarżony, ale wszyscy szybko odrzucają tę myśl widząc w jakim jest stanie. Logika i rozsądek zwyciężają. W końcu Ryswell dochodzi do konkuluzji:

    Cytuj:
    – Jeśli nie on to kto? Nie ulega wątpliwości, że w zamku jest człowiek Stannisa.
    Fetor nie jest człowiekiem. Nie jest mężczyzną. Nie Fetor. Nie ja.

    Theon zaprzecza w myślach jakoby był człowiekiem Stannisa, ale wcale nie zaprzecza zabójstwom. To tak jakby chciał poprawić Ryswella:”Oczywiście, że ja stoję za tym wszystkim, ale nie nazywaj mnie mężczyzną, bo nim nie jestem!”

    Największym ale w tej teorii jest spotkanie z zakapturzonym mężczyzną, ale jak już ktoś zauważył w tym temacie może to być wytwór wyobraźni Theona. Jego alter ego, które krąży nocą po ruinach Winterfell. Theon gdzieś wewnątrz siebie zdaje sobie sprawę, że to on za tym wszystkim stoi. Również rozmowa z Jarzębiną o tym świadczy. Kobieta zaprzecza oskarżeniom Theona co do zbrodni, ale jemu samemu bardziej chodzi o uspokojenie swojego sumienia i tak też wygląda ta rozmowa – jakby dyskutował z samym sobą.

    Theon wydaje się też być bardzo zżyty z drzewami i starymi bogami. Prosi ich o odwagę, łaskę, siłę. Wizyta w gaju kończy się stwierdzeniem, że w Winterfell jest pełno duchów, a on jest jednym z nich. Czy właśnie wtedy mógł w nim się zarysować plan skrytobójstw? Czy może raczej to bogowie nim pokierowali, jakkolwiek banalnie to brzmi i dlatego Theon nie zdaje sobie sprawy z tego co czyni? Tak czy siak, ta wizyta i modlitwa okazała się znamienna dla psychiki Theona i jego dalszych działań.

    Jeszcze na koniec zastanawia mnie, co dalej? W Starciu Królów, zabójstwa były początkiem końca Theona za sprawą Fetora. Jeśli to Theon stoi za obecnymi zabójstwami, to jakby miał wyglądać jego dalszy plan? Na pewno nie chodziło mu tylko o nastraszenie lordów i zasianie niepokoju. Celem jest Ramsey i ciekawe czy Theon planuje przynieść na niego zgubę w stylu tej, którą sam doświadczył

    druga Maegi

    Natknęłam się na ciekawą kandydaturę dla tożsamości tajemniczego mężczyzny w płaszczu. Ma nim ponoć być (wielki znak zapytania) septon Chayle, który był septonem w Winterfell od wielu, wielu lat (zajmował się septem oraz biblioteką) i został przez Theona wrzucony do studni, gdy Theon zajął Winterfell:

    Cytuj:
    (…) jeśli zaś chodzi o Chayle’a, po prostu musiał złożyć kogoś w ofierze Utopionemu Bogu. Jego ludzie tego oczekiwali.
    – Nie mam nic przeciwko tobie – oznajmił septonowi, nim wrzucili go do studni. – Ale dla ciebie i twoich bogów nie ma już tu miejsca.

    A wcześniej coś takiego powiedział Chayle Branowi, gdy ten ostrzegał, że Winterfell zaleją fale:

    Cytuj:
    – Bogowie zabiorą mnie wtedy, kiedy zechcą – rzekł mu spokojnie septon Chayle. – Choć nie wydaje mi się, bym miał utonąć, Bran. Wychowałem się na brzegach Białego Noża i pływam bardzo dobrze.

    Studnia w Winterfell wg pomysłu fanów ma mieć podziemne połączenie z głębokim i zimnym stawem w bożym gaju. Patrząc na plan Winterfell nie jest to wcale takie niemożliwe. Wtedy septon po wrzuceniu do studni miałby wypłynąć w bożym gaju i musiałby być przez pewien czas oblężenia ukrywany. W czasie zawieruchy jego koleje losu mogły się kształtować coś na kształt Wexa (zamiast na drzewie, gdzieś w jakimś sekretnym tunelu podziemnym bądź w sekretnym tunelu w murze zamku), wtedy jest to kolejna postać, która wraca na karty powieści ku zaskoczeniu czytelników. :mrgreen:

    Przeciwko temu pomysłowi ma przemawiać to, że septon Chayle w wizji Jojena jest jednym z wielu, których zalały fale i utonęli. Oraz, że w nietypowej wizji/śnie Theona w Starciu królów pojawia się wśród zmarłych Chayle:

    Cytuj:
    Nocą śniła mu się uczta, którą wyprawił Ned Stark po przybyciu do Winterfell króla Roberta. Komnatę wypełniały śmiechy i dźwięki muzyki, choć na zewnątrz zaczynały dąć zimne wichry. Z początku Theona interesowało tylko wino i pieczyste. Żartował głośno, przyglądał się usługującym dziewkom i bawił się świetnie… nagle jednak zauważył, że w sali zrobiło się ciemniej. Muzyka nie wydawała się już tak wesoła. Słyszał w niej fałszywe nuty i dziwne okresy ciszy. Niektóre tony przeciągały się niczym cieknąca z rany krew. Wino raptownie nabrało gorzkiego smaku. Gdy podniósł wzrok, zobaczył, że ucztuje z umarłymi.
    Trzewia króla Roberta wylały się na stół z wielkiej rany w brzuchu, a lord Eddard siedział bez głowy u jego boku. Na ławach poniżej spoczywały trupy. Gdy unosiły kielichy, od ich kości odpadało szaro-brązowe mięso, a z dziur, które były ich oczami, wypełzały robaki. Znał ich wszystkich. Jory Cassel i Gruby Tom, Porther, Cayn, koniuszy Hullen i wszyscy, którzy wyjechali do Królewskiej Przystani, by nigdy już nie wrócić. Mikken i Chayle siedzieli obok siebie. Z jednego ciekła krew, a z drugiego woda. Większa część jednego ze stołów należała do Benfreda Tallharta i jego Dzikich Zajęcy. Była tam też żona młynarza, Farlen i nawet dziki, którego Theon zabił w wilczym lesie, gdy ocalił życie Branowi.
    Ujrzał też jednak innych ludzi, których nie znał za ich życia. Ich twarze widział tylko wykute w kamieniu. Szczupła, smutna dziewczyna w koronie z jasnoniebieskich róż, której białą suknię zbroczyły plamy krwi, mogła być jedynie Lyanną. Obok niej stał jej brat Brandon, a tuż za nimi ich ojciec lord Rickard. W mroku pod ścianą poruszały się ledwie dostrzegalne postacie, jasne cienie o długich, ponurych twarzach. Na ich widok strach przeszył Theona ukłuciem ostrym jak nóż. A potem wysokie wrota otworzyły się z trzaskiem, do sali wpadł lodowaty podmuch i z nocy do środka wszedł Robb. Szary Wicher sunął obok niego, a ślepia jarzyły mu się ogniem. I człowiek, i wilk krwawili z setki straszliwych ran. Obudził się z krzykiem.

    Jednak z kolei, gdy Theon fetorzy w Tańcu ze smokami, to po spotkaniu z tym tajemniczym mężczyzną ❗ wśród zmarłych nie wymienia już septona Chayle’a (a wymienia Harwina) – jest to słaby dowód na poparcie kandydatury Chayle’a, ale dosyć mocny przeciwko kandydaturze Harwina:

    Cytuj:
    To jednak było dawno temu. Wszyscy oni już nie żyli. Jory, stary ser Rodrik, lord Eddard, Harwin i Hullen, Cayn, Desmond i Gruby Tom, Alyn, który marzył, że zostanie rycerzem, i Mikken, od którego Theon dostał pierwszy prawdziwy miecz. Zapewne nawet Stara Niania.

    Ponadto przebieg rozmowy Theona z tym tajemniczym mężczyzną jest dosyć nietypowy, odniesienie do bogów i chętne pokazywanie okaleczonej dłoni przez Theona i ten śmiech.
    Chayle to młody mężczyzna (wg rozdziały Tyriona z GoT), o wesołym usposobieniu (wg rozdziału Catelyn z Nawałnicy) i bardzo pobożny (wg rozdziału Brana ze Starcia królów). Zebrane razem te informacje to ciekawe wskazówki.

    Jeżeli to Chayle jest zakapturzoną postacią, to może mieć jeszcze jakąś rolę do odegrania w Winterfell w przyszłości (czy mają to być morderstwa – ciężko stwierdzić – choć miał czytać księgę m.in. też o morderstwach Chayle w pierwszym rozdziale Tyriona w GoT – “Życie Wielkiego Maestera Aethelmure’a”). Choć osobiście podejrzenia na sprawców poszczególnych mordów w Winterfell kieruję ku praczkom Mance’a z wyłączeniem zabójstwa Małego Waldera (którego z dużą dozą prawdopodobieństwa zabił Duży Walder – zmrożona krew ofiary, a na ubraniu Dużego Waldera pełno świeżej krwi zabitego).

    tutaj drugi jej post

    enny to nie jest moja autorska teoria, ja o niej przeczytałam i bardzo mi się spodobała. Mam co prawda już całą fabułę w głowie, co do możliwych losów Chayle’a, ale to raczej chybotliwe pomysły i swawolna gra wyobraźni w oparciu o skąpe dane o nim. Zakładam, że jeżeli to on rzeczywiście, to będąc na jego miejscu udałabym się do Białego Portu do Manderly’ego w okolicach pożogi Winterfell (w Białym Porcie jest mocna wiara w Siedmiu, zna drogę Chayle Białym Nożem, tam się przy rzece wychował – najprawdopodobniej w bliskości Białego Portu, może też liczyć na chętne ucho Manderly’ego co do wieści z Winterfell) i wtedy wraca do tegoż Winterfell Chayle razem z orszakiem Manderly’ego (jeżeli dobrze pamiętam ma ten lord ponoć 300 ludzi z czego 100 rycerzy – tam bym wciskała Chayle’a).

    Czy to on jednak morduje? Tropienie sprawców zabójstw w rozdziałach Theona w Tańcu to prawdziwe CSI Winterfell.

    Ofiary (pada zdanie, że żadnego z nich nie pchnięto sztyletem):
    – ok. 40-letni zbrojny od Rogera Ryswella – miał niby poślizgnąć się i spaść z wewnętrznego muru, gdy poszedł się odlać (i jak słusznie zauważa Theon miałby się niby specjalnie wspinać na mur za potrzebą ❗ chyba że za jakąś inną potrzebą, a pomysł że tak by to miało wyglądać nakierowuje na podejrzenie, że był obnażony po upadku :!:);
    – kolejny jest giermek Aenysa Freya – nagi ❗ i zamarznięty na cmentarzu;
    – kusznik od Flintów z nizin – w stajni z rozbitą czaszką;
    – Żółta Kuśka (człowiek Ramsaya) zagrzebany w śniegu obok kuchni, z odciętym członkiem w ustach i o połamanych zębach – co ma świadczyć o sile, z jaką członka mu wepchnięto do ust.

    Jedna z praczek Abla/Mance’a – Frenya jest bardzo silną dziewuchą. ❗ Zwycięsko mocowała się z wartownikiem przy północnej bramie. Zabici to pionki, okoliczności ich śmierci wskazują na to, że byli ofiarami praczek Mance’a.

    Natomiast zawalenie nowo wybudowanej stajni i śmierć dwóch stajennych razem z końmi w wyniku zawalenia jest wytłumaczalna naporem śniegu – co jest logiczne, bo te stajnie po spaleniu Winterfell były na szybko odbudowywane.

    Zupełnie inne okoliczności krwawego zabójstwo niespełna 9-letniego Małego Waldera i zbryzgane krwią zabitego ubranie Dużego Waldera, wskazują że załatwił krewniaka Duży Walder. I próbował zrzucić winę na ludzi Manderly’ego.

    Z tego powodu (jakkolwiek by wyglądały motywy ewentualnie żywego Chayle’a) nie wydaje mi się, aby to on mordował.

    Torrhen Stark pisze:
    Meagi Theon uważał Harwina za zmarłego bo nie znał jego dalszych losów po wyruszeniu do Królewskiej Przystani z Nedem. On myślał, że wszyscy, których zabrał Ned zginęli bo i skąd miałby wiedzieć o tym, że Harwin został przez namiestnika wysłany w celu pojmania Gregora Clegane i przystąpił do Bractwa Bez Chorągwi?

    To prawda, że Theon nie wie, ale jak napisałam – wymienia Theon Harwina wśród zmarłych już po rozmowie z zakapturzonym mężczyzną. W takim wypadku musiałby go Theon nie rozpoznać, skoro nadal uważa go za zmarłego. Jeżeli okaże się, że był to Harwin – to w porządku, tyle że mało za tym przemawia.

    Jeszcze jako ciekawostkę wkleję małą wtopę GRRM z pomyłką septonów. Mianowicie pojawia się Chayle nagle na Murze w miejsce Celladora:

    Cytuj:
    Wśród nieobecnych byli Othell Yarwyck i Bowen Marsh. Septon Chayle wyszedł na chwilę z septu, dotykając kryształu o siedmiu fasetkach, który miał zawieszony na szyi, ale gdy tylko zaczęto modlitwy, zniknął w środku.

    Tak jest nawet w oryginale (dla pewności sprawdziłam):

    Cytuj:
    Othell Yarwyck and Bowen Marsh were amongst the missing. Septon Chayle had emerged briefly from the sept, fingering the seven-sided crystal on the thong about his neck, only to retreat inside again once the prayers began.

    Rozdział Theona z zakapturzonym mężczyzną przedzielają od rozdziału Jona z pomyłkowo nazwanym septonem tylko dwa rozdziały – Tyriona i Jaime’a. Niby nic, ale daje do myślenia, że coś ten septon Chayle siedział w głowie GRRM

    pewnie to czytaliście ale pomyślałem ze wkleję może komuś coś pomoże

    Reply
  • 31 marca 2016 at 22:26
    Permalink

    Skąd właściwie pewność, że Theon nie rozpoznał człowieka w kapturze? Cały czas jest wspominane, że Winterfell jest dla Theona pełne duchów. Możliwe więc, że rozpoznał zakapturzonego i wziął go za ducha, bo zobaczył osobę, którą miał za martwą. Dla mnie ciekawa jest kandydatura Harwina. Żyje, choć Theon myśli, że jest martwy. Jest członkiem Bractwa, zna zamek, a jak wiadomo Kamienne Serce jednego z członków zainstalowała w Riverrun, dlaczego nie mogła posłać drugiego do Winterfell? To trudniejsze, bo daleko, ale wykonalne. W końcu Kamienne Serce zapewniła, że będzie rozlewać krew i Freyów i Boltonów.

    Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 08:45
    Permalink

    Tyle tych dzikich okazuje się nagle postaciami z południa (Jarzębina, Tormund, Harma), że aż zacząłem się zastanawiać nad paroma rzeczami, które zapewne mi umknęły.
    W jaki sposób dzicy porwali córkę Umbera? Przedostali się przez mur, a potem dali radę wrócić?
    W jaki sposób uciekinierzy z południa dostawali się przez mur? Czy dzicy po prostu przyjmowali wszystkich jak leci? W jaki sposób zdobyć ich zaufanie, czy wystarczy ckliwa historyjka o wykluczeniu społecznym? ;D

    Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 09:51
      Permalink

      Dzicy dostawali się za Mur albo przez Zatokę Fok(przepływając ją, ale była to ryzykowna i długa wyprawa), albo wspinali się na Mur, w nadziei, że Nocna Straż ich nie wykryje.
      A do Nocnej Straży przyjmowano każdego, kto chciał. Gdy stawałeś się bratem, przestawało się liczyć kim byłeś w przeszłości.

      Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 10:31
      Permalink

      Po przykładzie Jona widzieliśmy w jaki sposób zdobyć zaufanie Wolnych Ludzi. Nie utyskiwanie bękarta przekonało Mance’a i innych, ale zabójstwo Qhorina. Siła i odwaga, rozumiana na ich, nieco inny sposób.

      Reply
      • 2 kwietnia 2016 at 09:41
        Permalink

        No właśnie wspinaczka po murze została opisana w taki sposób, przy podkreślaniu znacznych strat, że kompletnie nie czuję jakiegoś najazdu na Umberów, czy czegoś w tym stylu.
        Dodatkowo tak szeroko zakrojona propaganda przeciw dzikim raczej nie zachęca do ich odwiedzenia, więc nie wiem, na co liczą uciekinierzy za mur.

        Wyjaśnienie Harmy – wyjątkowo silnie nasuwa mi na myśl siostrę Clegane i będę się tego trzymał, bo to jedna z postaci, które rozszyfrowałem samodzielnie. 😀

        Reply
        • 2 kwietnia 2016 at 20:35
          Permalink

          Harma Clegeane :). To by wyjaśniało jej nienawiść do psów.

          Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 14:41
      Permalink

      Tak jak wspominał Argotin wspinaczka albo opłynięcie Muru to najskuteczniejsze metody (obie szalenie niebezpieczne). Powrót za Mur jest teoretycznie łatwiejszy bo przy opuszczonych zamkach NS są jakieś pozostałości schodów, albo są one wykute w lodzie (jak w Nocnym Forcie). Potem wystarczy spuścić sprzęt i ludzi na linach.
      Dzicy to jednak pomysłowy naród i próbowali też innych sposobów niż wyżej wymienione.

      Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 11:15
    Permalink

    Wymiana zdań między Theonem a nieznajomym może jednak wskazywać, że ów ma coś wspólnego z zabójstwami: “W takim razie zostawię cię jemu”. Czyli Theona zostawi Ramsayowi (co z kolei może oznaczać, że sam Ramsay także nie jest celem zamachów). Ale to samo oznacza, że nieznajomy jakieś inne osoby “zostawi sobie”. Hm… Wiemy więc tyle tylko, że jegomość w kapturze nie planuje zabijania Theona (choć nim gardzi) ani Ramsaya. Kto jest więc celem? Chyba, że jednak Ramsay ale dopiero gdy załatwi Theona. Choć to już nieaktualny warunek.
    Możliwe, że w Winterfell jest więc kilku zabójców o różnych tożsamościach (także “przejętych”), którzy zabijają różne osoby, o dziwo raczej mało znaczące. Czemu to ma służyć? Na osłabienie załogi Winterfell to trochę za mało. Przestraszyć chcą w ten sposób kogoś? Wysłać komuś ostrzeżenie?

    Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 12:31
    Permalink

    Daelu, czy nie zapomniałeś o zabójstwie tego łucznika Flintów z nizin?

    Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 13:44
      Permalink

      Czyli mamy rozumieć, że to nie Jon umarł w Czarnym Zamku tylko jego sobowtór, a prawdziwy Jon jest gdzieś indziej? (Nie jestem orłem z angielskiego)

      Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 14:21
      Permalink

      No cóż, jest w takim wypadku nawet możliwe, że Jon Snow jest tajemniczym gościem w Winterfell. Chociaż nie, ma się spotkać z Daenerys, więc nie może się rozdwoić. A może może.

      Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 14:25
      Permalink

      Jezusie Nazarejski, to oczywiste, że Martin robi sobie jaja… Jakie to niedorzeczne, z jakiej racji Jon miałby uciekać do Danki? Skąd miałby wiedzieć, że szykują na niego zamach? Czy zostawiłby wszystko, co dotychczas stworzył?

      Reply
    • 1 kwietnia 2016 at 14:28
      Permalink

      Ejjj ludzie jest 1 kwietnia 😉

      Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 13:32
    Permalink

    No, muszę powiedzieć Daelu, że takich wniosków w ogóle się nie spodziewałem. Przeczytałem teorię przedwczoraj i do teraz kombinowałem komentarz 😛
    Generalnie ciekawe podejście, chociaż mam kilka uwag. Szczególnie, że nie wydaje mi się, żeby Umber miał uważać Theona za krewnego Starków. W sensie, wiem, że tak go nazywa w Wichrach, ale skoro Ned Stark walczył w oblężeniu Pyke, to chyba można założyć, że Umberowie też tam byli, czyli że znają skutki tej wojny. To, że morderstw dokonały włóczniczki i Duży Walder to akurat logiczne. Czytałem wyżej, że Duży to ten normalny i nie mógł zabić, ale kto znajdzie całkiem normalnego Freya niech pierwszy rzuci kamień. Poza tym Duży wyraźnie stwierdza, że chce być lordem, ma motyw, okazję, no i są poszlaki z tą krwią. Dobór celów przez włóczniczki paradoksalnie dla mnie jest jak najbardziej logoczny. Mance’owi chodzi przecież o spotęgowanie chaosu w zamku, żeby mógł wykraść Aryę/zrobić cokolwiek co chce zrobić. No i morduje jednego z ulubieńców Ramsaya, który jest psychopatyczny, skory do nieprzemyślanych działań, pochopnej zemsty i rzucania oskarżeń. A potem morduje człowieka Freyów. W moim odczuciu rodu, który ma te same cechy co Ramsay. Ciekawi mnie też miejsce Theona w tym wszystkim – wprawdzie nie sądzę, żeby dokonał on dotychczasowych morderstw to wyraźnie ma coś jeszcze do zrobienia. Coś, co uważa za misję od starych bogów. Można to zauważyć nawet w sposobie w jaki zwraca się do zakapturzonego – najpierw mówi, że bogowie z nim jeszcze nie skończyli, a dopiero potem będzie mógł z nim skończyć Ramsay. Uff, ale się niekonstruktywnie rozpisałem.

    Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 15:16
    Permalink

    Dziwne te analizy. Zdanie ,,w takim razie zostawie cie jemu” nie swiadczy w zaden sposob iz zakapturzony popelnil wczesniejsze zbrodnie. Slowa zostaly wypowiedziane w momencie siegniecia przez niego po sztylet, wycofal sie z zamiaru zabicia Theona. Uznal go za bezwartosciowego, nie byl jego celem, gardzi nim i przyjmuje ze szybka smierc z jego reki bylaby dla niego aktem laski. Rownie dobrze, nie jest to zaden morderca, a nawet jesli to nie musi miec cos wspolnego z poprzednimi zbrodniami, a jego celem moze byc nawet Boltona i dziala na zlecenie Ramsay.

    Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 15:23
    Permalink

    Świetny artykuł! Jak zawsze zresztą 😉

    Reply
  • 1 kwietnia 2016 at 23:11
    Permalink

    a byłby ktoś tak miły i streścił dla tych co mieli w szkole mongołski??

    Reply
    • 2 kwietnia 2016 at 00:45
      Permalink

      hahah “w szkole mongolski ” ahaha pozwolisz że kiedyś to wykorzystam 😛

      Reply
  • 2 kwietnia 2016 at 02:09
    Permalink

    Jest coś co mnie zastanawia. Męczyło mnie mianowicie, jak niby Theon i zakapturzony mieli sobie spojrzeć w oczy, skoro tamten miał zasłoniętą twarz. No i spojrzałem w oryginał, a tam:
    “Farther on, he came upon a man striding in the opposite direction, a hooded cloak flapping
    behind him. When they found themselves face-to-face their eyes met briefly. The man put a hand on his
    dagger.”
    Czyli w (moim) dosłownym, topornym tłumaczeniu:
    “Dalej napotkał człowieka brnącego w przeciwnym kierunku, za którym płaszcz z kapturem łopotał na wietrze. Kiedy zbliżyli się do siebie, ich oczy spotkały się na chwilę. Mężczyzna położył rękę na sztylecie”.
    Czyli jak rozumiem to wcale nie oznacza, że ów tajemniczy jegomość miał zasłoniętą twarz, równie dobrze mógł mieć zdjęty kaptur i widoczną twarz

    Reply
  • 2 kwietnia 2016 at 12:27
    Permalink

    Kiedy grupy G i H, Dael’u?

    Reply
    • DaeL
      2 kwietnia 2016 at 21:51
      Permalink

      Za pół godzinki.

      Reply
  • 2 kwietnia 2016 at 12:45
    Permalink

    Czy dobrze przeczytałem DaeLu?
    Podasz nam w tym tygodniu jeszcze jedną teorię?
    Czym zasłużyliśmy sobie na tak wielką łaskę?
    Żartuje oczywiście, chociaż byłoby świetnie.

    Reply
    • DaeL
      3 kwietnia 2016 at 18:07
      Permalink

      W tym tygodniu już chyba nie. Ale na pewno będzie w poniedziałek.

      Reply
  • 3 kwietnia 2016 at 10:35
    Permalink

    W skrócie teorie, do których wrzuciłem linki mówią, że osobą zasłaniającą twarz jest Robett Glover. Teorie opiera na faktach m.in. że ta osoba:
    – zna Theona
    – zna Winterfell
    – dowiedziała się o zabójstwie krewnych Theona (chodzi o dziecko Theona z wdową młynarza)
    – niedawno weszła do Winterfell
    – jest akceptowana w Winterfell jako gość
    – przyniosła wieści, które nastawiły Dystey i Boltona przeciwko Freyom
    – przekazała informacje o zabójstwie krwnych do Rowan i możliwe że pomagała przechwycić Theona współpracując z Morsem

    Ogólnie Wex wiedział co zrobiono z dziećmi młynarza, on przekazał informacje Manderlemu i Gloverowi. Autor wylicza, że młodsze dziecko jest najprawopodobniej Theona. I tylko za to można go nazwać Zabójcą Krewnych.

    Reply
  • 18 grudnia 2016 at 18:48
    Permalink

    Morderstw najprawdopodobniej dokonały włóczniczki i Duży Walder, ale teoria z rubinem jest błędna, ponieważ do rzucenia uroku zmieniającego wygląd konieczny jest dobry czarodziej. Melisandre w swoim rozdziale w TzS wspominała jak trudne i wyczerpujące jest stworzenie iluzji i jej utrzymanie, a miły staruszek mówił, że żeby zmienić swój wygląd czarami potrzeba lat nauki (UdW, rozdz. 22, Arya II). Pozbawiony zdolności magicznych i odpowiedniego wyszkolenia Mance nie byłby w stanie rzucić na kogokolwiek uroku bez względu na przedmioty jakie mógł posiadać. Przyznaję jednak, że zachowanie Rogera Ryswella i scena z “praczką” i Rickardem są rzeczywiście dziwne.

    Swoją drogą jak to możliwe, że Aenys Frey miał posiwiałego giermka, giermkami przecież byli nastolatkowie, o wiele za młodzi by zacząć siwieć.

    Reply
  • Pingback: Indeks Szalonych Teorii – FSGK.PL

  • 5 maja 2017 at 17:53
    Permalink

    Tak sobie myślałam…

    Określenie “Zabójca Krewnych” nie musi odnosić się do Brana i Rickona. Theon nie był ich krewnym, wszyscy to wiedzą:)

    A przecież Theon poprowadził na śmierć swych “krewnych” z Fosy Cailin, krewnych, którym obiecał jedzenie i wolność, a którzy trafili obdarci ze skóry na pale.

    Kiedy Theon spróbował zaprzeczyć, że jest krewnym Starków (bo do nich odniósł Zabójcę Krewnych), i powiedział, że “był żelaznym człowiekiem”, postać odpowiedziała: “Jesteś fałszywy jak zawsze”.

    Jak dla mnie, zakapturzona postać zdaje się być zdziwiona widokiem Theona, nie jest więc przyzwyczajona do niego, tak jak byłby np. Abel, stąd też wędrówka jego ręki do sztyletu.
    I zaskakujący jest też fakt, że Theon pokazuje nieznajomemu palce ( a raczej ich brak), choć chwilę później, poproszony przez lady Dustin o ściągnięcie rękawic, próbował protestować.

    Co do teorii z włóczniczkami… Dziwi mnie tylko jedna sprawa. Czy rzeczywiście wykorzystywały seks jako przynętę? Powiedzmy, że tak było. Jedna więc wabiła ofiarę, w trakcie ją zabijała, a potem wszystkie zanosiły ofiary na dwór i zostawiały je nagie (co przecież mogłoby skierować podejrzenia na “praczki”)? Bo wątpię, by ktokolwiek się rozbierał dobrowolnie na dworze w takie śnieżyce:)

    Reply
  • 17 maja 2017 at 18:32
    Permalink

    Podoba mi się opcja Theona jako zamaskowanego, aczkolwiek muszę ponownie przeczytać książki, by ustalić swoje ostateczne stanowisko, a wciąż liczę, że nie zdążę przed Wichrami 🙂

    Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii zabójcy krewnych. Wspomniałam wyżej (trochę w biegu i nie mając czasu na porządne przemyślenie kwestii), że jako krewnych Theona możemy uznać Żelaznych Ludzi, których kazał zabić. Tylko, że jest pewien szkopuł. Od momentu, gdy Theon znalazł się na Pyke, coraz bardziej narastało we mnie przeczucie, że powrót do domu będzie dla niego jednym wielkim fiaskiem. On już nie przynależy do swojego narodu, a oni nie uznają go za jednego z nich. Może mówić, że jest (bądź był) Żelaznym Człowiekiem, ale kiedy widzimy go w sytuacjach mających to udowodnić, wychodzi z niego na bezczela Stark. Ofiarę Utopionemu składa niejako na pokaz ‘bo trzeba, bo co ludzie powiedzą’, a tymczasem w Starych Bogów wydaje się naprawdę wierzyć, nawet jeśli sam nie chce się do tego przyznać. Mało kiedy myśli o Balonie; ojcem, którego akceptacji pragnął, był Ned. To Neda wspomina z gniewem, jako tego, który odtrącał go, choć faworyzował skutek swojej hańby, Jona Snow; gdy Balon okazuje swoje rozczarowanie synem, który nie pasuje już na jego następcę, Theon jakoś specjalnie się tym nie martwi – a przecież to z Pyke wiązał swoje plany na życie. Chronił tożsamość Jeyne, o której zapewne nie miał zbyt wysokiego mniemania za dawnych dni, a wcześniej bez mrugnięcia okiem pozwolił ‘Fetorowi’ zabić swoich pobratymców, bo zupełnie nie ufał im w kwestii tajemnicy Brana i Rickona. A propos, czy nie zbyt łatwo przystał na zaprzestanie pościgu za chłopcami? Może nawet go ucieszyło, że uciekli.
    Jak dla mnie Theon to Stark, który udaje, że jest Greyjoyem. Można powiedzieć, że Starkowie nie robili nigdy takich podłych rzeczy jak zabijanie niewinnych dzieci, ale prawda jest taka, że pomysł wyszedł od bękarta Boltona, a Theon ma to do siebie, że bardzo łatwo ulega wpływom. Łatwo go zirytować, łatwo zranić paroma odpowiednio dobranymi słowami, łatwo zmanipulować – i łatwo wychować na w gruncie rzeczy dobrego człowieka. Próżnego, niedostępnego hedonistę, owszem, ale gdy przyszła pora, zrobił co należy. A jak dobrze pójdzie, może nawet pomoże pokonać siły Boltonów – i może dane mu będzie udzielić Ramsayowi aktu łaski, którego sam od niego nigdy nie doświadczył, i pozbyć się tego potwora raz na zawsze.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków